Zrozum babę, chłopie ;) Czwartek, Sier 23 2012 

Czyli jak zrozumieć kobietę 😉

Zrozumienie kobiety jest znacznie prostsze, aniżeli zdawać by się mogło. Wcale, a w ogóle, nic a nic, nie jesteśmy jakoś szczególnie skomplikowane. A że diabeł kryje się w szczegółach, na owych się w poniższym tekście skupię.

HUMORKI I WAHANIA EMOCJONALNE

Hasło jak najbardziej niezrozumiałe dla przedstawicieli płci męskiej. A proste do zrozumienia jak budowa cepa. Dzierżak, ten dłuższy kij, to nasz cykl miesięczny, zaś bijak to dominujący aktualnie hormon. Bijemy nadmiarem estrogenów. Biją one i nas, głównie po głowie, po naszych przednich zderzakach i brzuchu. A chodźcie sobie z takimi mega bolesnymi zakwasami przez tydzień czy dwa. Albo właściwie połamani jak przy grypie i gorączce. Też marudzicie, nieprawdaż? Tylko grypa jest sezonowa, a na PMS mamy sezon comiesięczny. Nasze cudowne genetycznie mutowane jedzonko wcale nie pomaga, wręcz przeciwnie- ok. 10 do 15 % kobiet cierpi na PCO, często bardzo późno diagnozowane, bo szanowni lekarze wszelkie anomalia uważają za jak najbardziej normalne u młodych kobiet. A potem dopiero jest kuku.

Powiadają ponadto, by nie wchodzić pod szpilki kobiecie z okresem, bo mężczyzna sam może krwawić. Takie to dziwne? A wyobraźcie sobie kopniaki po klejnotach przez klika dni. To tak obrazowo.

HISTERIA ZŁAMANEGO PAZNOKCIA

Syndrom ten kiedyś bardzo długo tłumaczyłam kumplowi przy piwie. W skrócie chodzi o to, że przez powiedzmy 2-3 tygodnie robimy wszystko jak najdelikatniej, opuszkami palców, pilnujemy się jak pies ogrodnika jabłek, ścieramy pilniczkiem jak gryzoń ząbki na gałązkach (lub kablach, jak w przypadku moich koszatniczek), jedna mała chwila nieuwagi… i po całym wysiłku. Paznokieć hodowany przez kilkanaście dni nie odrośnie dnia następnego. Takie są prawa natury i smutna rzeczywistość.

FOCHY

Tu będzie ciężko jak z cegłówkami na plecach (a nosiło się na materiałoznawstwo w technikum w celu ulizania pewnej części ciała nauczycielce ;)). Ciężko mi coś powiedzieć na ten temat, bo ostatniego foszka puściłam ponad rok temu i właściwie nie wiem, dlaczego 😉

PAMIĘTLIWOŚĆ

Kluczem do zapamiętywania jest emocjonalność. Jeśli podchodzi się do czegoś z pasją, wiedzę chłonie się jak gąbkę. Jeśli ktoś zalezie za skórę, emocje nie są słabsze, aniżeli przy pasji. A winę za to ponosi nasza…

EMOCJONALNOŚĆ

Bowiem kobieta to stworzenie niezwykle uczuciowe i emocjonalne. Pretensje do Mamusi Natury. Bo my musimy martwić się o potomstwo (a jak go nie mamy, to podświadomie się do tego przygotowujemy), o jego przetrwanie w miejskiej/ wiejskiej dżungli, pośród cwanych małp, przypakowanych goryli, żerujących hien i ścigających się szczurów. My się lubimy opiekować, tak już jesteśmy skonstruowane. Co nie oznacza, oczywiście, że nie lubimy, kiedy ktoś i o nas dba. Bo to powinno działać w dwie strony, taka homeostaza.

FEMINIZM

Taka fanaberia dojrzewających i zakompleksionych, usiłujących za cenę wszelaką udowodnić swą pozorną wyższość, jeszcze bardziej uwidaczniając swą niższość. A wszystkiemu winne są…

KOMPLEKSY

Ale na ten temat nie ma co się nadto rozpisywać, bowiem, Panowie drodzy, znacie to doskonale z autopsji i możecie twardo w zaparte się wypierać, ale zbyt wielu z Was puściło już mi parę z buźki na te tematy 😉

PLOTKI

I tu nie ma co się zagłębiać- jakoś tak się składa w całość, jak się z Wami pogada. O najlepszych i najsmaczniejszych, tudzież najpikantniejszych kąskach z życia znajomych, jakoś zawsze od Was się dowiaduję 😀 Wszelako natura Człowieka już tak działa, że lubi czasem poobrabiać części poniżej kręgosłupa, tudzież kość ogonową jako jego zakończenie i okolice zwieraczy innego Homo Sapiens 😉

ZAKUPY

A to akurat zrozumiałam stosunkowo niedawno. Ale tego zachwytu, samozadowolenia w nowej kiecce po prostu nie da się opisać. No nie da, sorki 😉 Babska próżność, ot co, chyba tak będzie najkrócej.

ECRU, LATTE I INNE DZIWNE KOLORY

Za to proszę winić czasy prehistoryczne, jak mężczyźni musieli zauważyć zwierzynę zza krzaków, a kobiety doprawiały ją różniastymi, wielobarwnymi przyprawami. Tak nam zostało.

„DOMYŚL SIĘ”

Tutaj bardzo przepraszam, ale do dzisiaj nie mogę się domyśleć, o co w tym chodzi…

ZAMIŁOWANIE DO PEDANTYZMU

A do tego jeszcze nie dorosłam. I chyba z moją artystyczną duszą nigdy nie dorosnę 😛 Ale żeby nie było- wyszorowałam dzisiaj Bąbelka (moje autko), odkurzyłam w nim (koszatniczki mi sajgon zrobiły, po ostatniej prawie 300- kilometrowej- w dwie strony- wycieczce z klatką z tyłu), i przeczyściłam plaką kokpit. Niefortunnie spadł deszcz, a jakże, a ja już zdążyłam zostawić puszkę po energetyku na półeczce…

To tyle na dzisiaj 😉

Puszczanie latawców Środa, Paźdź 26 2011 

Puszczają się nerwy, puszczają się bąki i fruną w przestworza nad wyimaginowaną łąką pod ciepłą kołderką w romantyczne zimowe wieczory. Puszczają się panny, puszczają się bańki i zniekształcają eliptycznie (a czasem nawet epileptycznie) widok. Puszczają w telewizji, w radio- medialna prostytucja. Puszcza się latawce, by wirowały wśród podmuchów wiatru (jakież to poetyckie i romantyczne). Puszcza Notecka (pierwsza, która do głowy mi przyszła). I Bukowa, w Szczecinie (łaaadniutka, polecam na wycieczkę- jedno z niewielu miejsc uroczych w tym mieście). Puszczają się ptaki kolorowe, pawie oka, z sałatki jajecznej, chipsów i innych przekąsek, zazwyczaj o kwaśnym zapachu i zabarwieniu jego woni alkoholem…

A życie to podpuszczanie. Diabelskie kuszenie, jak faceta obcisłymi rajstopkami.  Chwila nieuwagi, salsa hormonów i (nie)szczęście gotowe. Łyk adrenaliny- byleby poszedł układem pokarmowym, a nie gdzieś w okolicy tchawicy zbłądził, bo w płucach to gorsze od asfaltu z dymu tytoniowego (btw. wolę nie znać stanu swoich płuc…).

Co za dużo, to i świnia nie zje. A nie daj Siło, w którą święcie wierzysz (nie daj Energio- bowiem entuzjastka fizyki kwantowej ze mnie), organizm nie przyzwyczajony do tego typu substancji. Jak nie pawik, to zabawa z rozstrojem żołądka. I później albo uraz, albo kolejne, mniej lub bardziej (bo jednak zawsze), destrukcyjne uzależnienie.

Puszczanie nie jest wcale takie złe, jak fonetyka jego wskazuje. Synonim puszczalstwa, zwany popularnie odpuszczaniem, wywołuje nad wymiar miłe skojarzenia. Grzechy, na przykład. Można je odPUŚCIĆ  (choć zwolennikiem zwierzania się jakiemuś facetowi za dziwną kratką w pojemniku, który konstrukcyjnie przypomina mi szalet polowy, nie jestem- ale to już tylko moje zdanie- nikomu go nie narzucam). Jak coś nie wychodzi, to lepiej sobie odPUŚCIĆ. A jak się wolno (lub szybko- co kto lubi) puści, to może samo wróci, albo się inne rozwiązanie pojawi.

Zazwyczaj do czynności puszczenia popycha siła i opór. Tak, tak. Żeby coś (o)puścić, należy najpierw kurczowo trzymać (a później skąd reumatyzm i skoliozy… zwłaszcza te psychiczne). Żeby coś dopuścić (do siebie), najpierw trzeba trzymać się (kurczowo) z daleka od danej informacji. Można też sobie też wszystko, ale to kompletnie WSZYSTKO odpuścić i się nieźle zapuścić (w maliny, przykładowo- smaczne kąski, ale jak się kolce w nieodpowiednie części ciała wbiją, to już nie jest tak słodko i uroczo).

Tak więc, moi Drodzy, puszczajmy, odpuszczajmy, dopuszczajmy do siebie, prawdę przede wszystkim, nie zapuszczając się za bardzo przy tym, wpuszczajmy nowości do drzwi zacnej naszej egzystencji, a gdy miejsce odpowiednie się znajdzie, zapuszczajmy lekko korzenie (lekko- żeby potem nie bolało jak na fotelu stomatologicznym- wprawdzie nigdy tego nie doświadczyłam, ale się nasłuchałam 😉 ).

To tak na chwilę obecną, bo zapuściłam się w projektach, papierach, pracy, uczelni, urokach, zauroczeniach (?) i innych sprawach przyziemnych 😉

%d blogerów lubi to: