Ślązak Poniedziałek, Kwi 25 2011 

A jednak. Jest takie miejsce, które przypomniało mi, że jeszcze nie tak dawno byłam wrażliwą dziewczyną, która kiedyś naprawdę kochała, która potrafiła wiele wybaczyć i naiwnie brnąć do przodu, poświęcając przy tym najważniejszą osobę w swoim życiu- siebie samą. Że byłam łatwowiernym dzieckiem nie znającym zasad rządzących tym światem, wierzącym, że każdy człowiek jest dobry, tylko gdzieś po drodze błądzi…

Nie było tylu rond. Kilku ulic też sobie nie przypominam. Ale pasaż dalej nieremontowany, główne ulice szare, a park przy Miejskim Domu Kultury, jak każdej wiosny, zielony…

Na cmentarzu nie było tylu grobów. Na jego obrzeżach, z których widać Landskorone i wieżowce na osiedlu Powstańców Śląskich, świeciły pustki. Dziś jest więcej krzyży… I tylko wiatr tak samo wplątuje się we włosy…

Na znajomych twarzach pojawiło się kilka zmarszczek. A z każdą kolejną jakby odchodziła część rześkości i radości…

Łąkami i lasami, gdzie zwykłam odpoczywać w trakcie wycieczek rowerowych w upalne dni, dziś już nie można przejechać. Ani nawet przejść. Można co jedynie zaparkować przy kolejnym centrum handlowym.

I tylko powietrze jest to samo- takie lekkie, jakby rzadsze… Widać i czuć szczyty w oddali…

Kiedyś jechało się „do miasta” z babcią. Dzisiaj nie ma ani miasta, ani babci. Znam to miejsce na pamięć, każdy jego zakątek. Dziś mieszkam na Pomorzu, w mieście, w którym notorycznie się gubię i mam problem ze znalezieniem się. Zarówno w sensie dosłownym, jak i metaforycznym.

Czy z Górnego, czy z Dolnego- Ślązak urodzony, Ślązakiem umrze…

Kamienie wspomnień Piątek, Sty 28 2011 

Budujesz swój świat. Na fundamentach z poglądów narzucanych przez otoczenie, cegiełka po cegiełce doświadczeń, stawiasz obiekt. Czas jest zaprawą… W pewnym obmurujesz się tak, że nie widać cię już w ogóle… Masz takie jedno okienko, przez które każdy może zobaczyć tylko to, na co pozwolisz…

Tkwisz w tej twierdzy, masz ochotę wyjść. Ale mimowolnie się alienujesz, paraliżuje cię strach. Próbowałaś- ktoś tylko rzucił w ciebie kolejną cegłą, którą budowałaś swoją fortecę. Chciałaś żyć inaczej, ale paniczny lęk przed oddaleniem się…

Wyszłaś. Uśmiechnęłaś się. Uwierzyłaś w kilka kłamstw. Skąd mogłaś wiedzieć, że ktoś po prostu miał ochotę się zabawić? Zbyt długo tkwiłaś osamotniona, żeby wiedzieć, że ktoś może cię oszukać.

Pamiętałaś, byłaś olewana. Milczałaś…

Dobrowolnie, jako kompletny wrak człowieka zapukałam do drzwi. Płacę, aby ktoś pomógł rozwalić tę twierdzę. To nie jest planowane wyburzenie- dynamit i nie ma. Bum. Nie. Najpierw dach mojego schronienia. A gdy zaczął padać deszcz, to prosto na mnie. Bałam się go, teraz nie miałam już innego wyjścia, jak go doświadczyć. Potem ściany poszczególnych kondygnacji. Nie dość, że opady atmosferyczne, to i jeszcze wiatr, bo przegród nie ma, aby chronić… Czas na fundamenty…

Jestem mentalnie bezdomna. Widzę tylko ruiny swojej psychiki. Wiem, że muszę coś zrobić z gruzem. Wiem, że muszę od nowa zbudować sobie schronienie. Ale najpierw starannie je zaprojektować, zgodnie z własnymi normami.

Na zewnątrz nie jest tak źle, jak myślałam. Całkiem mi się tutaj podoba. Trochę czuję się samotna, ale na pewno mniej, aniżeli siedząc w tej wieży.

