W celu bliższego zrozumienia relacji damsko-męskich, jak i męskiej, a także kobiecej natury, przeprowadziłam ostatnio kontrowersyjny etycznie eksperyment. Przy okazji sprawdziłam sama siebie, czy aby na pewno moja naiwność odeszła w buraki…

Panowie, jak wy uwielbiacie obiecywać, słodzić, obdarzać nas komplementami… Zwłaszcza, gdy nas nie znacie. A jak, zdawałoby się, znacie na wylot, stawiacie wszystko na jedną kartę i wydaje się wam, że wszystko wam z nami wolno.

Mała impreza. Kokieteria- czysty idiotyzm, ale co tam, spróbuję. Opięta bluzeczka, koronkowa, eksponująca moje zalety, podkreślająca kształtny biust, jak najbardziej elegancka, czarna, bo czuję się kobietą i żadnym obrzydliwym różem obkładać się nie będę, ponadto od tej czerni coś uwolnić się nie mogę. Szpileczki, opięte legginsy, miniówa. Idziemy się bawić. Lekki peszek- alkoholu zero. Ale nie ma tego złego…

Już jeden zagaduje, już drugi… Kocie ruchy, tu oczko puszczę, tu uśmiechnę się tajemniczo, tu rzucę jakąś metaforą… Haczyk rybka łapie. O numer prosi. O nie, nie, nie tak łatwo ze mną. Już snuje plany, już mnie widzi w swojej przyszłości, już będę śliczną mamusią dla jego ślicznych dzieci (a ten tekst to sobie chyba taśmowo upodobaliście). Delikatny kontakt fizyczny, ale w ramach dobrego smaku (wara k#$%a od moich pośladków i piersi, bo w zęby przypieprzę!- ale delikatnie się odsuwam, łapię jego rękę w powietrzu, by nie dotarła tam, gdzie moja dłoń automatycznie wyląduje na jego zębach). Cały czas trzeźwa, to i zabawa, wbrew opinii, lepsza. A lubisz to? A lubisz tamto? I nagle zasypuje mnie pytaniami, chce poznać moją osobę. Wszystko od razu chciałbyś o mnie wiedzieć…, pół żartem rzucam w eter…

Temat uciech cielesnych pojawia się mniej więcej w połowie rozmowy. Kilka żartów i umiejętnie przekierowuję uwagę na inny temat. Ponieważ to eksperyment, wymieniamy się numerami. Jeszcze tego samego wieczoru zostaję zasypana SMSami. Wiem, wiem, kobiety uwielbiają takową adorację- mnie szlag jasny trafia, jak mam smsy pisać (acz wisieć godzinami na telefonie potrafię).

Spotykamy się. Nie daję się tknąć, o nie. Randka opiera się tylko i wyłącznie na konwersacji.

Efekt? Muszę się jakoś pozbyć czterech upierdliwych adoratorów, którzy nagle uświadomili sobie, że coś sobą reprezentuję. Sorry, panowie, ja tu robię teraz wyjście smoka z czarnej d…, jamy, znaczy się i szykuję się na budownictwo, bo tego kierunku sobie nie odpuszczę, nie mam zamiaru być kolejnym architektem określanym przez konstruktorów mianem pojebany. Także teraz jestem na etapie realizowania swoich planów, celów i marzeń. I nie pozwolę, żeby mi ktoś w tym przeszkodził…