Zrozum babę, chłopie ;) Czwartek, Sier 23 2012 

Czyli jak zrozumieć kobietę 😉

Zrozumienie kobiety jest znacznie prostsze, aniżeli zdawać by się mogło. Wcale, a w ogóle, nic a nic, nie jesteśmy jakoś szczególnie skomplikowane. A że diabeł kryje się w szczegółach, na owych się w poniższym tekście skupię.

HUMORKI I WAHANIA EMOCJONALNE

Hasło jak najbardziej niezrozumiałe dla przedstawicieli płci męskiej. A proste do zrozumienia jak budowa cepa. Dzierżak, ten dłuższy kij, to nasz cykl miesięczny, zaś bijak to dominujący aktualnie hormon. Bijemy nadmiarem estrogenów. Biją one i nas, głównie po głowie, po naszych przednich zderzakach i brzuchu. A chodźcie sobie z takimi mega bolesnymi zakwasami przez tydzień czy dwa. Albo właściwie połamani jak przy grypie i gorączce. Też marudzicie, nieprawdaż? Tylko grypa jest sezonowa, a na PMS mamy sezon comiesięczny. Nasze cudowne genetycznie mutowane jedzonko wcale nie pomaga, wręcz przeciwnie- ok. 10 do 15 % kobiet cierpi na PCO, często bardzo późno diagnozowane, bo szanowni lekarze wszelkie anomalia uważają za jak najbardziej normalne u młodych kobiet. A potem dopiero jest kuku.

Powiadają ponadto, by nie wchodzić pod szpilki kobiecie z okresem, bo mężczyzna sam może krwawić. Takie to dziwne? A wyobraźcie sobie kopniaki po klejnotach przez klika dni. To tak obrazowo.

HISTERIA ZŁAMANEGO PAZNOKCIA

Syndrom ten kiedyś bardzo długo tłumaczyłam kumplowi przy piwie. W skrócie chodzi o to, że przez powiedzmy 2-3 tygodnie robimy wszystko jak najdelikatniej, opuszkami palców, pilnujemy się jak pies ogrodnika jabłek, ścieramy pilniczkiem jak gryzoń ząbki na gałązkach (lub kablach, jak w przypadku moich koszatniczek), jedna mała chwila nieuwagi… i po całym wysiłku. Paznokieć hodowany przez kilkanaście dni nie odrośnie dnia następnego. Takie są prawa natury i smutna rzeczywistość.

FOCHY

Tu będzie ciężko jak z cegłówkami na plecach (a nosiło się na materiałoznawstwo w technikum w celu ulizania pewnej części ciała nauczycielce ;)). Ciężko mi coś powiedzieć na ten temat, bo ostatniego foszka puściłam ponad rok temu i właściwie nie wiem, dlaczego 😉

PAMIĘTLIWOŚĆ

Kluczem do zapamiętywania jest emocjonalność. Jeśli podchodzi się do czegoś z pasją, wiedzę chłonie się jak gąbkę. Jeśli ktoś zalezie za skórę, emocje nie są słabsze, aniżeli przy pasji. A winę za to ponosi nasza…

EMOCJONALNOŚĆ

Bowiem kobieta to stworzenie niezwykle uczuciowe i emocjonalne. Pretensje do Mamusi Natury. Bo my musimy martwić się o potomstwo (a jak go nie mamy, to podświadomie się do tego przygotowujemy), o jego przetrwanie w miejskiej/ wiejskiej dżungli, pośród cwanych małp, przypakowanych goryli, żerujących hien i ścigających się szczurów. My się lubimy opiekować, tak już jesteśmy skonstruowane. Co nie oznacza, oczywiście, że nie lubimy, kiedy ktoś i o nas dba. Bo to powinno działać w dwie strony, taka homeostaza.

FEMINIZM

Taka fanaberia dojrzewających i zakompleksionych, usiłujących za cenę wszelaką udowodnić swą pozorną wyższość, jeszcze bardziej uwidaczniając swą niższość. A wszystkiemu winne są…

KOMPLEKSY

Ale na ten temat nie ma co się nadto rozpisywać, bowiem, Panowie drodzy, znacie to doskonale z autopsji i możecie twardo w zaparte się wypierać, ale zbyt wielu z Was puściło już mi parę z buźki na te tematy 😉

PLOTKI

I tu nie ma co się zagłębiać- jakoś tak się składa w całość, jak się z Wami pogada. O najlepszych i najsmaczniejszych, tudzież najpikantniejszych kąskach z życia znajomych, jakoś zawsze od Was się dowiaduję 😀 Wszelako natura Człowieka już tak działa, że lubi czasem poobrabiać części poniżej kręgosłupa, tudzież kość ogonową jako jego zakończenie i okolice zwieraczy innego Homo Sapiens 😉

ZAKUPY

A to akurat zrozumiałam stosunkowo niedawno. Ale tego zachwytu, samozadowolenia w nowej kiecce po prostu nie da się opisać. No nie da, sorki 😉 Babska próżność, ot co, chyba tak będzie najkrócej.

ECRU, LATTE I INNE DZIWNE KOLORY

Za to proszę winić czasy prehistoryczne, jak mężczyźni musieli zauważyć zwierzynę zza krzaków, a kobiety doprawiały ją różniastymi, wielobarwnymi przyprawami. Tak nam zostało.

„DOMYŚL SIĘ”

Tutaj bardzo przepraszam, ale do dzisiaj nie mogę się domyśleć, o co w tym chodzi…

ZAMIŁOWANIE DO PEDANTYZMU

A do tego jeszcze nie dorosłam. I chyba z moją artystyczną duszą nigdy nie dorosnę 😛 Ale żeby nie było- wyszorowałam dzisiaj Bąbelka (moje autko), odkurzyłam w nim (koszatniczki mi sajgon zrobiły, po ostatniej prawie 300- kilometrowej- w dwie strony- wycieczce z klatką z tyłu), i przeczyściłam plaką kokpit. Niefortunnie spadł deszcz, a jakże, a ja już zdążyłam zostawić puszkę po energetyku na półeczce…

To tyle na dzisiaj 😉

Duży mały Sobota, Sier 27 2011 

Mały wciśnie się wszędzie. Małe jest sprytne i urocze. Ale żeby zostało zauważone, mu być ogólnie słyszalne, a więc (rozpaczliwie) krzykliwe.

Małe będzie próbowało wiele razy, skakało jak pchła na ssaczym futrze. I albo doskoczy, albo zmęczone sobie daruje. Małe musi podstawić sobie ciężki taboret, by do żarówki sięgnęło. Albo wejść dużemu na głowę i na karku siedzieć (stąd też większość kobiet niższych jest od mężczyzn).

Małe jest urocze: z założenia kruche, wyzwalające instynkt opiekuńczy. Jednocześnie jego powaga i ogólna aparycja jest proporcjonalna do wzrostu. Tak samo jak i szacunek, nawet jeśli pozorny.

Dużemu jest łatwiej dosięgnąć. Duży palnie raz, a porządnie. Zrobi trzy kroki, by przegonić pędzące małe, to przebierające nóżkami, uparcie do przodu. Duży może sobie pozwolić na spowolnione zachowania motoryczne, gdzie mały, dla równowagi, siódme i kolejne poty z siebie będzie ścierał na bieżąco.

Wielkość to siła. I Freud zdawał się na temat ten wypowiadać, w kontekście płci męskiej. Wielkość dla samców niewiarygodnie wielkie ma znaczenie. I choć liść klonu odszedł dawno już do lamusa, to jednak męska natura porównania między osobnikami wymusza.

Mężczyzna, z racji swej, przynajmniej teoretycznej, większej tężyzny fizycznej, winien być opiekunem kobiety. Tak nas ta baba wredna, Natura Matka, zaprogramowała. I winien samiczkę podsadzać, by ta nadmiernie skakać nie musiała i nadwyrężać mięśni swych. Czasem powinien także wziąć ją na barana i za osła robić, jak za mocno zacznie kopytkami wierzgać. Bo związek to sztuka kompromisu. Jak to Einstein mówił, że z żoną swą ustalił już w dniu ślubu podział w decyzjach: ona podejmowała te mniejsze, on zaś większymi zajmować się miał. Jednakże każda większa decyzja wymaga podjęcia szeregu mniejszych i Albertowi nie dane było dojść do słowa… Ale to taki mankament tych nas, mniejszych 😉

Paulina i Michał- ślubnie ;) Środa, Sier 24 2011 

Być kobietą… Wtorek, Czer 21 2011 

Być kobiecą- poradnik dla przedstawicielek płci żeńskiej, których kobiecość mimo przedstawienia wizualnego, zostanie podważona.

  1. Zmieniaj zdanie co chwilę– kobieta nie może być konsekwentna. Nie może podjąć decyzji raz i trzymać się jej kurczowo niczym tynk dobrej jakości ściany. Ba! W zasadzie to kobieta nie powinna w ogóle podejmować jakichkolwiek decyzji- od tego jest mężczyzna. Kobieta nie może mieć swojego zdania.
  2. Nigdy nie mów, o co ci chodzi– a już nigdy, ale to przenigdy nie nazywaj swoich uczuć. Nie mów, że jesteś rozczarowana, odwróć się do samca o sto osiemdziesiąt stopni, zadrzyj głowę, żeby twe nozdrza skierowane były ku sklepieniu niebieskiemu. Mężczyzna musi się domyślać, przeto całe życie był wychowywany w duchu ezoteryki, wróżbiarstwo i jasnowidzenie winien mieć opanowane do perfekcji. Pamiętaj, on musi się domyślać.
  3. Wypytuj o jego byłe– a przy każdej odpowiedzi płacz i rób awantury. Pamiętaj, jego przeszłe związki są priorytetem, a ty powinnaś na każdym kroku porównywać się z jego była partnerką i oczekiwać zapewnień, że jesteś lepsza pod każdym względem od tamtej spasionej lafiryndy z cyckami wielkości wysuszonych rodzynek. Jeśli partner przejawi jakikolwiek objaw znudzenia/zniecierpliwienia/zniechęcenia, płacz, wrzesz i piszcz.
  4. Piszcz ile sił w płucach w celu okazania zachwytu– pamiętaj, im więcej decybeli, tym lepiej. Szybciej do niego dotrze twoja radość. Nigdy nie komunikuj werbalnie, że bardzo się cieszysz, że jesteś w stanie euforii (patrz punkt 2). Im głośiej, im cieniej, tym lepiej. Pisk winien przypominać tonacyjnie rozdeptywaną mysz, tylko- rzecz jesna- musi być głośniejszy. Ot, tak, by słyszalny był w promieniu jakichś pięciu kilometrów.
  5. Wyręczaj się– w każdej możliwej czynności. Pamiętaj, to działa na ich męskie ego. Kobieta nie powinna wpychać paznokci w gniazdko elektryczne- chyba nie chcesz połamać swojej naturalnej/plastikowej (przepraszam- akrylowej/ żelowej/ szklanej) powłoki ochronnej opuszka palca? Nie masz prawa rozróżniać klucza francuskiego od śrubokrętu, wbij to sobie do głowy. Nigdy samodzielnie nie parkuj kopertą, to takie niekobiece. Pamiętaj, jesteś słabą istotką, która nie ma prawa być samodzielna.
  6. Kupuj, kupuj i jeszcze raz kupuj!– bowiem czasownik ten doskonale określa kobiecość! I nie, nie w Castoramie, nie w Empiku. Pamiętaj, tylko Channel, Dior, D&G i tym podobne. Boże broń w sklepach innych, aniżeli Zara, H&M, Sephora i tym podobnych. Ach, i jeszcze jedno- płacisz kartą faceta, nigdy swoją. Pamiętaj, jesteś od niego całkowicie uzależniona.
  7. Musisz mieć pasję- ale niech do głowy ci nie przyjdzie, by to było malowanie, wyścigi, czy też – Boże broń- majsterkowanie. To może być malowanie paznokci, najlepiej, żeby ograniczało się do siedzenia u kosmetyczki- tak ładnie ta czynność wygląda, wydawanie ciężko zarobionych pieniędzy- ale nie przez ciebie, przez twojego partnera, kawka z sąsiadką (ale rozmawiacie tylko o pogodzie i o dzieciach).
  8. Zrozum swoją misję– kobieta przyszła na świat, by wydawać dzieci i gotować obiadki mężowi. Nie istnieje coś takiego jak podział obowiązków. I pamiętaj- poród to nic w porównaniu do kataru mężczyzny. On umiera, musisz nosek mu podetrzeć. Przez jego przyrodzenie nigdy nie przejdzie mały człowiek, on naprawdę nie musi zdawać sobie sprawy z takich błahostek.
  9. Histeryzuj– to takie kobiece. No i raz w miesiącu masz do tego naprawdę pełne prawo- możesz sobie powyzywać, powrzeszczeć, nic nie robić. Taki wielki dar od Matki Natury. Możesz przez te parę dni powykańczać wszystkich dookoła, bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia.
  10. W łóżku leż jak kłoda– tak, by było po bożemu. Pamiętaj, kobieta to źródło grzechu, a jej ciało to dzieło szatana. Żeby ci do główki nie przyszło, niczym karaluch do akademika, byś lubiła seks. To dobre dla prostytutek, nie dla ciebie- kobiety z dobrego domu.

Hokus pokus i inne (roz)czarowania Wtorek, Czer 14 2011 

Hokus- pokus. A pokusa duża, jej z reguły poza wyjątkami oprzeć się nie tak znowu łatwo. Oczaruje, zaczaruje, w końcu rozczaruje. Z serii portrety psychologiczno- pamięciowe samców.

Samiec odbiera świat przede wszystkim za pomocą zmysłu wzroku. Byleby kolorowo, byleby pstrokato, często sztucznie i tandetnie- w końcu sztuka nowoczesna, w średniowiecze nie cofajmy się. A że sztuka na pograniczu często kiczu, męski smak nierzadko tę granicę, subtelna poniekąd, nie w stanie jest wyczuć.

Samica to poezja. I niekoniecznie chodzi o to, że nigdy nie wiadomo, o co jej chodzi. Nie, ona doskonale wie, czego oczekuje. Sęk w tym, że naiwna to z natury matki istota. Ona też patrzy, ale przede wszystkim słucha (acz wiadomo, że zdolności jej werbalne, znacznie przedstawicieli płci przeciwnej jej gatunku przewyższają). Prędzej czy później wierzy w słodkie niczym lukier, asymetrycznie z babki wielkanocnej spływający, słowa. Prędzej czy później wierzy w dojrzałość, którą werbalizm samca zdaje się być wzbogacony. I wierzy, że jego poglądy zgodne są z jego postępowaniem. Niestety.

Kobieta, chociaż częstokroć generalizuje, na każdego stara się spoglądać w innym kontekście. Przynajmniej, do pewnego czasu. Każdy jeden wydaje jej się inny. Przynajmniej z początku. Każdy jeden inaczej zauroczyć potrafi. Przynajmniej z początku. A po tym początku, o ile w rozwinięciu często też pozwala się oczarować, to na końcu zawsze, niefortunnie, wychodzi wspólny mianownik na zakończenie. Nawet jeśli z góry założyła, iż mężczyzna dzieckiem pozostanie do dni ostatnich egzystencji swej zacnej, to jednak pod kreską ułamkową zawsze się rozczarowanie w jednym z wyrazów działania znajdzie. Prędzej czy później i tak się okaże, że samcze stworzenie, które niegdyś tak działało na jej kobiecość, przejawia zachowania, na które zwykło narzekać, przypisując je byłej swej partnerce.

Powiadają, iż to samice wiele gadają. Powiadają, iż to samice eliptycznie okrążają temat. To bowiem samiec z natury głową i spodniami. To właśnie samiec silić się winien na konkrety. Niestety. Samcze konkrety i przejrzyste wizje, niczym schizofrenika, jak wyżej wymienionego są rzeczywiste. Owszem, istnieją. Owszem, zachwycają swym pięknem i nierealnością. A przychodzi co do czego, wizje i wyobrażenia pozostają nietknięte, realizmem nie splamione i bezpiecznie schowane w samczej głowie. I pamięci samicy, bo te jakże są pamiętliwe, przeto.

Samiec potrafi być nieprzewidywalny. Szkoda, że jest to przejściowe. Coś nowego, coś fascynującego i nagle znajduje się w wielkim worku z etykietką „wszyscy”.

Gryryryry…

Vanessa Paradis Niedziela, Maj 29 2011 

Czyli jak w 20 minut poprawić sobie humor i wymazać się ołówkiem 😉

Hamulce bezpieczeństwa Piątek, Maj 27 2011 

Rozpęd, gazu, prosta, ups… zakręt, wypadałoby nieco zwolnić, żeby w poślizg jakiś nie wpaść. I nie skręcać jak Agatka na kursie, niczym ciężarówką (swoją drogą, już wiem, skąd u mnie takie skłonności do ostrych zakrętów). Droga polna, trzeba zwolnić, nawet jeśli oś jej w linii prostej. Nie, nie ma żadnej przeszkody, trzeba po prostu pewien etap przejechać z nieco mniejszą prędkością.

Mężczyzna jest jak samochód, uwielbia rozpędzać swą prędkość i docierać jak najszybciej silnik. Spieszy się z komplementami, czasem i z pewnymi zachowaniami. We współczesnym świecie jest to jak najbardziej zrozumiałe. Wiele kobiet, zwłaszcza tych datowanych nieco później, jakoś nie przejawia posiadania hamulców bezpieczeństwa. Ale kobieta jest jak wino- nim porządnie dojrzeje i się sfermentuje, tudzież psychika jej się ukształtuje, bąbelki szybko uderzają jej do głowy… I stłuczka (z rzeczywistością) gotowa, a niekiedy katastrofalna w skutkach.

Szampan strzela niczym fajerwerk- jedna chwila i po wszystkim. Taka prosta, ślicznie położony asfalt i dziur żadnych. A potem niespodzianki- funduszy zabrakło na dalszą trasę. Gorzej(?) z winem- aby dostać się na ładną nawierzchnię bez niespodzianek, najpierw trzeba zaryzykować zerwanie podwozia na polnych kamieniach. Ale za to jaka nagroda po tej przeprawie! Oczywiście, bywa i tak, że nawierzchnia nadto wiele do życzenia nie pozostawia, tylko na początku drogi kręte niczym w Tatrach (co tam Tatry, wystarczy wybrać się do Zgorzelca przez Bolesławiec, gwarantuję przed samym celem kręte dróżki, co z nich wylecieć można). Jeśli listek zielony, niczym z pąka wiosennego wykluty, winien uwagę i roztropność zachować. A tym bardziej, gdy drogi jednak nie zna. Później już prosta (acz doradzam zachować szczególną ostrożność w stosunku do kierowców z rejestracją DZG, wręcz na miarę tych z ZS, a wręcz bardziej- od biedy rodowita zgorzeleczanka tak oto stała się przyszywaną szczecinianką). W przeciwieństwie do przeprawy- tutaj trzeba się nakombinować.

Droga może zachęcać- jednakże tempo nadawać będzie- nie wiadomo bowiem, co po niej jeździło, do jakiego punktu dojechało i jakiej głębokości koleiny zostawiło po sobie w pamiątce, i na jakiej długości trasy. Na pewno, skoro droga nie uczęszczana przez czas jakiś, do pewnego etapu nie udało się jednak nikomu dojechać, bowiem albo wypadł on z zakrętu, albo zawrócił, przerażony pozostałościami po jakimś mechanizmie wagi ciężkiej do przełknięcia.

Bywa, iż kierowca przecenia swe możliwości. Droga zachwyca, ot, wyzwanie. Pierwszy zakręt i już wymięka. Niby brnie dalej, jednakże z tempem takiego ładnego gada w skorupce dwuczęściowej, na plecach i brzuchu. W końcu poważnie zaczyna rozważać dalszy przejazd, jego słomiany zapał daje się we znaki. Ten błysk w oku kierowcy szalonego, te początkowe ambicje…. I nagle gumę złapał. Ale wulkanizacja po drodze, zawsze skorzystać z niej można.

Acz przypadek jeszcze jeden. Czasem droga przedwojenna, to i czołgi pamięta. To dopiero koleiny w pamięci. I tutaj nie kierowca, ale drogowiec potrzebny, który zerwie zeń nawierzchnię i położy nowiutki, świeżutki i równiutki asfalt. Potencjał to ma, teren wyrównany, tylko trzeba się troszkę napracować….

Panowie, kobieta to taka droga. Jak uda się wam przebrnąć przez koleiny i zakręty- nie zwalniajcie. Czasami po prostu ktoś przejechał jakimś kolosem, zanim mu się winieta nie skończyła/ wyleciał z zakrętu/ zawrócił i trzeba ten odcinek jakoś przebrnąć…

.


Po pierwszej Poniedziałek, Maj 9 2011 

Widok tej pierwszej- cieszy. Widok tej drugiej- pociesza. Ta druga- radość dla oka, radość dla każdej innej części ciała, ta pierwsza- radość dla ducha. Podróbka szczęścia z fabryki na Tajwanie, jak śpiewa Kasia Nosowska. Podpisano: jakoś tak niefortunnie, zawsze ta DRUGA…

Oryginał wartość swą ma. Te subtelne wykończenia niewidoczne dla oka, nosi się przyjemniej, chce się jak najczęściej w tym pojawiać. Substytut niby niczym się nie różni, tylko tej metki nie ma. No i jakość nie ta. Ułożyć może się też nie tak, jakby się chciało.

Ta pierwsza- ta, o której pisze się wiersze, mdłe piosnki, aspirująca na bohaterkę Harlequina (tak strzelam, nigdy tego nie czytałam…). Romantycznie, ujmująco, urzekająco. Ucieszy się na widok takiej.  Ufa. Umili w każdej chwili. Choć pół światu tego kwiatu, szukaj tego wyjątkowego. Jej nie wyrywa, bowiem wyrywa się tylko chwasty. Piękno jest na wolności, rozkwita… i kusi by je zapylić… nieważne, zagalopowałam się.