Wiem, że pewnie nigdy nie usłyszę słowa przepraszam od wielu osób. Wiem, że niektórzy nigdy się nie zmienią. I wiem też, że nie jestem winna czyichś dziwnych poglądów, zachowań, nabytego chamstwa…

Pewnie niejednej osobie dam jeszcze szansę, jeśli będzie potrafiła się przyznać i wyrazić skruchę. Już kilka takich postaci na nowo zawitało w moim życiu…

Życie nauczyło mnie egoizmu. Nie mam już ochoty uchylać nieba osobom, które na to nie zasługują, a później obrywać piorunami z chmur. Dlaczego ja mam pamiętać o kimś, kto nie pamięta o mnie? Dlaczego mam być miła dla kogoś, kto jest chamski dla mnie? Dlaczego mam się starać o kogoś, kto nie stara się o mnie? Dlaczego ktoś ma podejmować za mnie decyzje, skoro nie umrze za mnie?…

Miejsca Środa, Gru 29 2010 

Było takie miejsce, do którego lubiłam wracać. Przepiękny dom, kuchnia z piecem kaflowym na dole, przy którym jako dziecko zawsze siedziałam z patyczkiem i zapalałam jego końcówkę, a potem mazałam po drzwiczkach od tegoż pieca.

Kuchnia dość nietypowa. Na dole, wraz z łazienką. Na górze tak jakby podział na trzy mieszkania- jedno jednopokojowe, drugie dwu-, a trzecie trzypokojowe. W kuchni toczyło się życie- na kanapie obok pieca zwinięty w kulkę śpiący kot, znajomi prababki przychodzący na kawę i ploteczki…

Dwóch pokoi zawsze się bałam, bez względu, czy miałam 2, czy 20 lat. Gdy przychodziło mi spać w którymś z nich, zawsze ściągałam sobie do łóżka babcię, która ze mną leżała, aż zasnę. Do dzisiaj nie wiem, czy to po prostu moja bujna wyobraźnia mi tak od brzdąca płatała figle, czy tam rzeczywiście były jakieś duchy- sama już zaczynam wątpić, w co tak naprawdę wierzę. Dla mnie po prostu COŚ tam było.

Miejsce, w którym rozwijałam swoje pasje. Siedziałam godzinami w kuchni i rysowałam, przysłuchując się starszym ludziom. Lepiłam smerfy z plasteliny, zwierzęta z masy solnej, szyłam, wymyślałam. Gdy trochę podrosłam, jakoś tak przed przedszkolem, zaczęłam pisać pamiętniki. Wtrącałam czasami w tekst niektóre wypowiedzi.

Każde lato, każda zima, wszystkie święta… Ten dom. Ci ludzie… Wydawałoby się, że ma ogromną wartość emocjonalną, że wrócę tam i już żadna siła mnie stamtąd nie wyciągnie. Właśnie- wydawałoby się…

Dalej stoją te same meble. Dalej na ścianach wiszą te same obrazy, co przed laty. Korytarz na piętrze dalej zdobi stara komoda. Dalej strych jest tak upiorny, jak gdy byłam dzieckiem i nawet dzisiaj nie odważyłabym się tam wejść bez latarki… A jednak- nie wiem, czy kiedykolwiek moja noga tam jeszcze postanie…

Ja się zmieniłam? Na pewno. Ale przecież zmieniam się z każdym dniem, odkąd jestem na świecie. Miejsce się zmieniło? W pewnym sensie tak- na wsi przybyło kilka domków, reszta odremontowana. Ale przecież tam od wielu lat jakieś roboty budowlane… Nigdy nie byłam przywiązana do tego miejsca? Na to wygląda… Bo to nie miejsca tworzą klimat, tylko ludzie. A ci ludzie tak co jakiś czas odchodzili, jeden po drugim…

.

A teraz ja, rodowita dolnoślązaczka, co parę lat przesuwająca się na północ, ze wschodnimi korzeniami, krwią polsko-ukraińską i kroplą tatarskiej, z tego co mi wiadomo, siedzę sobie w (zamrożonym i zasypanym śniegiem) Szczecinie i… całkiem mi tu dobrze 😉

Obyczaje lekkie Wtorek, Gru 28 2010 

Nie jestem święta. Spod czarnej czupryny wystają mi małe rogi. Tak, ktoś mi kiedyś je dorobił. Tak, parę razy zrobiłam coś na przekór, kogoś zraniłam, zmieszałam z błotem, za coś. Jestem zwykłym człowiekiem, mającym jakieś tam wartości, rozwijającym się, mającym instynkty i popędy.

Temat nieco kontrowersyjny- mamo, nie czytaj tego, jeśli nie chcesz się zgorszyć ;D

Powoli dochodzę do wniosku, że w życiu trzeba przede wszystkim pracować i dobrze się bawić. Satysfakcjonująca praca to połowa sukcesu. I żeby można było za tę pracę godnie się utrzymać i bawić.

Dobra zabawa? Podróżowanie, spotkania towarzyskie, rozwijanie swoich pasji i satysfakcjonujący seks. Zgorszyłam? Zaskoczyłam? Przecież to oczywiste dla każdego człowieka. Każdy człowiek, o ile nie jest psychopatą, potrzebuje bliskości. Jasne, że homo sapiens to nie przedmiot i nie należy go tak traktować. Najprzyjemniej w łóżku będzie z osobą, którą się kocha. Ostatnio zaczęłam się zastanawiać, że jak tak dalej pójdzie i nic nie zmienię, to będę do końca życia kontynuowała swój celibat już jakiś czas trwający. I albo wybiorę seks bez uczucia, albo jego brak. Naprawdę, chciałabym być typową babą, zakochującą się co dwa miesiące, a nie raz na te popieprzone 22 i pół roku.

Dziewica do ślubu? A co my w średniowieczu żyjemy? Litości… Brać towar bez jego wypróbowania? Tu nie ma gwarancji i zwrotów… Paragonu w postaci aktu małżeńskiego tak za bardzo nie można zwrócić…

Łóżko na pierwszej randce? A pewnie, czemu nie. Na nim też można usiąść i pogadać, chociaż szczerze mówiąc, wolę delikwenta wyciągnąć na spacer, żebym w razie czego mogła zwiać/ odskoczyć/ odsunąć się. Bo nie lubię, gdy od razu facetowi gdzieś łapy wędrują- już nie jeden dostał za taki numer po pyszczku. Z liścia, tak ten cios zwą.

Dlaczego kobieta ma nie lubić erotycznych igraszek? Bo będzie dziwką? Super. Jestem dziwką. Co tam, że obecnie jestem alone, że jak się spotykam z samcami, to tylko z kumplami (a ile później wersji dane mi słyszeć…!), żeby się powygłupiać i pożartować, że z nikim obecnie nie sypiam. Lubię seks, czerpię z niego radość, więc według przeważającej części polskiego społeczeństwa jestem dziwką. Och, jakże mi miło!

Mało tego- nie mam kompleksów, uwielbiam swój wygląd, kocham swoje ciało. Czy to znaczy, że jestem pusta? Już nie jeden człowieczek się na tym przejechał. Nie powiem, zdążyłam nabrać do tego dystansu i teraz mam do tego nieziemski ubaw, zwłaszcza, jak wyprowadzam argumentami na manowce. Po prostu kocham to! 😀

 

Melodia Piątek, Gru 3 2010 

Możesz włożyć mnie między bajki. Ale nie w prozę. Chcę być napisana wierszem. A najlepiej, żeby była to ballada…

Pojawiam się znikąd. Taka moja natura. Jak Cygan wędruję przez świat. Od najmłodszych lat. Przychodzę i odchodzę- nigdy nie wracam. To moja złota zasada. A jednak i ją złamałam. Bo zasady dla zasady łamię. Chociaż raz, by zrozumieć ich sens.

Widzisz w moich oczach jasne płomyki. Widzisz uśmiech na mojej twarzy. Ale ja mam dwie twarze. Jedną dla siebie i bliskich, drugą- dla świata. Ty widzisz tylko tą drugą. Jeśli objawiłam ci tą zagubioną, to znaczy, że z jakiegoś powodu ci zaufałam. Nie muszę go znać- ty też nie. Nie wszystko musi być logiczne.

Gubię się w czasoprzestrzeni. Nie wiem, ile wiosen już tutaj jestem. Czuję, że istnieję od zawsze. Jednocześnie każdego poranka na nowo zaczynam życie. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość- czasem dochodzi do istnej dyfuzji zdarzeń i się gubię. Czasem ktoś podaje mi dłoń i wyciąga z tej mieszanki. A czasami, w samotności, wkraplam kilka gorzkich łez, dodatkowo psując smak. Biada temu, co w danej chwili spróbuje ten wywar.

Jestem jak dziecko. Nigdy nie dorosnę i nigdy już nie będę próbować. Mówię to, co myślę. Jestem naiwna i wierzę w ludzi. Nawet w tych, którzy mnie zranili… Zawsze daję drugą szansę. Trzecią- wyjątkowo. Rzadko. Zachwycam się spadającymi płatkami śniegu i odbijającym się w nich światłem ulicznych latarni. Mienią się złotem i koją poszarpanymi uczuciami. Lubię wyjść w nocy na miasto i rozkoszować się jego spokojem. To jedyna taka pora…

Lubię odrywać się od rzeczywistości i szybować między chmurami moich myśli. Tylko czasem przybierają kolor zwiastujący burzę. I takie pioruny przedzierają moje niebo. Ale po burzy zawsze wychodzi słońce. A czasem nawet tęcza się pojawia.

Czasami się zapominam. Czasami robię głupie rzeczy. Czasami mówię za dużo. Ale nie żałuję- nie myli się ten, kto nie robi nic. Przynajmniej próbuję, wykorzystuję szanse, które mi zsyła los…

 

%d blogerów lubi to: