Cel uświęca środki. A w środku trup jak długi leży i bynajmniej ma coś w sobie ze świętego. Ani aureoli, ani skrzydeł, a pióra się posypały…

Do celu można dążyć, iść, jechać, lecieć, rzucać, a przede wszystkim celować. To taki środek tarczy, Wystarczy tę tarczę widzieć. I odpowiednie lotki mieć. Gorzej, jeśli ma się zeza, a zaburzenie ustawienia mentalnych gałek ocznych jakby coraz powszechniejsze…

Cel wyznaczony, teraz mapa możliwości, wypadało by trasę ustalić. Do celu prowadzi wiele dróg, jednakże nie każda będzie odpowiednia. A to nawierzchnia zjechana, a to dziury, a to drzewo na środku. Cokolwiek by to nie było, zawsze stanowić będzie jakąś przeszkodę. Niekoniecznie do przeskoczenia- w drzewo można palnąć i trup na miejscu. I nie istotne, czy kierowca, czy pasażer- ofiara diabłu z duszą złożona.

Przed drogą do celu należy sprawdzić, czy wszystko jest na swoim miejscu, czy nie zabraknie paliwa, a jeśli będzie to dłuższa podróż, należy obrać drogę, przy której znajdować się będą stacje benzynowe. Taki mały przegląd techniczny swoich możliwości. Żeby to nie była wycieczka z motyką na księżyc czy jakieś inne ciało kosmiczne.

Dobrze, jeśli cel jest wyraźny. Jego dobrze zarysowane kontury nie pozwalają o nim zapomnieć, stanowiąc dodatkową motywację. A cel wymaga poświęceń. Warto przynajmniej sprawdzić, czy jest ich wart. Bo czasami u kresu drogi można resztkami sił dotknąć szczytu góry już jako denat.

Próbować zawsze warto. Człowiek ma to do siebie, że zmienia swoje cele i zawsze może zawrócić. Nie ma co na siłę, chyba, że naprawdę jest o co walczyć. Ale czasem walka przynosi tyle ofiar, że delikwent takowy staje się Pyrrusem. Osiągnięcie celu nie cieszy.

Czasami osiągnięty cel sprawia nie lada frajdę. I można przy nim trwać. Można również wyznaczyć sobie nowy. Nic nie jest wieczne. Ale co szkodzi? …