Sarmata XXI wieku

 

Przed wiekami sam Mickiewicz pokusił się o zilustrowanie typowego Polaka. Za

przykład, jakże szlachetny, wybrał sobie całą grupę społeczną. I to nie byle jaką- pokolenie Sarmatów, jawiące się jako ideał pośród narodów. Niestety, gdzieś tam pomiędzy wierszami swej epopei, która nie bez przyczyny stała się narodową, paskudnie wypełzły pewne wady, nietracące poniekąd na czasie aż po dzień dzisiejszy.

            Gość dom, Bóg w dom głosi szlachetne polskie przysłowie. Każdy szanujący się polski obywatel jest więc prorodzinny, chętnie przyjmuje sąsiadów i znajomych na małą czarną, a jak nie wyprawi parapetówki dla wszystkich mieszkańców wieżowca, w którym ma kawalerkę, to wisi nad nim etykietka z niekoniecznie miłym epitetem. Ale żaden przecież szlachcic, tudzież biznesmen o krwi nie mniej błękitnej, nie pozwoli sobie na zepsucie sobie opinii (która, notabene, jest przecież jak pewna część ciała znajdująca się parę centymetrów poniżej krzyża- każdy ma własną). A opinię tworzą ludzie. Polak ma opinię bardzo dobrą- przede wszystkim w swoich własnych oczach. Opinia wpływa na ego, które jest jak ciasto- rośnie i pulchnieje, gdy doda się do niego drożdże. Za te grzybki posłużyć mogą pochlebstwa, gorsza sukienka koleżanki albo wyższe zarobki. Kiedy jednak wkradnie się składnik najmniej pożądany, taki jak nie daj Boże nowy samochód sąsiada, z pysznego placka robi się zakalec. I oto następuje objawienie: Polak jest zawistny. Naturalnie nie musi od razu przecinać opon w aucie sąsiada i wybijać mu szyb, ale zawsze do ludzi może dotrzeć, że jego żona ma małe co nieco na sumieniu…

            Obywatel Rzeczpospolitej Polskiej to bardzo rozrywkowe stworzenie, już od najmłodszych lat i nie od dziś. W mickiewiczowskim dziele Tadek przyjechał, a więc bawiono się od rana do wieczora. Więcej przykładów dostarcza nam nasza współczesna kinematografia narodowa, w której większość zabaw kończy się jak w niegdysiejszej karczmie- na bijatyce w stanie upojenia alkoholowego, bez względu na to, czy być to ma impreza rodzinna, typu ślub i wesele, czy spotkanie ze znajomymi. Skłonności Polaków do zaglądania do kieliszka zostały zauważone nawet przez wybitne amerykańskie mózgi- w jednej zza oceanicznych encyklopedii pod hasłem śmiertelna dawka alkoholu we krwi był dopisek: nie dot. Polaków i Rosjan (na pocieszenie- nie jesteśmy sami).

            Z czasów Jana Sobieskiego pozostała nam opinia przedmurza chrześcijaństwa. Nic by w tym złego nie było, gdyby nie w ostatnich czasach nie następował taki niepokojący przyrost tzw. moherowych beretów. Ilość tych charakterystycznych czapeczek daje asumpt do snucia podejrzeń, iż w Polsce rozwija się sekta- armia moherowych beretów ma przecież swojego guru, którego bezwiednie słucha i idzie jak małe kaczuszki za swoją mamą (już niekoniecznie gęsiego).

            Bądź co bądź, ale z jednej etykietki Polak może czuć się dumny i z wyniosłością patrzeć na inne narody. Któż inny w obliczu zagrażającego niebezpieczeństwa potrafi do tego stopnia zjednoczyć siły, jak nie Polak z Polakiem? Dowodów dostarczają wszystkie wygrane wojny i bitwy, walka pod Grunwaldem, II wojna światowa… Kiedy na horyzoncie pojawia się wspólny wróg, polski naród staje się wspólnotą…

            Polak nie jest taki zły, na jakiego mógłby z pozoru wyglądać. Obcokrajowiec zadziwi się gościnnością i serdecznością naszego rodaka, zagraniczny pracodawca zadowoli się znajomością swojego fachu i wytrwałością. A wady? Każdy je ma, nie tylko obywatel RP…