Zwycięzca jest sam- zatytułował jedną ze swych książek (ni)jaki Cohelo i puścił do druku. A że nazwisko jego na globie (prawie) całym znane i poważne, zdanie weszło do użytku języka codziennego i bezmyślnie powtarzane być zaczęło…

I idzie taki baran z ciętym jak nóż spod ostrzałki językiem przez życie, i nie da się temu baranowi przetłumaczyć, że baran łagodny być musi z natury swej. Nie, dla barana każde pastwisko to istne pole bitwy, niczym te o położeniu geograficznym z okolic Grunwaldu. I baran zwycięży, lecz niczym Pyrrus cenę zapłaci nadto wysoką, a gloryfikacje swe przypieczętuje samotnością. Sam przed sobą będzie czarną owcą w stadzie baranów.

A na wojnie fronty i odwety. Raz i koniec, więcej szans nie będzie. No, może druga, ale baran sobie zapamięta i uparcie będzie trzymać w głowie odbezpieczony granat wspomnień. Żeby wybuchnąć w najmniej oczekiwanej sytuacji, gdy na minę z łajna krowiego nastąpi. I rozpryśnie się to… ten materiał kompostowy na strony wszystkie świata szerokiego. Nie, baran jest uparty i pamiętać będzie wszelkie szkody.

Gdy barana coś zauroczy, wnet odwróci oczy, a następnie swój odwłok. Bo przecież baran pięknem zachwycony staje się całkowicie bezbronny. Bezbronność grozi dominacją, nijak poprzedzoną jakąkolwiek rywalizacją. Baran nie rozumie, że związek to sztuka kompromisów i że wcale nie musi sobie czymś specjalnym zasłużyć na czyjąś uwagę. Baran musi mieć logiczne wytłumaczenie dla nijak logicznych uczuć. Baran musi rozumieć to, czego rozum nie pojmuje. Baran musi być najmądrzejszy.

Baran pokręcony i zakręcony jak sierść na jego grzbiecie. I walczy przed snem z duchami swojej przeszłości, nieistniejącymi przeto, lecz wszakże, a jakże w jego głowie bitwa się toczy. Tak, na pewno to coś zmieni, baran nieomylny. I na pewno coś da nakręcanie się na wałki wspomnień. O tak… W jeszcze większy zakręt wpadnie jego już i tak dostatecznie pokręcona psychika.

Najgorzej, jak spotkają się dwa barany z chęcią dominacji i duchem rywalizacji. Pierwsze się nie odezwie, drugie nie lepsze. A gdy milczą owce, w baranich łbach przewracają się wszelakie scenariusze. I walczy, walczy zawzięcie jeden baran ze sobą, jak i drugi i przeto dwa barany między sobą. A gdy walka wychodzi poza obszar mentalny i któryś z baranów spuści z tonu miauczącego, drugi odbierze to jako jeden z wyimaginowanych ataków i… zaatakuje… Bo barany nim na rogi bić się zaczęły, zamiast pogadać jak normalne ssaki, opierając się na wymyślnych akcjach, na poziomie duszy stoczyły wojnę. Tak, kończąc pięknym akcentem z ust Coehla: Najważniejsze spotkania odbywają się najpierw na poziomie duszy.