*** [Zgaśnie płomień…] Wtorek, Mar 29 2011 

Zgaśnie płomień

Zdusi go wściekły wiatr

Do głębi Ziemi

W ciemności

Pójdziemy spać

.

Ale jeszcze ogień skrzy

Jeszcze trwa słoneczny dzień

Jeszcze się nie skończył czas

Żeby chwilę choć szczęśliwym być

Żeby spełnić jedno z marzeń

Pośród barw rozlanych w tęczy

Biec na oślep

Życie śnić

.

Mrok spowija świat

Noc się zbliża

Niebo lśni tysiącem gwiazd

Mija dzień

Życia rok

Nikt nie odda zmarnowanych lat

.

.

.

Doszczętnie, pozytywnie wali mi na łeb ;D

Budowa Środa, Mar 23 2011 

Na tę budowę w krajach cywilizowanych i rodzinach niepatologicznych pozwolenia na budowę dzisiaj nie potrzeba. (A)testy niby jakieś się zdarzają, rekomendacje częstokroć również są brane pod uwagę, ale na ogół panuje budowlana samowolka…

Nawet jeśli decyzja wykonawców spotka się z dezaprobatą władzy, jaką stanowi rodzinka, to pomimo wyszukiwania kruczków i wronek, na nic zdają się wszelkie możliwe niedogodności i rodzinne powściągliwości. Niechże łapią ptaszyska za ogony, co najwyżej piórka się posypią.

Zaprawa najlepiej tradycyjna. Woda, by się stosunki nie osuszyły nadto, piasek, żeby to konsystencję jakąś miało, a nie jakaś miała papka i oczywiście cement, niech to konkretne będzie i się scementuje odpowiednio. Wszelkie dodatki, także dzisiaj powszechne w budownictwie, ulepszacze i te inne, tak na dobrą sprawę można sobie wsadzić w naszej strefie klimatycznej. Nie przy tym obiekcie.

Co nagle, to po diable. I po jego rogach, a smród jak ogon biesa ciągnie się jeszcze i brudzi, nie pozwala poodmykać starych drzwi. Tutaj trzeba stosunkowo powoli, acz i w skrajność popadać nie należy. Po każdej warstwie odczekać, aż zaprawa zwiąże i stwardnieje. Żeby obciążenia kolejnych warstw nie zniekształciły tych poprzednich. Nie za wolno, bo materiał pod wpływem czynników atmosferycznych zmieni swą strukturę i całość będzie do jakiejkolwiek części ciała niepodobna.

Randki liczone w roboczogodzinach. Nie należy nadto sztywnie trzymać się żadnych Katalogów Nakładów Rzeczowych, do tego trzeba podchodzić bardzo indywidualnie. To samo tyczy się odpowiednich nakładów materiałów i pracy sprzętu. Brygad tutaj się nie zatrudnia, co najwyżej w stadium początkowym, żeby uniknąć jałowych godzin milczenia. Potem wystarczy zespół dwuosobowy.

Istotne są dylatacje. Przepływ świeżego powietrza musi być. Acz nie powinny one być wielkości otworów drzwiowych, czy też okiennych, bowiem za bardzo będzie kusiło, żeby zeń wyskoczyć. Nie można się dusić w związku. Nie można siedzieć wciąż w tej samej atmosferze, gdzie narastająca wilgoć staje się pożywką dla bakterii i grzybów. To nie las tropikalny, ani szklarnia żadna. Ani tym bardziej klatka.

Wymyślna architektura dodaje uroku. Jednakże należy pamiętać, iż zgodnie z fizyką budowli, ciepło przedostaje się prostopadle do przegród, toteż za mocne wywijasy i dekoracje mogą powodować zakłócenia w domowej atmosferze. Sztuczne ogrzewanie to pierwszy krok do uszczerbków na zdrowiu.

Ważne jest dobranie materiału. Takiego obiektu nigdy nie buduje się w pojedynkę. Najlepiej, żeby dwie osoby wzięły ze sobą jeden rodzaj, albo przynajmniej takie, które będą nietuzinkowo wyglądać. Bo takie bloczki silikatowe w połączeniu z cegłą kratówką to sobie można wsadzić… do jaskini.

No i nie ma opieprzania się! Albo budujemy razem, albo na zmianę, ale nie ma, że jeden robi, drugi leży, bo mu się należy!

Szczecin w obiektywie- część druga Niedziela, Mar 20 2011 

Zanim zacznie znowu tak pięknie się zielenić 😉 Wygrzebane z archiwum

A do odwołania wyglądam ostatnio właśnie tak:

Szaleństwo i pasja w oczach, mega durne pomysły, wdrażanie ich w życie, szczęście i… praca naukowa. Ale na ten temat się nie rozwijam- tajemnicą to owijam i DZIAŁAM ;D Realizuję swoje marzenia na wszystkich polach mojej pokręconej egzystencji 😛 Niedługo wracam ^^

Bujania wypadkowa Środa, Mar 16 2011 

Nie dowiesz się, godzina to już która. O nie, między puszystymi obłokami, delektuje się kąpielą słoneczną. Buja w chmurach.

