Niegdyś kartki na mięso, dzisiaj na szczęście. Popyt jest. I żeby było śmieszniej- wszystko wskazuje na to, że jest to popyt efektywny. Niby posiada się wszystko, niby ma się środki do nabycia… Tylko- co właściwie nabywać? Pólki świecą pustkami, a w kieszeniach węże…

Wszystko jest na sprzedaż. Pół biedy, kiedy sprzedajemy swoją duszę diabłu. Gorzej, jeśli oddajemy ją za darmo, albo- co gorsza, jeszcze dopłacamy do tego interesu z tombaku.

Popyt na szczęście ma charakter sztywny. Jesteśmy zapłacić praktycznie każdą cenę, bez względu na jej wysokość, aby tylko je nabyć. Szczęście w założeniu powinno posiadać dożywotni termin ważności, takową również mieć gwarancję i zapasowe części wymienne. Dodatkowo winno być płodne, by rozmnażać swe uroki. Made In China nie wchodzi w rachubę. Chyba, że chińska porcelana- ale jest zbyt krucha przeto, aby próbę czasu przetrwać.

Może to strach przed szczęściem czyni ten towar tak trudno dostępnym. Może mimo wszystko cena jest za wysoka. Łatwiej zamknąć oczy, schować portfel do kieszeni. A na szczęście są talony. Są losy na loterii. Są bony… A szczęście, choć tak piękne i kuszące, z powodu braku zainteresowania trafia na coraz wyższe półki. A potem może być już za wysoko. I się zakurzyć…

Ludzie zwykli zadowalać się podróbkami, zgodnie z zasadą jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Nie robią nic w kierunku potencjalnej zmiany. Wolą oryginalne rzeczy materialne od prawdziwych doznań emocjonalnych. A przecież to emocje tworzą wspomnienia, nie kilka szmatek z metką… Wspomnień się nie wyrzuci do kosza, nie odda na PCK. Wspomnienia zostają tylko w owalnej części ciała ich właściciela, gdzie rozgrywają się wszystkie batalie. O nich można opowiadać, można je pokazywać na fotografiach- ale ofiarować ich nikomu się nie da.

Szczęście nie jest materialne. Szczęścia się nie kupi ot tak. Na szczęście wcale nie trzeba sobie zapracować. Trzeba je tylko rozpoznać w odpowiednim czasie, przygarnąć i się nim zaopiekować 🙂