Nie dowiesz się, godzina to już która. O nie, między puszystymi obłokami, delektuje się kąpielą słoneczną. Buja w chmurach.

Nie tylko na tę część ciała, w której mózg się znajduje, słoneczko przyświeca, choć oczy błyszczą mu się jak psu jajca. Generalnie robi sobie jajca ze wszystkiego, cieszy się jak kura, która właśnie wydała ze swej kloaki zapłodnioną komórkę jajową, której skorupka jest ze złota.

Mięciutkie obłoczki jako siedzisko. Na pewno deszcz nań nie spadnie, bowiem to wbrew prawu grawitacji. Jest narażony na znacznie silniejsze działanie promieni UV, aniżeli stąpając po powierzchni ziemi. Rumieni się, taki burak w chmurach.

Patrzy z wysokości, niczym ptak paskudzi na wszystkie ziemskie sprawunki. Zachłystuje się rześkim, rozrzedzonym powietrzem, z którego tlen wali mu w pokrywę komory mózgu. W czaszkę, znaczy się. Generalnie widzi zarysy, acz nie dostrzega szczegółów. Wszystko jawi się oczom jego jako jedna wielka plama z wypustkami. A jeśli smog nad plamą się roztacza, uwaga jego tam już nie zatacza. Nie ma sensu zniżać się do tego niebezpiecznego poziomu.

Czuje się jak anioł. I o ile jest prawdziwy, o tyle obaw snuć nie powinien. Gorzej, jeśli mocowania jego skrzydeł stabilne, niczym te ikarowskie. Wtedy tylko smród i piórka się posypią, a osobnik na ziemię z hukiem spadnie, z wysokości swej i chwały wypadnie, by ze świńskim kwikiem stłuc sobie odwłok (chyba, że spadnie na głowę, a i taka ewentualność istnieje).

Jak ktoś wkurzy, ciska gromami. Z obłoków jest wszechwładny. Z niebios siła, podobno. Tak i zimny prysznic zafundować potrafi. Nie daj Boże, na bujającego w obłokach natrafić…

.

.

Aktywność ograniczona do odwołania…