Nie pokazuje twarzy. Składa się głównie z wyobrażeń. O samym sobie. Mówi, to co ktoś chce usłyszeć. A raczej przeczytać. Albo dokładnie na odwrót. Jest prawie że bezkarny. Jest anonimowy. Osobowość borderline, myśli schizofrenika i symptomy psychozy maniakalno- depresyjnej. Osobowość XXI wieku…

Face to face. No, prawie. Prawie robi różnice. Bowiem pomiędzy tymi fejsami interfejsy, monitory i inne cuda. Zasłona dymna. Komunikat idzie w eter, tak naprawdę nie wiadomo od kogo. Niby zna się tożsamość swojego rozmówcy, niby się widziało jego face, lecz porozumiewa się z nim za pomocą bitów i innych shitów.

Matrix. Siada przed klawiaturą, patrzy się w ekran, jest w innej rzeczywistości. Pracuje umysł. Wędruje umysłem. Ciało siedzi w bezruchu. Wymiana informacji, przygody, próbka nierealnego życia. Karmi zmysły. Zmysły go karmią. Rozruch. Silnik zwiększa obroty, zmiana biegów… Zapomniało się o redukcji… Gazu. Wciąga, coraz mocniej, coraz silniej. Krach. Zderzenie z rzeczywistością. Którą…?

Łatwiej. Bezpieczniej. Czynniki zewnętrzne nie zagrażają. Dalej pracuje sam umysł. Matrix to nie fikcja. To nie sience- fiction. To realia XXI wieku.

Człowiek oprócz mózgu posiada także inne części ciała. Z dnia na dzień jakby coraz mniej były potrzebne. Trzeba nakarmić organizm, trzeba umyć ciało… Ale żyje w świecie wyobraźni. Żyje w świecie wirtualnym. Pisze swój własny scenariusz, improwizuje. Brak bezpośredniego kontaktu wypiera emocje. Kto z kim przystaje, ten taki się staje. A co jeśli ktoś przystaje nie z kimś, tylko czymś? Komputer ma być takim prymitywnym odpowiednikiem mózgu człowieka. Nie na odwrót.

Prawdziwość wychodzi z mody. Jest ciepło, jest bezpiecznie. Po co się forsować? Czuli jaskiniowcy. Świat ewoluował. Dla uczuć substytuty. Jakiś romantyczny film. Jakiś horror. Przez chwilę jest się głównym bohaterem. Powrót do rzeczywistości. A może fikcji?

Gdzieś mam, co kto myśli o moim emocjonalnym podejściu do życia. Czuję, a więc żyję. Żyję, a więc jestem… Może archaizmem, ale naprawdę istnieję…