Wymyślę Cię Czwartek, Wrz 23 2010 

Wymyślę Cię

Namaluję Twoją twarz

Skórę rozjaśnię słońcem

Ukradnę jego blask

I włożę w Twoje oczy

Abyś dumnie kroczył

Pod osłoną nocy

I oświetlał drogę

Gdy ja błądzę

I odnaleźć się nie mogę

.

Nadam imię Ci

Byś naprawdę był

Istniał poza wyobraźnią

Był nie tylko snem

Taką wyższą jaźnią

Spotkanie Środa, Wrz 22 2010 

Na zachodu słońca

Płonącym tle

Gdy spadnie pierwsza z gwiazd

Spotkamy się

.

Na zielonej łące

Między płatkami

Bukietu z polnych stokrotek

Marzenia wplotę

Układając  lekko palcami

.

Na błękitnym morzu

Podryfuje szukać

Końca świata

I w polarnej zorzy

W świetlnym łuku

Gdzie czas koło zatacza

Przyjdę na spotkanie

Jeśli chwilę jeszcze

Tam pozostaniesz

Niebo jest puste Poniedziałek, Wrz 20 2010 

Niebo jest puste

Zaglądałam przez okno

W środku nic nie ma

Zachwyca i kusi

Wyobrażenia

.

Zwykłe cztery ściany

Nieład chwil

Bałagan

Obiecuje

Okłamuje

Nie pomaga

Z młodości pokolenia ’27 Niedziela, Wrz 19 2010 

imiona zmienione, historia prawdziwa 🙂

  1. Pociąg do facetów.

Prababka Zdzisława, nie chwaląc się, była w młodości bardzo ładną dziewczyną. Jak sama określała, miała pociąg do chłopaków, a oni do niej.

Na wsi, gdzieś za Bugiem, był chłopak imieniem Miśko. Jako, że moja prababka dziewczęciem była niezwykle zaradnym i pracowitym, gdyż pomagała w gospodarstwie, pasła krowy i gotowała, rodzicielka wspomnianego Miśka upatrzyła sobie ją na stanowisko swej synowej.

Historia Miśka zakochanego w Zdzisławie kumuluje się wokół świętej pamięci pradziadka mego, Sławomira.

Dziadek Sławomir był człowiekiem niezwykle utalentowanym, do tego samoukiem. Wspaniale rysował, jak jego nie mniej wspaniała i utalentowana prawnuczka, przyszły architekt, grał na harmonii (tego prawnusia już niestety nie odziedziczyła). Gdy prababka po raz pierwszy ujrzała pradziadka, pomyślała tylko: Ale jakaś kurwa będzie miała fajnego męża.

Ale po kolei. Jak Zdzisława poznała Sławomira? Pewnego dnia zakochany Miśko rzekł do pradziadka:

-Chodź, pokażę ci, jaką fajną mam dziewczynę.

I tak oto ci dwoje zaczęli ze sobą kręcić.

Zauroczony w Zdzisławie Sławomir kupił swej lubej czerwone korale. Zdzisława, uradowana, natychmiast udekorowała nimi swą łabędzią szyję (ta łabędzia to bardziej dla dodania poetyczności…). Miśko, widząc je, wzburzył się i w przypływie zazdrości zerwał je. Sławomir zobaczywszy tę reakcję konkurenta popadł w szał i podbił Miśkowi oko.

Na weselu, kiedy doszło do posahu, Miśko podał rękę tylko Zdzisławie, Sławomirowi już nie…
Nieszczęśliwie zakochany chłopak chwycił karabin i wystrzelił kulę w powietrzu. Gości opanowała trwoga. A to tak na wiwat młodych…

Z podbojów miłosnych prababki warty wspomnienia jest jeszcze Stanisław. Mężczyzna niezwykle pracowity i zaradny. Prababka, jak wspomina, non stop go okłamywała, wmawiając mu, ze chce z nim być. Chciała- jednak tylko do kolejnej niedzieli, podczas której na horyzoncie pojawiały się inne eleganckie samce wychodzące z kościoła. A Stanisław miał też jeden mały defekt- jego słuch pozostawiał wiele do życzenia.

  1. Jak robiono podłogi.

To nie tak, że za Bugiem w mieszkaniach sadziło się ziemniaki. Nie, robiono podłogi. Najlepszym materiałem na posadzkę była glina mieszana z końskim łajnem (jakoś  bardziej do mnie przemawiają płyty żelbetowe… a gres czy panele przynajmniej nie wydają odoru- ale cóż… inne czasy ;))

  1. Zabawy

Na zabawach chodzono na klepiska. Kobiety przed drugą wojną światową chętnie rezygnowały z dolnej części bielizny. Mężczyźni, zdając sobie z tego doskonale sprawę, rozsypywali na klepiska pieprz. Tańcząc kolomyjkę, kobiety tupiąc powodowały unoszenie się pieprzowego pyłu, a ten zaś powodował podrażnienie okolic intymnych. Wg zeznań prababki kobiety się drapały.

Scena dziewiąta Niedziela, Wrz 19 2010 

Lekcje

Człowiek całe życie się uczy. Są nawet potoczne jego szkoły. Ale to właśnie ono takową szkołą jest… Kto więc tu wykłada?

Pewna osoba, którą niezmiennie od lat obdarzam wielkim szacunkiem i która cholernie dużo mi w życiu pomogła, swojego czasu „sprzedała” mi swoją filozofię, której trzymam się po dzień dzisiejszy. Zresztą, jako, swojego czasu, namiętny mol książkowy, doszukałam się wielu rozszerzeń tego podejścia w literaturze. A tak pokrótce, owa filozofia wygląda następująco:

Nie ma czegoś takiego jak problemy. Nie ma czegoś takiego jak tragedie- są tylko sytuacje. A sytuacje to nic innego jak lekcje, które musimy przerobić. Każda sytuacja, każdy człowiek ma za zadanie coś nam uświadomić. I nawet jeśli uciekniemy od takiego nauczyciela, to pojawi się następny o takich samych cechach i stwarzający sytuację do bólu przypominającą poprzednią. Dopiero po uporaniu się z własnym wnętrzem, znalezieniem destrukcyjnej cechy i wyeliminowaniem jej, takowa osoba odchodzi. Albo się zmienia, albo wraca odmieniona po jakimś czasie. W każdym bądź razie- pewne cechy automatycznie wyłączają się z naszego życia. (przykład? Całe życie trafiałam na facetów, których zachowanie było dalekie od wysokiego poziomu świń- od ponad dwóch miesięcy nie spotkałam już żadnego takiego: dokładnie 13 i 14 lipca przerobiłam ostatnią lekcję i jestem temu osobnikowi dozgonnie WDZIĘCZNA za to, czego mnie nauczył- SZACUNKU do samej siebie, poczucia własnej wartości i wierności do swoich staroświeckich zasad).

Jeśliby poszperać w informacjach nt. fizyki kwantowej (zwł. dla laików- taka jest najlżej strawna), to natyka się na wiadomości dotyczące pola energetycznego człowieka. Człowiek ma określoną częstotliwość takiego pola (ezoterycy nazywają to poetycznie aurą) i te pole niejako szuka podobnych częstotliwości. Myśli, fale mózgowe, mają określoną częstotliwość- to również szczęśliwie jest już udowodnione naukowo.

Wracając do samej filozofii lekcji, jak to pięknie sobie nazwałam ;), a właściwie przechodząc do jej puenty… Nie chodzę do kościoła, nie praktykuję nauk kościelnych, kwestia krzyża to dla mnie kabaret lepszy niż ten Moralnego Niepokoju. Człowiek ma to do siebie, że musi w coś wierzyć- najbliższe są mi nauki Kahunów, które zresztą są podstawą dzisiejszej psychologii i lekcje. Nie mam żalu, że coś się stało, nie mam żalu, że ktoś się zachował tak, a nie inaczej. Nawet przy największej podłożonej świni jestem wdzięczna temu, kto ją tam postawił- dzięki temu mogłam się sprawdzić w nowej sytuacji, nauczyć się czegoś od życia. A życie jest za krótkie na jakiekolwiek negatywy…

Scena ósma Niedziela, Wrz 19 2010 

Akt pierwszy

Scena ósma: opatrunek

Opatrunek z czasu. Nie, jeszcze go nie zdejmę. Nie chcesz widzieć, co jest pod nim.

Jak chcesz, to czekaj. Nie zmuszam, nie zniechęcam. Twój wybór.

Nie wiem, jak długo. U mnie rany goją się powoli. Cierpię na emocjonalną hemofilię.

Spoko, nie martw się. Blizna będzie niewidoczna. Zresztą, jest ich już tyle, że na ich tle nie będzie się wyróżniać.

Ciężko mi się przychodziło na świat. Najwyraźniej oprócz obojczyka połamali mi też psychikę. Najwyraźniej jednak miałam ten wylew krwi do mózgu, stąd te wylewy łez przez całe życie.

Moje życie to jakiś sen schizofrenika. Co dzień, co noc- jedna noga na ziemi, jedna ciągle pod nią… Ale ani w niebie, ani w piekle mnie nie chcą. Muszę tutaj przerabiać kolejne lekcje…

Rzeczywistość Czwartek, Wrz 16 2010 

Potykając się o naiwność

Tuląc się do mgły

Zamazany obraz

Nie pozwala dalej iść

Wspomnienia

Których nie było

Marzenia

Które się nie spełniły

Brednie Czwartek, Wrz 16 2010 

Nocą gdy zmieniam świat

Rzeczywistość blednie

W myślach i w snach

Czuję ust Twych smak

Zmysły podpowiadają mi

Żeby w stronę słońca iść

Podobno jesteś tam

Czekasz sam

Brednie

A ja czekam… Środa, Wrz 15 2010 

Chodź

Ukradniemy noc

Rozsypiemy worek gwiazd

Na polarnej zorzy

Nim nas sen wieczorny zmorzy

Odnajdziemy wjazd

Do błękitnego nieba

.

Przedzieramy się przez chmury

Nas zniechęcić chce ponury

Szary dzień

Nas poróżnić chcą złe dusze

Lecz to tylko nasz jest sen

Lecz nie tylko ja tu muszę

Działać

Podam ci swą dłoń

Jeśli się postarasz

.

Zrób do przodu krok

Nim na zawsze ci ucieknę

Nie patrz w tył

Nie patrz w bok

Jestem z przodu

Jeśli zechcesz

Jeszcze chwilę tu poczekam

Widzę pod skorupą

Właściwego mi człowieka

Rzeźba Poniedziałek, Wrz 13 2010 

Z gliny ulepieni

W blasku słońca wypaleni

Zrumienione są ich twarze

Wyrzeźbione z wyobrażeń

.

Rysy ciał ich pospolite

Wycinane w masie litej

Rzeźbiarz pewnie dłuto trzymał

Lecz zazdrości nadał grymas

.

Chciał wyrównać

Praca żmudna

Tknął nie tam gdzie trzeba

Z gliny pył już gdzieś wędruje

W stronę nieba

Scena siódma Poniedziałek, Wrz 13 2010 

Akt pierwszy

Scena siódma: Lubię, kiedy…

A czas czasem zatracasz? Acha, nie masz czasu o tym myśleć… Nie masz czasu zatracać czasu…

Znasz mnie? A, nie wiesz skąd… Nie szkodzi- powiedziałabym ci, ale ta niewiedza jest taka fascynująca… I niech tak zostanie 😉

A słyszysz, jak krople deszczu stukają o blaszany parapet?

A widzisz jak te pioruny rozrywają niebo? Nie czujesz, że coś się zmienia?

A czujesz ten zapach świeżej pościeli unosi się w pokoju?

A spotkałeś osoby, z którymi można gadać o niczym przez całą noc i jest to fascynujące?

Po co wciąż trzymasz stare żale w sobie? Sam siebie zatruwasz. Druga osoba już nie pamięta- uwierz mi. A jeśli nawet pamięta, wystarczy wyciągnąć tylko dłoń…

Nie widzisz, że każdego dnia wszystko się zmienia?

Pomóż mi Niedziela, Wrz 12 2010 

Jeszcze inny moją duszę ma

Jeszcze jemu chcę dać świat

Lecz już widzę Twoją postać

Upadłam Ty mi pomóż powstać

.

Jeszcze we mnie są nadzieje

Jeszcze poprzez łzy się śmieję

Otrzyj twarz mą swoją dłonią

Niechaj ognie w nas zapłoną

.

Pomóż mi zapomnieć już do końca

W tamtym noc jest nie ma słońca

W tamtym ból już tylko kpina

A przy Tobie już powoli zapominam

.

W Tobie ciepło

W nim jest piekło

W nim milczenie

Niech zostanie wspomnień cieniem

Scena szósta Niedziela, Wrz 12 2010 

Akt pierwszy

Scena szósta- Wartość

Czyli słowa mojej ukochanej Babci.

Nikt nie jest wart twoich łez. Jeśli płaczesz przez faceta- to jest zwykłym NIE wartym ciebie frajerem.

Jeśli ktoś będzie próbował tobą manipulować, a ty się mu dasz, to znaczy, że nie jesteś pewna swojej wartości.

Nikt nie może ciebie ograniczyć- możesz co jedynie sama to zrobić.

Ograniczałam siebie, płakałam przez frajera, dałam się zmanipulować. Potem znalazłam pamiętnik, który jakimś cudem uniknął zniszczenia i znalazłam w nim te słowa…

Architekt Niedziela, Wrz 12 2010 

Architekt nadziei

Marzeń projektant

Z chmur tworzy pościel

By czas zły w niej przespać

.

Szkicuje życie

Liczy szczęścia elementy

Wciąż marzy skrycie

Ze wspomnień wzięty

.

Naukowiec miłości

Bada tożsamość

Jednej osoby w dwóch ciałach

Istota zazdrości

Uwikłana w całość

.

.

.

.

 

Scena piąta Niedziela, Wrz 12 2010 

Akt pierwszy

Scena piąta- Marzycielka

Życie prześpisz. Pobudka, koleżanko! Aż tak ślepa jesteś? Łamiesz serca dookoła, a sama się zadręczasz.

Tak, tak, żyj dalej w świecie marzeń. Zjawi się księciu na rumaku, co będzie ci cytował Szekspira. Tak, i będzie trzymał cię za rękę w każdym momencie, przytulał przed snem i szeptał do ucha, gdy będziesz zasypiać. Taaa… A na pewno będzie wrażliwy i doceniał sztukę i inne twoje wymysły… Na jakim ty świecie żyjesz?

To, że twoje prababki były wierne jednemu przez całe życie, nie znaczy, że ty też masz być. Czasy się zmieniły. W jakiej ty, do cholery, epoce żyjesz?

Ty za twardo stąpasz po ziemi. Nie wierzę, że jesteś aż tak miękka w środku.

Nie czekaj, bierz, co przynosi ci życie. Ależ bierzesz? A to ciekawe… Przeganiasz każdego…

A rób co chcesz, jak jakimś cudem się ktoś taki zjawi, daj znać.

Bo jak kochać, to księcia.

.

A.- sorki, że cytuję tu nasze rozmowy 😉

Scena czwarta Niedziela, Wrz 12 2010 

Akt pierwszy

Scena czwarta- Wolność

Samotnie. Sama. Cholera. Nie chce mi się nic. Dobra, ktoś tam drepcze po mojej głowie.

No ok., masz rację. Są przyjaciele.

Nie, to nie wolność, to niewola samotności.

Dobra, tu też masz rację.

Nie, ale w tym to nie. Jestem wolna. Nie, nie ograniczam sama siebie. Nikogo nie ma. Jest. Mentalnie, nie fizycznie. Co ty pieprzysz? Że jak zapomnę, to się ktoś zjawi? Nie, jest na odwrót. Jak się ktoś zjawi, to zapomnę. I nie wmawiaj mi, że jest inaczej.

No, może masz rację…

A pieprzyć to, na pewno masz rację!

Wolna! Wyrzuciłam ze swojej głowy!!!

O, ktoś puka. Nie, nie spodziewam się nikogo…

Naprawdę miałeś rację!

Tylko w wolności przychodzi miłość… Tak niespodziewanie…

Dziękuję…

Sztuka trochę inaczej… Niedziela, Wrz 12 2010 

…czyli znowu wyświadczam komuś drobną przysługę 😉

Wspomnienie (III) Niedziela, Wrz 12 2010 

Wciąż czuję i słyszę

Jak wiatr mnie kołysze

Na falach wspomnień

Tego czego nie można zapomnieć

.

Choć sztormów już nie będzie

I krwi uniesień

Do snu marzenia złóż

Ten wiatr pocałunek ci mój przyniesie

.

Choć nie znam cię teraz

I oczy twe już są mi obce

Część ciebie na zawsze zabieram

Tego sprzed lat chłopca

Mówiłam wtedy Niedziela, Wrz 12 2010 

Mówiłam wtedy

Odejdę kiedyś

W oczach ogień mój

Gasiły łzy

Jeden krok twój

Jedna z tych chwil

Bez komentarza

Nie ma po co tego powtarzać

.

Mówiłam wtedy

Nic już nie będzie

Jak kiedyś

I w miejscach

W których byliśmy razem

Serce zamiera

Zimnym jest głazem

.

Mówiłam wtedy

Zrani cię ktoś kiedyś

I wrócisz zagubiony

Lecz ogień już nie płonie

Scena trzecia Sobota, Wrz 11 2010 

Akt pierwszy

Scena trzecia- Miłość

„Miłość to uczucie głupie- zaczyna się na ustach, a kończy na dupie”.

Miłość uskrzydla. Lataaaaam… Bum! Ała. Boli miejsce, gdzie kończy się kręgosłup, ta zewnętrzna tylna część miednicy.

Oddech płytszy, puls przyspiesza, szereg reakcji psycho-chemicznych w organizmie. Wyluzuj. To tylko fenyloetyloamina. Wiesz, różnorodność genetyczna, feromony w pocie- dlatego akurat ten. No, tak mówią naukowcy.

Obsesja. Psychoza maniakalno depresyjna- ooo! Gapi się! Euforia. Pisk w mózgu. Nie, nie gapi się. Prozac proszę, mam depresję.

Schizofrenia. Wszędzie go widzisz. Wszędzie go słyszysz. Głosy w twojej głowie, omamy. Mięsień poprzecznie prążkowany serca ci KAŻE. Tak, to schizofrenia.

Osobowość borderline. Ty, zawsze roześmiana, zawsze wesoła, zawsze inteligentna. W jednej chwili głupiejesz, smutniejesz i jesteś swoim odbiciem w krzywym zwierciadle. Do psychiatry, won mi stąd.

Zaburzenia kompulsywne. Żyjesz miłością. Nic nie jesz- karmisz się szczęściem. Naraz chce ci się nim wymiotować. Anoreksja, bulimia- nieważne, do psychologa, jazda.

Bezsenność. Nie śpisz. Snujesz durne marzenia z nim związane. Rano dętka. Zombie z podpuchniętymi oczami.

Fobia. A co jeśli mnie odrzuci? Kurde… Zabiję się… Nie, nie zabiję się. Będzie mi smutno. Zrobie z siebie kretynkę… Lecz się, dziewczyno.

Nerwica natręctw. Jeśli zrobię tak, jego reakcja będzie taka. Nie, może postąpić właściwie w ten sposób… Albo nie. W inny. Albo… O rany…

Objaw błędnego koła. Jeśli się nie odezwę, on też się nie odezwie. Jeśli się nie odezwie, ja też się nie odezwę. Jeśli…

Zakupoholizm. Tak, w tej bluzeczce go uwiodę… Ale do tej bluzeczki przyda się ten naszyjnik… Ale zaraz, to już dokompletuję kolczyki… Hm… może jeszcze ta apaszka pod kolor? Ups… co się stało z moją wypłatą?

Pochwica… Ok., te zaburzenie psychiczne może sobie podarujmy…

Miłość to największe z nieszczęść. Miłość rani.

Miłość się kończy. Miłostki się kończą. Miłość umiera…

Guzik prawda. Miłość zawsze jest, była i będzie. Nigdy się nie kończy, przybiera tylko inną postać i uczy czegoś innego…

2. Scena druga Sobota, Wrz 11 2010 

Akt pierwszy

Druga scena- Ocena

A tej co tak wesoło? Patrz, jak słodko się uśmiecha. Aż na wymioty zbiera. Cholera, jaka słodka idiotka. Rozpieszczony bachorek, zapewne. Mówię ci, agrh…

Udało się jej. Głupi zawsze szczęście ma. Ładna? Proszę cię. Widzisz tego pryszcza na jej skroni? I generalnie zobacz, wystaje jej brzuch. Gdzie tu to piękno? Pewnie puszcza się na prawo i lewo. Mówię ci, takie jak ona to dziwki.

Podlizuje się. Mówię ci, żaden człowiek nie jest bezinteresownie miły. Chce wszystkich mieć za przyjaciół. Fałszywa i naiwna. Ha! Jeszcze jej życie dokopie. Zobaczysz, dadzą jej popalić.

Pfff…. Taaaa, może mieć każdego. Pokaż jej, że ciebie mieć nie będzie nigdy. Dawaj, utrzyj jej nosa!

O kurde… Dobra, pomogła mi. Dobra, może źle oceniliśmy…

Jest sama? Wygląda na taką, co skacze z kwiatka na kwiatek…

O cholera, ona naprawdę potrafi…

Słuchaj, może wpadniesz…?

Scena pierwsza Sobota, Wrz 11 2010 

Akt pierwszy

Scena pierwsza- Manipulacja

Kamera! Akcja!

Cholera, gdzie jest reżyser? A, pewnie znowu dał popalić i gdzieś w krzakach leży. Nieważne. Już! Do przodu! Nie, nie. Nie tak. Bardziej kokieteryjnie. Zalotniej. Tak, popraw włosy, delikatnie. Nie, nie! To nie to! W prawo. Nie, nie, nie tak daleko! Idziesz jak słoń! Kobieco! Nie, znowu nie to!

Intonacja. Intonacja! Co to ma w ogóle być? Proszę cię, jeszcze raz… No, teraz dobrze. Tak, idź w tą stronę. Do cholery, nie tak! Masz się mnie słuchać, nie tego tam z boku. Nikogo? Słuchasz się go. JEGO. Przecież widzę.

Mam oczy. Nie, nie jestem ślepy. Przecież widzę!!! Co ty odwalasz? Nie, nie wkręcaj mi, że jest inaczej.

Dobrze, już dobrze. Zrobimy tak. Popatrz na mnie. Podziwiaj. Każdy mnie podziwia. Ty też powinnaś. No gdzie ty się odwracasz? Wracaj mi tu, już!

Nie, nie i jeszcze raz nie! Przecież to się kupy nie trzyma. Co? Coś ty powiedziała? Gówno mnie to obchodzi. Ja ci pokażę!

Zaraz… Chyba coś przeoczyłem. Nie, ty jesteś inna. Ty… To niemożliwe. Nie, nie wierzę. Proszę, jeszcze raz, inaczej, naprawdę…

Ha! No to znowu robimy w TEN SPOSÓB!

A odwal się pan. Będę robić, co mi się podoba.

.

.

 

Powrót do przeszłości Piątek, Wrz 10 2010 

Tam dziecinne moje lata

I miłości pierwszej smak

Tam na drugim końcu mego świata

Zimny błysk przeszłości blask

.

Tam najbliższych są mogiły

Zapomniane dawno dni

Tam ich dusze mi się śniły

Tam spędziłam kilka chwil

.

Tam wśród srebrnych buków

I na drodze pośród lip

Czarnych cień dziś kruków

Tam już nie ma nic

Urodziny Czwartek, Wrz 9 2010 

Słyszałam o czym szeptał wiatr

W moje urodziny

Deszcz rzęsisty spadł

Nieba łzy

Bez przyczyny

.

I oddechem swym świszczącym

Chciał powiedzieć

Że wciąż błądzę

Że nie mogę w miejscu siedzieć

.

Mówił mi że wróci

Tak radośnie

Na kolejną życia wiosnę

Chwilę ze mną

Jeszcze się posmuci

.

Wrócił

Rozwiał troski

Trochę szepcze

Trochę nuci

Droga już bez przeszkód

Prosta

.

.

.

.

Gdzieś tam głęboko wierzę,

że tym wiatrem jest osoba,

która kiedyś powiedziała mi,

że jak odejdzie,

będzie się mną opiekować

z tego drugiego świata

i nie pozwoli, żeby

ktokolwiek zrobił mi krzywdę…

Tak bardzo chciałabym jej powiedzieć,

że idę twardo do przodu,

jak obiecałam jej w ostatnich dniach

jej życia…

Drobna refleksja Sobota, Wrz 4 2010 

Nie chcę, żebyś prowadził mnie za rękę, po prostu trzymaj mnie za nią i dotrzymuj kroku. Nie idź ani przede mną, ani za mną- idź obok. Pomóż mi wstać, gdy się potknę i upadnę. Zaczekaj ze mną, gdy będę musiała chwilę odpocząć. Nigdy mnie nie oceniaj, nie wytykaj moich błędów- wiem doskonale, co zrobiłam źle, wypominanie niczego nie naprawi. Nie proś, abym opowiadała ci o swojej przeszłości- to smutna historia. Nie miej mi za złe, gdy się pomylę. Nie daj się zwieść pozorom- nie jestem taka jak inne. Nie wykorzystuj mnie i nie traktuj jak przedmiotu. Nie kpij ze mnie- to boli. Nic od ciebie nie chcę- jestem nauczona samodzielności, potrafię sobie poradzić. Po prostu bądź i kochaj…

.

Wciąż wierzę, że kogoś takiego kiedyś spotkam…

.

I wciąż wierzę, że nie trafię na kolejnego psychola, który skupi się tylko i wyłącznie na moim ciele i będzie próbował zrobić ze mnie swoją własność…

Sztuka trochę inaczej… Sobota, Wrz 4 2010 

…czyli wyświadczam komuś przysługę 😉

Ostatnie słowo Środa, Wrz 1 2010 

Uśpiona w marzeniach

Na granicy istnienia

Ukryta pod nadziei płaszczem

Milczałam

Nie widziałam kpiny

Czasem się odezwałam

Lecz to była gra

Nie ja nuty pisałam

.

Nie znałam

Lecz czułam

Nie chciałam

Lecz marzenia snułam

.

I minął kolejny rok życia

Pod znakiem czekania

Nic nie przyszło

Sama siebie oszukiwałam

%d blogerów lubi to: