Marzyć ludzka rzecz. Marzenia motywują do działań, dają nadzieje i pokrzepiają. O ile dawkowane są w dozwolonych ilościach, o tyle przynoszą pozytywne skutki. Gorzej, jeśli jest ich niedobór. Jeszcze gorzej, gdy się je przedawkuje…

 

Werbalna ilustracja: spotykają się dwie osoby. Na pierwszy rzut gałki ocznej idealnie nadają na tych samych falach. Kiedy postać z numerem 1 ma zawirowanie emocjonalne czymś tam spowodowane, nieważne czym, postać numer 2 zmienia się nie do poznania. Anuluje wszystkie wcześniej dane czcze obietnice (acz nie raczy o tej operacji powiadomić postaci numer 1), pokazuje, jak pokaźne ma rogi, które przedtem skrupulatnie ukrywała. Jedynka naturalnie dalej żyje iluzją, że dwójka to wciąż ta sama osoba, którą poznała. Czas ucieka, a jedynka? Jedynka czeka. Na kogo? Na osobę wykreowaną przez jej umysł, na imaginację, która w gruncie rzeczy nie istnieje. Istniała tylko jej poświata będąca w sferze fantazji.

W tym przypadku jedynka winna być wyposażona w solidne zderzaki. Konfrontacja świata iluzji z rzeczywistym wywoła na pewno stłuczkę, jeśli nie poważny wypadek. A po wypadku nieuniknione są powikłania i długa rehabilitacja mentalna. I jak każdy życiowy krach- zmiana osobowości do końca życia. Pojawia się ryzyko psychicznego i społecznego kalectwa. Jeśli dana jednostka nie jest dostatecznie silna, to kolizja- zamiast wzmocnić- załamie ją.

Oczywiście obie przedstawione jednostki są na swój sposób żałosne, ale to już inna bajka. Tutaj chodzi o marzenia, które dwójka dała jedynce, a jedynka bezkrytycznie je przyjęła.

Marzenia nieodzownie połączone są z ambicjami. W zasadzie można by rzec, iż są synonimami. Zarówno wygórowane marzenia, jak i wybujałe ambicje (czy tam na odwrót- i tak wszystko sprowadza się do wspólnego mianownika) prowadzą na manowce. Im wyżej mentalnie człowiek się wzbija, tym bardziej boleśnie może spaść na realną ziemię, a nawet wbić się pod jej powierzchnię.

Marzenia kolorują rzeczywistość. Utrzymanie optymalnej tonacji to nie lada wyczyn. Łatwo można przejaskrawić, lub też wpaść w tonację szarości. Bezpłciowe odcienie nudzą, kurczowo trzymają w miejscu, trzymają w niewoli monotonii. Człowiek bez marzeń jest jak wiosenne drzewo bez liści- po prostu jest. A że straszy, to nieważne. Egzystuje sobie z dnia na dzień, bez większych planów, bez wyraźniejszego sensu istnienia. Nie chodzi o to, żeby od razu uczynić z filozofii swoją pasję życiową. Chodzi o to, żeby mieć dla czegoś żyć.

 

…ale jeśli chce się marzyć, trzeba być ostrożnym. I mieć stosunkowo twardy tyłek. Polecam przysiady 😉