ja tak tylko… sobota, sty 21 2012 

Lekko zaganiana (sejsa, praca, gryzonie, luby itd…;))… Albo do konkretów:

http://agatasitko-bizuteria.blogspot.com/

Zapraszam! :)

Sztuka użytkowa poniedziałek, gru 26 2011 

Żeby nie było, że przeszłam w stan lotny pomiędzy azot, tlen, wodór i inne związki, w tym spalinowe… ;) Coś ze sztuki użytkowej- zdjęcia jakość kiepska, bo skleroza zapomniała aparatu i musiała się telefonem posłużyć ;) Coś dla płci pięknej- moja radosna twórczość :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Sebastian niedziela, lis 20 2011 

Dziurka od klucza poniedziałek, lis 14 2011 

…bo w życiu tak jest, że jeśli nie zamkniesz za sobą jednych drzwi, to nie otworzysz następnych. Możesz oglądać inny świat, świat, który może być twoją nową rzeczywistością, jedynie przez dziurkę od klucza. Co więc powstrzymuje od zamknięcia za sobą tej ruchomej przegrody? Dlaczego tak trudno jest zostawić coś, co sprawia ból, co nijak nam nie odpowiada? Zaraz, a kto powiedział, że coś nie pasuje? Jesteśmy pokoleniem masochistów.

Od dziecka uczą nas bycia nieszczęśliwym. I chociaż podstawowe doktryny nie zmieniają się od lat, stając się wręcz mantrami, to jednak szczęście, do którego dąży człowiek, zdaje się być nie tyle nieosiągalne, co po prostu niemile widziane. Paradoks? Przecież sens życia polega na tym, by być szczęśliwym- a na to każdy ma indywidualny sposób. No właśnie- wielu z nas jest jego świadomych, a jednak, bardziej lub mniej, unika drogi samospełnienia.

Żyjemy w czasach, gdzie życie goni do przodu i nie ogląda się na pojedyncze jednostki. Najłatwiej zwalić winę na dzisiejsze czasy. Ale czy wieki temu było lepiej? Nie było telefonii komórkowej, nie było komputerów, Internetu, powszechnego obowiązku edukacji. Panowała ciemnota, najwięcej do powiedzenia miał kościół (nie to, żebym się czepiała) i przynależąca jemu inkwizycja (jeszcze król, królowa… małpa miała większe prawo głosu, niż wdowa- ale to takie wtrącenie). Kobiety szczęśliwe, wolne, popadały w zniewolenie i lądowały z kamieniem u nogi na dnie rzeki (jeśli były czarownicami, to by wypłynęły; kiedy nie wypływały, świadczyło to o ich niewinności i zbawieniu), albo płonęły na stosie. Za znachorstwo (parzenie melisy, bongo- bongo i te sprawy…), za nierząd (ludzki popęd seksualny- przeto podstawowe potrzeby człowieka od wieków uznawane są jako grzech nieczystości…), za wróżby, jasnowidztwo (ciemne chmury, będzie deszcz). Zasady wciąż te same, chociaż ubrane w inne słowa i insze czyny.

Młodzież się rozhulała. Jasne, kilkadziesiąt lat wstecz wcale nie było seksu przedmałżeńskiego, zdrad i dzieci z łoża antagonistycznego do prawego. Tylko wtedy nazywano (niczemu winne) dziecko bękartem. Dzisiaj panuje teoretyczna tolerancja. Teoretyczna- bo w praktyce każdy wie, jak jest (i niech zabije mózg swój dechami- niech tylko odwróci swoją szanowną banię).

Wszyscy zaczynamy i kończymy w ten sam sposób. Zaczynami od kosmicznego wystrzału małej komórki z ogonkiem od osobnika homo sapiens z ogonkiem, bierzemy udział w pierwszym wyścigu, wżeramy się w taką dużą kuleczkę z kolejnym materiałem genetycznym. Kończymy oddając ostatni oddech. Co jest później- nie wiem. Ja wierzę w reinkarnację. Inni przyjmują filozofię nieba i ziemi. Dla innych nie ma nic. To nieistotne- wszyscy umieramy. I tak, na pewno na łożu śmierci będziemy wspominać godziny tej cudownej harówki, podkładania sobie wzajemnie świń i innych zwierzątek mających w zwyczaju głośno mlaskać przy dużej misce i robić bardzo śmierdzącą kupkę. Na pewno będziemy z satysfakcją wspominać, ile to razy nawzajem uprzykrzyliśmy sobie życie, przeglądać wyciągi z konta i starać się za wszelką cenę jeszcze je jakoś pomnożyć. Nie? No niemożliwe.

Nie chodzi o to, żeby żyć w biedzie. To nie jest szczęście. Ascetyzm był modny w średniowieczu. Sama pracuję, chociaż jeszcze jestem na etapie edukacji. Robię to, co lubię i w czym się widzę przez następne długie lata- bo projektowanie to w dużej mierze sens mojego życia. Ale czy będę wspominać projekty i ich realizacje, umierając? Nie sądzę. Stawiam na ludzi w jakiś sposób mi bliski i bliższy. Stawiam na wspomnienia z nimi. Stawiam na te wszystkie wspaniałe chwile, które RAZEM przeżyliśmy, i które RAZEM przeżyjemy. Jeśli komuś kiedyś dam życie- pewnie będzie to najważniejsza taka osoba, której będę chciała wszystko przekazać. Żeby rozwijać się dalej. Bo rozwijać się, mieć kogo kochać, szaleć, żyć z pasją- to jest szczęście. Ale być szczęśliwym, to nie tylko biegać z głową pośród obłoków, bo w końcu może jakiś piorun trzasnąć- to stąpać twardo po ziemi i skakać jak najbliżej słońca…

Piorun środa, lis 9 2011 

A niech to piorun trzaśnie…

Pastele olejne

Podobrazie płócienne 50×60 cm

Psychodelia sobota, paź 29 2011 

Psychodeliczne zadanie: namalować zmianę mojego życia. Bez szczegółów ;)

Podobrazie płócienne 50×60

Farby akrylowe

http://allegro.pl/obraz-natura-abstrakcja-i1909021803.html

Puszczanie latawców środa, paź 26 2011 

Puszczają się nerwy, puszczają się bąki i fruną w przestworza nad wyimaginowaną łąką pod ciepłą kołderką w romantyczne zimowe wieczory. Puszczają się panny, puszczają się bańki i zniekształcają eliptycznie (a czasem nawet epileptycznie) widok. Puszczają w telewizji, w radio- medialna prostytucja. Puszcza się latawce, by wirowały wśród podmuchów wiatru (jakież to poetyckie i romantyczne). Puszcza Notecka (pierwsza, która do głowy mi przyszła). I Bukowa, w Szczecinie (łaaadniutka, polecam na wycieczkę- jedno z niewielu miejsc uroczych w tym mieście). Puszczają się ptaki kolorowe, pawie oka, z sałatki jajecznej, chipsów i innych przekąsek, zazwyczaj o kwaśnym zapachu i zabarwieniu jego woni alkoholem…

A życie to podpuszczanie. Diabelskie kuszenie, jak faceta obcisłymi rajstopkami.  Chwila nieuwagi, salsa hormonów i (nie)szczęście gotowe. Łyk adrenaliny- byleby poszedł układem pokarmowym, a nie gdzieś w okolicy tchawicy zbłądził, bo w płucach to gorsze od asfaltu z dymu tytoniowego (btw. wolę nie znać stanu swoich płuc…).

Co za dużo, to i świnia nie zje. A nie daj Siło, w którą święcie wierzysz (nie daj Energio- bowiem entuzjastka fizyki kwantowej ze mnie), organizm nie przyzwyczajony do tego typu substancji. Jak nie pawik, to zabawa z rozstrojem żołądka. I później albo uraz, albo kolejne, mniej lub bardziej (bo jednak zawsze), destrukcyjne uzależnienie.

Puszczanie nie jest wcale takie złe, jak fonetyka jego wskazuje. Synonim puszczalstwa, zwany popularnie odpuszczaniem, wywołuje nad wymiar miłe skojarzenia. Grzechy, na przykład. Można je odPUŚCIĆ  (choć zwolennikiem zwierzania się jakiemuś facetowi za dziwną kratką w pojemniku, który konstrukcyjnie przypomina mi szalet polowy, nie jestem- ale to już tylko moje zdanie- nikomu go nie narzucam). Jak coś nie wychodzi, to lepiej sobie odPUŚCIĆ. A jak się wolno (lub szybko- co kto lubi) puści, to może samo wróci, albo się inne rozwiązanie pojawi.

