Sztuczny miód Niedziela, Gru 9 2012 

Jest słodki. Przesłodzony aż. Klei się niemiłosiernie. I wygląda jak miód. Ale nie jest prawdziwy. To sztuczny miód.

Naturalny miód powstaje z nektaru. Dojrzewa w organizmie pszczoły, by następnie wydostać się na zewnątrz na plastry. Nikt nikogo nie pogania, wszystko dojrzewa w swoim czasie. Nikt nikogo nie zasypuje sztucznie wyhodowanymi kwiatkami, kusząc nienaturalnie intensywnym, genetycznie podpędzonym kolorem, bądź też uzyskanym przez sztuczny barwnik dolany do wody, w której stały ścięte już kwiaty. To nie swatanie przez starsze pokolenie. Pszczoła sama sobie wybiera najbardziej nęcący kwiatuszek. A i kwiatuszek wydaje sam z siebie woń przyciągającą odpowiednią pszczółkę. Naturalny miód jest zdrowy, choć nie posiada niewiadomo jakich właściwości odżywczych. Ale jest źródłem łatwo wchłaniających się cukrów prostych, które zdrowo osładzają życie. Miodek w pierwszej kolejności, ze względu na swą konsystencję, przepływa sobie dorodnie, potem krystalizuje się w jedną całość. Miody są różne, w zależności o surowca.

Inaczej sprawa wygląda ze sztucznym miodem. Tu pszczółka do miodu nie przyleci. To się klei raczej jak… mucha do ludzkich fekaliów. Na pierwszy rzut oka wygląda całkiem, całkiem. Naturalnie, rzec by można. I w smaku nawet podobny… Chyba, że się go przedawkuje, a to następuje niezwykle szybko.  Cukry proste? Hm, tak. Ale poprzez rozpad cukrów złożonych. A to już skomplikowane. Wszystko, co złożone, jest skomplikowane. Potem trudno to rozłożyć, o ile w ogóle się, oczywiście, da. Z założenia najpierw się komplikuje, żeby potem odkomplikować. Można zaangażować także pszczółki do roboty. Ale składniki już są- cukier i woda. I po co? A potem żyj z takim sztucznym czymś.

Sztuczny miód szybko się przejada. Szybko konsument wyczuwa nienaturalność. I w równie ekspresowym tempie nie ma ochoty mieć nic wspólnego z podróbką… Od chemikaliów i mutacji to tylko choróbska.

Bo najlepiej iść z naturą, poprzez piękny proces i rozkoszować się naturalną słodyczą. Chyba wiadomo, o czym mówię. Nic na siłę, co ma być, to będzie. Kogo mamy spotkać, tego spotkamy. Żadnych związków, żadnych przyjaciół i więzi na siłę… W skrajnych przypadkach, nawet, jeśli są więzi krwi… Ahoj!

Z zasypanego śniegiem Szczecina pisało SITKO! 🙂

Duży mały Sobota, Sier 27 2011 

Mały wciśnie się wszędzie. Małe jest sprytne i urocze. Ale żeby zostało zauważone, mu być ogólnie słyszalne, a więc (rozpaczliwie) krzykliwe.

Małe będzie próbowało wiele razy, skakało jak pchła na ssaczym futrze. I albo doskoczy, albo zmęczone sobie daruje. Małe musi podstawić sobie ciężki taboret, by do żarówki sięgnęło. Albo wejść dużemu na głowę i na karku siedzieć (stąd też większość kobiet niższych jest od mężczyzn).

Małe jest urocze: z założenia kruche, wyzwalające instynkt opiekuńczy. Jednocześnie jego powaga i ogólna aparycja jest proporcjonalna do wzrostu. Tak samo jak i szacunek, nawet jeśli pozorny.

Dużemu jest łatwiej dosięgnąć. Duży palnie raz, a porządnie. Zrobi trzy kroki, by przegonić pędzące małe, to przebierające nóżkami, uparcie do przodu. Duży może sobie pozwolić na spowolnione zachowania motoryczne, gdzie mały, dla równowagi, siódme i kolejne poty z siebie będzie ścierał na bieżąco.

Wielkość to siła. I Freud zdawał się na temat ten wypowiadać, w kontekście płci męskiej. Wielkość dla samców niewiarygodnie wielkie ma znaczenie. I choć liść klonu odszedł dawno już do lamusa, to jednak męska natura porównania między osobnikami wymusza.

Mężczyzna, z racji swej, przynajmniej teoretycznej, większej tężyzny fizycznej, winien być opiekunem kobiety. Tak nas ta baba wredna, Natura Matka, zaprogramowała. I winien samiczkę podsadzać, by ta nadmiernie skakać nie musiała i nadwyrężać mięśni swych. Czasem powinien także wziąć ją na barana i za osła robić, jak za mocno zacznie kopytkami wierzgać. Bo związek to sztuka kompromisu. Jak to Einstein mówił, że z żoną swą ustalił już w dniu ślubu podział w decyzjach: ona podejmowała te mniejsze, on zaś większymi zajmować się miał. Jednakże każda większa decyzja wymaga podjęcia szeregu mniejszych i Albertowi nie dane było dojść do słowa… Ale to taki mankament tych nas, mniejszych 😉

Żmija Środa, Lu 16 2011 

Stworzenie jednośladowe, którego jedynym atutem są swa ząbki zaopatrzone w substancję wyżerającą. Przeważnie budzi obrzydzenie i niechęć, wśród osób nieco wrażliwszych strach. Rower nigdy Audi nie będzie, a żmii nóżki nigdy nie wyrosną, toteż pozostaje jej wicie się i plucie jadem…

Lubi słoneczko. Wygrzewa się jak larwa, żeby tylko spływał na nią blask. Na ogół omija się to stworzenie szerokim łukiem, acz ciekowość niekiedy idzie w stronę obłoków (nie ma to jak w nich pobujać). I czasami obślizgłe, obrzydliwe stworzonka splunie na stopy (fu, ble…). Czasami ukąsi. Trochę surowicy, znieczulicy i można zdeptać to coś.

Największe skupiska gadów położone są tak w okolicy równika. Dużo tam dzikiego, nieokrzesanego, mało rozwiniętego cywilizacyjnie. Walka o przetrwanie i pionierstwo. Och, jakże to chce się wybić. I niech się wybija, ich to środowisko. Acz nierozsądna będzie próba uniesienie swojego rozdwojonego języka w środowisku cywilizowanym. Taka żmijka oprócz przepołowienia narządu smaku wykazuje się przepołowieniem osobowości. Ma zaburzony obraz swej postury i usilnie będzie wierzyć, że jej nóżki wyrosną.

Oczywiście, teoria ewolucji zakłada różnorodność gatunkową, toteż gady, płazy i futrzaki mają swoją rację bytu. Wiele gatunków ze sobą kooperuje, wręcz symbiozuje. To również jest zjawisko poniekąd naturalne i jak najbardziej pożądane. Obecność jadowitych jednośladów jest jak najbardziej pożądana, aby wywołać fizyczny i mentalny kontrast- czyż doceniłoby się szczęście i radość, nie mając porównania do ich antagonistycznych odpowiedników?

A żmija żmiją pozostanie i prędzej czy później coraz więcej osobników wymijać to będzie łukiem proporcjonalnym to wywijania się tego dziwnego stworzenia… No i zapamiętać: ze stworzenie prymitywnym nie wdaje się w dyskusje, bowiem pantofle oplute jadem to jakby z przyczepionym odchodem zwierzęcym przy podeszwie. Ale spacerek po trawce i wszystko się samo wyczyści 😉

Monotyp feministyczny Niedziela, List 28 2010 

Stereotyp. Bo stereo. Z kilku stron. Bo typ. Konkretny, określony. I bądź tu mądrym monotypem…

Facet- twardy jak przegotowane jajko. Niewzruszony, a nawet, jak ktoś zbije skorupkę, to boziu broń się rozlać, bo zaraz wydmuszką zwać go będą przez lata długie. Pusta powłoczka z dziurką, bo mężczyzna to nie człowiek przecież, ludzkich uczuć okazać nie może. Zaraz z małżem, ślimakiem czy też innym mięczakiem zostanie zidentyfikowany. Albo do pierwotniaków się zakwalifikuje, jako słodki pantofelek lub inne amebopodobne.

Nie może też być pisanką i nadto barwnie wyglądać. Musi odbiegać od reszty samców z królestwa zwierząt. To nie paw, który wabi samice swoim barwnym, bujnym pióropuszem. Ani kogut z okazałym grzebieniem. I też nie jeleń z zachwycającym porożem.

Skorupka musi być dodatkowo zaimpregnowana. Siła, to jest to. Tylko przy tej mocnej impregnacji i braku wzruszenia tam w środku to trochę skisnąć może i zbuk gotowy. Albo zbok (zboczenie na punkcie imaginacji swojej męskości). Ale co tam- twarda, wyrzeźbiona skorupka przecież takie wrażenie robi…

Kobieta. Tu dopiero można się popastwić! Wydmuszka, z której wszystko wycieka. Niezdara, koniecznie we wzorki rodem z koszyczka wielkanocnego. Nieprzystosowana do samodzielnej egzystencji, kaleka życiowa. No i baran ścisły. Liczyć nie potrafi, zwłaszcza na siebie, toteż na męskie barki swe problemy zwalać winna. A mężczyzna, jako że twarde jajo, nie dopuszcza ich do siebie… I omlet gotowy…

Nie należy także zapominać o niezwykle ważnym odkryciu naukowców- żółtko w jajku żeńskim jest mniejszych rozmiarów od tego w tym męskim. Pożywka dla filozofów, jakże potrzebnych nam na tym świecie i kształconych w zadziwiających ilościach na Wyższych Szkołach Cyrkowych (szkoda, że na politechniki nie ma tylu chętnych). Żeby rozprawiać się na temat różnic damsko- męskich. Żeby dorabiać tyły i dodatkowe, do niczego niepotrzebne kończyny do istniejących teorii i archetypów.

Mężczyzna winien być prosty. Prosto myślący, praktyczny. Kobieta- istota skomplikowana, nigdy nie mówiąca wprost. Jeśli te cechy ulegną zamianie, to automatycznie społeczeństwo przypisuje takiemu osobnikowi odmienną orientację seksualną od większości populacji.

Ruch feministyczny- z jednej strony ma swoją rację bytu. Kobiety mają swoje prawa. Ale tak naprawdę dzisiaj nie trzeba tego manifestować- wystarczy robić swoje, bez względu na okoliczności zewnętrzne. Jasne, że w grupie zawsze łatwiej i przyjemniej, ale silna osobowość i bez tego się wybije.

Psycholodzy zbijają fortuny na publikacjach o postępowaniu z płcią przeciwną. Utwierdzają w błędnych stereotypach.  Żerują na ludzkiej naiwności.

Jesteśmy z tej samej gliny. Tylko na jakimś etapie ewolucyjnym przeszliśmy konkretne pranie mózgu. Facet ma prawo lubić gotować, chodzić na zakupy, dobrze wyglądać. Kobieta ma prawo pracować na budowie, naprawiać gniazdka elektryczne i jeździć samochodem. Ma też prawo ocierać łzy mężczyźnie- bo to nie jest oznaką słabości. Przeciwnie- siły, że potrafi przyznać się, że jest tylko człowiekiem…

 

%d blogerów lubi to: