Kate Moss Czwartek, Gru 30 2010 

Zakończenie Czwartek, Gru 30 2010 

To był sen

Ulotny jak dusza

Oderwana od ciała

Obudziłam się

Już mnie nie rusza

Serce sobie wyrwałam

Nie czuję

Nie widzę

Ślepa na twoje pragnienia

Szanuję

I się nie wstydzę

Choć nie chcę mieć z tobą

Nic do czynienia

.

.


Сорвалась и как все
Как во сне
Я ни я
Не моя карусель,
И мечта не моя.
Или дым, или грусть
Или дождь по глазам
Я вернусь, я вернусь
Полчаса, полчаса

.

Я вернусь, я вернусь

Najpiękniejszy cytat Środa, Gru 29 2010 

Trochę z innej beczki, cytat z filmu The Opus, Dzieło:

 

 

„Ale tragedia życia nie tkwi w tym,

że nie możemy osiągnąć celu.

Tragedia tkwi w tym, że nie mamy celów,

które moglibyśmy osiągnąć.

Klęską nie jest nie spełnianie marzeń.

Klęską jest nie posiadanie marzeń.

Nie jest katastrofą to,

że nie możesz zrealizować pomysłów.

Katastrofą jest to,

że nie masz żadnych pomysłów.

To nie jest wstyd żeby nie sięgnąć gwiazd.

Ale wstydem jest…

że nie ma gwiazd, które można sięgnąć.

Nie porażka…

Ale niskie cele… To jest smutne.”

Cygańska noc Środa, Gru 29 2010 

Wracam do tego, co najbardziej lubiłam jako dziecko- do pisania opowiadań 😀

Wioska była spokojna, cicha, wszyscy się znali. Wieczorami starsze kobiety spotykały się, aby powymieniać ich poglądy rodem ze średniowiecza, ponarzekać na młodsze pokolenie, tak rozpustne i zepsute. Bo Marysiakowej urodziła się wnuczka, a jej córka przecież ledwie co siedemnaście lat skończyła! Hańba, bo na dodatek panna. Teraz biedna Marysiakowa będzie miała bękarta na głowie…

Chodziły pogłoski, że ojcem małej jest Cygan. Czasami przechodzili tacy ciemnoskórzy po wiosce, nigdy nie zatrzymywali się na dłużej.

Na skraju wsi był pensjonat, prowadzony przez Mieszczankę, jak ją zwali. Mieszczanka, kobieta po trzydziestce, całkiem atrakcyjna, wyzwolona i wykształcona, co w tamtejszych czasach raczej nie należało do zjawisk najczęstszych, była ulubionym tematem wieczornych plotek. Zawsze elegancka, aczkolwiek za bardzo- według opinii staruszek- podkreślająca swoje kobiece atuty. Dość mocny makijaż, mocno kontrastujący z bujnymi blond lokami. Wiadomo było, że przyjechała gdzieś z Wrocławia, ale tak naprawdę nikt nie znał jej przeszłości. Chodziły różne pogłoski, jednak nikt nie znał prawdy. Zadawała się z dziwnymi, jak ich określano, ludźmi, mówiono nawet, że sam diabeł ją przysłał. Zawsze kłaniała się starszyźnie i unikała konfliktów, bliższych relacji także. Ograniczała się do krótkiej wymiany zdań na błahe tematy.

W pensjonacie Mieszczanki zatrzymywały się tłumy. Niewielka, zapomniana przez świat wioska w górskich okolicach, stała się sporą atrakcją turystyczną. Przyjeżdżali ludzie różnych ras i narodowości. Bardzo często kobieta gościła Cyganów, którzy budzili grozę wśród mieszkańców. Niby trzymali się razem, nikogo nie zaczepiali, a jednak sama ich obecność dla przeciętnego wieśniaka stawała się, określając najdelikatniej, mało komfortowa.

Tylko córka Marysiakowej, nastoletnia Ada, zawsze ciekawska i żądna przygód, nawiązała kontakt z Cyganami. Marysiakowa, sędziwa już kobieta, nie ukrywała swojej dezaprobaty i robiła wszystko, co mogła, aby uniemożliwić swojej urodziwej córce kontakty z tymi „nieczystymi duszami”, jak mówiła. Ada, dziewczę o prawdziwie kobiecych kształtach, gigantycznych błękitnych oczach, długich, czarnych włosach i ciemnej karnacji, co noc, upewniwszy się, iż matka śpi, wymykała się przez okno na parterze i spotykała się z Cyganami. Tylko te oczy odróżniały ją od nich.

Cyganie to zamknięta, mała narodowość. Różne krążyły o nich legendy, jedno było pewne: nigdy nie zatrzymywali się na dłużej w żadnym miejscu. Mieli swój język, swoją małą kulturę. Nie wpuszczali obcych, z nielicznymi wyjątkami. Ada właśnie należała do tych wyjątków. Wesołe noce przy ogniskach przy cygańskich wozach, cygańskie tańce i śpiewy- czuła się jak swoim własnym, prywatnym raju. Tam właśnie poznała Raszaja, mężczyznę starszego od niej o dobre dziesięć lat. Gdy plotka jakimś cudem się rozniosła, matka Ady wpadła w szał. Córka miała szlabany i kary. Była pilnowana, a każde jej wyjście śledzone przez wierne sąsiadki.

Zachowanie troskliwej Marysiakowej łatwo można było wytłumaczyć. Adę wychowywała sama, od zawsze. Może na początku pomagała jej matka, ale później żyła sama z córką. Dziewczyna nigdy nie poznała swojego ojca, a każda rozmowa na jego temat kończyła się niezręcznie, jak nie awanturą. Marysiakowa chciała po prostu ustrzec córkę przed swoim błędem. Jednak najwyraźniej poniosła porażkę.

Cyganie wyjechali. Czas mijał, interes Mieszczanki dalej się rozkręcał. Ada nosiła coraz szersze ubrania, unikała kontaktu z ludźmi. W końcu prawda wyszła na jaw: Ada spodziewa się dziecka. A gdy to przyszło na świat, Mieszczanka zniknęła, a wraz z nią cała ta turystyczna, pół- magiczna aura wsi. Przynajmniej na początku się tak wydawało…

.

Jedna z letnich, bezchmurnych nocy. Słychać było świerszcze, na niebie lśnił księżyc. Była pełnia. Ada przechadzała się z Raszajem na skraju lasu. Nie bała się, wręcz przeciwnie, czuła się niezwykle bezpiecznie. Kultura cygańska pochłonęła ją bez reszty. Chciała wiedzieć jak najwięcej.

-Dlaczego ciągle podróżujecie?- spytała Raszaja.

Jego brązowe oczy zalśniły. Widziała to, chociaż był od niej znacznie wyższy, a i ona do niskich nie należała, a dookoła panował dość mocny mrok.

-Legenda głosi- zaczął,- że pierwsi Cyganie przybyli z Egiptu. Było ich dwunastu. Na czele stał książę i hrabia, reszta to zwykli ludzie. Przybyli na kolanach do Paryża, błagając biskupa o przebaczenie. Niegdyś byli Chrześcijanami, jednak pod wpływem nacisków oddalili się od Boga i prosili o pokutę. Biskup nie wiedział, co z nimi zrobić, toteż odesłał ich do Rzymu. Papież, po wysłuchaniu ich opowieści, jako pokutę nakazał im wędrować siedem lat, podczas których nie będą mogli spać w łóżkach. A każdy duchowny ma im dawać dziesięć liwrów jednorazowo. Pielgrzymka Cyganów trwa już nieprzerwanie od sześciu wieków.

Ada zasłuchała się.

-A dlaczego kobiety noszą długie spódnice?- dociekała. –Są takie ładne, stylowe, ale jakby niedzisiejsze…

-Mężczyzna nie może dotknąć kobiety poniżej pasa, chyba, że… wiesz, w celu rozrodu. Inaczej to grzech, a ta spódnica ma chronić przed takim dotykiem.

Raszaj odpowiadał chętnie na każde jej pytanie. Mogła go słuchać w nieskończoność.

Ostatniego dnia pobytu, Ada spotkała się jeszcze raz z Cyganem. Powiedział coś, co ją zaskoczyło.

-Rzadko przyjmujemy obcych- powiedział. –Ale ty nie jesteś tym wyjątkiem. Ty jesteś nasza.

-Jak to?- zapytała.

-Jesteś nasza. Pamiętaj, co mówiłem ci o umierających.

To była ich ostatnia rozmowa.

O umierających?, pomyślała. No tak, Cygan przed odejściem na drugi świat musi się rozprawić z resztą Cyganów i rodziną. Inaczej powróci- jako wampir, zombie czy inny upiór. Ale powróci. Tak jak powrócił hrabia Dracula. Ale i on się do końca jeszcze nie rozprawił, on też jeszcze powróci…

.

ciąg dalszy nastąpi 🙂

Gdyby ciocia miała wąsy… Środa, Gru 29 2010 

Gdyby ciocia miała wąsy, to by wujkiem była…

Gdybanie- za to płaci się filozofom. W sumie przyjemna praca- zajmują się tym, co wszyscy i jeszcze na tym coś zarabiają. Niektórzy przechodzą do historii, niektórzy wpadają w histerię i inne zaburzenia psychiczne.

Gdybanie to rozpatrywanie możliwości, przed którymi się staje, bądź też stawało. Gdybaniu towarzyszą pytania pomocnicze, typu a co jeśli?: A jeśli się nie uda? A jeśli się uda? A gdyby potoczyło się inaczej? Co bym zrobił (a) w tej sytuacji teraz?

Gdybanie ma swoje racjonalne podstawy, jeśli odnosi się do czasu przyszłego. Ma na celu wizualizowanie sytuacji, rozpatrzenie wszelkich możliwych aspektów i konsekwencji. Gdybanie o przeszłości to zwyczajna głupota, która do niczego pozytywnego nie prowadzi. Człek nakręca się, nakręca, wpada w obsesję żalu popełnionych błędów i… w efekcie znów popełnia te same błędy. Nie dość, że nie idzie to przodu, jak natura przykazała, nie rozwija się, to wręcz pojawia się weń uwstecznienie.

Było, minęło. Widocznie tak miało się zdarzyć, widocznie tak miało zostać się potraktowanym. Ludzi się nie zmieni. Jedyną osobą, która może zmienić człowieka, jest on sam. I na tym polega życie- na życiu w punkcie czasoprzestrzeni, zwanym bliżej teraźniejszością, kukaniem w bliższą przyszłość i przede wszystkim na działaniu. Gdybanie nie jest żadną z tych czynności. Jest to na pewno jakieś zajęcie, jednak ma ono postać wirtualną.

Gdybanie jest pewnego rodzaju formą ochronną. Wywołuje je pewnego rodzaju lęk, żal i niepewność. Sama ta czynność na pewno nie zminimalizuje, a już tym bardziej nie wyeliminuje obaw. Wręcz je nasili, a nawet uczyni z nich formę dominującą nad egzystencją danej jednostki.

