Najpierw inwentaryzacja obiektu.  Dokumentacja fotograficzna, pierwsze szkice, aby wyłapać ogólne zarysy i proporcje. Bo jak od razu do rysowania się przystąpi, bez wcześniejszych analiz, to oczy jak u Crazy Froga mogą wyjść… Albo z Antonia Banderasa polityk, co amnezję maturalną wprowadził…

Oczywiście może obejść się bez tych fotek. Za bardzo trąci portalami społecznościowymi, a co za tym idzie, jakąś nienaturalnością, płaskością. Widać tylko jedną stronę, na ogół tę pozytywną. Najprzyjemniej rysuje się z natury- owszem, nieco więcej trzeba włożyć w to wysiłku, ale przynajmniej można na to spojrzeć z kilku zupełnie różnych perspektyw. No i prąd nie kopnie…

Pierwsze wyłapanie formy, można portretować wybranka. Podstawowe kształty, pierwsze odwzorowanie proporcji. Trochę się porusza, może być lekkie utrudnienie. Ale przynajmniej widać, co z przodu i z tyłu, jest w przestrzeni, niewirtualnej, a nie jakiś taki… płaski.

Pierwsze korekty wychwytujące prawdziwe zagłębienia i wypukłości, idzie całkiem nieźle. Póki co, zidentyfikowane jajo, z którego ma powstać prawdziwa twarz. Krecha na środku, żeby wiedzieć, gdzie będą gałki oczne. Podziały wszem i wobec znane, złotymi nazywane, wykorzystywane od wieków. Homo sapiens, ogólne założenia te same, znaki szczególne i mniej ogólne dopasowane indywidualnie. Widać barwy, dokładne cienie. Pierwsze zaznaczenie rys, już obiekt jest bliżej znany.

Teraz cieniowanie. Z tym to różnie bywa, w zależności, w jakim świetle się maluje. Im ciemniejszy charakter, tym więcej roboty będzie i trzeba będzie się trochę nagimnastykować. Czasami cienie padają tak mocno, że się po prostu odechciewa odwzorowywania na papier w swojej głowie. Czasem taki delikatny, że wystarczy tylko muśnięcie lekkie ołówkiem i delikatne pogłaskanie po policzku, by wydobyć jego kształt.

Jakieś poprawki, coś wymazać, coś dodać, docieniować… Trochę roboty, ale warto. Teraz jeszcze jakaś (anty)rama i osobnik poznany 😉