Siedzisko ustawione, lusterka przygotowane na obserwację z różnych stron, aby nic nie zaskoczyło w ostatnim momencie, pasy zabezpieczają skórzany worek z kośćmi i mięsem uformowany w homo sapiens. No to odpalamy, pierwszy bieg, ręczny w dół, rozejrzeć się i… WIO! W drogę!

Byle nie za szybko sprzęgło puścić. Falstart. Chciałoby się wszystko od razu. A tak dobrze to nie ma… Musi być jakaś asekuracja. Organizm jest naturalnie wyposażony w system immunologiczny. Jak samochód. W czasie gorączki nie da się ruszyć z kopyta, mechanizm się krztusi.

Drugi bieg. Można sobie na zabawę pozwolić. Mocny silnik i układ nerwowy przy okazji, depnięcie, tak do końca, na całego… noga z gazu… i dawaj do końca! Ten, co tak namiętnie gaz trzyma od samego początku znika w lusterku… Baj, baj, maszkaro! Jak tak będziesz cisnął, to ci pod górkę auto zdechnie.

Trzeba energooszczędnie. Żeby jak najmniej paliwa spalić. I regularnie się tankować (nie mylić z tankowaniem studenckim, tudzież wzmożonym w miejscach zamieszkania zbiorowego, jak akademiki). Bo nie daj boziu, pod górkę zabraknie… Oj, kiepska sprawa. Albo gdzieś na odludziu. Kanister i szukać najbliższej stacji i ukojenia.

Pod górkę, ciężko, ciężko… Ale daje radę. Najgorsze jest ruszanie. W sumie, osobiście takowe najbardziej lubię- tak spektakularnie wydrzeć z ręcznego. A potem już tylko z górki… Co najwyżej czasem po hamulcu, żeby gdzieś na czyimś tyłku nie skończyć, co wiążę się z poważnym ryzykiem katastrofy. Nie każde zbliżenie jest zdrowe…

Błotkiem rzucać ktoś w nas może. Kubeł zimnej wody wylać. No, ale od czego są wycieraczki? Ewentualnie trochę płynu do spryskiwaczy i już jasny widok mamy. A że sobie popluje… Jego problem. Myć trzeba, czasem po porostu częściej…

Jak ktoś zwalania przed nogami, wyprzedzić trzeba. Uwaga na wariatów z naprzeciwka- czołówka nic miłego. Niektórych ominąć szerokim łukiem. A z niektórymi tylko się mijamy, czasem tylko jakiś sygnał sobie dajemy, że może jakiś groźny piesek za rogiem albo inne niebezpieczeństwo. Totalnie neutralne relacje interpersonalne.

No i znaki. Gdzież byśmy bez nich zawędrowali? Cenne uwagi, czasami jak byk przed nosem. A byka się nie rozwściecza. Trzeba za znakami podążać. Czasem tak bywa, że ktoś usilnie daje znak, a kierowca swojego życia ślepy jak sowa w biały dzień… A potem ma. O.

Na zakrętach życiowych zaleca się zdjąć nogę z gazu- zbyt duże jest ryzyko wpadnięcia w poślizg. No, chyba, że ktoś lubi adrenalinę i jak najszybciej chce wyjechać na prostą 🙂

Przejazd na czerwonym świetle oczywiście daje moc adrenaliny, przekracza się ogólnie ustalone normy, ale skandal czasami potrafi zniszczyć życie. Ale bywa, że jakiś opóźniony baran stoi na zielonym. I blokuje resztę ruchu…

Cel- bo każdy go ma. Po dotarciu zaparkować, wyjść, pooddychać. Zachwycić się. Ustanowić sobie nowy cel. I w drogę…

A, i najważniejsze- przed jakąkolwiek jazdą trzeba się co nieco podszkolić. Zrobić sobie taki mały kurs. Jak to powiadają- trening czyni mistrza. A życie przeegzaminuje już samo…