Staranna tapeta na twarz. Wyszpachlować niedoskonałości, poczekać, aż podkład wyschnie. Sporo kleju, żeby się gdzieś nie poodklejało w kącikach. Jeszcze jakieś dekoracje, wykończenia… Nie ma czasu! Na widownię!

Aparycja- jak najmilsza. Z nutką tajemniczości, uśmiech panienki z obrazu Leonarda da Vinci. Bez przesady, żeby oświetlenie nie przybrało formy latarnianej. Elegancja, klasa… Pokazała się, teraz wio, za kulisy. A za kulisami istny galimatias! Zaraz kolejne wystąpienie. Szybki dobór stroju, poprawienie fryzury, tym razem pokazujemy pazury! Zziajana, zdyszana, ale twarz kamienna, jak i promienna. Nie dać po sobie poznać, co się dzieje tam za wybiegiem, teraz między ludźmi, trzeba się jakoś prezentować.

Na widowni różne człowieki.  Różne pozycje społeczne, różne rasy, różne gabaryty. Widownia zmienia się co dnia. Rekwizyty codziennie inne, wybieg o różnej fakturze, częstokroć z przeszkodami. Trzeba udawać, że wszystko jest pod kontrolą, zaplanowane, choć nagminnie stosuje się improwizacje. Niby się ćwiczyło, niby scenariusz się czytało…

Backstage. Tu dopiero zaczyna się zabawa. Nie wiadomo, co i jak. Ludzie się zmieniają, atmosfera i luźniejsza i bardziej napięta. Już nie Mona Lisa. I nie dziewczę z Kręgu. Ząbki jak po deszczu, suszyć trzeba. Różni ludzie, różne typy, stereotypy. Błysk inteligencji w oku, ucho na ścianie, koloryzowanie…

Nie gryzą, ale czasem coś podgryza. Trzeba eliminować konkurencję, kulturalnie, nieco teatralnie. Uśmiech od ucha do ucha, obok coś przechadza się i słucha, trochę wyrywa z kontekstu. Bez pretekstu i z nim, wcina się w wolnej chwili, a nuż się przychyli i zdobędzie względy. Nie ma miejsca na błędy… Im wyżej poprzeczka, tym bardziej trzeba dbać o kondycję, zachowując nienaganną aparycję…