Podróbka na pocieszenie. Żadnych poufałości. Ot, żeby się pobawić, pocieszyć po ukochanej. Jest zawsze na potem. Zawsze po, nigdy przed, co najwyżej zamiast, gdy oryginał nieosiągalny- jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma. Ostatecznie jako symbol porażki. Posunie się całkiem daleko w swym egoizmie. Ten, nie ta druga

Chinka Środa, Maj 4 2011 

Wyrys ze szkicownika ;) Niedziela, Maj 1 2011 

Mama Środa, Kwi 20 2011 

…bo jak dziecię narozrabia, to w celu udobruchania żywicieli rysuje laurki 😉 Je je je 😀 Mój pierwszy portret suchą pastelą 😀

Samica Sobota, Lu 26 2011 

Nie będzie o kobietach. Będzie  o samicach. Współczesnych samicach, jakich wiele w dzisiejszym społeczeństwie, występujących, o zgrozo, na skalę globalną w krajach bardziej cywilizowanych. O samicach, które ma ochotę się rozerwać na strzępy.

Współczesna samica w młodości wykazuje niezwykłą gościnność. W kroku przede wszystkim. Syndrom gość w dom nasila się w wieku dojrzewania, potem przeżywa swój renesans w okresie pulsujących jajników, tzw. upalny czas trzydziestki.

Samica wie, czego chce. Chce upolować samca. Kusi obietnicą roli domowej kury znoszącej złote jaja. Samiec, wiedziony opierzoną aparycją samicy wywala język i dumnie przechadza się przed samicą. Jest czym pochwalić się przed innymi kogutami. Niestety, upolowany, ląduje jako potrawka na obiad. Seksowna kurka spod prysznica z biegiem czasu staje się zmokłą kurą, która zamiast krzątać się i dbać o swego samca, woli siedzieć na grzędzie i gdakać. Samiec skacze w bok spod pazura, jak zmoczy swój ptasi odwłok, lecą pióra.

Samica lubi być adorowana. Uwielbia, gdy samiec bierze ją pod swe orle skrzydła i frunie na drugi koniec świata, obdarzając przy tym wszelkimi błyskotkami, które te sroka podczas tego lotu zauważy.

Samica, niczym Jing i Jang, dwie twarze ma. Pierwsza, podziwiaj i patrz, jakże słodka, delikatna i urocza jestem. Oj, samiec wiedziony tak słodką i uśmiechniętą, sensualną buźką przełącza swoje myślenie z szarych komórek na plemniki. Gdy wszelkie procesy umysłowe schodzą poniżej pasa, samica transformuje się z uroczej żabki w ohydną ropuchę, plującą jadem w świata strony i pośrednie. A samiec dalej wierzy w wyimaginowane brednie.

Samiec to zabawka. Tak, tak, panowie. To nie wy się lalkami bawicie, to lalki bawią się w waszych resorakach. A gdy zabawka się znudzi, kopniak w część ciała służącą do siedzenia i do sklepu po nową zabawkę. A zabawki same chętnie w dłonie z tipsami się oddają… A zużyta zabawka? Cóż, jeśli wrażliwsza, to będzie się obwiniać, płakać i ubolewać… Ale za lalkami się nie płacze- to jak dzieciństwo, mija bezpowrotnie, trzeba wydorośleć.

Napisane przez: zgryźliwa, uroczo złośliwa, pośrednio boleśnie bezpośrednia indywidualistka i artystka, nie potrzebująca apokalipsy, żeby powiedzieć prosto z mostu, że jej na kimś zależy; żeby zrobić coś kompletnie głupiego i irracjonalnego 😛 Jak nie teraz, to kiedy??? Życie ucieka, nie będzie mi przez palce przeciekać 😛

.

PS: Nie mam czasu i ochoty na jakieś posrane gierki ;]

 

Gdy mówi kobieta Sobota, Lu 19 2011 

Ach, kobiety my, z Wenus poddanego silniejszemu działaniu promieni słonecznych przybyłe… Jakże trudno nas zrozumieć, a wystarczy słuchać umieć…

Gdy kobieta mówi nie, na myśli ma… nic innego, jak partykułę nie. Wzmocniwszy ją intonacją głosu, naciskając akcentem werbalnym, w głowie jej się toczy nie, a jakże, a po słowie tym przecinek i epitet w postaci rzeczownika określający rozmówcę (nie, baranie!, nie, idioto! Etc.). Gdy omawiana partykuła zawiera znak interpunkcyjny w werbalnej postaci, tudzież najczęściej bardzo niekulturalnej i przywodzącej na myśl kobietę lekkich jak obłoki obyczajów (nie, ku#$a!), w jej głowie toczy się już istna słów batalia. Wypowiedź na poziomie umysłowym różnie ubierać tutaj w słowa można, ale meritum zawsze jest to samo, mianowicie, wchodzą w akcje groźby w stylu: wypier#$%^j, bo ci zaraz zaj%^&*ie!, acz samica, jako stworzenie przezorne i jeśli słów powyższych nie użyło, jeszcze zrównoważone, w obawie o akt oskarżenia w oparciu o Kodeks Cywilny, mówiący o groźbach utraty zdrowia i/lub życia, język trzymać za zębami woli.

W kwestiach emocjonalnych kobieta wrażliwa jest i nieśmiała niesłychanie. Jeśli już zdobędzie się na odwagę wyznać jakiemuś samcowi, że ten mile pieści jej zmysł wzroku, słuchu, bądź też węchu, to dokładnie to samo ma na myśli. Kobieta szczerze nienawidzi wszelakich gier, w których jej postać staje się pionkiem do posuwania o liczbę oczek wypadających na kostce do gry. Oczko to może w pończosze jej pójść. Oczko to ona może puścić.

Kobieta humorzasta bywa, tak zaprogramowała nas kapryśna Matka Natura (czyż to może być przypadek, iż postać jej jawi się jako żeńska?). Natura ma cykl pór roku, my mamy cykl miesięczny. I gdyby nie on, panowie, nici (cienkie i nie nadające się do szycia) z poczęcia nowego życia.

Kobieta, jak góra, zdobywana być lubi. Jak Matterhorn, który wprawdzie co roku pochłania statystycznie dwie ofiary śmiertelne, ale czyż to nie satysfakcja zdobyć szczyt i cieszyć się z góry widokiem marzycieli stąpających gdzieś w dolinach, niczym małe robaczki? Nadto przedstawionych tutaj zalet, szczyt znajduje się ponad chmurami i cieszyć się widokiem słońca można, jak i spojrzeć ze znacznie szerszej perspektywy…

Nieoczywista oczywistość Poniedziałek, Lu 7 2011 

Zostałam zagięta, a moja psychika mocno nagięta. Wręcz przegięta… I tak oto dowiedziałam się, że jestem nieugięta w kwestiach dla mnie OCZYwistych. Wystarczy tylko otworzyć oczy…

Samodzielność jest w cenie. Tato mnie tego nauczył, jak i naprawiania gniazdek elektrycznych, majsterkowania i innych takich i owakich. Lubię to, acz zdaję sobie sprawę, iż to działka niekobieca. Owszem, nie kryję się z takowymi umiejętnościami, jakkolwiek było się w tej budowlance i wylądowało na polibudzie… I nie zaprzeczę również, że mam jakiś tam ubaw, że facet może tego nie potrafić, czy nie znać pojęcia kastra (nie, to nic wspólnego z kastracją nie ma…), acz traktuję to naprawdę mocno z przymrużeniem gałki ocznej. Niefortunnie jednak zapomniałam, że kobieta wyemancypowana neguje całkowicie swoją kobiecość.

Tak, moje starannie zrobione paznokcie to efekt uboczny. Tak jak i obiadki, które sobie gotuję (nie najczęściej, bo nie potrafię gotować dla jednej osoby, zawsze jakoś tak niefortunnie co najmniej o tą jedną porcję za dużo przyszykuję). I generalnie (konkretna i dosadna) liczba sukienek i spódnic w mojej szafie to również przypadek, nie mający logicznego wytłumaczenia. A tapetę co rano na twarz nakładam, bo to zabieg artystyczny, a ja szalona artystka przecież jestem. Oczywiście wstydzę się swojej kobiecości, a jakże, przecież upodobałam sobie tak męskie zajęcia (baba z kielnią?!). Nie wrzucam swoich półnagich fotek na portale społecznościowe (ba! Nawet nie jestem na żadnym z nich, już…), co z góry już oznacza, że jestem zakompleksiona. Nie mam potrzeby czytania ochów i achów pod swoimi zdjęciami, nie mam potrzeby zamykania się w świecie wirtualnym (aczkolwiek przyznaję- był taki głupi okres w moim życiu, że dałam się w to wciągnąć). Chamstwo ignoruję, zamiast cieszyć się, że facet się do mnie odezwał (co tam, że ignorancko, patrz i podziwiaj)… Boże, jestem naprawdę dziwna…

A najdziwniejsze we mnie jest to, że wierzę w uczucia i bezinteresowność. Że cieszy mnie uśmiech, mały kwiatek, czas spędzony z drugą osobą. A gdy mi na kimś zależy, to chcę przychylić mu nieba. I nagle BUM! Okazuje się, że w dobie galerianek i facebooka, jeśli się tym nie pochwalisz, jesteś aspołecznym, nieuleczalnym przypadkiem…

Ach, ci mężczyźni… Niedziela, Lu 6 2011 

Codziennie spotykam facetów idealnych. Mają takie same zainteresowania jak ja, szanują mnie i starają się za wszelką cenę zwrócić uwagę. A potem jestem wredną zołzą, bo…

Nagła fascynacja Australią. Bo tam żyją te skoczne ssacze torbacze, kangury. A wiesz, że w Australii są nawet znaki drogowe  „uwaga na kangury”? No i wielka konsternacja. Zaczynam sypać ciekawostkami na temat tego niesamowitego kontynentu i zapala mi się w głowie czerwone światełko. Ok., ja rozumiem, że ktoś, kto nawet się Australią fascynuje, nie musi znać tamtejszego prawa, ale żeby nie wiedzieć, jaki obiekt Jørna Utzona znajduje się w tym kraju?

Romantyk. Wielki znawca poezji i literatury. Acz gdy stwierdzam, że Księga Hioba winna zwać się Księgą Joba, poprzez przedstawiony tam obraz kobiety, utożsamionej z dziełem szatana, wielkie oczy. Księga czego? Nie chcę urazić oczywiście żadnych uczuć religijnych, no ale zdanie mam, jakie mam…

I sportowiec wielki. Kocha pływać i biegać. A gdy pytam, kiedy ostatnio przebierał nóżkami… Hm, nie pamięta. Bo ja wczoraj… 😀

I tworzyć lubi, rysować i tak dalej. Ja nie wątpię w niczyj talent. A kiedy ostatnio coś z własnej, nieprzymuszonej woli nabazgrałeś? Kropki trzy…

Chociaż zatwardziały ateista, nagle w reinkarnację wierzy i zna pojęcie karma (jego znaczenie niekoniecznie już, poza tym, że to w misce jego psa…). Musieliśmy się w poprzednim życiu spotkać. Ta, chyba żebym wygarnęła w tym, co myślę…

Kociarz, o tak. Nagle każdy kotki kocha. Szkoda tylko, że nie wie, jak wygląda Europejski Kot Krótkowłosy (to te nasze kociaki, co po dachach skaczą…).

Jeszcze żaden mi tylko nie próbował wciskać, że się fizyką kwantową pasjonuje 😀 Bo jakoś nie mogę nikogo do dyskusji na ten temat znaleźć… 😉

No i po kilku zakwestionowaniach wypowiedzi zainteresowanego spotykam się z jakąś bezpodstawną agresją… Po cholerę udaje?

Bratowa ;D Sobota, Sty 8 2011 

Cygańska noc Środa, Gru 29 2010 

Wracam do tego, co najbardziej lubiłam jako dziecko- do pisania opowiadań 😀

Wioska była spokojna, cicha, wszyscy się znali. Wieczorami starsze kobiety spotykały się, aby powymieniać ich poglądy rodem ze średniowiecza, ponarzekać na młodsze pokolenie, tak rozpustne i zepsute. Bo Marysiakowej urodziła się wnuczka, a jej córka przecież ledwie co siedemnaście lat skończyła! Hańba, bo na dodatek panna. Teraz biedna Marysiakowa będzie miała bękarta na głowie…

Chodziły pogłoski, że ojcem małej jest Cygan. Czasami przechodzili tacy ciemnoskórzy po wiosce, nigdy nie zatrzymywali się na dłużej.

Na skraju wsi był pensjonat, prowadzony przez Mieszczankę, jak ją zwali. Mieszczanka, kobieta po trzydziestce, całkiem atrakcyjna, wyzwolona i wykształcona, co w tamtejszych czasach raczej nie należało do zjawisk najczęstszych, była ulubionym tematem wieczornych plotek. Zawsze elegancka, aczkolwiek za bardzo- według opinii staruszek- podkreślająca swoje kobiece atuty. Dość mocny makijaż, mocno kontrastujący z bujnymi blond lokami. Wiadomo było, że przyjechała gdzieś z Wrocławia, ale tak naprawdę nikt nie znał jej przeszłości. Chodziły różne pogłoski, jednak nikt nie znał prawdy. Zadawała się z dziwnymi, jak ich określano, ludźmi, mówiono nawet, że sam diabeł ją przysłał. Zawsze kłaniała się starszyźnie i unikała konfliktów, bliższych relacji także. Ograniczała się do krótkiej wymiany zdań na błahe tematy.

W pensjonacie Mieszczanki zatrzymywały się tłumy. Niewielka, zapomniana przez świat wioska w górskich okolicach, stała się sporą atrakcją turystyczną. Przyjeżdżali ludzie różnych ras i narodowości. Bardzo często kobieta gościła Cyganów, którzy budzili grozę wśród mieszkańców. Niby trzymali się razem, nikogo nie zaczepiali, a jednak sama ich obecność dla przeciętnego wieśniaka stawała się, określając najdelikatniej, mało komfortowa.

Tylko córka Marysiakowej, nastoletnia Ada, zawsze ciekawska i żądna przygód, nawiązała kontakt z Cyganami. Marysiakowa, sędziwa już kobieta, nie ukrywała swojej dezaprobaty i robiła wszystko, co mogła, aby uniemożliwić swojej urodziwej córce kontakty z tymi „nieczystymi duszami”, jak mówiła. Ada, dziewczę o prawdziwie kobiecych kształtach, gigantycznych błękitnych oczach, długich, czarnych włosach i ciemnej karnacji, co noc, upewniwszy się, iż matka śpi, wymykała się przez okno na parterze i spotykała się z Cyganami. Tylko te oczy odróżniały ją od nich.

Cyganie to zamknięta, mała narodowość. Różne krążyły o nich legendy, jedno było pewne: nigdy nie zatrzymywali się na dłużej w żadnym miejscu. Mieli swój język, swoją małą kulturę. Nie wpuszczali obcych, z nielicznymi wyjątkami. Ada właśnie należała do tych wyjątków. Wesołe noce przy ogniskach przy cygańskich wozach, cygańskie tańce i śpiewy- czuła się jak swoim własnym, prywatnym raju. Tam właśnie poznała Raszaja, mężczyznę starszego od niej o dobre dziesięć lat. Gdy plotka jakimś cudem się rozniosła, matka Ady wpadła w szał. Córka miała szlabany i kary. Była pilnowana, a każde jej wyjście śledzone przez wierne sąsiadki.

Zachowanie troskliwej Marysiakowej łatwo można było wytłumaczyć. Adę wychowywała sama, od zawsze. Może na początku pomagała jej matka, ale później żyła sama z córką. Dziewczyna nigdy nie poznała swojego ojca, a każda rozmowa na jego temat kończyła się niezręcznie, jak nie awanturą. Marysiakowa chciała po prostu ustrzec córkę przed swoim błędem. Jednak najwyraźniej poniosła porażkę.

Cyganie wyjechali. Czas mijał, interes Mieszczanki dalej się rozkręcał. Ada nosiła coraz szersze ubrania, unikała kontaktu z ludźmi. W końcu prawda wyszła na jaw: Ada spodziewa się dziecka. A gdy to przyszło na świat, Mieszczanka zniknęła, a wraz z nią cała ta turystyczna, pół- magiczna aura wsi. Przynajmniej na początku się tak wydawało…

.

Jedna z letnich, bezchmurnych nocy. Słychać było świerszcze, na niebie lśnił księżyc. Była pełnia. Ada przechadzała się z Raszajem na skraju lasu. Nie bała się, wręcz przeciwnie, czuła się niezwykle bezpiecznie. Kultura cygańska pochłonęła ją bez reszty. Chciała wiedzieć jak najwięcej.

-Dlaczego ciągle podróżujecie?- spytała Raszaja.

Jego brązowe oczy zalśniły. Widziała to, chociaż był od niej znacznie wyższy, a i ona do niskich nie należała, a dookoła panował dość mocny mrok.

-Legenda głosi- zaczął,- że pierwsi Cyganie przybyli z Egiptu. Było ich dwunastu. Na czele stał książę i hrabia, reszta to zwykli ludzie. Przybyli na kolanach do Paryża, błagając biskupa o przebaczenie. Niegdyś byli Chrześcijanami, jednak pod wpływem nacisków oddalili się od Boga i prosili o pokutę. Biskup nie wiedział, co z nimi zrobić, toteż odesłał ich do Rzymu. Papież, po wysłuchaniu ich opowieści, jako pokutę nakazał im wędrować siedem lat, podczas których nie będą mogli spać w łóżkach. A każdy duchowny ma im dawać dziesięć liwrów jednorazowo. Pielgrzymka Cyganów trwa już nieprzerwanie od sześciu wieków.

Ada zasłuchała się.

-A dlaczego kobiety noszą długie spódnice?- dociekała. –Są takie ładne, stylowe, ale jakby niedzisiejsze…

-Mężczyzna nie może dotknąć kobiety poniżej pasa, chyba, że… wiesz, w celu rozrodu. Inaczej to grzech, a ta spódnica ma chronić przed takim dotykiem.

Raszaj odpowiadał chętnie na każde jej pytanie. Mogła go słuchać w nieskończoność.

Ostatniego dnia pobytu, Ada spotkała się jeszcze raz z Cyganem. Powiedział coś, co ją zaskoczyło.

-Rzadko przyjmujemy obcych- powiedział. –Ale ty nie jesteś tym wyjątkiem. Ty jesteś nasza.

-Jak to?- zapytała.

-Jesteś nasza. Pamiętaj, co mówiłem ci o umierających.

To była ich ostatnia rozmowa.

O umierających?, pomyślała. No tak, Cygan przed odejściem na drugi świat musi się rozprawić z resztą Cyganów i rodziną. Inaczej powróci- jako wampir, zombie czy inny upiór. Ale powróci. Tak jak powrócił hrabia Dracula. Ale i on się do końca jeszcze nie rozprawił, on też jeszcze powróci…

.

ciąg dalszy nastąpi 🙂

Obyczaje lekkie Wtorek, Gru 28 2010 

Nie jestem święta. Spod czarnej czupryny wystają mi małe rogi. Tak, ktoś mi kiedyś je dorobił. Tak, parę razy zrobiłam coś na przekór, kogoś zraniłam, zmieszałam z błotem, za coś. Jestem zwykłym człowiekiem, mającym jakieś tam wartości, rozwijającym się, mającym instynkty i popędy.

Temat nieco kontrowersyjny- mamo, nie czytaj tego, jeśli nie chcesz się zgorszyć ;D

Powoli dochodzę do wniosku, że w życiu trzeba przede wszystkim pracować i dobrze się bawić. Satysfakcjonująca praca to połowa sukcesu. I żeby można było za tę pracę godnie się utrzymać i bawić.

Dobra zabawa? Podróżowanie, spotkania towarzyskie, rozwijanie swoich pasji i satysfakcjonujący seks. Zgorszyłam? Zaskoczyłam? Przecież to oczywiste dla każdego człowieka. Każdy człowiek, o ile nie jest psychopatą, potrzebuje bliskości. Jasne, że homo sapiens to nie przedmiot i nie należy go tak traktować. Najprzyjemniej w łóżku będzie z osobą, którą się kocha. Ostatnio zaczęłam się zastanawiać, że jak tak dalej pójdzie i nic nie zmienię, to będę do końca życia kontynuowała swój celibat już jakiś czas trwający. I albo wybiorę seks bez uczucia, albo jego brak. Naprawdę, chciałabym być typową babą, zakochującą się co dwa miesiące, a nie raz na te popieprzone 22 i pół roku.

Dziewica do ślubu? A co my w średniowieczu żyjemy? Litości… Brać towar bez jego wypróbowania? Tu nie ma gwarancji i zwrotów… Paragonu w postaci aktu małżeńskiego tak za bardzo nie można zwrócić…

Łóżko na pierwszej randce? A pewnie, czemu nie. Na nim też można usiąść i pogadać, chociaż szczerze mówiąc, wolę delikwenta wyciągnąć na spacer, żebym w razie czego mogła zwiać/ odskoczyć/ odsunąć się. Bo nie lubię, gdy od razu facetowi gdzieś łapy wędrują- już nie jeden dostał za taki numer po pyszczku. Z liścia, tak ten cios zwą.

Dlaczego kobieta ma nie lubić erotycznych igraszek? Bo będzie dziwką? Super. Jestem dziwką. Co tam, że obecnie jestem alone, że jak się spotykam z samcami, to tylko z kumplami (a ile później wersji dane mi słyszeć…!), żeby się powygłupiać i pożartować, że z nikim obecnie nie sypiam. Lubię seks, czerpię z niego radość, więc według przeważającej części polskiego społeczeństwa jestem dziwką. Och, jakże mi miło!

Mało tego- nie mam kompleksów, uwielbiam swój wygląd, kocham swoje ciało. Czy to znaczy, że jestem pusta? Już nie jeden człowieczek się na tym przejechał. Nie powiem, zdążyłam nabrać do tego dystansu i teraz mam do tego nieziemski ubaw, zwłaszcza, jak wyprowadzam argumentami na manowce. Po prostu kocham to! 😀

 

(Nie)warte wartości Sobota, Gru 25 2010 

Z wartościowymi kobietami jest jak z jedzeniem ekologicznym- czyste, nieprzetworzone, na górnej półce i nie dla każdego. A nawet jeśli ktoś ma na tyle bogatą osobowość, że go na takową stać, to dla ułatwienia weźmie po towar przechodzony, przereklamowany, z dolnej półki… Bo żeby sięgnąć tam wyżej, trzeba się trochę nagimnastykować, a wiadomo, żyjemy w dobie wygody…

Łatwo dostępne, pięknie zapakowane. W środku sama chemia: konserwanty, sztuczne barwniki i dodatki słodzące. Pustoszy organizm, bezoensan sodu u co wrażliwszych po pewnym czasie wywołuje sensacje żołądkowe, rozwolnienie i wymioty w jego wyniku. Pachnie to ładnie, wygląda też w miarę.  Bo nie widać składników. Jest szybkie, nie trzeba się nakombinować z dostaniem do środka, nie wnosi żadnych wartości, z pozoru syci głód. Bo to, i owszem, jest energia- są kalorie, nawet w nadmiarze. Niestety, to są PUSTE kalorie.

