*** [Dzień, który…] Czwartek, Lip 4 2013 

Dzień, który nigdy nie nadejdzie

Słowo, które nigdy nie zostanie wypowiedziane

Chociaż słońce nie jeden raz znów wzejdzie

Chociaż świat w pyle marzeń pozostanie

.

Pocałunek, który nigdy nie zostanie skradziony

Ciepło nigdy nie dotkniętej dłoni

Choć noc zawsze od światła będzie stronić

Choć lato znów nadejdzie, rozpylając ciepłe wonie

.

Spojrzenia, które nigdy się nie spotkają

Oddechy, których nigdy nie poczują dwa ciała

Chociaż gwiazdy wciąż spadają

Chociaż niektóre marzenia się spełniają

.

Twarze, które nigdy nie ujrzą już siebie nawzajem

Dłonie, które nigdy nie doznają już uścisku

Choć dwa serca biją jednostajem

Choć tak daleko, wciąż jednak blisko

Och… O cholera! 4 Sobota, Sty 15 2011 

-Będziesz czekać? –spytał spokojnym, nieco tajemniczym głosem.

Chwilę milczała i patrzyła mu w oczy.

-A co jeśli…- tutaj wzięła głęboki oddech.- A co jeśli nie?

Takiej odpowiedzi się nie spodziewał. Spojrzał na jej pełne smutku zielone oczy. Na pełnych policzkach malował się blady rumieniec.

-Dlaczego miałabyś nie czekać?

Wpatrywała się w niego. Nastoletnia miłostka u progu dorosłości. Jeszcze będą takich dziesiątki. Dzisiaj on jest idealny, jutro będzie ktoś inny. Jutro on będzie daleko. Pojutrze ona w świat wyruszy. A ona już się nauczyła, że jeśli coś odchodzi, to znaczy, że tak miało być i trzeba się z tą swoistą stratą pogodzić.

-Matylda?

Nie, nie będzie czekać. Rzuci się w niepewny bieg wydarzeń, niewiadome jutro, przygodę. On zaczyna nowy rozdział, zamykając tym samym kolejną opowieść w pamiętniku tej młodej kobiety. Nie to, że niczego nie czuła, bynajmniej. Nie stracił dla niej na wartości, dalej był częścią jej. Ale codziennie jakaś część się odrywa, by mogła dopasować się w to miejsce nowa. Kolej rzeczy, o której Matylda doskonale wiedziała i już od dawna nie próbowała walczyć.

-Bo i tak nie wrócisz- odparła.

-A czy kiedyś nie wróciłem?- spytał.

-A czy kiedyś mnie zostawiłeś?- zadała retoryczne pytanie.- Ty tam, ja tutaj. Na odległość żyje się w innej przestrzeni. Nie będę, przepraszam.

Odwróciła się i poszła w swoją stronę. Dylematy o pozostawaniu w miejscu, przy konkretnych osobach zostawiła sobie na kolejne dziesięciolecia, kiedy zegar biologiczny będzie tykać niczym ten w bombie, tylko to będzie ładunek estrogenowy. A kolejne lata przyjdą szybciej, aniżeli mogłoby się to wydawać. Nie miała zamiaru ich marnować na czekanie. Trudno, myślała, trochę poboli, wygoi się i przestanie. A życie ma się tylko jedno.

Minął wrzesień, zaczęły spadać ostatnie liście. W tym roku jesień przyszła wyjątkowo wcześnie, jakby chciała szybciej zakończyć upalne lato. Złote liście mieszały się z błotem. A kiedy drzewa już prawie wyłysiały, Adam wyjechał. Nie, nie była to niewiadomo jaka odległość…

Pisali do siebie jeszcze jakiś czas. Nagle w mężczyźnie obudził się poeta, przyrównujący jej włosy do kolorów jesieni. Nie znała go od tej strony i jakoś wcale jej się to nie podobało. To znaczy, jak najbardziej, jako typowa kobieta uwielbiała takie romantyczne wątki, ale… to zwyczajnie nie był ten Adam, którego znała. Tamten był wesoły, żył na kompletnym luzie, nikogo nie udawał i zawsze dopinał swojego. Owszem, czasem bywał arogancki, czasem  kąsał słowem, ale właśnie takiego go ubóstwiała.

Odległość zmienia ludzi. A właściwie zmienia ich postrzeganie. Widać tylko ucinek, parę klatek z filmu. Na ogół są to te pozytywne wątki. Kreuje się postać, przyodziewa maskę na to przedstawienie, siada na widowni i obserwuje perfekcyjną aktorską improwizację. Bo to gra jest bez scenariusza, to życie zmusza…

%d blogerów lubi to: