Cięcie 🙂

Kamera, akcja! Jak milutko, jak cieplutko i bezpiecznie… Punkt kulminacyjny. Woda upływa. Cięcie. Pierwsze cięcie. Odcięcie od pępowiny. Coś się skończyło. Zaczyna się nowa scena. I tak już będzie do końca…

Jest sceneria, są aktorzy. Jakże lubię porównywać życie do teatru, albo jakiegoś filmu o nieco wyższym budżecie 🙂 Jest akcja. I jej koniec. Zawsze. I to cięcie.

Rana cięta. Rana kłuta, rwana, gryziona… Cięcie, rwanie, podgryzanie… Życie.

Grunt to odciąć raz, a porządnie. Nie ma co podcinać. Podcięte ciągnie się, babrze i sączy. Upływa taki czerwony płyn. A jak się skończy, to już żadnej akcji nie będzie.

W następnej scenie kolejni aktorzy. Niektórzy z poprzedniej. Od innych trzeba się odciąć. Może wrócą. Ale jak już mają takowy zamiar, to coś w myśl zasady energia nigdy nie ginie, co najwyżej przybiera inną formę. Niektórzy nigdy się nie zmieniają. Od takich trzeba się odciąć raz na zawsze. Odciąć, podkreślam. Nie urywać. Bo potem takie strzępy na psychice, mało to estetyczne…

Przecięłam mnóstwo kontaktów. Nie pozwalam wracać. To moja reguła. Od każdej reguły są jednakże wyjątki, kilku zagubionym duszom pozwoliłam wkraść się z powrotem w moje życie. Acz i większości z tych nielicznych tylko tymczasowo. Pojedynczym jednostkom na stałe. Drugą szansą daje tylko raz. Trzeciej już nigdy. Odcinam i nie oglądam się za siebie. Nie warto- coś się skończyło i trzeba gonić dalej przez życie, przed siebie, do przodu.

Ciąć należy szybko i pewnie. No i ostrze tępe być nie może. Trzeba to na ostro, definitywnie i krótko. Jak już się podejmuje decyzję, trzeba się jej trzymać. Wtedy nie będzie bolało. A nawet jeśli- to tylko przez chwilę, zawsze ponadto można zastosować jakieś znieczulenie.

Uwaga na latające ostrza. Nie daj siła wyższa takim czymś oberwać. Niektórzy takie niebezpieczne przedmioty w buzi trzymają. Co wrażliwsi to mają z tym problem. To znaczy ci, którzy oberwali.

Jest kartka. Są nożyczki. Jest homo sapiens wyposażony w, mniejsze lub większe, zdolności manualne. Wycina, ucina, formuje swoje orgiami. Ażurowe, co mu przez te dziury życie przecieka, ładne i solidne, żeby stało, nawet jak podstawki nie ma, esy floresy, jak zakręcony. Inwencja twórcza, co autor miał na myśli. Na tej kartce, czy na czymś, co z niej się uformowało, ktoś coś nabazgrał. Jakże pięknie byłoby, gdyby jakaś poezja albo śliczny malunek. Niekiedy wulgaryzmy, to już nie jest piękne. Co wtedy? Nożyczki i… ciach! Niech spada ze swoją twórczością. Nie ma. Nie ma didaskaliów. Nie ma delikwenta. Kartka dalej czysta. Trochę umniejszona, co najwyżej. Ale zawsze można wziąć nową i formować coś innego…