Jest wygodne, na każde zawołanie. Wystarczy pójść do pierwszego lepszego marketu, zapłacić niewielką sumę, i już jest w posiadaniu. Co tam, że w przyszłości czkawką się odbije i trzeba będzie zainwestować zwielokrotnioną sumę na środki farmaceutyczne. Liczy się chwilowa przyjemność. Nie trzeba przygotowywać, wystarczy zdjąć folię i gotowe do konsumpcji.

Ciężkostrawne- niestety. Będą po tym gazy i wzdęcia. Będzie mdlić, jak się to przedawkuje. A zatracić się w takich zdobyczach jest łatwo. Walory smakowe mają w sobie jakieś uzależniacze… Łatwo przestać panować nad apetytem.

Ekologiczne? Hm, nieco droższe. Trudno dostępne. Składniki- naturalne. Mnóstwo wartości. I jak już się to zdobędzie, to trzeba się przy tym troszkę napracować, zanim się skonsumuje. Bo to nie jest ot tak, już, gotowe. To trzeba dopieścić przyprawami, nieco podgrzać temperaturę… Ale jakie wnętrze zadowolone!

Tylko… Nie ukrywajmy- to, co wartościowe, dzisiaj ma mierne szanse z pustym, szybkim i tanim. Z tandetą…

Mama Sobota, Gru 18 2010 

Mamcik ;D

Ona Poniedziałek, Gru 13 2010 

Ona dziś odchodzi

W ciasnym łonie smutku śpi

Zaraz się narodzi

Dla tych krótkich kilku chwil

.

Ona już nie czeka

Rusza naprzód w dziki świat

Rwąca życia jest jej rzeka

Choć niewiele tutaj lat

Biegnie i potyka się

W swoich myślach podupada

Teraz wie już czego chce

Już nie będzie szła po śladach

Które ktoś wydeptał w śniegu

Zeszłej zimy na zakręcie

Nie zatrzyma biegu

I zawzięcie

Pójdzie wprost

Odbuduje już spalony

Nad przepaścią most

Pójdzie w inne strony

Facet idealny Poniedziałek, Gru 6 2010 

Facet idealny

O gustach się nie dyskutuje. Podobno. Na pewno nie dyskutuje się o tym, co widać. Ale wnętrze jest ciekawym tematem…

Każdy mężczyzna był kiedyś… kobietą. Do 6-7 tygodnia od poczęcia, płód jest płci żeńskiej, dopiero po tym czasie, jeżeli ma być chłopiec, mały mózg atakuje duża dawka testosteronu. Mózg męski nieco inaczej pracuje, aniżeli kobiecy. Inna jest synchronizacja półkul (ku mojej uciesze i reszty przedstawicielek płci pięknej, u kobiet jest sprawniejsza, jest to udowodnione naukowo :D). Różnice są tak naprawdę niewielkie, ale świadomość globalna, stereotypy i inne bzdurne czynniki zewnętrzne narzucają mężczyźnie pewne zachowania. Siła, zrównoważenie, obrona swego stada (przede wszystkim ochrona swojego narządu alfa- wiem, wiem, to trochę feministyczne i seksistowskie), kamienna twarz, zamiast empatii- agresja… Wszelkie kobiece zachowania, nawyki czy czynności w wykonaniu samca spychają go na półeczkę metroseksualizmu, bądź nawet homoseksualizmu. Tymczasem ideał mężczyzny w oczach kobiety tak naprawdę jawi się nieco inaczej, aniżeli panowie go postrzegają.

Owszem, mężczyzna powinien być silny. Na tyle, żeby partnerka mogła się na nim oprzeć i mieć pewność, że jego psychika jest na tyle nośna, iż przeniesie jej obciążenia psychiczne. Ma być taką podporą, czasem nieprzesuwną, żeby miała poczucie bezpieczeństwa, że nie usunie swojej głowy z drogi w piasek, jak ten ptak, co największe jaja znosi, a czasem przesuwną- żeby przesunął jej wątpliwości i smutki.

Nie ma być piętą Achillesa czy innego mitycznego bohatera. Ma być bohaterem, który istnieje i wyraża nieco empatii. Czułość mile widziana. Pożądana wręcz. Nieprawda, że facet, który wykazuje jakieś romantyczne impulsy jest jakąś krewną. Nie. To jest w cenie. Wysokiej cenie. Taki facet jest drogi i bliski… I na dłuższą drogę w podróż z nim.

W tej podróży istotna jest komunikacja. Nie- i werbalna. Zrozumienie- tak trudno jest dzisiaj je znaleźć. Samiec winien wykazywać jakiś poziom inteligencji i poczucia humoru. Sam kontakt fizyczny jest niewystarczający. Ale i na odwrót- sam werbalny nie zwiastuje silniejszej relacji.

Nas, kobiety, tak natura skonstruowała, że raz na ten miesiąc estrogeny walą z siłą boksera po różnych partiach kory mózgowej. Jesteśmy nieco przewrażliwione, rozdrażnione i zdarza nam się popłakać bez większego powodu. Trochę zrozumienia, panowie. Wami częstokroć rządzą niższe pobudki (tak poniżej pasa), pozwólcie i nam trochę poszaleć. Wystarczy taką zagubioną istotkę przytulić i po sprawie. Nawet, jak się będzie miotać i próbować was boksować, to w pewnym momencie odpuści i będzie baaaardzo wdzięczna.

Nie jesteśmy także zabawkami- lubimy, gdy traktuje się nas poważnie. Tak, w dobie wyrachowania też są jeszcze wrażliwe kobiety- i bardzo łatwo NAS zranić. Kobieta jest wrażliwa z natury. Nie jest plastikową lalką. Czuje. Bez względu na to, czy mówi prosto w twarz, co myśli, czy stosuje metodę na domyśl się (grrrr, nie znoszę tego), uszanujcie to. Szacunek na pierwszym miejscu. Jeśli widzicie, że kobiecie na was zależy- nie wykorzystujcie tego- bo jeśli się nie zemści, to przynajmniej przeklnie. I pomimo, iż XXI wiek nie jest czasem zabobonów, to jednak lepiej czegoś takiego unikać. Weźcie również pod uwagę, że ta przebojowa, wiecznie uśmiechnięta, twarda dziewczyna, idąca śmiało do przodu, może być niezwykle krucha w środku, mieć swoją przeszłość, bolesną. I każdy wasz ruch w tej grze może aktywować niemiłe wspomnienia. Może doprowadzić do zniszczenia życia i resztek wiary w ludzi. Zastanówcie się dziesięć razy, zanim komuś namieszacie w głowie…

Wielka stopa Poniedziałek, List 29 2010 

Wejdzie to bez pukania, bez powitania, jeszcze butów wcześniej nie wytrze. Pół biedy, jak błoto na podeszwach. Gorzej, jak końcowe produkty przemiany materii i to jeszcze jakiegoś zwierzaka. Co tam zwierzaka! Ludzkie, to dopiero cuchnie… Dzwonek i wycieraczka pełnią funkcję czysto dekoracyjną przecież. I jak miło, że dopiero co się posprzątało po poprzednim gościu w swojej głowie… A nowicjusz chyba zapomniał zrobić ze sobą porządek…

Wchodzi taki brudny delikwent w twoje życie. Śmierdzi obcą babą. Fuj. No nic. Przygarniesz, umyjesz, nakarmisz. Może warto to oswoić? Na wiele pozwalasz.

Łup… Napaskudził w łazience. Grzecznie po nim sprzątasz. Nie jest to przyjemne, ale ciągle łudzisz się, że może któregoś dnia nauczy się jako takiego ładu. W prysznicu kłaki, pół biedy, jeśli tylko jego. Tak, to jeszcze tamtej obcej baby. Nie, wcale jej nie zapraszał do twojego mieszkania. Muszla klozetowa zatkana. Twardo pompujesz przepychaczem, domestos i inne chemikalia… jakoś to zaczyna wyglądać.

Hop! Skok na kuchnię. Opróżnił ci lodówkę. Gary w zlewie nieszczęśliwie i litościwie błagają o umycie. Trudno. Zakasujesz rękawy i sprzątasz. Idziesz na zakupy (jakie to kobiece…), uzupełniasz zapasy. Lecz nie zdążyłaś jeszcze tej czynności, a tutaj…

Napad na sypialnie. To może i całkiem przyjemne. Było fajnie, odwróci się odwłokiem i zasypia. A ty patrzysz na ten ruszający się tył w rytm jego oddechu. Może jak obudzi się, będzie lepiej. Nie, obudził się, poszedł do toalety, potem do lodówki znów… To jeszcze nie najgorszy ze scenariuszów. Obca baba w twoim łóżku. To już przerywa bestialsko wszelkie granice wytrzymałości.

Jakimś cudem jeszcze go nie eksmitowałaś. Musisz odpocząć. Zaglądasz do swojej biblioteczki doświadczeń, a nuż coś tam znajdziesz, jakieś cenne porady, może coś podobnego zdążyło ci się już przez te dwadzieścia parę lat przytrafić. Tymczasem coś cię trafia w najczulsze zakończenia nerwowe. Jeden wielki burdel. Wszystko dookoła porozwalane- tak, zachciało mu się grzebać w twojej przeszłości. Żeby chociaż ślady za sobą zatarł!

Zmarnotrawiona i zrezygnowana otwierasz szafę. Wszystko zwala ci się na głowę. To już przegięcie. Po całej linii. Całej pałki zwanej wytrzymałością. Nawet stal ma określone właściwości i nawet jeśli nerwy masz z tego materiału, mogą w końcu ulec destrukcji.

Wściekła wywalasz wszystkie jego rzeczy przez okno. Na koniec jego. Do tej buraczarni pod twoim blokiem. Błaga, obiecuje, przeprasza… A sio!

Sprzątasz. Zajmuje ci to trochę czasu. Nie wiesz, w co ręce włożyć. Taki galimatias, że tylko usiąść i wzorem małej dziewczynki, która zgubiła ulubioną lalkę, puścić emocje w postaci słonych kropel lekko drażniących cerę (szczególnie niekorzystne, gdy ta jest wrażliwa). Ale w końcu bierzesz się w garść i ogarniasz ten bałagan…  Niektóre ślady wymuszają na tobie remont- dziura w panelach, zbita kafelka w łazience… Byleby nie wyburzona ściana- bo ślad może do końca życia pozostać… Dodatkowo, przezornie, wymieniasz zamki w drzwiach. Nie ma włażenia bez pukania. Następnego od razu przez okno…

Monotyp feministyczny Niedziela, List 28 2010 

Stereotyp. Bo stereo. Z kilku stron. Bo typ. Konkretny, określony. I bądź tu mądrym monotypem…

Facet- twardy jak przegotowane jajko. Niewzruszony, a nawet, jak ktoś zbije skorupkę, to boziu broń się rozlać, bo zaraz wydmuszką zwać go będą przez lata długie. Pusta powłoczka z dziurką, bo mężczyzna to nie człowiek przecież, ludzkich uczuć okazać nie może. Zaraz z małżem, ślimakiem czy też innym mięczakiem zostanie zidentyfikowany. Albo do pierwotniaków się zakwalifikuje, jako słodki pantofelek lub inne amebopodobne.

Nie może też być pisanką i nadto barwnie wyglądać. Musi odbiegać od reszty samców z królestwa zwierząt. To nie paw, który wabi samice swoim barwnym, bujnym pióropuszem. Ani kogut z okazałym grzebieniem. I też nie jeleń z zachwycającym porożem.

Skorupka musi być dodatkowo zaimpregnowana. Siła, to jest to. Tylko przy tej mocnej impregnacji i braku wzruszenia tam w środku to trochę skisnąć może i zbuk gotowy. Albo zbok (zboczenie na punkcie imaginacji swojej męskości). Ale co tam- twarda, wyrzeźbiona skorupka przecież takie wrażenie robi…

Kobieta. Tu dopiero można się popastwić! Wydmuszka, z której wszystko wycieka. Niezdara, koniecznie we wzorki rodem z koszyczka wielkanocnego. Nieprzystosowana do samodzielnej egzystencji, kaleka życiowa. No i baran ścisły. Liczyć nie potrafi, zwłaszcza na siebie, toteż na męskie barki swe problemy zwalać winna. A mężczyzna, jako że twarde jajo, nie dopuszcza ich do siebie… I omlet gotowy…

Nie należy także zapominać o niezwykle ważnym odkryciu naukowców- żółtko w jajku żeńskim jest mniejszych rozmiarów od tego w tym męskim. Pożywka dla filozofów, jakże potrzebnych nam na tym świecie i kształconych w zadziwiających ilościach na Wyższych Szkołach Cyrkowych (szkoda, że na politechniki nie ma tylu chętnych). Żeby rozprawiać się na temat różnic damsko- męskich. Żeby dorabiać tyły i dodatkowe, do niczego niepotrzebne kończyny do istniejących teorii i archetypów.

Mężczyzna winien być prosty. Prosto myślący, praktyczny. Kobieta- istota skomplikowana, nigdy nie mówiąca wprost. Jeśli te cechy ulegną zamianie, to automatycznie społeczeństwo przypisuje takiemu osobnikowi odmienną orientację seksualną od większości populacji.

Ruch feministyczny- z jednej strony ma swoją rację bytu. Kobiety mają swoje prawa. Ale tak naprawdę dzisiaj nie trzeba tego manifestować- wystarczy robić swoje, bez względu na okoliczności zewnętrzne. Jasne, że w grupie zawsze łatwiej i przyjemniej, ale silna osobowość i bez tego się wybije.

Psycholodzy zbijają fortuny na publikacjach o postępowaniu z płcią przeciwną. Utwierdzają w błędnych stereotypach.  Żerują na ludzkiej naiwności.

Jesteśmy z tej samej gliny. Tylko na jakimś etapie ewolucyjnym przeszliśmy konkretne pranie mózgu. Facet ma prawo lubić gotować, chodzić na zakupy, dobrze wyglądać. Kobieta ma prawo pracować na budowie, naprawiać gniazdka elektryczne i jeździć samochodem. Ma też prawo ocierać łzy mężczyźnie- bo to nie jest oznaką słabości. Przeciwnie- siły, że potrafi przyznać się, że jest tylko człowiekiem…

 

%d blogerów lubi to: