Koteczek Wtorek, List 6 2012 

 

Suche pastele, podobrazie płócienne 40×40 cm

Kotki :) Wtorek, Maj 3 2011 

Perspektywy (1) Piątek, Lu 18 2011 

Perspektywa żabia

Perspektywa widziana oczami płaza, będącego wprawdzie dość wysokim ogniwem w teorii ewolucji, jednakże o stosunkowo niewielkich gabarytach fizycznych. Dla typowej żabki, czy rozlazłej ropuchy (określenie uzależnione od stanu cywilnego osobnika płci męskiej), wszystko jest wyolbrzymione, a źdźbła trawki nie pozwalają na rozszerzenie horyzontu. Sprawdzają się, co prawda, wszelkie wyskoki, jednakże i na żabkę siła grawitacji działa, toteż poszerzenie zasięgu wzroku jest tylko chwilowe i uzależnione od kondycji. Żaba winna zachowywać szczególną ostrożność, bowiem istnieje ryzyko, iż zostanie pomylona z innym rzeczownikiem i przypadkiem ktoś wdepnąć w nią może. Żaby mają stosunkowo długie języki i chociaż większość wody pobierają poprzez skórę, przybliżona odległość wód gruntowych może jednak być powodem zmoczenia odwłoku. Żaby zazwyczaj nie mierzą wysoko, w pełni wartościowe odżywczo są dla nich latające owady, lubujące się zazwyczaj w odchodach gatunków ewolucyjnie wyższych.

Perspektywa z lotu ptaka

Ptak to domena wolności, symbol wszechobecny, jak również w godle naszego kraju. Ptak na wszystko patrzy z góry. Ba, żeby tylko patrzał… On jeszcze ze swej kloaki wypuścić potrafi na głowy niżej usytuowanych od siebie… Widzi wszystkie ogóły, czasem zniża się, by dostrzec szczegóły. I wartki i szybki, silny jak orzeł, mądry jak sowa, ślepy czasem jak i kura. Ale nawet orzeł pomylony z kaczką być może i zostać ustrzelony. Rosołek z orzełka wprawdzie do najpopularniejszych nie należy, ale w takiej Azji zapewne stałby się przysmakiem (tam, zdaje się, kosztują wszystko, co się ogniś ruszało… albo rusza…). Ptak winien zachowywać szczególną ostrożność, zwłaszcza gdy wybiera miejsce do spoczynku oraz planuje potomstwo. Kable nie zawsze są dobrze zaizolowane i mogą posypać się piórka przed odlotem, a pisklęta mogą skończyć jako jajecznica, bądź pasztet.

Perspektywa kocia

Inna niż wszystkie, ruchoma przede wszystkim. Kot, indywidualista z natury, wykazuje się niezwykła ciekawością i skocznością. Jego punkt widzenia zależy od aktualnego punktu buszowania. Obejmuje perspektywę z lotu ptaka, gdy zachce mu się świeżego mięska, jak i żabią, płazią czy inną gadzią (nie zapomnę, jak kot mojej ś.p. Babci upolował jaszczurkę i zagonił do mojego kapcia, którego to na nogę włożyłam i spokojnie zeszłam po schodach, sądząc, że mam jakiś miękki kamyczek. Dopiero, gdy podniosłam domowe obuwie i przewróciłam, a upadająca jaszczurka poczęła popierdzielać po podłodze, mama ma wskoczyła z krzykiem na krzesło, a ja z babcią zaczęłyśmy się dusić ze śmiechu, zdałam sobie sprawę, że to coś jednak było żywe…). Najszersze pole widzenia ma oczywiście kociak, jak nie z gałązki, to przyklejone filigranowe futerko do tapety pod sufitem (a gdy kot mój, Garfield, podrósł, zaczęły się prace remontowe).

Kot Wtorek, Sty 18 2011 

Siedziała na łóżku pośród sterty porozrzucanych kartek. Na jednej z nich lekko kreśliła ołówkiem zarys jesiennego krajobrazu. Usiadł obok niej i zaczął się wpatrywać w kolejne kreski. Gdy jej ręka tak tańczyła częściowo podparta o ten mały patyczek z grafitem w środku, położył łapkę na skrawku szkicu. Jakby chciał zaznaczyć swoją obecność.

Popatrzyła na niego. Wesoło potrząsnął główką, poruszał uchem. Hej, nie martw się, zawsze masz mnie, mówiły jego wielkie, jasnozielone oczy. Uśmiechnęła się, podrapała go po karku. Zaczął z siebie wydobywać kojący, warczący dźwięk, wyprostował łapy i otarł mordką jej dłoń.

Lubiła się budzić obok niego. Zazwyczaj spał obok zwinięty w kulkę. Najpierw otwierał jedno oko i się wpatrywał, potem szedł za nią do kuchni i towarzyszył przy porannej kawie. Nie wyciągał się jak normalny kot, napinając grzbiet do góry- z wielką gracją, przy każdym kroku, wyciągał kolejną łapkę i prostował ją w powietrzu. Ten widok każdego poranka wywoływał na jej twarzy uśmiech.

Nie był jej- to ona była jego. Wiedziała, że chociaż ma różne nastroje, to i tak jej nigdy nie zostawi. Ludzie przychodzili i odchodzili- on był zawsze przy niej. Wiedziała, że gdy będzie jej smutno, przyjdzie, usiądzie obok i pocieszy. Że gdy będzie się cieszyć, on wesoło będzie skakał i biegał po mieszkaniu. A gdy ułoży się do snu, przyjdzie i wtuli swoje pręgowane futerko w jej ciało.

On rozumiał jej pasje, nigdy jakoś specjalnie się w nie nie wtrącał. Siadał obok, gdy malowała i przyglądał się, jak snuje pędzlem przy płótnie. Nawet czasami pomagał, wkładając łapkę w farbę rozprowadzoną na palecie. Gdy pisała, wiernie jej towarzyszył i kibicował. Gdy projektowała, siedział na biurku obok klawiatury, w końcu zasypiał. Ale był przy niej i to się liczyło.

Był niezwykłym indywidualistą, ale przede wszystkim wierną osobowością. Koty nie są fałszywe, koty po prostu mają swój charakter i wyczuwają ludzi. I chociaż czasami się obrażają, to zawsze wybaczają, jeśli poszło o drobnostkę. Chodzą własnymi drogami, ale tak naprawdę lubią mieć jakiegoś towarzysza, do którego będzie można zamiauknąć, gdy milczenie zacznie ciążyć.

Czuła się dla niego ważna. Cieszyła się, gdy okazywał swoją wdzięczność za pełną miseczkę, gdy koił jej smutek cichym mruczeniem i gdy swoim psoceniem przerywał melancholię.  Nie oceniał ani jej, ani jej postępowania. Po prostu był obok. Była z nim powiązana tak silną więzią emocjonalną, jak z żadnym człowiekiem. Ale w końcu on nie był człowiekiem- był tylko i aż kotem…

A’ propos fotek słitaśnych… :) Niedziela, Gru 26 2010 

Dorwałam mojego śpiącego modela i nacykaliśmy sobie kilka takich 😉

Oto ja i moja wielka, kocia miłość 🙂

Kociarą się urodziłam i kociarą umrę! 🙂

 

Wyścig szczurów Piątek, Mar 26 2010 

Cwane bestie. Inteligencja, spryt, zezwierzęcenie. Jako udomowione zwierzątka słodkie i kochane. Na wolności walka o przetrwanie- wyścig…

Wyścig z czasem. Kto szybszy, ten lepszy. Szara masa, tłum, w którym jednostki usilnie próbują się wybić, wyróżnić, twardo i w zaparte dostosowując się do warunków atmosferyczno -kulturalno-społeczno- jakichś tam. Nieistotne. Prześcignąć. Prześcignąć TAKICH SAMYCH. Cóż za ambicja…

Laboratorium? Eksperyment? Hm… pierwsze skojarzenie- labirynt i szczur czy jakaś tam biała myszka. Gryzoń, w każdym bądź razie. Facet (kobieta- nieistotne) w białym fartuszku puszcza puchatego gryzonia do labiryntu, na końcu którego, po pomyślnym pokonaniu krętych ścieżek, w nagrodę czeka kawałek serka albo innego specyfiku do zaspokojenia potrzeb fizjologicznych. Manipulacja dolną partią piramidy potrzeb. Jak w Auschwitz… No, może przesadziłam- ostatecznie po serii krętych ścieżek jest NAGRODA… Tylko, czy aby na pewno jest warta wystawiania się na próby i eksperymenty, bo ktoś ta wyżej tak sobie ubzdurał?

Selekcja naturalna. Domeną gryzonia, jak sama nazwa wskazuje, są ząbki. Ząbki służą do gryzienia. Najlepiej do wygryzania innych osobników tego samego gatunku. Bo te istoty niższe to już kwestia oczywista. Nawet w stadzie trzeba uważać. Szpiedzy czyhają. Mania prześladowcza, nacisk i presja.

Wróg. Mruczący indywidualista, który na widok pokręconych ścieżek spojrzy z pogardą, obejdzie dookoła, albo pójdzie przez środek bezczeszcząc prowizoryczne ścianki. Na pewno pójdzie własną drogą. Albo w ogóle się nie zainteresuje- tu największy jego atut- nieprzewidywalność. Czasem, dla zabawy, ukatrupi kilka szczurów, jednak jego królewskie podniebienie nie zaspokoi się. On gustuje w pożywieniu z wyższych sfer.

Indywidualizm mruczka świadczy o jego wyższości nad szarą masą szczurów. Niestety, czasami nawet największy miauczący może mieć problem z tłumem szarych, bezpłciowych intelektualnie i osobowościowo stworzeń…

Mysz i kot Poniedziałek, Czer 22 2009 

Mysz nie ugania się za kotem. Myszy nie wypada. Mysz z założenia ma być złapana. Zresztą, dziwnie by wyglądało, gdyby takie małe stworzonko biegało za znacznie większym mruczkiem…

Koty zaznaczają swoje terytorium. Pole ich działania jest ich własnością. Jeśli pojawi się na nim inne stworzenie- ma pecha. Nerwy czuciowe na kocich wąsach działają trochę jak radary, te z kolei wysyłają impulsy nerwowe do ich mózgów i zapala się światełko. Czerwone- wykurzyć. Zielone- złapać. W końcu teren prywatny.

Myszy, odwieczne obiekty pożądania miauczących, wbrew pozorom często same wybierają sobie terytoria. Kierują się swoim mysim rozumem, a ten znanymi tylko im pobudkami. Wybory takie mogą doprowadzać do diametralnie różnych skutków.

Najwięcej emocji myszy dostarcza nieznane. Kiedy przypadkiem jej łapa stanie na nieznanej ziemi, niespodziewający się niczego kot z pewnością z ciekawością przyjrzy się potencjalnej zdobyczy. Dla myszy kot też będzie jakąś nowinką. I zacznie się zabawa… w kotka i myszkę J

Najlepiej, jeśli mysz wywęszy sobie jakąś norkę na nowym terytorium. Zapewni jej to azyl i schronienie przed spojrzeniem zaintrygowanego kota. Żeby kot nie zapomniał o myszy, ta winna od czasu do czasu wysunąć nos na powierzchnię. Wskazane nawet podchody do większego ssaka. Byleby nie podejść za blisko- w końcu- zgodnie z prawami natury- to duże stworzenie łapie małe, a nie na odwrót. Mysz coraz częściej wychyla się ze swojego schronienia i obserwuje kota (i vice versa w kwestii obserwacji). Kiedy ten jednak skrada się coraz bliżej, ta chowa się. Długość cykli, z których składają się takie podchody, uzależniona jest od indywidualnego zapotrzebowania emocjonalnego tych dwóch osobników.

I chociaż świat staje na głowie i role się odwracają, czasami miło jest odegrać scenkę zgodną z naturą 😉