Po drugiej stronie lustra

Lubię obserwować ludzi. Lubię słuchać, co mają do powiedzenia. A najlepiej, gdy mówią o innych. Gdy oceniają. Dają mi wspaniały obraz, jakie cechy ich charakteru starają się ukryć…

Całe życie spotykam na swojej drodze ludzi, którzy albo są wyjątkowo serdeczni i mili, albo reagują na moją osobę nieuzasadnionym chamstwem i arogancją. Z jednej strony mnie to cieszy- przynajmniej miło głaszcze moje ego, że nie jestem jedną z tych szarych jednostek, wobec których przechodzi się obojętnie. Odkąd weszłam w tą śmieszną dorosłość, rzadko kiedy spotykam tych drugich, jakby ten gatunek wymarł. Ale jeszcze gdzieś się tułają takie archaizmy i czasami stają mi na drodze… Ale nie o tym rzecz J

.

Świat wydaje się być dziwnie skonstruowany. Niby wszystko to zbieg okoliczności, niby nikt nie zasługuje na nieszczęścia, na niektóre osoby, które się spotyka. Ale jakby się w to wgłębić, każda sytuacja, każda osoba, która pojawia się w życiu to lekcja, która ma pokazać, co tak naprawdę jest w człowieku, co ma w sobie zniszczyć, a co pielęgnować. To lustra, które pokazują, kim tak naprawdę się jest…

.

Całe życie do dziewiętnastki poświęcałam różnym zajęciom. Pisałam, rysowałam, uczyłam się języków, udzielałam się w wolontariacie, czasem wyciągałam najwyższą średnią w szkole w przypływie ambicji, podróżowałam, brałam udział w różnych wymianach międzynarodowych, przewodniczyłam samorządowi szkolnemu, jako redaktor naczelny gazetki szkolnej rozwijałam swoje pasje, bawiłam się w redaktora w radio szkolnym, pisałam artykuły do lokalnych gazet i robiłam wiele innych rzeczy, które akurat przyszły mi do głowy. Potem ktoś się w moim życiu pojawił- był miły, słodki, kochany, wrażliwy. Ale ja z jakiegoś powodu byłam przerażona. To była nauczka, że pierwsze wrażenie nigdy nie myli. Ale uznałam, że jednak się pomyliłam… I zbagatelizowałam później jeszcze 2 razy takie przeczucie, ale to już inna historia. Wracając do tematu- pierwszy facet, wiadomo, trzeba poznać takie uczucie jak zazdrość. Nawet, gdy go zostawiłam, nie przerobiłam tej lekcji. Pomógł mi w niej kolejny osobnik- pokazał mi ją w najgorszej formie, jaka może istnieć w związku. Był chorobliwie zazdrosny- ze zwielokrotnioną siłą pokazał mi uczucie, które sama w sobie pielęgnowałam. Nauczyłam się jednego- nigdy nie można ograniczać drugiej osoby. Miłość to wolność- jeśli druga osoba odchodzi, to choćby nie wiem co- trzeba jej na to pozwolić, nie można jej zatrzymać. Jeśli ma wrócić- to wróci. Życie toczy się dalej.

.

Był okres, gdy koleżanki masowo zaczynały zwierzać mi się ze swoich problemów z jedzeniem. Byłam w szoku, jak wiele osób ma problem z zaburzeniami odżywiania. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że… sama przez blisko 9 lat walczyłam z bulimią. Pojawiły się dokładnie w dwóch okresach choroby- pod koniec podstawówki, gdy się zaczynała i w technikum- gdy już nie udało mi się jej ukryć i siłą rzeczy musiałam zacząć się leczyć. Te dziewczyny były moim odbiciem lustrzanym.

.

Ktoś kiedyś zarzucił mi, że jestem przewrażliwiona. I owszem, jestem i tego nie ukrywam, skwitowałam. Dorzucę, że była to osoba, która w moim odczuciu kreowała się na niewiadomo jakiego macho i cwaniaka. Wiem, że jest to moja cecha i jako osoba kochająca tworzyć, całą tą swoją nadwrażliwość wlewam w sztukę, której poświęcam swoje życie. Znalazłam wykorzystanie tej wady. Ale coś mnie tknęło- skoro ktoś mi zarzuca taką cechę, to pewnie dla niego samego jest ona w jakiś sposób ciężarem- i nie pomyliłam się.