Nie pamiętała, co się stało. Obudziła się w jakimś pomieszczeniu. Ściany były obdarte, na kawałkach gołych murów jakieś niewyraźne graffiti. Było strasznie zimno, ona siedziała bosa.

Wstała. Wyjrzała przez okno. Ościeżnica była obdarta, szyby mocno zabrudzone. Podeszła do drzwi, chwyciła za zardzewiałą klamkę. Zamknięte. Wyjęła wsuwkę ze swoich długich, rozczochranych blond włosów. Przyklęknęła przy drzwiach i zaczęła nią poruszać w zamku. Po kilu minutach udało się jej otworzyć.

Była w jakimś opuszczonym budynku. Na korytarzu strasznie śmierdziało, trochę stęchlizną, trochę moczem. W oddali przebiegł szczur. Szła ostrożnie przed siebie. Korytarz był długi i obskurny. Z sufitu wystawały kawałki desek. Doszła do końca korytarza, skręciła w lewo. Na wprost były schody, zabezpieczone kratą. Metal był mocno zardzewiały, a samo zabezpieczenie dość liche. Zeszła w dół, do piwnicy. Ta wydawała się nie mieć końca.

Kolebkowe, murowane sklepienie i małe okna wzbudzały tylko dodatkowo w niej grozę, ale nie poddawała się, szła przed siebie. Co chwilę drogę przebiegały jej szczury. W pewnym momencie natknęła się na wielkie, świecące oczy. W kącie siedział skulony pies. Był bardzo wychudzony i skomlał. Podeszła do niego. Jej błękitne oczy na chwilę znalazły się na tej samej wysokości, co wielkie psie gały. Pies zerwał się i uciekł. Wiedziała, że to jej jedyna szansa i nie może się wycofać.

Chwyciła kawałek deski. Rozejrzała się dookoła. Odsunęła lekko i z całej siły uderzyła nią w okno. W obawie, że ktoś mógł usłyszeć dźwięk tłuczonego szkła, czym prędzej podskoczyła i chwyciła za obramowanie. Kawałek wystającego szkła rozciął jej dłoń. Otwór był niewielki, ale ona sama była bardzo szczupła i zmieściła się w nim. Rozpaczliwie podciągała się, aż w końcu udało jej się przepchać.

Na zewnątrz było pełno śniegu. Krajobraz przeraził ją. Była w jakichś opuszczonych ruinach. Podniosła się, rozejrzała dookoła. Było ciemno. Wiedziała, że jest w jakiejś opuszczonej dzielnicy. Na śniegu widniały już czerwone plamy z kapiącej z jej rozciętej ręki krwi. Zerwała się i zaczęła biec przed siebie. Nie miała kompletnie pojęcia, czego może się spodziewać.

Dobiegła do płotu, zaczęła słyszeć jakieś niskie ludzkie głosy. Płot był betonowy, na górze miał resztki kolczastego drutu. Wiedziała, że musi zaryzykować, od tego zależy jej życie. Pomimo odmarzniętych już stóp, rozpaczliwie zaczęła się wspinać po obiekcie. Wkładała dłonie w szczeliny między kamiennymi płytami. Po drugiej stronie były krzaki.

-Ucieka!- usłyszała męski krzyk.

Zamknęła oczy i skoczyła.

Ciąg dalszy nastąpi…