Perła w muszli

Miał być hit, klapa w dół, wyszedł kit- i śmierdzi na dodatek. A pod klapą coś, co wartości odżywczych nie ma żadnych…

Przynajmniej opakowanie ładne. Taka porcelana porcelanopodobna. Może trochę umazana. Ale tak bardziej od środka. Cały budżet wtopiony w tę muszlę. Spłuczka w dół, dzieło spłukane. I jego twórca…

Klapa opuszczona. Nie oznacza to, że samotna, bynajmniej. Emanuję piękną swą, z pozoru, prostotą, błyszczy jak w każdej innej toalecie. Piękna! Klapki! Na oczy i na nogi (bo przecieka coś i skarpetki mokre). Żeby tej bezwartościowej kupki w środku widać nie było.

Dobra sprawa, tak na początek. Nic nie widać, nic nie słychać. Czuć tylko troszeczkę. Zapaszek już po pierwszym zbliżeniu. Ale że zmysły inne śpią, odór ten może i skądś z zewnątrz pochodzi.

Tajemnica. Jakże kusi. Może perła w muszli tej ukryta. Ileż to niepozornych skorupek kryje w głębi skarby bezcenne? Prawdziwe… Ach, jak intryguje…

I kojący szum ten, gdy woda w dół, w kanały daje… Przynosi na myśl delikatną bryzę romantycznie rozwiewającą włosy i morza odgłosy… A to spłuczka tylko. Suprajs. Spłucze wszystko z żywiciela swego.

Kurtyna w górę! Przycisnęło, ups! Klapki z oczu opadają w końcu… Klapa do wstępu do kanalizacji się podnosi… Głosy z rur mówią wszytsko. Schizofrenia…

.

.

.

…czyli kreatywne ćwiczenia z historii architektury. A potem będzie rycie na koło…