Widok tej pierwszej- cieszy. Widok tej drugiej- pociesza. Ta druga- radość dla oka, radość dla każdej innej części ciała, ta pierwsza- radość dla ducha. Podróbka szczęścia z fabryki na Tajwanie, jak śpiewa Kasia Nosowska. Podpisano: jakoś tak niefortunnie, zawsze ta DRUGA…

Oryginał wartość swą ma. Te subtelne wykończenia niewidoczne dla oka, nosi się przyjemniej, chce się jak najczęściej w tym pojawiać. Substytut niby niczym się nie różni, tylko tej metki nie ma. No i jakość nie ta. Ułożyć może się też nie tak, jakby się chciało.

Ta pierwsza- ta, o której pisze się wiersze, mdłe piosnki, aspirująca na bohaterkę Harlequina (tak strzelam, nigdy tego nie czytałam…). Romantycznie, ujmująco, urzekająco. Ucieszy się na widok takiej.  Ufa. Umili w każdej chwili. Choć pół światu tego kwiatu, szukaj tego wyjątkowego. Jej nie wyrywa, bowiem wyrywa się tylko chwasty. Piękno jest na wolności, rozkwita… i kusi by je zapylić… nieważne, zagalopowałam się.

Podróbka na pocieszenie. Żadnych poufałości. Ot, żeby się pobawić, pocieszyć po ukochanej. Jest zawsze na potem. Zawsze po, nigdy przed, co najwyżej zamiast, gdy oryginał nieosiągalny- jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma. Ostatecznie jako symbol porażki. Posunie się całkiem daleko w swym egoizmie. Ten, nie ta druga