Rozpęd, gazu, prosta, ups… zakręt, wypadałoby nieco zwolnić, żeby w poślizg jakiś nie wpaść. I nie skręcać jak Agatka na kursie, niczym ciężarówką (swoją drogą, już wiem, skąd u mnie takie skłonności do ostrych zakrętów). Droga polna, trzeba zwolnić, nawet jeśli oś jej w linii prostej. Nie, nie ma żadnej przeszkody, trzeba po prostu pewien etap przejechać z nieco mniejszą prędkością.

Mężczyzna jest jak samochód, uwielbia rozpędzać swą prędkość i docierać jak najszybciej silnik. Spieszy się z komplementami, czasem i z pewnymi zachowaniami. We współczesnym świecie jest to jak najbardziej zrozumiałe. Wiele kobiet, zwłaszcza tych datowanych nieco później, jakoś nie przejawia posiadania hamulców bezpieczeństwa. Ale kobieta jest jak wino- nim porządnie dojrzeje i się sfermentuje, tudzież psychika jej się ukształtuje, bąbelki szybko uderzają jej do głowy… I stłuczka (z rzeczywistością) gotowa, a niekiedy katastrofalna w skutkach.

Szampan strzela niczym fajerwerk- jedna chwila i po wszystkim. Taka prosta, ślicznie położony asfalt i dziur żadnych. A potem niespodzianki- funduszy zabrakło na dalszą trasę. Gorzej(?) z winem- aby dostać się na ładną nawierzchnię bez niespodzianek, najpierw trzeba zaryzykować zerwanie podwozia na polnych kamieniach. Ale za to jaka nagroda po tej przeprawie! Oczywiście, bywa i tak, że nawierzchnia nadto wiele do życzenia nie pozostawia, tylko na początku drogi kręte niczym w Tatrach (co tam Tatry, wystarczy wybrać się do Zgorzelca przez Bolesławiec, gwarantuję przed samym celem kręte dróżki, co z nich wylecieć można). Jeśli listek zielony, niczym z pąka wiosennego wykluty, winien uwagę i roztropność zachować. A tym bardziej, gdy drogi jednak nie zna. Później już prosta (acz doradzam zachować szczególną ostrożność w stosunku do kierowców z rejestracją DZG, wręcz na miarę tych z ZS, a wręcz bardziej- od biedy rodowita zgorzeleczanka tak oto stała się przyszywaną szczecinianką). W przeciwieństwie do przeprawy- tutaj trzeba się nakombinować.

Droga może zachęcać- jednakże tempo nadawać będzie- nie wiadomo bowiem, co po niej jeździło, do jakiego punktu dojechało i jakiej głębokości koleiny zostawiło po sobie w pamiątce, i na jakiej długości trasy. Na pewno, skoro droga nie uczęszczana przez czas jakiś, do pewnego etapu nie udało się jednak nikomu dojechać, bowiem albo wypadł on z zakrętu, albo zawrócił, przerażony pozostałościami po jakimś mechanizmie wagi ciężkiej do przełknięcia.

Bywa, iż kierowca przecenia swe możliwości. Droga zachwyca, ot, wyzwanie. Pierwszy zakręt i już wymięka. Niby brnie dalej, jednakże z tempem takiego ładnego gada w skorupce dwuczęściowej, na plecach i brzuchu. W końcu poważnie zaczyna rozważać dalszy przejazd, jego słomiany zapał daje się we znaki. Ten błysk w oku kierowcy szalonego, te początkowe ambicje…. I nagle gumę złapał. Ale wulkanizacja po drodze, zawsze skorzystać z niej można.

Acz przypadek jeszcze jeden. Czasem droga przedwojenna, to i czołgi pamięta. To dopiero koleiny w pamięci. I tutaj nie kierowca, ale drogowiec potrzebny, który zerwie zeń nawierzchnię i położy nowiutki, świeżutki i równiutki asfalt. Potencjał to ma, teren wyrównany, tylko trzeba się troszkę napracować….

Panowie, kobieta to taka droga. Jak uda się wam przebrnąć przez koleiny i zakręty- nie zwalniajcie. Czasami po prostu ktoś przejechał jakimś kolosem, zanim mu się winieta nie skończyła/ wyleciał z zakrętu/ zawrócił i trzeba ten odcinek jakoś przebrnąć…

.