Rimember mi

Trochę nostalgicznie, trochę romantycznie, trochę sarkastycznie… W zależności od tego, co tu wyjdzie…

Swojego czasu spisywałam wspomnienia moich nieżyjących już przodków. Opowieści o drugiej wojnie światowej, trudach jej przetrwania, przesiedleniach- będzie co wnukom czytać na dobranoc. Swoje wspomnienia też częstokroć spisuję- mam co. Staram się żyć jak najbarwniej, tworzyć, żeby coś po sobie pozostawić i żeby nie były to góry szmat, które za chwilę wyjdą z mody, a jeśli ktokolwiek z ich tytułu zostanie zapamiętany, to tylko ich projektant. Zresztą, jak mam iść na zakupy, to dostaję apopleksji, ale to już inna historia… Bo chodzi o to, żeby żyć z pasją, która nie jest galerianizmem (o, przepraszam, zakupoholizmem- tak się ładniej to nazywa), żeby mieć własne zdanie, nawet jak się palnie jakieś gafy- już jest co wspominać (a nie lizać wszystkim metaforycznie odbyt i zgrywać słodką idiotkę- och, Tobie we wszystkim ładnie– a rzeczywistość ukazuje inny malunek)…

Iść przez życie z przepakowaną walizką- ale z taką, którą można unieść. Żadnych zbędnych pierdół, żadnych akcesoriów ograniczających ruchy i czynności manualne (jak półmetrowe, modne-podobno- od jakiegoś czasu plastikowe szpony- wiem, wiem, one z żelu, akrylu i innych odpadów…), tylko to, co jest niezbędne do przetrwania, minimalizm. Jedyne, co kolekcjonować, to wspomnienia. Mam taki patent- zapisuję, rysuję, fotografuję i tworzę inne dziwadła. Potem, jak mi smutno, chwytam za takie coś i od razu świat się rozjaśnia 🙂 I mam nadzieję, że kiedyś komuś równie dobrze to humor poprawi 🙂

Nigdy w życiu nie wzięłam żadnych korepetycji. Never, ever. Jak już, to je dawałam. Wolałam zdupić, za przeproszeniem, niż kiedykolwiek ściągać. Dlaczego? Ciekawość świata, im szersze horyzonty, im więcej się wie, tym więcej się postrzega. Im więcej się postrzega, tym więcej się wyłapuje. Im więcej się wyłapuje, tym więcej inspiracji- i tworów. Jaki śliczny ciąg przyczynowo- skutkowy 🙂

I to jest piękne w życiu- jedna rzecz się kończy, następna zaczyna. Jest ciągłość. Nie rozczulam się nad tym, co było (do psychiatryka mi nie po drodze, jakbym miała wszystko rozgrzebywać…). Selekcjonuję wspomnienia. Jak czegoś nie chcę pamiętać, niszczę wszelkie dowody tego istnienia. Nie ma teraz- nie było nigdy. Trzeba iść do przodu 🙂

I jeszcze jedno- wiem, kochani Rodzice, że to przeczytacie 😀 Do końca życia będę wdzięczna za wasze wychowanie mnie, zwłaszcza za każde musisz poradzić sobie sama. Dzięki wam nie jestem kaleką życiową, wiem, że nigdy od nikogo się nie uzależnię, potrafię ze wszystkiego się wygrzebać, odbić od każdego dna i dokonać niemożliwego 😀 😀 😀