Podobno szczytem chamstwa i sadyzmu jest wywołanie stresogennej sytuacji w odniesieniu do strusia na powierzchni utwardzonej. Ale często to jedyny sposób, aby zmusić tego wielkiego, tchórzliwego nielota do retrospekcji, by przypomniał sobie, że z jaja, z którego przyszedł na świat, można by usmażyć jajecznicę dla co najmniej dziesięciu zgłodniałych homo sapiensów…

Pustynia, teren obcy, piaszczysty. Frakcja kruszywa niewielka, uniemożliwiająca poruszanie się z większą prędkością (albo wciągająca, jeśli to ruchome). Wielka kuweta, w której człowiek czuje się co najmniej obco. Co innego struś (i kot z potrzebą fizjologiczną, ale nie o tym…). Coś mu nie pasuje i z nagła ukazuje się opierzony, ptasi zadek. W końcu jego terytorium…

Podchody. Wziąć ptaszysko za pióra. Nic z tego! Szyję widać, głowa zanurzona w ziarenkach piasku, dziób w ciup.

Struś ciekawski. Nieco zaintrygowany, kto mu się odważył zawracać jego ptasi zadek. Intruz się oddala, struś wynurza część ciała ze swoim ptasim móżdżkiem… Krok za nim, odcinek z kręgami szyjnymi w stronę dręczyciela… Intruz w stronę ptaka, a ten naraz pod powierzchnię i nabiera piachu w dzioba…

Zazwyczaj, gdy intruz ma już dość zabawy w (nieudolnego) chowanego, ciekawski nielot rusza w jego stronę. A ciekawość to pierwszy stopień, na beton w tym przypadku. I wtedy… ATAK! Struś na przesłuchanie! I albo ptaszek dozna wstrząsu galaretowatego ptasiego narządu myślowego, a w efekcie poprzestawia klepki w swojej nieproporcjonalnej głowie, albo potłucze sobie dzioba… Skutki brutalne, pióra się sypią, ale to jedyna metoda, żeby te stworzenie spuściło z tonu… Tutaj potrzeba solidnego, utwardzonego gruntu, po nim się stąpa, a nie po ruchomych piaskach…