O nim Sobota, Maj 23 2009 

W jego oczach

Nadziei brak

W jego dłoniach

Chłodny wiatr

 

W jego ustach

Gorzki smak

W jego słowach

Kłamstwa

Strach

 

W jego myślach

Pajęczyna

Po nieżywych

Na palcach się wspina

 

Dzień po Niedziela, Maj 17 2009 

Hedonistyczny styl życia zapewnia moc wrażeń i niezapomnianych przeżyć. Niestety, intensywne życie owocuje skutkami o takim samym natężeniu.

 

Hedonista żyje pełną parą, nie zastanawia się nad swoimi działaniami, idzie za intuicją i wyciska wszystkie możliwe soki z danej chwili. Hedonizm ma wiele odmian, może prowadzić w stronę rzeczowników zakończonych na –izm, jak alkoholizm, pracoholizm, nikotynizm etc. Uzależnia.

Skutki hedonistycznego stylu można podzielić na krótkotrwałe i długotrwałe, stałe, zmienne i wyjątkowe.

 

1. Skutki krótkotrwałe

 

Najłatwiejsze do zaobserwowania. Występują na ogół pod koniec tygodnia, kiedy maksymalnie cieszący się życiem hedonista postanawia odreagować nagromadzony w czasie dni powszednich stres. Towarzyszą mu takie objawy, jak potworny ból głowy, pustynia na języku, fatamorgana przy nadmiernym oświetleniu słonecznym (nawet jeśli słońca nie widać- i tak za jasno świeci. Firanki też wydają się być zbyt białe, wręcz rażące, także w przypadku, kiedy nie były prane od kilku miesięcy). Na ogół pojawiają się cyklicznie, czas trwania umiarkowany.

 

2. Skutki długotrwałe

 

Skutki długotrwałe mają charakterystyczną, wspomnianą wyżej, końcówkę –izm. Dysharmonizują współżycie człowieka z naturą, prowadzą do wyalienowania jednostki w społeczeństwie. Mają długie macki, sięgające do najgłębszych zakamarków kieszeni ofiary, wysysając ostatnie złotówki. Powodują patologiczne zmiany w osobowości. Trwałość długa, jak wskazuje nazwa, czasami wydłużona do końca życia.

 

3. Skutki stałe, zmienne wyjątkowe

 

Stałe skutki nieodzownie powiązane są z długotrwałymi. Zostają na stałe. Czasami są wynikiem skutków wyjątkowych. Przybierają różne formy, jak, na przykład, słodki bobas z różowymi policzkami. Taki skutek jest powiązaniem wszystkich trzech rodzajów z danej grupy: wydarzył się wyjątkowo, jest stale przy hedoniście (który już niekoniecznie hedonistą pozostanie), a na dodatek zmienny- zmienia kształt wraz z upływającym czasem, nastroje- swoje i otoczenia i całe życie właścicieli materiału genetycznego, z którego powstał.

Nigdy więcej Czwartek, Maj 14 2009 

Nigdy więcej

 

Zbłądzić znów w myślach

W chwilach tęsknoty

Poczuć smak słodki

Na ustach

 

Stoczyć się na dno

Wrócić do pragnień

Głębokiego umysłu

Człowieka

 

Trwać w złudzeniach

Czekać na zrządzenie losu

Ponownie zaufać

 

Nigdy więcej

Krytyka z błotem Czwartek, Maj 14 2009 

Człowiek to takie stworzonko, które bardzo lubi myśleć o sobie. Świetnie, jeśli ma coś do powiedzenia i wydobywa to ze swoich ust. Mniej kolorowo, kiedy nic sobą nie prezentuje, a mimo to mówi… Ujmę krótko, parafrazując Thomasa Stearnsa Eliota: „najwięcej problemów przysparzają światu ludzie, którzy pragną być uważani za ważne osobistości”.

 

 

Kiedy jeszcze oddawałam się, jakże przyjemnej, zabawie z naszą-klasą.pl, bardzo lubiłam czytać opisy w rubrykach o mnie. Czasami można było trafić na niezłe perełki- ale zazwyczaj w negatywnym tego słowa znaczeniu. Jedna szczególnie głęboko utkwiła w mojej pamięci.

Dziewczę zaczęło zdanie od jakże ambitnego No więc… Po tych dwóch, wiele mówiących, cudnie stylistycznie skonstruowanych słowach, w co drugim wyrazie pojawiał się, rażący, w promieniu na pewno dalszym niż zasięg mojego pola widzenia, błąd ortograficzny. Rozumiem, dysleksja, dysortografia, czy tam inna dysfunkcja. W końcu w ostatnich latach cierpi na nią ponad połowa Polaków, a procent ich niebezpiecznie wzrasta. Dziwne, że kiedyś nie słyszano o takich dolegliwościach, a jak już się zdarzały, to niezmiernie rzadko. Chociaż zawsze trafiałam na cudowne polonistki, które zarażały mnie miłością do języka polskiego, to jednak właśnie tę grupę zawodową powinno się o to zjawisko winić. Za krótki bat nad edukującym się społeczeństwem, albo jego brak.

W dalszej części swojego genialnego inaczej opisu, dziewczyna wyraziła swoje zdanie na temat tolerancji i krytyki. Tutaj stop. Jeśli już naprawdę ktoś chce się na jakiś temat wypowiedzieć, to moim skromnym jakże zdaniem, winien się zorientować, co znaczą konkretne pojęcia. Każdy ma prawo wyglądać, jak mu się podoba, jednak moje pierwsze wrażenie spalonej na solarium i wytapetowanej nastolatki  nie myliło mnie. Tutaj pojawia się tolerancja- jej sprawa, jak wygląda. Sama czasami też lubię przysmażyć się na sztucznym słoneczku i starannie wytapetować moje lica, więc tej części nie komentuję. Wyrosłam już z tego.

Krytyka. Dziewczę zdawało się nie rozróżniać pojęcia krytyki od mieszania z błotem. A różnica między nimi diametralna. Nie twierdzę, że krytyka jest czymś przyjemnym- raczej nikt nie lubi jej wysłuchiwać pod swoim adresem. Krytyka sama w sobie nie jest zła- o ile jest konstruktywna. A jeśli nie jest to mieszanie z brązową papką, to taka właśnie jest. Celem jest zmotywowanie jednostki to działania, wytknięcie błędów, których powinna unikać w przyszłości. Krytyka najdotkliwiej rani psuedonarcyzów, osoby, które afiszują się jako idealne, chociaż kompleksy zdominowały ich życie. Człowiek dojrzały, potrafiący obiektywnie spojrzeć na siebie i otoczenie, nie zrazi się kilkoma niemiłymi słowami. Rozróżni także prawdziwą krytykę od zwykłej jadowitości i wyciągnie z niej pozytywne wnioski.

Ale za błędy ortograficzne to miałabym ochotę z czymś zmieszać… O interpunkcyjnych nie wspominając. I stylistyka…

Nowe zboczenie ;-) Środa, Maj 13 2009 

Noc, jakich wiele- z zapuchniętymi oczętami popijałam kawę, kreśląc kolejne kreski na kalce technicznej i przeklinając Archicada. Ale nic nie dzieje się bez przyczyny- gdybym się nie poddała i dalej usiłowała coś wykreować w tym przeklętym programie, zapewne moje paliwo w postaci kofeiny nie chlusnęłoby na kartkę papieru, tylko na klawiaturę (a tę zdolność miałam już przyjemność w sobie odkryć i to niejednokrotnie). Tymczasem ta niepozorna, brązowa plamka okazała się wspaniałą inspiracją- oto odkryłam nowe zboczenie, zaraz po pisaniu, rysowaniu, malowaniu i ostatnio języku włoskim- GRAFIKA.

I tak o wschodzie słońca powstały poniższe bazgroły 😀

Konfrontacja z rzeczywistością Wtorek, Maj 12 2009 

 

Marzyć ludzka rzecz. Marzenia motywują do działań, dają nadzieje i pokrzepiają. O ile dawkowane są w dozwolonych ilościach, o tyle przynoszą pozytywne skutki. Gorzej, jeśli jest ich niedobór. Jeszcze gorzej, gdy się je przedawkuje…

 

Werbalna ilustracja: spotykają się dwie osoby. Na pierwszy rzut gałki ocznej idealnie nadają na tych samych falach. Kiedy postać z numerem 1 ma zawirowanie emocjonalne czymś tam spowodowane, nieważne czym, postać numer 2 zmienia się nie do poznania. Anuluje wszystkie wcześniej dane czcze obietnice (acz nie raczy o tej operacji powiadomić postaci numer 1), pokazuje, jak pokaźne ma rogi, które przedtem skrupulatnie ukrywała. Jedynka naturalnie dalej żyje iluzją, że dwójka to wciąż ta sama osoba, którą poznała. Czas ucieka, a jedynka? Jedynka czeka. Na kogo? Na osobę wykreowaną przez jej umysł, na imaginację, która w gruncie rzeczy nie istnieje. Istniała tylko jej poświata będąca w sferze fantazji.

W tym przypadku jedynka winna być wyposażona w solidne zderzaki. Konfrontacja świata iluzji z rzeczywistym wywoła na pewno stłuczkę, jeśli nie poważny wypadek. A po wypadku nieuniknione są powikłania i długa rehabilitacja mentalna. I jak każdy życiowy krach- zmiana osobowości do końca życia. Pojawia się ryzyko psychicznego i społecznego kalectwa. Jeśli dana jednostka nie jest dostatecznie silna, to kolizja- zamiast wzmocnić- załamie ją.

Oczywiście obie przedstawione jednostki są na swój sposób żałosne, ale to już inna bajka. Tutaj chodzi o marzenia, które dwójka dała jedynce, a jedynka bezkrytycznie je przyjęła.

Marzenia nieodzownie połączone są z ambicjami. W zasadzie można by rzec, iż są synonimami. Zarówno wygórowane marzenia, jak i wybujałe ambicje (czy tam na odwrót- i tak wszystko sprowadza się do wspólnego mianownika) prowadzą na manowce. Im wyżej mentalnie człowiek się wzbija, tym bardziej boleśnie może spaść na realną ziemię, a nawet wbić się pod jej powierzchnię.

Marzenia kolorują rzeczywistość. Utrzymanie optymalnej tonacji to nie lada wyczyn. Łatwo można przejaskrawić, lub też wpaść w tonację szarości. Bezpłciowe odcienie nudzą, kurczowo trzymają w miejscu, trzymają w niewoli monotonii. Człowiek bez marzeń jest jak wiosenne drzewo bez liści- po prostu jest. A że straszy, to nieważne. Egzystuje sobie z dnia na dzień, bez większych planów, bez wyraźniejszego sensu istnienia. Nie chodzi o to, żeby od razu uczynić z filozofii swoją pasję życiową. Chodzi o to, żeby mieć dla czegoś żyć.

 

…ale jeśli chce się marzyć, trzeba być ostrożnym. I mieć stosunkowo twardy tyłek. Polecam przysiady 😉

Punkt siedzenia Czwartek, Maj 7 2009 

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia- powiadają. Rzeczy obiektywne w subiektywnym znaczeniu nabierają nowych kształtów i właściwości.

 

            Na początek mały eksperyment: jeśli wystarczająco długo królik doświadczalny, będący przedstawicielem homo sapiens (bo w jakiś sposób swoje odczucia będzie musiał przekazać, najlepiej, jeśli odbyłby się to drogą werbalną), wlepiać będzie swój wzrok w czarną plamę, to kiedy podniesie swe piękne gałki oczne, jego mózg zarejestruje białą plamę. Biała plama odkleiła się od czarnej. A czarna… czarna dalej pozostała czarną. Ale jakby nabrała nowego znaczenia. Obiektywnie dalej pozostaje w ciemnej tonacji, jednak po wnikliwszym przyjrzeniu się, nabrała nowych cech.

            To, czy zwraca się na coś uwagę, uwarunkowane jest głównie osobistymi zainteresowaniami. Inaczej sznurówkę spostrzeże szewc, inaczej przechodzień, jeszcze w innym wymiarze zobaczy ją samobójca. Dla szewca będzie prawdopodobnie kolejnym asumptem do wypowiedzenia niecenzuralnego słowa, osobnik idący po chodniku pewnie ją rozdepcze (o ile nie będzie to poeta, dla którego stanie się inspiracją do kolejnego poematu), a samobójca zobaczy w niej pętelkę, na której z chęcią by zawisnął.

            Na ambiwelatność rzeczy martwych i żywych, tudzież także istot podobnego pochodzenia, kolosalny wpływ mają doświadczenia danego osobnika. Życiodajny płyn, będący tlenkiem wodoru (lub zwyczajowo wodą- jakie kto ma preferencje…), będzie inną miarą mierzony przez mieszkańca pustyni, któremu naskórek wysechł na języku, inną przez pływaka, który najchętniej wymieniłby płuca na skrzela, a jeszcze inną przez studenta w akademiku, który nie musi się martwić o rachunki za galopujące metry pod prysznicem.

            Istotnym elementem rejestrowania kształtu jest wykształcenie. Architekt, z założenia zboczony i przewrażliwiony na punkcie formy, w linii prostej dopatrzy się zagięcia, które w jego psychice może przeobrazić się w załamanie. Kleks na notatkach dla psychologa będzie postrzegany jako symptom zaburzeń mentalnych. Konstruktor przyjmie to, co widzi- takie ma być, nie wolno tego zmieniać, trzeba to wyliczyć, aby otrzymało należytą wytrzymałość.

            Narządem wzroku są oczy. Od ich kondycji w dużej mierze zależy, jak jawić się będzie świat. Krótkowidz zachwycać się będzie wszystkim tym, co znajduje się blisko niego. Krowa w promieniu trzystu metrów może zostać przezeń zinterpretowana jako bocian. Dalekowidzowi może nie grozi pomylenie stojącej obok niego mućki z wysmukłym żabołapem, ale mocny kontur przed czubkiem jego nosa będzie delikatną smugą (przynajmniej nie można mu zarzucić koncentrowania się na jednym z najważniejszych narządów zmysłów). Świat astygmatyka będzie poprzekręcany i wyraźnie zniekształcony…

            Mózg człowieka ma skłonności do wynajdywania kształtów tam, gdzie niekoniecznie mają one sprecyzowaną formę. Do wszelkich plam, chmur na niebie i wszystkich innych amorficznych elementów będzie dopasowywał znane już formy. Subiektywność w tym przypadku odnosić się będzie, jak poprzednio, do przekonań, charakteru, zawodu i wszystkich innych czynników kształtujących osobowość. Najważniejsza jest jednak umiejętność patrzenia z własnego punktu widzenia, bo jedno krzesło to na dłuższą metę za mała powierzchnia na dwie części ciała, z których wyrastają nogi…

Odcięcie od pępowiny Poniedziałek, Maj 4 2009 

Przychodzi taki moment w życiu młodego człowieka, kiedy siłą rzeczy idzie na mniej lub bardziej upragnione „swoje”. Dla jednych jest to wyzwolenie, dla drugich bariera nie do przeskoczenia…

 

            Typowym symbolicznym odcięciem od pępowiny są studia. Maleństwo mamusi i tatusia pakuje swoje manatki, dostaje buziaka na drogę i jedzie w świat. Euforia, która go przepełnia, szybko i niespodziewanie przerodzić się może w czarną rozpacz.

Świeżo upieczony student z lękiem zauważa, że czegoś mu brak. Pępowina, przez którą całkiem niedawno przemieszczały się do organizmu młodocianego kochane obiadki mamusi, jakby zaczęła zanikać. Owszem, coś tam z takich szklanych, zakręcanych pojemników wędruje dalej, ale to już nie jest TO. Trzeba odkręcić, podgrzać, wyłożyć na talerz… Ileż to zachodu! Obiad nie czeka już, utrzymując swoją optymalną temperaturę, na wygłodniałego studenciaka, aż ten wróci z uczelni.

Jakby tego było mało, pępowina, która niegdyś oczyszczała otoczenie, pochłaniając wszelki bałagan, jakby straciła swoją dawną umiejętność. Zaraz… Ona jest gdzieś poza zasięgiem wzroku! Wygłodniały, zmęczony, z bolącą od nowych wiadomości głową student musi sam sobie posprzątać!

Nie daj Boże student złapie katar (opisane zjawiska zdecydowanie rzadziej dotykają płeć żeńską). Patrzy przeszklonymi oczami zranionego psiaka, gdzie podziała się ta ręka, która delikatnie trzymając chusteczkę, podcierała mu nosek? W ogóle- gdzie jest jakakolwiek chusteczka?! Czara goryczy przelewa się, gdy temperatura ciała wzrasta o jakieś 2-3 kreski… UMIERA!

 

Symboliczne odcięcie od pępowiny może objawić się zgoła inaczej. Nareszcie nikt nie pilnuje, nie ogranicza, nie marudzi. Można wreszcie wracać, o której się rzewnie podoba, spotykać się z kim chce i kiedy ma się na to ochotę. W efekcie zaowocować to może przysłowiową ręką w nocniku. A w tym kubełku dla niemowląt mogą być różne odchody: choroby weneryczne, nieplanowane i niechciane zarodki, łzawe rozstania z marzeniami, w kłopoty finansowe się nie wgłębiając… Zresztą, co się dziwić? Nocnik przeznaczony jest dla dzieci. A ręce wkładają tam tylko rozwydrzone osobniki, które ledwo co odrosły od ziemi i wiedzione swym infantylizmem chcą bawić się w dorosłych.

 

Czasami człowiek doświadcza przecięcia pępowiny znacznie wcześniej. Dla niedojrzałej psychiki przeżycie to jest na pewno szokiem. Ale właśnie w tym czasie, kiedy młody umysł charakteryzuje się pewną plastycznością i sprężystością, nie jest splamiony stereotypowym myśleniem i wyuczonymi reakcjami, młody człowiek wchodząc w świat dorosłych jest już na tyle dojrzały, że z łatwością aklimatyzuje się w nowym środowisku…

Grawitacja na biegunach Sobota, Maj 2 2009 

Nie bez kozery mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają. Na dwa diametralnie różne bieguny siła grawitacji zdaje się działać ze zwielokrotnioną siłą…

 

Na pozór niemożliwe wydaje się połączenie ognia z wodą. Woda gasi płomienie, żar powoduje parowanie wody. Ale odrobina kreatywności- i wszystko staje się możliwe. A im bardziej pozornie nierealna dyfuzja, tym ciekawszy efekt. Woda nie musi być w końcu w stanie płynnym, a ogień nie musi oznaczać pożaru…

Ludzie mogą dobierać się na zasadzie podobieństw lub przeciwieństw. Ale z tym podobieństwem to jak z siłami Van der Waalsa w oddziaływaniach międzycząsteczkowych: są najsilniejsze w pewnych odległościach- zarówno w przypadku przybliżania, jak i oddalania się oddziaływanie to słabnie. Podobieństwa idealnie sprawdzają się w relacjach koleżeńskich, przyjacielskich, na stopie współpracy. Inaczej sprawa wygląda z tak zwanymi związkami. Tutaj podobieństwa zwiększają prawdopodobieństwo na wystąpienie szumów komunikacyjnych o różnych częstotliwościach.

Wyobraźmy sobie, że spotykają się dwa typowe salonowe lwy. Obydwoje lubią koncentrować na sobie swoją uwagę, lśnić w towarzystwie, być podziwianym. Na krótką metę doskonale się dogadują, ich audycje mentalne wysyłają te same fale. Z czasem jednak okazuje się, że te fale nie tyle są do siebie podobne, co identyczne, a przez to zaczynają się na siebie nachodzić. Ponieważ częstotliwości tych fal zmieniają się wraz z nastrojem, a że jedna pokrywa się z drugą, prędzej czy później występuje zwarcie. Instalacja do wymiany.

Inaczej sprawa się miewa, kiedy na skrzyżowaniu spotykają się dwie skrajności. Skrajny pedant zdaje się mieć niewiele wspólnego ze skrajnym bałaganiarzem, dusza towarzystwa na pozór też nie będzie miała o czym konwersować z odludkiem. I tutaj niespodzianka! Dwie skrajne jednostki są do siebie bardziej podobne niż dwa prawie takie same charaktery. Natężenie ich skrajności czyni ich jak najbardziej bliskimi. To jakby odkręcić wodę w kranie- najpierw gorącą, włożyć pod strumień na chwilę dłoń, potem zimną… Wrażenie jest identyczne! A przecież różnica temperatury skrajna…

Spotkanie dwóch frontów na ogół owocuje wyładowaniem elektrycznym. Stopniowo się mieszają ze sobą i oboje uzyskują optymalną temperaturę. Jedno uczy się od drugiego, co sprawia, że w ich codzienność nie wkradnie się monotonia- chociaż wyrównają do tego samego poziomu, to jednak w każdym pozostanie ta nuta indywidualności.

A dwa salonowe lwy? Wciąż ten sam smak, ta sama temperatura, ten sam kolor…

czarno na białym… Piątek, Maj 1 2009 

Alpejska góra Dachstein w chmurach (tempera):

https://gaga2805.files.wordpress.com/2009/04/dachstein.jpg

Łabędź (tempera):
https://gaga2805.files.wordpress.com/2009/04/labedz2.jpg

… i coś kolorowego 🙂 Kotek (sucha pastela):
https://gaga2805.files.wordpress.com/2009/04/kotek.jpg

%d blogerów lubi to: