Z górki na pazurki Niedziela, Gru 23 2012 

Każda jazda wiąże się z jakimś ryzykiem. Droga, na której się skupię, winna być dobrze nawilżona i śliska, aczkolwiek bezpieczna. A w warunkach wyżej wymienionych, należy zachować szczególną uwagę i zasadę ograniczonego zaufania… Droga nigdy nie jest pewna, nawet jeśli jest prosta i bez większych dziur, czy też kolein. Ale za prostym odcinkiem zawsze jest jakiś zakręt, może wyjechać jakiś intelektualnie upośledzony kierowca z otępiałą uwagą, bądź też wyskoczyć niespodziewane zwierzątko…

Najbezpieczniej jechać na ręcznym. Wbrew nazwie, bez hamowania, wymaga wzmożonego wysiłku i w wyprawie brać może udział tylko kierowca, obecność pasażera nie jest konieczna. Niekoniecznie występuje pisk (opon), zatrzymanie i ulga- zawsze (no, zazwyczaj). Trochę trzeba się napracować, ale efekty są widoczne już po paru minutach.

W przypadku, kiedy kierowca nie jest sam, a zwłaszcza, jeśli bierze pasażera na gapę, powinno się zadbać o odpowiednią wulkanizację. I nie chodzi tylko o to, czy są to opony letnie, czy zimowe. Przede wszystkim muszą być pewne i z pewnego źródła, bez dziur (które cyrklem zrobiła pani w kiosku), przetrzymywane w odpowiednim miejscu i temperaturze, nieprzeterminowane. Ogumienie jest istotne, gdy nie zna się do końca pasażera (kierowcy). Albo, gdy któreś ma coś na sumieniu. Proces wulkanizacji w bieżącym przypadku jest JEDNORAZOWY.  Nie odwracamy gumki na lewą stronę i nie używamy jej ponownie. Przerażające w dzisiejszych czasach jest przekonanie, że skoro kobieta zabezpiecza się tabletkami antykoncepcyjnymi, to nie trzeba gumki. Trzeba. Jak się kogoś niedostatecznie zna, TRZEBA. No, chyba, że chcemy być nosicielami chorób wenerycznych czy jakichś (ś)wirusów. Droga wolna. Inspekcja Dróg i Transportu na fotelu ginekologicznym będzie miała robotę, a koncerny farmakologiczne klienta. No, i nie wiadomo, jak później z potomkami będzie, jak się nie myśli zawczasu.

W przypadku stałego związku warto pomyśleć nad zmianą paliwa na bardziej ekologiczny. Instalacja przebiega pod nadzorem lekarza, jest w miarę bezpieczna i przebiega bez komplikacji. Ryzyko zawsze jakieś jest, tak jak w przypadku instalacji gazowej, może nastąpić awaria, a w przypadku zagalopowania się i sklerotycznych skłonności, organizm może przejść na tryb normalny i wypadek gotowy. Na szczęście, rzadko się to zdarza.

Można zastosować smary. Ale takie specjalne, co zabijają takie małe żyjątka z ogonkami. Na pewno jest to metoda lepsza, aniżeli przewidywanie pogody, dnia i godziny. Majowie pomylili się co do 21 grudnia 2012 roku. Kobieta zazwyczaj myli się częściej i nieprzewidywalna jest, jak pogoda (nie to, żeby mężczyźni nie byli… ;)).

Można jeszcze wbudować sobie ogranicznik prędkości. Robi się to chirurgicznie, zazwyczaj jest to odwracalne i nie ma jakichś specjalnych skutków ubocznych (poza trwałą bezpłodnością- ale: jest zabawa, jest ryzyko).

No i zostaje jeszcze ostre hamowanie. Ale to bardzo niebezpieczne. Pamiętajmy, że nawierzchnia jest mokra i śliska, a i czas hamowania wydłużony. Oby nie doszło do kraksy…

Zdrowych i wesołych świąt Bożego Narodzenia, bezpiecznych wypraw do rodziny, pozbycia się wszelkich animozji- czas na to jest idealny. Pamiętajmy- życie jest tylko jedno, jest nam dane, to najpiękniejszy prezent, nie skopmy go jakimiś żalami, abominacjami, porażkami i czym tylko. W życiu trzeba DOŚWIADCZAĆ. Ale przede wszystkim trzeba kochać i wybaczać, nawet idiotom (tylko po prostu ich unikać). Bez chamstwa, bez plot, bez pomówień. Szczęśliwości!

SITKO

Hamulce bezpieczeństwa Piątek, Maj 27 2011 

Rozpęd, gazu, prosta, ups… zakręt, wypadałoby nieco zwolnić, żeby w poślizg jakiś nie wpaść. I nie skręcać jak Agatka na kursie, niczym ciężarówką (swoją drogą, już wiem, skąd u mnie takie skłonności do ostrych zakrętów). Droga polna, trzeba zwolnić, nawet jeśli oś jej w linii prostej. Nie, nie ma żadnej przeszkody, trzeba po prostu pewien etap przejechać z nieco mniejszą prędkością.

Mężczyzna jest jak samochód, uwielbia rozpędzać swą prędkość i docierać jak najszybciej silnik. Spieszy się z komplementami, czasem i z pewnymi zachowaniami. We współczesnym świecie jest to jak najbardziej zrozumiałe. Wiele kobiet, zwłaszcza tych datowanych nieco później, jakoś nie przejawia posiadania hamulców bezpieczeństwa. Ale kobieta jest jak wino- nim porządnie dojrzeje i się sfermentuje, tudzież psychika jej się ukształtuje, bąbelki szybko uderzają jej do głowy… I stłuczka (z rzeczywistością) gotowa, a niekiedy katastrofalna w skutkach.

Szampan strzela niczym fajerwerk- jedna chwila i po wszystkim. Taka prosta, ślicznie położony asfalt i dziur żadnych. A potem niespodzianki- funduszy zabrakło na dalszą trasę. Gorzej(?) z winem- aby dostać się na ładną nawierzchnię bez niespodzianek, najpierw trzeba zaryzykować zerwanie podwozia na polnych kamieniach. Ale za to jaka nagroda po tej przeprawie! Oczywiście, bywa i tak, że nawierzchnia nadto wiele do życzenia nie pozostawia, tylko na początku drogi kręte niczym w Tatrach (co tam Tatry, wystarczy wybrać się do Zgorzelca przez Bolesławiec, gwarantuję przed samym celem kręte dróżki, co z nich wylecieć można). Jeśli listek zielony, niczym z pąka wiosennego wykluty, winien uwagę i roztropność zachować. A tym bardziej, gdy drogi jednak nie zna. Później już prosta (acz doradzam zachować szczególną ostrożność w stosunku do kierowców z rejestracją DZG, wręcz na miarę tych z ZS, a wręcz bardziej- od biedy rodowita zgorzeleczanka tak oto stała się przyszywaną szczecinianką). W przeciwieństwie do przeprawy- tutaj trzeba się nakombinować.

Droga może zachęcać- jednakże tempo nadawać będzie- nie wiadomo bowiem, co po niej jeździło, do jakiego punktu dojechało i jakiej głębokości koleiny zostawiło po sobie w pamiątce, i na jakiej długości trasy. Na pewno, skoro droga nie uczęszczana przez czas jakiś, do pewnego etapu nie udało się jednak nikomu dojechać, bowiem albo wypadł on z zakrętu, albo zawrócił, przerażony pozostałościami po jakimś mechanizmie wagi ciężkiej do przełknięcia.

Bywa, iż kierowca przecenia swe możliwości. Droga zachwyca, ot, wyzwanie. Pierwszy zakręt i już wymięka. Niby brnie dalej, jednakże z tempem takiego ładnego gada w skorupce dwuczęściowej, na plecach i brzuchu. W końcu poważnie zaczyna rozważać dalszy przejazd, jego słomiany zapał daje się we znaki. Ten błysk w oku kierowcy szalonego, te początkowe ambicje…. I nagle gumę złapał. Ale wulkanizacja po drodze, zawsze skorzystać z niej można.

Acz przypadek jeszcze jeden. Czasem droga przedwojenna, to i czołgi pamięta. To dopiero koleiny w pamięci. I tutaj nie kierowca, ale drogowiec potrzebny, który zerwie zeń nawierzchnię i położy nowiutki, świeżutki i równiutki asfalt. Potencjał to ma, teren wyrównany, tylko trzeba się troszkę napracować….

Panowie, kobieta to taka droga. Jak uda się wam przebrnąć przez koleiny i zakręty- nie zwalniajcie. Czasami po prostu ktoś przejechał jakimś kolosem, zanim mu się winieta nie skończyła/ wyleciał z zakrętu/ zawrócił i trzeba ten odcinek jakoś przebrnąć…

.


Pajrat drogowy cz.3 Wtorek, Gru 14 2010 

Jedziesz, bo musisz. Bo życie cię zmusza. Ręczny zaciągnięty, ale ty twardo do przodu. Stan techniczny coraz gorszy. Jedziesz klekotem na resztach paliwa…

Benzyna zaczyna ci nagle śmierdzieć. Droga śliska jak cholera, kolców na oponach nie ma, a przydałyby się. Przyczepność- pożal się Boże. Ale jedziesz.

To nie adrenalina. To próba rozpędzenia się, chociaż hamulec trzyma. Chcesz osiągnąć większą prędkość. Ale coś się zablokowało. Chcesz zagadać, pogadać, wszystko naprawić. Ale do warsztatu daleko. Albo mechanika brak.

Płynu w spryskiwaczu już dawno zabrakło. Szyby tak zalane łzami, że nic nie widzisz, tylko jakieś zarysy. Jeździsz tam, gdzie nikogo nie ma- przynajmniej nie potrącisz. Odcinasz się od świata.

Oleju w silniku coraz mniej. Jak i w głowie- wszystko piszczy, skrzeczy.

Zakładają ci blokady na kołach. Twardo je rozwalasz i ruszasz dalej. Podróż coraz bardziej męczy, ale nie chcesz się zatrzymać. Tankować też nie chcesz. Sam zapach przyprawia cię o mdłości.

W końcu trafiasz na jakiegoś kierowcę z linką holowniczą. Pomaga ci dotrzeć do warsztatu. Mechanik kosztuje, ale zanim będziesz gotów przejść pomyślnie przegląd techniczny, dużo czasu upłynie.

Diagnoza nie zaskakuje… Oddajesz się w ręce mechanika od głowy i twardo szukasz po pokrywą komory silnikowej latających części, dotąd niewidocznych. Wygrzebujesz śrubkę, dokręcasz ją na swoje miejsce. Wygrzebujesz kolejną, zastanawiasz się, od czego ona jest i ją dokręcasz. Albo wymieniasz.

Zastanawiasz się, co się dzieje na twojej drodze. Jak tam inni podróżni. Chcesz spytać, ale nie chcesz nikogo zatrzymywać- każdy ma przecież swoją trasę, swoje cele. Nie chcesz nikomu wchodzić pod koła, przecież może potrącić i odtrącić, a ty tylko nabawisz się kolejnej kontuzji psychicznej. Cicho siedzisz i masz nadzieję, że to ciebie ktoś zatrzyma, chociaż na chwilę. Ale sam się boisz- już raz, albo i więcej razy przeżyłeś wypadek…

Rumuńskie potyczki Czwartek, Gru 9 2010 

Rumuńskie potyczki

Nie myli się ten, co nic nie robi, głosi stare porzekadło. Ludzie uwielbiają wytykać błędy. Rozsiąść swoje szanowne cztery litery i komentować czyjeś poczynania, nie szczędząc niejednokrotnie jadu i goryczy…

Do celu zawsze wiedzie jakaś droga. Nikt nie zagwarantował, że będzie miała standard europejskich autostrad. To Polska. Tu są dziury, że zawieszenie można urwać. Czasami spowalniacze jak w Rumunii- niczym nie oznakowany pół metrowy pagórek z asfaltu. Pędzi się pędzi, po hamulcu i za klatkę piersiową. Nic na szczęście nie urwane.

Nikt nie mówił, że nie będzie pasażerów na gapę. Nie obiecywał- czepię się tej Rumunii, bo wrażenie na mnie zrobiła, nie ma co- że nie będzie gapiów jak rumuńskie prostytutki, które niczym przydrożne słupki co sto metrów są ustawione i tylko czekają, aż jakiś samiec, albo cokolwiek się ruszające i nie uciekające na drzewo się zatrzyma.

Nikt nie obiecywał, że nie będzie zakrętów z poślizgami, z których można wylecieć i palnąć w przydrożne drzewo. Albo zaryć się w głębokim rowie i czekać na pomoc drogową. Albo samemu próbować się wygrzebać.

Droga na skróty nie musi być wyłożona idealnie równą kostką brukową. Błoto po pas, bagna i inne niespodzianki i potwory z nich wyłażące- trzeba się z tym liczyć. Nie tylko na skrótach. Nie muszą być pachnące płatki róż na asfalcie- równie dobrze może doprowadzać do zaburzeń  i sensacji żołądkowych odór z rozkładu biologicznych nawozów przy pobliskich polach.

Nikt także nie zagwarantował, że podróż będzie wiodła z górki. Zresztą, tak zbyt łatwo byłoby zjechać w dół. Droga będzie niejednokrotnie prowadzić przez góry i morza. Ale tylko ten, co ma pod górkę, ma szansę zdobyć szczyt i podziwiać z niego szerokie horyzonty.

A krytycy? Może by tak ruszyć swój szanowny odwłok i samemu spróbować? Oceniać zawsze jest najłatwiej. Ja przynajmniej zawsze próbuję. Co najwyżej dostanę po uszach, podniosę to i schowam do bagażu doświadczeń. Trochę pokrzyczę, trochę powściekam się, trochę popłaczę, po czym podnoszę się i idę dalej, w stronę swojego CELU… I czekam, aż na jakimś skrzyżowaniu znajdę jakąś przyjazną duszę, która będzie zmierzać w tym samym kierunku, co ja…

 

Nieboszczyk u celu Sobota, List 27 2010 

Cel uświęca środki. A w środku trup jak długi leży i bynajmniej ma coś w sobie ze świętego. Ani aureoli, ani skrzydeł, a pióra się posypały…

Do celu można dążyć, iść, jechać, lecieć, rzucać, a przede wszystkim celować. To taki środek tarczy, Wystarczy tę tarczę widzieć. I odpowiednie lotki mieć. Gorzej, jeśli ma się zeza, a zaburzenie ustawienia mentalnych gałek ocznych jakby coraz powszechniejsze…

Cel wyznaczony, teraz mapa możliwości, wypadało by trasę ustalić. Do celu prowadzi wiele dróg, jednakże nie każda będzie odpowiednia. A to nawierzchnia zjechana, a to dziury, a to drzewo na środku. Cokolwiek by to nie było, zawsze stanowić będzie jakąś przeszkodę. Niekoniecznie do przeskoczenia- w drzewo można palnąć i trup na miejscu. I nie istotne, czy kierowca, czy pasażer- ofiara diabłu z duszą złożona.

Przed drogą do celu należy sprawdzić, czy wszystko jest na swoim miejscu, czy nie zabraknie paliwa, a jeśli będzie to dłuższa podróż, należy obrać drogę, przy której znajdować się będą stacje benzynowe. Taki mały przegląd techniczny swoich możliwości. Żeby to nie była wycieczka z motyką na księżyc czy jakieś inne ciało kosmiczne.

Dobrze, jeśli cel jest wyraźny. Jego dobrze zarysowane kontury nie pozwalają o nim zapomnieć, stanowiąc dodatkową motywację. A cel wymaga poświęceń. Warto przynajmniej sprawdzić, czy jest ich wart. Bo czasami u kresu drogi można resztkami sił dotknąć szczytu góry już jako denat.

Próbować zawsze warto. Człowiek ma to do siebie, że zmienia swoje cele i zawsze może zawrócić. Nie ma co na siłę, chyba, że naprawdę jest o co walczyć. Ale czasem walka przynosi tyle ofiar, że delikwent takowy staje się Pyrrusem. Osiągnięcie celu nie cieszy.

Czasami osiągnięty cel sprawia nie lada frajdę. I można przy nim trwać. Można również wyznaczyć sobie nowy. Nic nie jest wieczne. Ale co szkodzi? …

Pajrat drogowy część 2 Sobota, List 27 2010 

Prosta- gazu! Zmienić bieg, przyspieszyć! Taaa… Patrz przed siebie, w lusterkach obraz znika się i zmienia… Szybko zapomnisz, co było chwilę temu… Zresztą, kiedy masz się zastanawiać? Przy tym tempie trzeba być szczególnie czujnym.

Początki zawsze są trudne. A jeśli nie, to i tak trzeba zachować szczególną ostrożność. Poznać przepisy rządzące tym światem, uczyć się, jak je omijać albo modyfikować dla własnych potrzeb. Trzeba ostrożnie, nie ma co się rozpędzać. Niektórych zakazów i nakazów nie da się ominąć. Po prostu kolizja gotowa. Ale zawsze można zawrócić i objąć inną drogę. Tyle jest przecież tras…

Żeby dostać się na autostradę, trzeba przebić się przez miasto, niekiedy postać w korkach, wtopić się w szarą masę tłumu. Wkraczasz między wrony- kracz jak i one. Co z tego, że jesteś orłem? Na początek najrozsądniej jest pokrakać trochę. Jak za szybko rozwiniesz skrzydła- zadziobią. A na pewno boleśnie powbijają dzioby w prywatność.

Poza miastem. Już trochę lepiej. Można powoli dodawać gazu. Jest już namiastka tej wolności. Jest coś innego. Czasem tylko zagubiona dusza, kierowca niedzielny, wyjechało to, by sprawdzić, jak tam może być. Albo zapragnęło rozwinąć wronie skrzydełka i udaje, że jest młodym orłem.

Uwaga na dzikie zwierzęta, zwłaszcza dla świeżaka. Dryfujesz między obcymi terenami. Niby na swojej drodze jest, ale to już nieco szerszy horyzonty i nowe niebezpieczeństwa. Drogi nie zawsze prawidłowo oznakowane. Kierunkowskazy gdzieniegdzie trochę jak w Czechach- niby są, ale w ostatniej chwili i tak naprawdę nie wiadomo dokąd.

Czasem dziury, można coś sobie urwać. Ała. Patrzeć to nawet połowiczną częścią zewnętrzną bioder trzeba. I ta nieszczęsna pogoda- niekoniecznie na twą korzyść.

Jest! Po wielu zakrętach, zjazdach i wyjazdach, górkach, śliskich nawierzchniach- ona. Autostrada! Nooo… To wreszcie można się rozpędzić na całego i… wziąć udział w tym wyścigu szczurów… Ale to dobry trening. Żeby nie zgubić tempa, wyjazdy też nie za często, więc trzeba ostro brać się do roboty.

Każda autostrada dokądś prowadzi. Do nieba, do piekła, na własną drogę. A na własnej drodze (czy to bawisz się w drogowca, jeśli masz na to czas, czy też ją nabywasz)- wolność Tomku w swoim domku!

Pajrat drogowy Piątek, List 26 2010 

Siedzisko ustawione, lusterka przygotowane na obserwację z różnych stron, aby nic nie zaskoczyło w ostatnim momencie, pasy zabezpieczają skórzany worek z kośćmi i mięsem uformowany w homo sapiens. No to odpalamy, pierwszy bieg, ręczny w dół, rozejrzeć się i… WIO! W drogę!

Byle nie za szybko sprzęgło puścić. Falstart. Chciałoby się wszystko od razu. A tak dobrze to nie ma… Musi być jakaś asekuracja. Organizm jest naturalnie wyposażony w system immunologiczny. Jak samochód. W czasie gorączki nie da się ruszyć z kopyta, mechanizm się krztusi.

Drugi bieg. Można sobie na zabawę pozwolić. Mocny silnik i układ nerwowy przy okazji, depnięcie, tak do końca, na całego… noga z gazu… i dawaj do końca! Ten, co tak namiętnie gaz trzyma od samego początku znika w lusterku… Baj, baj, maszkaro! Jak tak będziesz cisnął, to ci pod górkę auto zdechnie.

Trzeba energooszczędnie. Żeby jak najmniej paliwa spalić. I regularnie się tankować (nie mylić z tankowaniem studenckim, tudzież wzmożonym w miejscach zamieszkania zbiorowego, jak akademiki). Bo nie daj boziu, pod górkę zabraknie… Oj, kiepska sprawa. Albo gdzieś na odludziu. Kanister i szukać najbliższej stacji i ukojenia.

Pod górkę, ciężko, ciężko… Ale daje radę. Najgorsze jest ruszanie. W sumie, osobiście takowe najbardziej lubię- tak spektakularnie wydrzeć z ręcznego. A potem już tylko z górki… Co najwyżej czasem po hamulcu, żeby gdzieś na czyimś tyłku nie skończyć, co wiążę się z poważnym ryzykiem katastrofy. Nie każde zbliżenie jest zdrowe…

Błotkiem rzucać ktoś w nas może. Kubeł zimnej wody wylać. No, ale od czego są wycieraczki? Ewentualnie trochę płynu do spryskiwaczy i już jasny widok mamy. A że sobie popluje… Jego problem. Myć trzeba, czasem po porostu częściej…

Jak ktoś zwalania przed nogami, wyprzedzić trzeba. Uwaga na wariatów z naprzeciwka- czołówka nic miłego. Niektórych ominąć szerokim łukiem. A z niektórymi tylko się mijamy, czasem tylko jakiś sygnał sobie dajemy, że może jakiś groźny piesek za rogiem albo inne niebezpieczeństwo. Totalnie neutralne relacje interpersonalne.

No i znaki. Gdzież byśmy bez nich zawędrowali? Cenne uwagi, czasami jak byk przed nosem. A byka się nie rozwściecza. Trzeba za znakami podążać. Czasem tak bywa, że ktoś usilnie daje znak, a kierowca swojego życia ślepy jak sowa w biały dzień… A potem ma. O.

Na zakrętach życiowych zaleca się zdjąć nogę z gazu- zbyt duże jest ryzyko wpadnięcia w poślizg. No, chyba, że ktoś lubi adrenalinę i jak najszybciej chce wyjechać na prostą 🙂

Przejazd na czerwonym świetle oczywiście daje moc adrenaliny, przekracza się ogólnie ustalone normy, ale skandal czasami potrafi zniszczyć życie. Ale bywa, że jakiś opóźniony baran stoi na zielonym. I blokuje resztę ruchu…

Cel- bo każdy go ma. Po dotarciu zaparkować, wyjść, pooddychać. Zachwycić się. Ustanowić sobie nowy cel. I w drogę…

A, i najważniejsze- przed jakąkolwiek jazdą trzeba się co nieco podszkolić. Zrobić sobie taki mały kurs. Jak to powiadają- trening czyni mistrza. A życie przeegzaminuje już samo…

 

%d blogerów lubi to: