Strach ma wielkie oczy. Takie talerzaste źrenice, jak na amfetaminie. Zresztą, powoduje podobne reakcje organizmu- wzrost adrenaliny, co za tym idzie, pobudzenie i gotowość do akcji (głównie do ucieczki)… Ale strach wzmaga także ciekawość, jest jakaś esencja, która kusi, by poznać przyczynę. I schodek w dół, w kierunek piekła…

Trzeba się przełamać. Czasem złamać, żeby spojrzeć w te ciemne gały. Pobuszować po siatkówce, poszukać żółtej plamki. W sumie oko, jak oko, tylko jakby trochę naćpane. Kusi, korci, co w nim jest nie tak? Trzeba sprawdzić. Ciekawość bierze górę.

Zagłębia się w tym wzroku. Ma w sobie coś inspirującego i intrygującego. Chce się sprawdzić, chce się poszukać. I głębiej, i niżej, i coraz to niżej…

Śliska posadzka. Łup! Wpada w poślizg, w tempie przyspieszonym spada na samo dno. Do piekła. Bo w tym kierunku ciekawość ciągnie.

A piekło to najniższy poziom, jaki można osiągnąć. Skoki ciśnienia na odnalezione wiadomości. Już gorąco. Duszno, parno. Atmosfera gęsta, przytłaczająca. Stoczona, niewinna dusza się łamie i kruszy na kawałki. Kręte ścieżki, niedopowiedzenia, z ziemi, będącej stropem w tym miejscu, odpadają kawałki skalne i uderzają w głowę.

Pełno smoły, łatwo można ugrzęznąć. A bies, niczym SS-man stoi i wpatruje się ze złowieszczym uśmiechem. Chciałeś- to masz. Jesteś tutaj na własne życzenie…

Nie wiesz- śpisz spokojnie. Odnajdziesz prawdę- sparzysz się. Potem faszerujesz się jakimiś psychotropami, żeby mieć siłę wydostać się na powierzchnię, do ludzi. A nie tkwić w tej nieświadomej przeszłości. I gdyby to jeszcze była twoja przeszłość- pół biedy. A to czyjeś bagno… A ty taplasz się w tych odchodach.

Płacisz grube pieniądze, żeby jakiś doktor od głowy wyciągnął rękę. Ale musisz się sam wspiąć, żeby jej sięgnąć.

Im bliżej powierzchni, tym łatwiej do ciebie dociera, jakiego dna dotknąłeś, z własnej głupoty. Widzisz, że nie było warto. Dopiero do ciebie dociera, czym umazałeś sobie ręce…