Zazwyczaj do czynności puszczenia popycha siła i opór. Tak, tak. Żeby coś (o)puścić, należy najpierw kurczowo trzymać (a później skąd reumatyzm i skoliozy… zwłaszcza te psychiczne). Żeby coś dopuścić (do siebie), najpierw trzeba trzymać się (kurczowo) z daleka od danej informacji. Można też sobie też wszystko, ale to kompletnie WSZYSTKO odpuścić i się nieźle zapuścić (w maliny, przykładowo- smaczne kąski, ale jak się kolce w nieodpowiednie części ciała wbiją, to już nie jest tak słodko i uroczo).

Tak więc, moi Drodzy, puszczajmy, odpuszczajmy, dopuszczajmy do siebie, prawdę przede wszystkim, nie zapuszczając się za bardzo przy tym, wpuszczajmy nowości do drzwi zacnej naszej egzystencji, a gdy miejsce odpowiednie się znajdzie, zapuszczajmy lekko korzenie (lekko- żeby potem nie bolało jak na fotelu stomatologicznym- wprawdzie nigdy tego nie doświadczyłam, ale się nasłuchałam ;) ).

To tak na chwilę obecną, bo zapuściłam się w projektach, papierach, pracy, uczelni, urokach, zauroczeniach (?) i innych sprawach przyziemnych ;)

Mówili mi środa, paź 26 2011 

Mówili mi

Życia nie przeskoczysz

Dokądkolwiek pójdziesz

Wiatr będzie ci w oczy

Wiał

Mówili mi

W labiryncie zginiesz kłosów

Wiatr głuchy jest

A wśród drzew

Nie odnajdziesz głosów

Które poprowadzą cię

Mówili mi

Droga twoja nigdzie nie prowadzi

A na końcu tęczy

Pustka jest

Jednak nie zawadzi

Jeśli szukać będziesz jej

Mówili mi

Życie składa się

Z prozy szarych dni

I słów nikłych jak we mgle

.

.

.

gdzieś wyskrobane pomiędzy jedną a drugą chwilą ;)

Spacer nad morzem środa, paź 19 2011 

Gniazdko czwartek, wrz 22 2011 

Ze znalezieniem idealnego mieszkania jest jak z szukaniem partnera idealnego. Najpierw człowiek wynajmuje jakieś lokum, dorabia się (doświadczeń, przede wszystkim), bierze kredyt (tudzież głównie zaufanie) i kupuje gniazdko…

Pewnych decyzji pochopnie się nie podejmuje. Najlepiej zwiedzić pewną ilość obiektów kubaturowych, nim zdecyduje się którekolwiek nająć. Najem wiąże się przeto z jakąś umową, kosztami, czynszami i eksploatacją (jak również z ewentualnymi szkodami). Lepiej zawczasu się upewnić, czy tynk z sufitu rano nie znajdzie się na naszym zacnym licu i czy hydraulika spełni swe przeznaczenie.

Czasami cena jest na tyle korzystna, że człowiek nie patrzy aż tak bardzo na estetykę i inne warunki. A tu ogrzewanie pada, elektryka ze zmęczenia siada i… ładuje taki homo sapiens więcej, aniżeli to wszystko warte. No, ale umowa podpisana została. A wypowiedzenie nie tak od razu- później najemca może przez czas jakiś, niekoniecznie bliżej określony, ścigać jak wiedźma na miotle.

Bywa i tak, iż wszystko wygląda zgoła idealnie, czynsz znośny, warunki niczego sobie, już zdecydowany człek cyrograf z wynajmującym podpisać. I tu nagle bach! Niespodziewane koszty… A to tyle za to, a to kaucja, a to pośrednikowi biura matrymonialnego… Nie te progi, potknęło się człowieczątko. I dalej szuka…

Trafia się okazja. Kręci się nosem, marudzi, ale w końcu umowę podpisuje…. I nagle się- jakże niespodziewanie- okazuje, że mieszka się całkiem sympatycznie. I w pewnym momencie nawet wyprowadzać się nie chce… Bach! Kredyt- a w niektórych przypadkach i kapitał już zebrany, mieszkanko kupione. Jest już własne gniazdko…

Są i takie przypadki, gdzie mieszkanko z pokolenia na pokolenie przechodzi, swą historię ma. Od dziecka wie się, że nigdzie indziej mieszkać się nie będzie. I częstokroć scenariusz okazuje się kluczowym elementem przedstawienia, którego się nie zmienia i nie dubluje. Ale nawet jeśli, nie ma to jak wyjechać, pozwiedzać i wrócić… No, ale ile ludzi, tyle siedzeń, a opinia jak siedzenie- własną każdy ma.

Co nagle, to po diable- każda decyzja winna być dokładnie przemyślana. Chyba, że ktoś z natury powsinoga i na zasadzie chybił-trafił działa… Ale w miłość od pierwszego wejrzenia to ja nigdy nie uwierzę :P

Rozmowy pod kontrolą- odcinek 1 wtorek, sie 30 2011 

Miejsce: pewien portal społecznościowy.

Rozmówca lat 25, nazwijmy go pan X. Pisownia oryginalna

Pan X: Cześć skąd się wzięłaś

JA: cześć

z choinki się urwałam

Pan X: a co z tobą

JA: a ze mną nietoperze latają

Pan X: baa

JA: ba jaga

już to dzisiaj słyszałam

Pan X: he eh

JA: weź głęboki dech

Pan X: może i tak a co po za tym

JA: poza czym??

Pan X: czarującym wieczorem słychać

JA: ta, czarujący, nie ma co

Pan X: lubisz dużo rozmawiać

JA: jak mam o czym

Pan X: a o czym masz

JA: o wszystkim i o niczym

wychodzi w praniu

brudów, między innymi

Pan X: a czego tu jesteś

JA: dla zabawy

Pan X: aha

no ja bym się zabawił jeśli można to tak nazwać

JA:zależy co masz na myśli

ja preferuję werbalne formy uatrakcyjniania sobie egzystencji

Pan X: słucham

no ty czarownica ja diabełek

JA: w formie intelektualnych i konstruktywnych konwersacji bez interpersonalnych abominacji

Pan X: ok ok

o matko

JA: czyżbyś czegoś nie zrozumiał ?

Pan X: no słuchaj każdy jest inny

brakuje osób o zróżnicowanej osobowości i poglądach odmiennych na poziomie

JA: zróżnicowana osobowość to już schizofrenia

albo borderline

ew. choroba afektywna dwubiegunowa

Pan X: och tak

już sam nie wiem czy jestem tym porażony czy ochszczony

przepraszam za błędy typów w typie

JA: raczej porażony, bo można być co jedynie ochRZczonym

to są błędy ortograficzne, jak już wchodzi typologia ;P

Pan X: długo tak możesz

JA: do bólu

ale nie mojego

ile rozmówca wytrzyma

Pan X: acha to cię nie zaskoczę raczej

JA: no raczej nie ;]

Pan X: a coś pikantnego lubisz

JA: tak, paprykę w sosie ogórkowym

Pan X: a mnie przełkniesz

JA: wątpię, lubię potrawy lekkostrawne i świeże mięsko

(3 minuty przerwy…)

 

Pan X: mięsko potrawy świeże warzywka to wychodzi menu całe razem z twoimi przykładami zdrowego a przede wszystkim smacznego pożywienia

JA: mam wyjątkowo delikatny żołądek

Pan X: ja mam też ale czy delikatny to nie podejrzewam nawet

JA: zrób test na odczyn kwasowy, łyknij papierek lakmusowy

Pan X: a co ty robisz w szczecin\

JA: prowadzę egzystencję swą zacną

Pan X: wróżysz z popiołu

to znaczy jesteś Egzorcystą

A znasz jakiegoś sexuologa

lepiej że by to była kobieta

JA:wujka google się zapytaj, on i wróżbita, i egzorcysta na problemy twe coś zaradzi…

Pan X: bingo

JA:to taki piesek preriowy

Pan X: no tak Amigo

Nowy kawałek Pitt bull

JA: przepraszam z ukłonem w stronę odwrotną niż savoir-vivre nakazuje, ale nadwyrężasz przepływ impulsów przez moje neurony

Nie dałam rady dłużej…

Droga w zapomnienie niedziela, sie 28 2011 

Kiedyś wszystkie lśniące łzy

Wtopią się we wspomnień pył

Kurz minionych lat

Niczym proch z wulkanu

Który kiedyś ogniem żył

Jedna z wielu historii

Którymi pisany jest świat

.

Opadną kolce z róż

W czarnym utoną piachu

Znikną jak niepokój jesiennych burz

Znikną z chwilowym strachem

.

Odejdą troski i marzenia

I spełnione na chwilę zostaną

Lecz i one w stroną zapomnienia

Dążyć będą wytrwale

W kolejnych pokoleniach

Prawdy niedziela, sie 28 2011 

Powiadają, iż prawda jest goła część ciała, na której zwykł człek siadać i nic więc dziwnego, iż wielu ludzi ją tak szerokim łukiem omija przez wrodzoną pruderię. Sama prawda wszak porównywana jest, podobnie jak i opinia, do tej samej części ciała, złożonej z pośladków- nic więc dziwnego, że ile ludzi tyle prawd, gdyż każdy ma własną…

Witamy w rzeczywistości XXI wieku, gdzie prawda rozsiewana jest z prędkością porównywalną do tej świetlnej, głównie poprzez impulsy elektryczne. Witamy w rzeczywistości, gdzie fałsz jest jedną z dróg łatwiejszych i częściej obieranych, gdzie ludzie nie oszukują tyle innych, co samych siebie.

Prawda jest wyrazista i jasna, jej blask bije po oczach, otwiera powieki jak poranne promienie słoneczne. A my wolimy spać, sen jest naszą rzeczywistością, nielogiczną, nierealną, ale bezpieczną- bo tutaj nic nie dzieję się naPRAWDĘ. Tutaj działa wyobraźnia, świadomość wypierana jest przez podświadome pragnienia, bądź też bolączki.

Karol Bunsch rzekł, iż prawdą jest to, w co wierzymy. Ile ludzi, tyle wierzeń. Siejemy różnorakie formy okultyzmu i stajemy się guru kłamstwa dla samego siebie.

Kłamstwo jest wygodne, pozwala żyć z dala o szarej realności, odcina od PRAWDziwych problemów. Kłamstwo posiada wiele aspektów: niedopowiedzenie, półprawda, oczernianie… Ale zawsze jest bronią tchórzy (Josemaria Escriva de Balaguer). Łatwiej jest zwalić winę, że ktoś się nie domyślił czyjejś prawdy, gdy ten swą półprawdę przez nie do końca powiedziane zachowanie próbował ujawnić. Na dobrą wróżkę czy jasnowidza ciężko trafić, jednakże większość ludzi oczekuje dopracowanej do perfekcji zdolności telepatii od towarzyszy swojego gatunku.

Kłamca kłamie.  A największą karą dla kłamcy nie jest to, że ktoś mu nie uwierzy, ale to, że on sam nie potrafi uwierzyć nikomu. (George Bernard Shaw). Bo jak można wierzyć  w prawdę, jeśli praktycznie neguje się swą własną prawdziwość? Nie wszystko jest widoczne dla oczu, a jednak wiele aspektów życia jest prawdziwych, emocje, na przykład. To, że ich nie widać, nie znaczy, że nie istnieją. A jednak siła ich rażenia potrafi przewrócić czyjś świat do góry nogami…

Duży mały sobota, sie 27 2011 

Mały wciśnie się wszędzie. Małe jest sprytne i urocze. Ale żeby zostało zauważone, mu być ogólnie słyszalne, a więc (rozpaczliwie) krzykliwe.

Małe będzie próbowało wiele razy, skakało jak pchła na ssaczym futrze. I albo doskoczy, albo zmęczone sobie daruje. Małe musi podstawić sobie ciężki taboret, by do żarówki sięgnęło. Albo wejść dużemu na głowę i na karku siedzieć (stąd też większość kobiet niższych jest od mężczyzn).

Małe jest urocze: z założenia kruche, wyzwalające instynkt opiekuńczy. Jednocześnie jego powaga i ogólna aparycja jest proporcjonalna do wzrostu. Tak samo jak i szacunek, nawet jeśli pozorny.

Dużemu jest łatwiej dosięgnąć. Duży palnie raz, a porządnie. Zrobi trzy kroki, by przegonić pędzące małe, to przebierające nóżkami, uparcie do przodu. Duży może sobie pozwolić na spowolnione zachowania motoryczne, gdzie mały, dla równowagi, siódme i kolejne poty z siebie będzie ścierał na bieżąco.

Wielkość to siła. I Freud zdawał się na temat ten wypowiadać, w kontekście płci męskiej. Wielkość dla samców niewiarygodnie wielkie ma znaczenie. I choć liść klonu odszedł dawno już do lamusa, to jednak męska natura porównania między osobnikami wymusza.

Mężczyzna, z racji swej, przynajmniej teoretycznej, większej tężyzny fizycznej, winien być opiekunem kobiety. Tak nas ta baba wredna, Natura Matka, zaprogramowała. I winien samiczkę podsadzać, by ta nadmiernie skakać nie musiała i nadwyrężać mięśni swych. Czasem powinien także wziąć ją na barana i za osła robić, jak za mocno zacznie kopytkami wierzgać. Bo związek to sztuka kompromisu. Jak to Einstein mówił, że z żoną swą ustalił już w dniu ślubu podział w decyzjach: ona podejmowała te mniejsze, on zaś większymi zajmować się miał. Jednakże każda większa decyzja wymaga podjęcia szeregu mniejszych i Albertowi nie dane było dojść do słowa… Ale to taki mankament tych nas, mniejszych ;)

Paulina i Michał- ślubnie ;) środa, sie 24 2011 

Piotruś Pan sobota, sie 20 2011 

Chłopiec, który nigdy nie dorośnie. Chłopiec, któremu wielkimi krokami trzydziestka już się zbliża, pierwsza łysinka zaczyna prześwitywać. A jednak chłopiec- Piotruś Pan.

Inteligentny. Albo inżynier, albo lekarza, albo aspirujący doktor mniej ambitnego kierunku. Tego mu odmówić nie można. Przy okazji zarozumiały i egoistyczny, że aż w pięty (tę Achillesową najbardziej) idzie. I podchodzisz do takiego jak do jajka, żeby nie urazić. Robisz pierwszy błąd.

Jest dużym chłopcem, jak twierdzi- zabawek nie potrzebuje. Ale chłopiec to tylko chłopiec- lubi się bawić i kłamać, w przeciwieństwie do mężczyzny (z którego już jakąś tam prawdę wydobyć może). A w ogóle- czyż to przypadek, iż Pinokio był tylko małym, drewnianym pajacykiem, któremu nie dane było doświadczyć okresu dojrzewania? Zabawki winny być ruchome, atrakcyjne, wyposażone narządy typowe dla ssaków z rodzaju żeńskiego.

Piotruś Pan jest uzależniony od rodziców. O ile będzie kochany, wtulał się w pierś Twą niczym dziecko i czuły do bólu, o tyle bądź przekonana, że po dłuższym czasowo pobycie z kochanymi rodzicami (od których- jak idzie w zaparte jak kupka przy zaparciu, jest niezależny). Żyje ich ambicjami i spotyka się tylko z takowymi płci pięknej przedstawicielkami, jakie zaakceptują jego rodziciele.

Piotruś Pan jest wybitnym egoistą. Zapamiętaj: będziesz tylko jego wypełniaczem czasu, który będzie wypełniał innymi zabawami i „koleżankami”. Cokolwiek zrobisz- z pewnością będzie źle. W każdej rzeczy zrobionej przez Ciebie, osiągniętej- zadowolony nigdy nie będzie (jego ambicje są równe jego wzrostowi, a możliwości przyrostowi wzrostu ciała o poranku, gdy maź między stawami jest rozłożona).

Piotruś Pan jest ponadto empatyczny- nie zrozumie, czemu się nie domyśliłaś, jednakże popłacze się, że  Ciebie zranił. Ale później będzie w najlepsze prowokował i obnosił się,  w jakim to wybornym towarzystwie obalał butelkę (mleka, na gg i facebooku).

Letnie kłamstwa wtorek, sie 16 2011 

Lata słodycz mknie ku końcu

Granatowe chmury przysłaniają nieba błękit

Zabierają blask promienny słońcu

Jesień idzie- już nie będzie letniej tęczy

.

I wnet w oczy zawiał wiatr

Po policzku łza już spływa

I pożółkły liść też spadł

I kolejna obietnica- też fałszywa

.

Kilka wspomnień na dobranoc

To kolejnej zimy cisza

Chce zapomnieć- lecz zostaną

W snach czasami je usłyszy

Bilet na życie czwartek, sie 11 2011 

Wsiąść do pociągu, ale nie byle jakiego. I o bilet zadbać, bo ulgi się z wiekiem kończą, a podatki rosną proporcjonalnie do gabarytów organizmu. Jeszcze się zaopatrzyć w jakiś Aviomarin, czy inny Lokomotiv, bo puszczenie kolorowego ptaszka z objęć żołądka i dwunastnicy niewykluczone. Życie czasem dowali na dokładkę małe co nieco i cofnie w którymś momencie. Albo przesłodzi. Albo dosoli… A z barami w pociągach to różnie bywa…

Dzisiaj pociąg do instynktu macierzyńskiego to niczym PKP, coraz bardziej opóźniony. Z przyczyn społecznych, biologicznych, psychologicznych i urojonych. Różnie bywa, jakkolwiek prędzej czy później, na ogół robi się wolne miejsce w przedziale. Czasami podróżna przygoda, innym razem jakieś dwie, mniej lub bardziej, dusze zagubione, postanawiają z przyczyn niekoniecznie zrozumiałych jechać na jednym wozie, do końca podróży zwanej życiem (niestety,  coraz częściej czysto teoretycznie- obserwowany jest wzrost przypadków wykopania z tej taczki, na zasadzie baba z wozu, koniom lżej).

Spodziewanie, czy niespodziewanie- wsiada się na jakiejś stacji do któregoś z tych przedziałów. Szlachetnie urodzeni do klasy pierwszej, już na starcie mają lepiej. Na ogół jednak przeważa druga klasa, pechowcom zostają wagony towarowe. A właśnie- zdarza się, że jakieś bydło się wymknie i przypadkiem zawita do naszego przedziału. I niech nikt mi kitu nie wciska, że podziału na klasy nie ma. Co, oczywiście, nie oznacza, iż klasy w dalszej podróży zmienić nie można. W końcu i tak trzeba będzie jechać- chyba, że w akacie desperacji wyskoczy się przez okno, to i zabawy koniec.

W ramach dorastania, oprócz oczywiście zmian ulgowych w cenach biletów, czeka na nas zmiana personelu, i to niejednokrotna. Będzie tak, że ktoś wsiądzie, czy to proszony, czy nie i albo czas nam umili, albo cierpiący na chorobę lokomocyjną, zapaskudzi nam przedział i sobie pójdzie- a Ty potem sprzątaj te kolorowe, upłynnione substancje. Zdarzyć się wszak także może- że to my będziemy przekomarzać się po ciasnych korytarzach w poszukiwaniu jakiegoś (chociaż częściowo) wolnego przedziału. Generalnie idea jest taka, żeby najlepiej znaleźć sobie całkowity wolny i tam począć wić gniazdko. Przewietrzyć, utrzymywać w czystości. Jednak ostrożnie z otwieraniem okna, przewiać może. Zamknięte też być nie może- atmosfera może się zagęścić i zacząć dusić. Często przedział jest dziedziczony, niczym pałac Buckingham (taka mała prywatyzacja…).

Niektórzy całe życie szukają swojego przedziału. Wędrują po klasach, mijają ludzi. Czasami wydaje się, że znaleźli miejsce idealne. Czasami nie stać ich na bilet zapewniający miejsce w wyższej numerycznie (i standardowo) klasie- bywa, iż przez jakiś czas jadą na gapę. I albo zwieją w odpowiednim czasie, albo trafią nieszczęśliwie na jakiegoś konduktora- służbistę. Czasami jednak stwierdzają, że nie jest to do końca to, czego szukali. I szukają dalej- aż w końcu podróż dobiega kresu…

Pociąg ma w zwyczaju się zatrzymywać na jakichś stacjach i- niestety, siłą rzeczy- ktoś zawsze na takiej wysiądzie, gdyż podróż jego dobiegła już końca. Zostaje puste miejsce, czekające na odpowiednią osobę- ale już zawsze będzie się pamiętało, że ktoś kiedyś na tym siedzeniu siedział…

Lalka (III) poniedziałek, sie 8 2011 

Szklane jej oczy
Porcelanowa twarz
Łza po gładkim się licu nigdy się nie stoczy
Uwięziona dusza
Oszukuje czas
O poranku w lekkim promieniu skąpana
Choć nieruchoma
Wspomnienia porusza
.
Pożółkła sukienka
Jak kartka z kalendarza
Marionetka dziś w kącie upchnięta
Nikt jej nie zauważa
.
A tak zachwycała
W szklanych tych oczach
Błękit nieba
Tajemnice skrywała
Dziś nikomu jej nie potrzeba

Szczecin z lotu ptaka niedziela, lip 31 2011 

Jasne Błonia wieczorem :) wtorek, lip 26 2011 

Opole w deszczu wtorek, lip 26 2011 

Tęcza czwartek, lip 21 2011 

i to podwójna :) :) :)

Jeziorko :) środa, lip 20 2011 

akryl. płótno 50x60cm

Z działki :) poniedziałek, lip 18 2011 

Między niebem a ziemią poniedziałek, lip 11 2011 

Płótno 50×60 cm, akryl

Jezioro piątek, lip 8 2011 

Akryl, płótno 40×60 cm


Szczecin nocą czwartek, lip 7 2011 

Szczegółowy diabeł poniedziałek, lip 4 2011 

Diabeł tkwi w szczegółach. Jak się człowiek spieszy, nie w głowie mu detale i się diabeł cieszy, bo co nagle, to po diable. A gdzie ten nie może, to babę pośle…

Najlepiej taką, której ktoś rogi przyprawił i skrzydła podciął, w związku z czym jako środek lokomocji naziemnej zwykła używać narzędzie do zamiatania. Jak diabeł ogonem nie zamiecie, to sfrustrowana kura domowa zrobi to miotłą. Efekt ten sam- nieskazitelny porządek i brak połowy wyposażenia o drobnej frakcji.

Diabeł też się czasem męczy i w objęcia Morfeusza się układa. W niektórych miejscach zdradza objawy narkolepsji i nagminnie życzy dobrej nocy. Diabeł lubi, gdy toczy się jakaś akcja. Dlań największa to atrakcja.

Diabeł z zasady nie dba o higienę osobistą. Jego środowisko naturalne obfituje w złoża materiałów trwale wgryzających się w pory naskórka i brak życiodajnego płynu, tlenkiem wodoru zwanego. A nie daj Boże skapnie nań kropla wody. I to jeszcze tej z nieba, uświęconej. Trauma to dlań powszechna i powszednia, unikać zwykł kontaktu z roztworem tym płynnym w myśl zasady częste mycie skraca życie.

Diabeł lubi działać w grupie. Najlepiej pośród swoich. Patron spraw beznadziejnych i postaci niereformowalnych- te już tylko diabli pod swe przykurczone skrzydła biorą. A diabli to wiedzą i czyhają na niewinne dusze…

Diabeł zwykł, z racji diabelskiej swej natury, mieszać i kotłować. Gdy zaś zakręci zadkiem swym za bardzo i nie może się wykręcić, wtem wysyła w swym imieniu adwokata, niech ten się tłumaczy i miesza dalej. A diabeł w nim siedzi i pęta mu w głowie.

Diabeł zawsze służy radą. Jego doradztwo jest poniekąd bardzo rozpowszechnione. Wielokrotnie zagubiona dusza odsyłana jest do diabła. A ten z wielką chęcią bierze pod opiekę i stosuje odpowiednie środki wychowawcze.

Diabeł lubuje się poniekąd w różnorakich gierkach interpersonalnych. Jest wytrawnym kusicielem, niczym femme fatale. To szepnie miłe słówko do ucha, to błyśnie okiem, to da posmakować swej eteryczności. Trochę podwinie ogon, lecz nie na tyle, by obnażyć swą tajemnicę. Nie, co najwyżej uchyli jej rąbka, jak kobita swej spódnicy. Diabeł kusi, aż podkusi i do haniebnego dla człeka działania zmusi.

Kobiecą przykrywką jest makijaż- nie taka ona straszna, gdy już szpachlę na twarz swą nałoży. Diabeł jako motyw przewodni w sztuce jawi się jako szkaradne, nieforemne coś. Jednak, gdy przychodzi co do czego- nie taki on straszny, jak się go maluje – i w tym wszak bies jest pogrzebany. A że ekshumacja wyzwala niesmak moralny, stereotyp równie głęboko zakorzeniony, jak poziom piekiełka ;)

Drzewko poniedziałek, lip 4 2011 

Czyli zobrazowanie najbardziej psychodelicznego uczucia, jakie może doświadczyć człowiek. Płótno 50×60 cm, farby akrylowe


Miłość to uczucie głupie- zaczyna się na ustach, a kończy na dupie.

Miłość jest jak sraczka- przychodzi z nienacka.

;]

Następna strona »

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 307 other followers