Mają po dwadzieścia parę lat. Kończą studia, albo są tuż po nich. W skrajnych przypadkach dopiero startują w wyścigu o wyższe wykształcenie…

1. Emeryt

Na ogół nie zbywa nadto wymyślnymi wymówkami. Po prostu mu się nie chce. Jest przemęczony pracą, szarą codziennością, ani mu do głowy nie przyjdzie, by ją choć trochę ubarwić. Ewentualnie może się zastanowić. Rezultat łatwy do przewidzenia, jak fakt, że w sylwestra wystrzelą fajerwerki o północy. Już się wyszalał. Już chce prowadzić spokojne, mdłe i prowizorycznie ustatkowane życie. Już się uważa za dorosłego. Nawet jeśli coś mu się spodobało- po prostu mu się nie chce. Po prostu jest zmęczony. Znużony. Poddany bezlitosnej rutynie.

2. Rencista

Może i dałby się namówić. Ale nie. Raz już próbował. Przeszedł na rentę. Nie weźmie pod uwagę, że za drugim razem może być inaczej. Nie weźmie pod uwagę, że może miejsce być to samo, ale ludzie inni. A to przecież oni tworzą klimat. Nie. Po co. Raz było źle, za każdym razem też będzie. Bo takie jest życie. Po co odkrywać inne jego możliwości. Po co kolekcjonować nowe wspomnienia. Jeden raz kształtuje opinię na całe życie.

Coś nowego. Ok. Ale innym razem. Bo następnego dnia… bo następnego dnia będzie dzień jak każdy inny, ale renciście nie da się tego przetłumaczyć. Jutro będziesz niewyspany? No to jutro się wyśpisz i pojutrze wrócisz do tej swojej ukochanej rutyny. Nie, jutro to jutro i basta.

Może jestem porąbana. Może jestem z innej epoki. Może zrobiłam błąd, że jako nastolatka nie ganiałam z imprezy na imprezę, nie w głowie były mi jakieś tam związki, nie chlałam na wycieczkach szkolnych, nie straciłam dziewictwa w okresie dojrzewania. Może też bym się wypaliła i miała teraz o czym gadać z emerytami i rencistami.

Zainspirowane rozpaczliwym poszukiwaniem faceta na spływ kajakowy.

Notabene: wracam do pisania pamiętników, zanim wypluje z siebie za dużo informacji o sobie… 😉