Nie tylko na tę część ciała, w której mózg się znajduje, słoneczko przyświeca, choć oczy błyszczą mu się jak psu jajca. Generalnie robi sobie jajca ze wszystkiego, cieszy się jak kura, która właśnie wydała ze swej kloaki zapłodnioną komórkę jajową, której skorupka jest ze złota.

Mięciutkie obłoczki jako siedzisko. Na pewno deszcz nań nie spadnie, bowiem to wbrew prawu grawitacji. Jest narażony na znacznie silniejsze działanie promieni UV, aniżeli stąpając po powierzchni ziemi. Rumieni się, taki burak w chmurach.

Patrzy z wysokości, niczym ptak paskudzi na wszystkie ziemskie sprawunki. Zachłystuje się rześkim, rozrzedzonym powietrzem, z którego tlen wali mu w pokrywę komory mózgu. W czaszkę, znaczy się. Generalnie widzi zarysy, acz nie dostrzega szczegółów. Wszystko jawi się oczom jego jako jedna wielka plama z wypustkami. A jeśli smog nad plamą się roztacza, uwaga jego tam już nie zatacza. Nie ma sensu zniżać się do tego niebezpiecznego poziomu.

Czuje się jak anioł. I o ile jest prawdziwy, o tyle obaw snuć nie powinien. Gorzej, jeśli mocowania jego skrzydeł stabilne, niczym te ikarowskie. Wtedy tylko smród i piórka się posypią, a osobnik na ziemię z hukiem spadnie, z wysokości swej i chwały wypadnie, by ze świńskim kwikiem stłuc sobie odwłok (chyba, że spadnie na głowę, a i taka ewentualność istnieje).

Jak ktoś wkurzy, ciska gromami. Z obłoków jest wszechwładny. Z niebios siła, podobno. Tak i zimny prysznic zafundować potrafi. Nie daj Boże, na bujającego w obłokach natrafić…

.

.

Aktywność ograniczona do odwołania…

Hak na gady Piątek, Mar 11 2011 

Połknęła rybka haczyk, co na nią haka mieli i niczym naczelny zbój polskich legend, Janosikiem nazywany, na haku zawisła.

Grunt, to znaleźć haka. Najlepiej takiego o większych gabarytach, aby to, co na nim wkrótce, częściowo teoretycznie i potencjalnie, zawiśnie, nie zsunęło się i w ogóle wbiło. Hak winien być zagięty, tak aby ofiara była do niego sztywnie przymocowana i się z niego nie ześliznęła. I w kształcie podkowy, bo to szczęście podobno przynosi. Ruszyć z kopyta o końskich gabarytach i tymże hakiem za szyję złapać, toteż łuk o promieniu dostosowanym do średnicy karku powinien skutecznie zaciągnąć rybkę… A hak haczy i zaciąga powodując pewne uszkodzenia, ale i te są do naprawienia.

Hak powinien być nieco zaostrzony. Żeby na ten szpikulec przynętę pełną protein i innych wartości odżywczych nabić. Żeby to się ruszało i nie uciekało po drzewach. Najlepiej jakieś prymitywne stworzenie, bez możliwości większych poczynań intelektualnych. Przynęta- w przeciwieństwie do haka, powinna być tępa. A gdy rybka już zobaczy robaczka z błyskotkami, i nabierze wody w usta, ta przynęta pusta, wędrując po kolejnych narządach układu pokarmowego, wydostanie się w końcu na wpół strawiona (toteż tak istotne są te niskie wartości mentalne), haczyk na niebiańskim podniebieniu pozostanie. I tak rybka zmoczy ogon…

Jak za dużo haków, to poplątać się mogą, tworząc łańcuch, a do niego już tylko kulę i u nogi przymocować.

Różnorodność i ilość występowania osobników różnych gatunków utrudnia wybór tego właściwego. Ciężko jest wyhaczyć coś wartościowego, a zwykły robaczek nie jest już tutaj wystarczający. Trzeba się odpowiednio zahaczyć między te kręgowce i można czujnym okiem szukać archaizmów. Potem tylko odpowiednia przynęta na zachętę… A gatunek na wymarciu byle czego nie konsumuje. Potem hak podwójny, kotwicę zrzucić i… można spokojnie egzystować dalej…

I zadanie odhaczone.

.

.

Pomieszanie z zamieszaniem, poprawię się i ponadrabiam zaległości… 😉

%d blogerów lubi to: