Zaczyna się niewinnie. Taka mała presja, goni- jak nie czas, to gdzieś, w każdym bądź razie uparcie w jakimś celu. Liczy się szybkość, im większego człek rozpędu nabierze, tym większe ryzyko bolesnego zaparcia… I zaczyna się zabawa z siłą tarcia…

„Jeżeli ciało bez żadnej przeszkody porusza się na płaszczyźnie poziomej, to ze wszystkiego, co poprzednio obszernie zostało wyłożone, wynika, że ten ruch jest jednostajny i nieustannie trwający” (Galileo Galilei). Sęk w tym, iż ciało ludzkie to wznosi się na szczyty, to zalicza glebę, albo zakopuje się po uszy w jakimś dole. Zalicza wyżyny i niziny, sięga gór, popada w depresje – a równiny epizodyczne i na dodatek siła tarcia spowalnia jego pęd (acz nikt wszakże nie powiedział, iż samo tarcie nieprzyjemnym być musi ;)). W tym rozbudowanym ciele zasada bezwładności nie obowiązuje, tu zawsze działa jakaś siła- jak nie wyższa, to ta z półki i pobudek niższych…

Stało się. Ciało, dotąd poruszające się płynnie jak kupka niemowlaka w jego malutkich flakach, napotkało na przeszkodę. Nie aż tak istotne jej gabaryty- zatkało się i nawet kret, ani inny ssak nie pomoże. Zaparcie w natarciu.

Najpierw spokojnie, by sytuację opanować. Głęboki wdech, mocne parcie i… od nowa. Aż do skutku, aż wyrzuci się z siebie ciało obce. Długotrwałe zaparcie prowadzi zazwyczaj do wyparcia w głębsze partie. A wtedy to się dopiero zaczyna heca.

Szukamy wygodnego miejsca, by się oprzeć. Bez podpierania ściany, pokusa zbyt silna, przegroda nie wytrzyma.  Natarcie na przeszkodę zaczynamy od natarcia miejsca narażonego jakimś środkiem przeciwbólowym (przezorny zawsze ubezpieczony, jak rzekła to podobno pewna blondynka… nakładając prezerwatywę na świeczkę). Zakładając, iż moment bezwładności jest proporcjonalny do przeszkody, a tak opiewa nam wspaniała, a jakże, mechanika techniczna (ble), potrzeba mocnego bodźca fizycznego, by wprawić wspomniane ciało obce w ruch. Nie można wszakże założyć także, iż tor ruchu  będzie prosty i przejrzysty, siła tarcia służyć będzie do przetarcia szlaków.

Gdy już przeszkoda zostanie usunięta (pomijając aspekty i szczegóły , bowiem te do najprzyjemniejszych nie należą), pozostaje podetrzeć miejsce ewakuacji, usunąć niepożądany obiekt, dokładnie wytrzeć miejsce jego tymczasowego spoczynku. Jak już to się przejdzie, to docieranie (się) nie powinno już być większym problemem…