Kiedyś nie gdybałam- zaciskałam zęby i mimo kamieni we mnie lecących szłam do przodu. Do dzisiaj nie wiem, skąd miałam tyle siły. A gdy ten deszcz skalny ustał, zaczęłam się zastanawiać, dlaczego pewne wydarzenia przytrafiły się akurat mnie. Jak bym teraz się zachowała? Kim byłabym teraz? Jak wyglądałoby moje życie? Lęk przed jutrem, coraz większy strach przed ludźmi, wyzwaniami, które niegdyś były moim życiem… Miałam swoje gdybanie… Blizny zostaną na zawsze- bo to doświadczenia. Żaden cepan ani inna maść ich już nie wyeliminuje. Najważniejsze, że nie bolą, został już tylko ślad… Wracam do działania- wraca radość życia 🙂

Miejsca Środa, Gru 29 2010 

Było takie miejsce, do którego lubiłam wracać. Przepiękny dom, kuchnia z piecem kaflowym na dole, przy którym jako dziecko zawsze siedziałam z patyczkiem i zapalałam jego końcówkę, a potem mazałam po drzwiczkach od tegoż pieca.

Kuchnia dość nietypowa. Na dole, wraz z łazienką. Na górze tak jakby podział na trzy mieszkania- jedno jednopokojowe, drugie dwu-, a trzecie trzypokojowe. W kuchni toczyło się życie- na kanapie obok pieca zwinięty w kulkę śpiący kot, znajomi prababki przychodzący na kawę i ploteczki…

Dwóch pokoi zawsze się bałam, bez względu, czy miałam 2, czy 20 lat. Gdy przychodziło mi spać w którymś z nich, zawsze ściągałam sobie do łóżka babcię, która ze mną leżała, aż zasnę. Do dzisiaj nie wiem, czy to po prostu moja bujna wyobraźnia mi tak od brzdąca płatała figle, czy tam rzeczywiście były jakieś duchy- sama już zaczynam wątpić, w co tak naprawdę wierzę. Dla mnie po prostu COŚ tam było.

Miejsce, w którym rozwijałam swoje pasje. Siedziałam godzinami w kuchni i rysowałam, przysłuchując się starszym ludziom. Lepiłam smerfy z plasteliny, zwierzęta z masy solnej, szyłam, wymyślałam. Gdy trochę podrosłam, jakoś tak przed przedszkolem, zaczęłam pisać pamiętniki. Wtrącałam czasami w tekst niektóre wypowiedzi.

Każde lato, każda zima, wszystkie święta… Ten dom. Ci ludzie… Wydawałoby się, że ma ogromną wartość emocjonalną, że wrócę tam i już żadna siła mnie stamtąd nie wyciągnie. Właśnie- wydawałoby się…

Dalej stoją te same meble. Dalej na ścianach wiszą te same obrazy, co przed laty. Korytarz na piętrze dalej zdobi stara komoda. Dalej strych jest tak upiorny, jak gdy byłam dzieckiem i nawet dzisiaj nie odważyłabym się tam wejść bez latarki… A jednak- nie wiem, czy kiedykolwiek moja noga tam jeszcze postanie…

Ja się zmieniłam? Na pewno. Ale przecież zmieniam się z każdym dniem, odkąd jestem na świecie. Miejsce się zmieniło? W pewnym sensie tak- na wsi przybyło kilka domków, reszta odremontowana. Ale przecież tam od wielu lat jakieś roboty budowlane… Nigdy nie byłam przywiązana do tego miejsca? Na to wygląda… Bo to nie miejsca tworzą klimat, tylko ludzie. A ci ludzie tak co jakiś czas odchodzili, jeden po drugim…

.

A teraz ja, rodowita dolnoślązaczka, co parę lat przesuwająca się na północ, ze wschodnimi korzeniami, krwią polsko-ukraińską i kroplą tatarskiej, z tego co mi wiadomo, siedzę sobie w (zamrożonym i zasypanym śniegiem) Szczecinie i… całkiem mi tu dobrze 😉

Obyczaje lekkie Wtorek, Gru 28 2010 

Nie jestem święta. Spod czarnej czupryny wystają mi małe rogi. Tak, ktoś mi kiedyś je dorobił. Tak, parę razy zrobiłam coś na przekór, kogoś zraniłam, zmieszałam z błotem, za coś. Jestem zwykłym człowiekiem, mającym jakieś tam wartości, rozwijającym się, mającym instynkty i popędy.

Temat nieco kontrowersyjny- mamo, nie czytaj tego, jeśli nie chcesz się zgorszyć ;D

Powoli dochodzę do wniosku, że w życiu trzeba przede wszystkim pracować i dobrze się bawić. Satysfakcjonująca praca to połowa sukcesu. I żeby można było za tę pracę godnie się utrzymać i bawić.

Dobra zabawa? Podróżowanie, spotkania towarzyskie, rozwijanie swoich pasji i satysfakcjonujący seks. Zgorszyłam? Zaskoczyłam? Przecież to oczywiste dla każdego człowieka. Każdy człowiek, o ile nie jest psychopatą, potrzebuje bliskości. Jasne, że homo sapiens to nie przedmiot i nie należy go tak traktować. Najprzyjemniej w łóżku będzie z osobą, którą się kocha. Ostatnio zaczęłam się zastanawiać, że jak tak dalej pójdzie i nic nie zmienię, to będę do końca życia kontynuowała swój celibat już jakiś czas trwający. I albo wybiorę seks bez uczucia, albo jego brak. Naprawdę, chciałabym być typową babą, zakochującą się co dwa miesiące, a nie raz na te popieprzone 22 i pół roku.

Dziewica do ślubu? A co my w średniowieczu żyjemy? Litości… Brać towar bez jego wypróbowania? Tu nie ma gwarancji i zwrotów… Paragonu w postaci aktu małżeńskiego tak za bardzo nie można zwrócić…

Łóżko na pierwszej randce? A pewnie, czemu nie. Na nim też można usiąść i pogadać, chociaż szczerze mówiąc, wolę delikwenta wyciągnąć na spacer, żebym w razie czego mogła zwiać/ odskoczyć/ odsunąć się. Bo nie lubię, gdy od razu facetowi gdzieś łapy wędrują- już nie jeden dostał za taki numer po pyszczku. Z liścia, tak ten cios zwą.

Dlaczego kobieta ma nie lubić erotycznych igraszek? Bo będzie dziwką? Super. Jestem dziwką. Co tam, że obecnie jestem alone, że jak się spotykam z samcami, to tylko z kumplami (a ile później wersji dane mi słyszeć…!), żeby się powygłupiać i pożartować, że z nikim obecnie nie sypiam. Lubię seks, czerpię z niego radość, więc według przeważającej części polskiego społeczeństwa jestem dziwką. Och, jakże mi miło!

Mało tego- nie mam kompleksów, uwielbiam swój wygląd, kocham swoje ciało. Czy to znaczy, że jestem pusta? Już nie jeden człowieczek się na tym przejechał. Nie powiem, zdążyłam nabrać do tego dystansu i teraz mam do tego nieziemski ubaw, zwłaszcza, jak wyprowadzam argumentami na manowce. Po prostu kocham to! 😀

 

Kiedy spojrzysz w niebo Poniedziałek, Gru 27 2010 

Kiedy spojrzysz w niebo

Błękit jego zauroczy

Na obłoku białym anioł

Rzuci promień słońca w twoje oczy

.

Kiedy spojrzysz w niebo

Porwie wzrok twój ptaków klucz

Wiatr otuli twoje ciało

Żebyś ciepło moje poczuć mógł

Żeby boleć już przestało

.

Kiedy spojrzysz w niebo

I zobaczysz tęczy ślad

Kropla deszczu ci wyszepce

Że rozlałam kilka barw

Troski twoje zepchnę

Do kałuży wspomnień

Żeby wyschła w słońcu

Byś zapomniał

Lecz nie o mnie

Pomyśl o mnie (II) Poniedziałek, Gru 27 2010 

Pomyśl o mnie

Kiedy płatek śniegu

Dotknie twoją twarz

W ust kąciku

W oka brzegu

Ta zimowa łza

To ja

Rozpuszczonej gwiazdki ślad

.

Pomyśl o mnie

Gdy zaskrzypi śnieżny puch

Kiedy naprzód będziesz szedł

Dźwięk

Ten ruch

Mojej myśli szept

.

Pomyśl o mnie

Gdy zabłyśnie pierwsza gwiazda

Nad zimowym krajobrazem

Ta jedyna

Nie następna każda

Ta co świeci wciąż samotnie

A gdy inne w konstelacjach

Razem

Biała kartka Poniedziałek, Gru 27 2010 

Czasami ma się ochotę wziąć gumkę do mazania i pocierać nią zapiski w pamięci… Ale to nie jest najrozsądniejsze…

Każde doświadczenie odciska swoje piętno na człowieku. Niewidzialne pióro naciska na kartę pamięci i zapisuje je. Każdy nacisk zmienia fakturę kartki. Owszem, można pewne rzeczy wymazać, ale zostanie coś na wzór alfabetu Brajla- będą takie wypustki, a tekst zejdzie do podświadomości. Pisząc nową historię na tej samej kartce ręka będzie mimowolnie wpadać w drganie przy każdym wyżłobieniu… Dopisywanie didaskaliów to też nie za rozsądny pomysł…

Jasne, że najlepiej byłoby po prostu spalić taką kartkę. Totalna amnezja. Ale… Popiół się nie wydostanie i będzie zalegał gdzieś w nozdrzach i mieszając się z czynnikami zewnętrznymi spowoduje kichanie… Zresztą, ogień to żywioł, a z nim lepiej nie zadzierać. Tak jak lepiej nie zacierać pamięci.

Niech ta kartka sobie będzie. Niech będą na niej notatki. Najlepszym sposobem na pogodzenie się z nimi jest przeczytanie wypocin swojego mózgu. Dokładna analiza, jeśli potrzebna. A potem… Wziąć nową kartkę, zacząć pisać kolejną historię…

Można porwać, można zniszczyć. Ale- PO CO, pytam się? To doświadczenia. Osobiste doświadczenia. Warto je zachować. Można kartkę po prostu schować do odpowiedniej teczki, niech sobie tam leży. To już napisana historia, nie zmieni się tego. Trzeba się z tym pogodzić. I- choć to z pozoru masochistyczne- cieszyć się, że życie dało zasmakować trochę innej potrawy. Bo to zawsze jedno wspomnienie więcej, jakie by nie było. Plus jeden do siły. Nie zabiło. Wzmocniło.

.

A ja biorę nową kartkę. Kto chce zagrać główne role w mojej historii? Zaznaczam, że wszystkie poprzednie kartki posegregowałam i pochowałam, gdzie trzeba. Zapoznałam się z treścią, wyciągnęłam ciekawe wnioski i pogodziłam się z nimi 🙂

Monica Belucci Poniedziałek, Gru 27 2010 


Nie krzywdź mnie Poniedziałek, Gru 27 2010 

Nie krzywdź mnie

Bo za każdą z moich łez

Życie kiedyś zemści się

Ja upadnę

W twardą ziemię wbiję się

Lecz twój czyn też cię dopadnie

Będziesz cierpieć z każdym dniem

Coraz bardziej

I uparcie pchać do przodu

Głaz na twojej drodze

A na twojej nodze

Kula z moich smutków

Nie pozwoli dalej iść

Płaczę dziś

Jutro będę wstawać

Ból poczujesz ty

I nie z mojej winy

Jakby mogło ci się zdawać

Upadłego poślę ci anioła

Wykorzysta cię

I nie zdołasz

Spojrzeć w oczy jej

Wbije nóż w twe ramię

I uśmiechnie się

Złowieszczo

Dasz jej cząstkę swego świata

Swój plac zabaw

Karuzelę

Będzie mówić że cię kocha

Ściągnie z ciebie resztki sił

I nie mrugnie nawet okiem

Gdy przypomnisz jej jak wiele

Dałeś siebie

Cierp

Teraz cierp

Jak ja

Gdy zniszczyłeś mi

Mój świat

 

 

Kwiat zeszłego lata Niedziela, Gru 26 2010 

Kwiat zeszłego lata

Łza na liściu

Brzaskiem się mieniła

Uschły skrzydła

Już nie lata

Czy to miłość była?

.

Dziś wspomnienie

W zapomnienie

Idą jego barwy

Motyl zmarły

Co na płatkach lśnił

Kim ja jestem dziś?

.

Oczy jego niewyraźne

Jakby kiedyś się przyśniły

Nieistotne tak

Nieważne

Obce

Chociaż bliskie kiedyś były

A’ propos fotek słitaśnych… :) Niedziela, Gru 26 2010 

Dorwałam mojego śpiącego modela i nacykaliśmy sobie kilka takich 😉

Oto ja i moja wielka, kocia miłość 🙂

Kociarą się urodziłam i kociarą umrę! 🙂

 

(Nie)warte wartości Sobota, Gru 25 2010 

Z wartościowymi kobietami jest jak z jedzeniem ekologicznym- czyste, nieprzetworzone, na górnej półce i nie dla każdego. A nawet jeśli ktoś ma na tyle bogatą osobowość, że go na takową stać, to dla ułatwienia weźmie po towar przechodzony, przereklamowany, z dolnej półki… Bo żeby sięgnąć tam wyżej, trzeba się trochę nagimnastykować, a wiadomo, żyjemy w dobie wygody…

Łatwo dostępne, pięknie zapakowane. W środku sama chemia: konserwanty, sztuczne barwniki i dodatki słodzące. Pustoszy organizm, bezoensan sodu u co wrażliwszych po pewnym czasie wywołuje sensacje żołądkowe, rozwolnienie i wymioty w jego wyniku. Pachnie to ładnie, wygląda też w miarę.  Bo nie widać składników. Jest szybkie, nie trzeba się nakombinować z dostaniem do środka, nie wnosi żadnych wartości, z pozoru syci głód. Bo to, i owszem, jest energia- są kalorie, nawet w nadmiarze. Niestety, to są PUSTE kalorie.

Jest wygodne, na każde zawołanie. Wystarczy pójść do pierwszego lepszego marketu, zapłacić niewielką sumę, i już jest w posiadaniu. Co tam, że w przyszłości czkawką się odbije i trzeba będzie zainwestować zwielokrotnioną sumę na środki farmaceutyczne. Liczy się chwilowa przyjemność. Nie trzeba przygotowywać, wystarczy zdjąć folię i gotowe do konsumpcji.

Ciężkostrawne- niestety. Będą po tym gazy i wzdęcia. Będzie mdlić, jak się to przedawkuje. A zatracić się w takich zdobyczach jest łatwo. Walory smakowe mają w sobie jakieś uzależniacze… Łatwo przestać panować nad apetytem.

Ekologiczne? Hm, nieco droższe. Trudno dostępne. Składniki- naturalne. Mnóstwo wartości. I jak już się to zdobędzie, to trzeba się przy tym troszkę napracować, zanim się skonsumuje. Bo to nie jest ot tak, już, gotowe. To trzeba dopieścić przyprawami, nieco podgrzać temperaturę… Ale jakie wnętrze zadowolone!

Tylko… Nie ukrywajmy- to, co wartościowe, dzisiaj ma mierne szanse z pustym, szybkim i tanim. Z tandetą…

Wolna Piątek, Gru 24 2010 

Niedopowiedzenie

Nieprzerwane milczenie

Jego cisza

Przerywa mi sen

Podmuch bezdechu

W bezwietrzny dzień

Kołysze

Jesteśmy na dole

A teraz patrz

Ty dalej tam stoisz

A ja

Odbijam się od dna

Wolna

Jak ptak

Rozwijam skrzydła swe

Uniosą mnie

Do chmur

Tam tylko dotyk

Skłębionych chmur

Na skórze swej poczuje

Na dole ziemia

Marzeń wróg

Kulą we mnie

Znów celuje

 

Samolubny samolub Czwartek, Gru 23 2010 

Lubi się sam. Sam robi, co lubi. Lubi swoje życie. Samolub. Egoista. I jest… szczęśliwy…

Lubi to, co robi. Dba o siebie, bo wie, że tak naprawdę będzie tylko z sobą całe życie. Bo wie, że w kryzysowej sytuacji będzie mógł liczyć tylko na siebie. Bo wie, że życie przeżyje, będąc sobą. Musi być w związku ze sobą, liczyć na siebie w każdej sytuacji. A nie może liczyć przecież na kogoś, kogo by nie lubił. A jeśli lubi siebie, to inni też go będą lubić. Bo przecież nie można nie lubić człowieka, który czuje się dobrze ze sobą. Wtedy dba, żeby inni czuli się z jego najukochańszą personą- sobą…

Związek ze sobą jest związkiem na całe życie. Człowiek, który żyje w takiej stabilnej, szczęśliwej relacji, będzie szczęśliwy do ostatniego dnia egzystowania na planecie Ziemia. Nie będzie się nudził, gdy będzie jedynym swoim odpowiednikiem fizycznym w danym otoczeniu. Wszędzie się odnajdzie- w zasadzie nie będzie musiał, bowiem nigdzie się nie zgubi…

Samolub daje ukochanej osobie wszystko, co najlepsze. Dba o nią, rozpieszcza, pozwala się zrelaksować, opiekuje się jej ciałem i duszą. Chce jej pokazać wszystko, co najpiękniejsze. Nie pozwoli jej oszukać i zranić.

Samolub to trochę egoista. Ale nie do końca- ego jego nie jest nadto nabrzmiałe, jak sutki karmiącej matki. Nie jest też wklęśnięte jak brzuch anorektyczki. Samolub dba o mieszkanko swojej osoby- daje jej zdrowe pożywienie, nie zaśmieca byle czym, kształtuje i kontroluje porządki.

Samolubstwo nie jest złe. Jest wręcz pożądane. Szkoda tylko, że wydźwięk tego wyrazu jak i jego pochodnych jest tak błędnie interpretowane i odbierane przez środowisko. Samolub po prostu siebie kocha- a to podstawowy warunek, żeby inny samolub pokochał jego…

 

Anja Rubik Środa, Gru 22 2010 


Zawsze uważałam modeling za swojego rodzaju prostytucję i pewnie zdania nie zmienię. Ale jedną modelkę naprawdę szanuję- każde zdjęcie naszej Ani jest po prostu dziełem sztuki. Ma magiczne rysy twarzy i jest niezwykle fotogeniczna 🙂

Badania geologiczne na Marsie Środa, Gru 22 2010 

Twarda skorupa. Nie ma życia na pierwszy rzut oka, tylko jakieś wymarłe gejzery i inne wypryski. Zaczynamy wiercenia, może coś się znajdzie pod powierzchnią…

Słynny cytat z Lejdis: „Jeśli mężczyźni są z Marsa, to niech sobie tam, k…!, wracają!”. No, jak już tam siedzą, to może wystartujmy sobie z cieplutkiego, rozpromienionego od Słońca Wenus na tą kosmiczną przygodę. Może jak UFO przyleci, to coś z ciekawości samo wypełźnie…

Butla z tlenem- żeby było czym oddychać, gdy atmosfera będzie za gęsta. Odpowiednio ciepły skafander- od Słońca coraz dalej, a więc na pewno powieje chłodem. Latarka, bo to wolniej się obraca, to i noc będzie dłuższa. Zresztą, już zostało zaznaczone, że promyczków jakby mniej i jakby dalej od nich…

Zaczynamy wiercenia. Oczywiście komplet zapasowych wierteł, bo niejedno się złamie na tej twardej skorupie. Pierwsza próba zakończona fiaskiem. Kolejne wiertło. Coś wchodzi, lekko, bo lekko, ale idzie powoli w głąb. Drążymy, a nuż coś wypłynie. Nic z tego. Próbujemy dalej. Kupa pyłu, krztusimy się. Kurz wlatuje nam do oczu, te zaczynają mimowolnie łzawić. Ale nie poddajemy się. O, coś puszcza. A, to tylko nasze kobiece nerwy…

O, jakby coś tam było. Wahadełko! Intuicja podpowiada, że w środku płynie jakaś ciecz czymś napędzana! Idziemy zaopatrzone w owe wahadełka i magiczne różdżki. Więcej się domyślamy, aniżeli bazujemy na faktach. Ale od czegoś trzeba zacząć…

Oho! Mamy coś. Dawaj łopatę, postukam po skorupce, może coś pęknie. Wysiłek to nieziemski na delikatne babskie łapki. Ale dla zdeterminowanego, choćby nawet coś trudnego, to wykonalne. Poszło! Kruszy się!

Jaaa… Tam faktycznie coś płynie! Ty, ale to nie idzie na powierzchnię… Co jest grane?! To jakiś krwoto-potok wewnętrzny. A niech mnie drzwi trzasną! To dopiero zjawisko… Nie, ja tam nie wchodzę, nie mam już siły na dalsze badania… Jak wypłynie, to zobaczę, co to. Jak nie, to nie- już mi się odechciało wszystkiego…

Gwoli narcyzmu Środa, Gru 22 2010 

i tak dla picu i poprawienia sobie humoru… Ta dam! To ja 😀

Nie ma to jak babska próżność 😀

Nowy czas Środa, Gru 22 2010 

Nie chcę przepraszania

Mgły wydarzeń przeszłych

Pocieszania

Snów niewinnych

Ciosów grzesznych

Rozplatania

Z mej pamięci

Głośnych słów

Cicho do mnie mów

Jakby nigdy nic nie było

Jakbyś widział mnie

Pierwszy raz

Pierwszy dzień

Nowy życia czas

.

 

Brigitte Bardot Wtorek, Gru 21 2010 

Marylin na razie zostawiam w spokoju 😉

Przedłużacz Wtorek, Gru 21 2010 

Żyjesz w zgodzie. Pytanie tylko, z kim tak naprawdę? Ze sobą, czy z kimś? Podejmujesz samodzielnie decyzje. Pytanie: czy aby na pewno są to twoje decyzje? A może rodziców, znajomych? Czujesz, ale bronisz się, bo twoje emocje nie mają logicznego wyjaśnienia. A może bronisz się, bo ktoś inny czuje inaczej i blokuje twoje odczucia?

Większość ludzi to kable. Takie przedłużacze, które podłączają się do gniazdek elektrycznych, albo do innych przedłużaczy. Są przedłużeniem swoich rodziców, dziadków, ich ambicji i pragnień. Nie żyją do końca ze sobą w zgodzie. Naturalnie, nigdy, ale to przenigdy i pod żadnym pozorem się do tego nie przyznają. Robiąc dokładnie na odwrót też stają się przedłużaczami- bo mają wzorzec, do którego na siłę żyją antagonistycznie.

Zanim osobnik podejmie jakąś decyzję, musi najpierw komuś zakablować na swoje myśli i uczucia, pożalić się na nie. Źródło prądu, do którego jest podłączony, tak naprawdę nigdy nie będzie pewne. Elektrownia, archetypy przekazywane z pokolenia na pokolenie, działa nieprzerwanie w oparciu o te same, przestarzałe technologie. Niektóre nie mają już racji bytu w dobie dzisiejszego rozwoju techniki i nauki.

Przedłużacz ma zazwyczaj określoną długość. Taka pępowina, co rozwija się wraz z wydłużaniem się osobowości, która ładuje baterię do telefonu, gdy trzeba będzie zadzwonić i zapytać o radę. I nawet jeśli ucieknie się na drugi koniec świata, przedłużacz może mieć wystarczającą długość, aby dalej czerpać źródło z określonego gniazdka.

To jest cała instalacja elektryczna. W jej skład wchodzi środowisko rodzinne, środowisko podwórkowe, uczelniane i pracy. Atak impulsów elektrycznych z każdej z trony. Na twoim miejscu… Nie jesteś na moim miejscu. Wiem, że czekanie może mi zabrać życie. Ale to moje życie, nie twoje. Wiem, że ktoś mi zrobił krzywdę. Wiem, że byś nie wybaczyła. Ale ja wybaczam, taka już jestem. Wiem, że było, co było. Ale tego już nie ma. Wiem, że ty byś postąpiła inaczej. Ale ja mam swoje zasady i wierzenia. Wiem, że moje rozumowanie może wydawać ci się nielogiczne. Ale dla mnie ma to swoistą logikę i trzyma mnie przy życiu. Wiem, że to dla ciebie jest głupota, ale dla mnie ma sens, nawet, jeśli go jeszcze nie odkryłam. Wiem, że nie mam podstaw logicznych, żeby kogoś kochać. Ale mimo wszystko coś czuję. Ja czuję. Ty nie musisz…

Cudzy sen Wtorek, Gru 21 2010 

Śniłam cudze sny

Z mej gałęzi pąki wiosny

Ktoś odebrał mi

Liśćmi nie obrosły

Uschły dawne dni

Chociaż deszczem łez

Wciąż podlewane

Bez korzeni

Z ziemi dna wyrwane

.

Jak bezpański wiatr

W złym kierunku szłam

Drogowskazów brak

Mapa życia wciąż nie ta

.

Dorosła

Gdy dziecko

Szeroka mnie poniosła

Woda

Zbyt prędko

By zrozumieć

Za młoda

 

Dzieciak Poniedziałek, Gru 20 2010 

Dzieciństwo Poniedziałek, Gru 20 2010 

Dziecko to mały CZŁOWIEK, który nie musi wszystkiego rozumieć, nie musi logicznie myśleć, a już tym bardziej zajmować się sprawami nieadekwatnymi do jego wieku…

Dziecko to nie pionek w grze dorosłych. Ani żadna piłeczka ping- pongowa. Nie będzie się poruszać do przodu o tyle oczek, ile pokaże wyrzucona kostka. Nie może się odbijać pomiędzy jednym dorosłym a drugim, po drodze zahaczając o wszystkie możliwe przedmioty, które będą stały na przeszkodzie.

Dziecko ma prawo się bawić. Ma prawo nie rozumieć prawd rządzących tym światem. Dzieciństwo ma być okresem beztroski i zabawy. Taki teatrzyk dorosłości, gdzie wszystko dzieje się na niby i gdzie dorosłych grają tylko i wyłącznie dzieci, wedle swoich własnych zasad.

Zabawki są dla dziecka. Dziecko nie jest zabawką, która się w którymś momencie może znudzić. Dziecko nie jest winne postępowaniu dorosłych i nie powinno się go w nie wciągać. Dziecko nie rozumie i trzeba je systematycznie, w odpowiednich dawkach uświadamiać. Ale nie rzucać na głęboką wodę, bo zbyt łatwo może w niej utonąć.

Dziecko, które zostało przedwcześnie wciągnięte w świat dorosłych, traci całą esencję najpiękniejszego okresu swojego życia. Nie żyje w świecie swoich rówieśników, ani także w świecie tych starszych. Żyje w alienacji, pomiędzy dwoma światami. Nie może wykonać już kroku w tył- drzwi są zatrzaśnięte. Do przodu także pójść nie może- tu także klucz przekręcony z drugiej strony. Nie ma już zrozumienia pośród innych dzieci, a także wśród dojrzałych, którzy go w swój świat wciągnęli, ale nie wpuścili (bo przecież jest ciągle dzieckiem). Nie dorasta z innymi, jak przykazała siła wyższa. I gdy inni normalnie wejdą w świat dorosłych, ono ciągle pozostaje w tej pustce pomiędzy. Musiało szybciej dorosnąć- zbyt szybko dla młodej psychiki. W tym biegu przeoczyło siebie…

Starsi już dorośli określają dorosłe już dziecko mianem słabego psychicznie. Tymczasem ono jest silniejsze, aniżeli im się wydaje- przetrwało świat dorosłych, będąc dzieckiem. Tylko, że teraz nie potrafi odnaleźć się w żadnym z tych dwóch światów i samotnie kroczy po jakiejś obcej drodze, żyjąc czyimś przeszłym, dorosłym życiem, zamiast własnym…

.

 

Z twarzą Marylin Monroe… Poniedziałek, Gru 20 2010 

Samiec Niedziela, Gru 19 2010 

Przeważająca większość facetów to takie duże dzieci: trzeba to po głowie pogłaskać, przytulić do cyca, poprzytakiwać i pochwalić.

Pamięć faceta jest ograniczona. Zwłaszcza ta krótkotrwała: na ogół bowiem samiec na następny dzień w ogóle nie pamięta co mówił, ani też o czym. Co tam następnego dnia! Chwilę później już nie pamięta… A już zwłaszcza, jeśli dopiekł jakiejś samicy, zabawił się kosztem jej emocji…

Samce lubią zabawę. Zanim dorosną, preferują plastikowe lale (ale za żadne skarby się do tego nie przyznają!). Najlepiej takie panieneczki, co na portalach społecznościowych wrzucają kilkadziesiąt fotek ze sweetaśną pozycją z buziaczkiem, albo z wymuszonym wdziękiem prezentują końskie szczęki.

Samiec pragnie uchodzić za istotę wszechwiedzącą i silną. Żadna kobieta nie może mu podskoczyć, a już, Boże broń, przegadać go. Jak to, on nie może mieć kontrargumentów? Mądrzejsza kobieta? Zrobi wszystko, aby takową upokorzyć, zwłaszcza przy swoich znajomych- dla niego to jest sztuka, on gra główną rolę, musi mieć swoją publiczność, która będzie mu przyklaskiwać. Naturalnie sam też nie jest zdolny do podjęcia samodzielnej decyzji- nie obejdzie się bez pytania do publiczności i telefonu do przyjaciela.

Facet boi się bezpośredniości i szczerości. Myśl, że miałby komuś wyznać, co w nim siedzi, po prostu napawa go istnym przerażeniem rodem snu z Koszmaru ulicy wiązów. Będzie odpowiadał wymijająco, zbywał, a potem będzie zdziwiony, gdy mu się po uszach oberwie.

Gdy mu się naprawdę spodoba jakaś laska, będzie się patrzał jak szpak w dupę i nie ruszy swojego odwłoku. Kiedy już sama zainteresowana się odezwie, naturalnie będzie zgrywał nie wiadomo jakiego cwaniaka, pokazywał, co to nie on i jakiego to nie ma powodzenia. Z czasem zacznie się puszczać na prawo i lewo (samiec), a gdy się opamięta, wróci, jak gdyby nigdy nic. SAMIEC MIAŁ BARDZO FAJNĄ ZABAWĘ. Ale oczywiście on ZUPEŁNIE NIC NIE PAMIĘTA I NIE WIE O CO CHODZI…

Dupne związki frazeologiczne część trzecia Niedziela, Gru 19 2010 

I niestety już ostatnia…

Dbać o własną dupę– niektórzy robią to tak starannie, skrupulatnie, że mając dwadzieścia kilka lat nadal posiadają naskórek o strukturze niemowlęcej. Stosują podsypki ewidentnie nieadekwatne do swojego wieku, pudrują, pieszczą, masują sobie odwłoki. Od takiej nadmiernej i wzmożonej pielęgnacji może się…

W dupie poprzewracać– i klepki nie na miejscu, bo to idzie globalnie, po całym organizmie, aż o mózg zahaczy ostatecznie. Takowemu osobnikowi wydaje się, że wszystko mu należy a każdy ma mu…

Skakać dookoła dupy– naturalnie, odwłok się poszerza jak i wewnętrzne jestestwo, bliżej znane jako ego. Taki osobnik, dla zabawy może zacząć…

Zawracać komuś dupę– będąc święcie przekonanym, że takowa osoba będzie również obskakiwać jego odwłok. A gdy tak się nie dzieje, to delikwent…

Odwraca się dupą– i udaje, że wszystko jest ok., bowiem to wokół jego postaci słońce kręcić się ma, wbrew wszelkim prawom grawitacji, czasoprzestrzeni i innym fizycznym prawdom. Rozgląda się wówczas przed siebie i…

Wyrywa dupę– pierwszą lepszą, najlepiej taką, która nic poza odwłokiem sobą nie prezentuje. Ze względu na długie patyki z tworzywa sztucznego przyczepione na opuszki palców, takowa postać nie jest w stanie nawet samodzielnie się podetrzeć, co osobnikowi opisywanemu nawet schlebia.

Daje dupy– najpierw dosłownie, potem po całości, metaforycznie. Osobnik. Dostaje kopa w dupę i wreszcie na niej siada. Patrzy już z innej perspektywy. Zdaje sobie nagle sprawę, że świat nie kręci się tylko wokół jego odwłoku i właśnie za nim może być coś, co przeoczył. Pokornieje, podkula ogon i zaczyna znowu, tylko że…

Od dupy strony– bowiem obawia się, że od frontu może coś go zaatakować. Rzeczywiście, mała, smutna istotka jest tak groźna i tak silna, że na pewno wytrzyma kolejne gejmingowanie, które…

O kant dupy można rozbić– bo życie jest zbyt krótkie na głupie gierki… A komplikowanie sobie życia jest trochę jak papier toaletowy:

Do dupy

🙂

Dupne związki frazeologiczne część 2 Niedziela, Gru 19 2010 

Czyli kolejna porcja związków frazeologicznych opiewających tylną część ciała, jak i słowa od tego pochodne. 😀

Gapić się jak szpak w dupę– poniekąd związek ten najlepiej ilustrują osobniki płci męskiej na widok atrakcyjnej samicy. Stanie to jak szpak, taki ładny ptaszek i niczym sroka w kapsel gapi się na płeć żeńską. Nie wydusi z siebie słowa, jego mina wyraża zdziwienie, zaskoczenie, zmieszanie i bies wie, co jeszcze. Szpak też za bardzo nie wie, co z tą frazeologiczną dupą robić. Tak samo taki samiec nie wie, jak obejść się z wyżej opisaną samicą.

Udupićbyć studentem i wyjść z niewyraźną miną z egzaminu. Oblanego egzaminu. Udupionego. Wykładowca udupił, usadził na pośladkach. Student widzi z perspektywy siedzącej, a nie już stojącej.

Zdupić– rozwiązać sprawę rozwiązaniem z dupy. Odsyłam do poprzedniego felietonu.

Dupnyraczej niezgrabny, raczej nieładny i nieapetyczny. Bardziej nieforemny, bardziej umazany czymś, bardziej… z dupy.

Zadupie– określenie punktu położonego na szerokości i długości geograficznej innej niż przeddupie (przedmieścia). W tyłku oczu się nie ma, także to, co jest za nim, jest jakby niewidoczne, nie zwraca się na to uwagi. Zadupie na ogół jest odcięte od szerszego pojęcia cywilizacji.

Zmoczyć dupę– prosta droga do przeziębienia sobie nerek i innych narządów wewnętrznych, powodującego zachwianie ogólnego funkcjonowania organizmu. Wpaść jak śliwka w kompot, który ulega jednocześnie fermentacji.

 

Następna strona »

%d blogerów lubi to: