*** [Dzień, który…] Czwartek, Lip 4 2013 

Dzień, który nigdy nie nadejdzie

Słowo, które nigdy nie zostanie wypowiedziane

Chociaż słońce nie jeden raz znów wzejdzie

Chociaż świat w pyle marzeń pozostanie

.

Pocałunek, który nigdy nie zostanie skradziony

Ciepło nigdy nie dotkniętej dłoni

Choć noc zawsze od światła będzie stronić

Choć lato znów nadejdzie, rozpylając ciepłe wonie

.

Spojrzenia, które nigdy się nie spotkają

Oddechy, których nigdy nie poczują dwa ciała

Chociaż gwiazdy wciąż spadają

Chociaż niektóre marzenia się spełniają

.

Twarze, które nigdy nie ujrzą już siebie nawzajem

Dłonie, które nigdy nie doznają już uścisku

Choć dwa serca biją jednostajem

Choć tak daleko, wciąż jednak blisko

Podwójne dno Niedziela, Kwi 14 2013 

Dna można dotknąć, można się na nie stoczyć, lub systematycznie iść. Można je osiągnąć, zostać tam i szukać drugiego dna- bo czasami dno bywa podwójne. Lec rzekł bowiem, iż kiedy znalazł się na dnie, usłyszał pukanie od dołu. A i nurka niejednego Rugie dno pochłonęło…

Depresja to powierzchnia położona poniżej poziomu morza. Tak mnie przynajmniej na geografii w szkole kiedyś uczono. Podchodziliśmy do mapy przy tablicy i prezentowaliśmy nasze, niejednokrotnie, intelektualne dno, wpadając przy tym w stany depresyjne.

Dno bywa bagniste, zamulone. Stąd wszak człowiek, który dotknął, nie wnikam już czym, dna omawianego, bywa nieźle przymulony i przeciążony życiem. Abstrahując już od odmiennego ciśnienia, niż na terenach wyżej położonych, na stan taki, psycho – fizyczny, składa się również znacznie zmieniona gęstość powietrza. Atmosfera zwiększa swoją objętość na centymetr sześcienny, a jakby tego jeszcze było mało, na dnie zbierają się wszelakie gazy cięższe od powietrza, włączając w to wszelkie pierdy i pierdoły, które poniżej pewnego poziomu stają się nadto uciążliwe.

Można podcinać sobie gałąź, na której się siedzi. Można też samemu wykopywać sobie dół. Masochista taki, częstokroć świadomość jego bywa ograniczona przez różnorakie czynniki zewnętrzne i wewnętrzne, lubi sobie jeszcze dokopać narzędziem, które służy mu poniekąd do owego kopania, a także dosypać się materiałem, w którym zwykł dziurę wiercić.

Można również długo stać na skraju takiego doła. Zastój w jednej pozycji powoduje zesztywnienie postaci, przez co łatwo takiego delikwenta, poprzez lekkie tknięcie popchać w dół. Desperat sam w nie skacze.

Dół ma znaczenie symboliczne, także w wierze zdominowanej przez piękny nasz kontynent (i nie tylko). Religioznawcą nie jestem, leniem za to, któremu nie chce się zagłębiać w tajniki odmóżdżających wyznań, wszak zdaję się, że na dole przesiaduje niejaki diabeł i smaży złe dusze.

Długotrwałe przebywanie w dole grozi dalszym zapadaniem się powierzchni, jak i tworzeniem się osypów. Przydatna będzie jakaś pomocna dłoń lub konsultacja ze specjalistą.

Tyle na ten temat, choć mogłoby być zdecydowanie więcej, ale mi też zdarza się mieć doła i właśnie takowego mam, więc z dołu dziękuję…

Sztuka wyrywania Sobota, List 3 2012 

Zrywa się kwiatki, zrywa się jesienią wiatr, który zrywa liście, które tworzą nawierzchnię nieprzyjazną postaci w butach na cienkim podwyższeniu, zwaną szpilką bądź obcasem. Zrywa się też więzi- emocjonalne i cielesne. A wyrywa się zęby. I wbrew pozorom, ma to więcej ze sobą wspólnego, aniżeli by się wydawać mogło.

Najłatwiej jest z mleczakami. Takie pierwsze ząbki, wiadomo, kiedyś wypadną i wyrosną w tym miejscu nowe, silniejsze i większe. Takie pierwsze miłostki z piaskownicy- wyrosły wprawdzie w wielkim bólu, przedzierając się bezlitośnie przez dziąsło, ale nikt o tym tak naprawdę nie pamięta (poza rodzicielką, która przez kolejne noce wpychała w buzię gryzaczka, z każdą kolejną nocą coraz bardziej przypominającą upiór z wigilii Wszystkich Świętych). Ładnie wyglądały, u niektórych było za słodko i się podpsuły, ale ostatecznie same zmuszały do pierwszych samodzielnych decyzji- zrobienia pętelki jak z szubienicy z nitki, zaciśnięcia wokół szyi delikwenta i- tu dwa są sposoby- przyczepienia końcówki do klamki i trzaśnięcia drzwiami, bądź też mężnego pociągnięcia sznurka jak spłuczki w starym stylu.

Stałe zęby sprawiają już nieco więcej problemów. Można oczywiście zrzucić winę na nie same, ale- jak zawsze w przypadkach, gdy coś się psuje- wina leży po obu stronach. Nie wnikając w sprawy win i innych alkoholi, ząb zaczyna się psuć. Najpierw coś boli. Apap, Ibuprom, Ketonal (artykuł ten zawiera bowiem lokowanie produktów). Niby ból uśmierzony, niby wszystko jest na dobrej drodze. Ale to tylko pozory. Jak już się zaczęło psuć, to się nie odpsuje. Zaczyna coś śmierdzieć. I wtedy podejmujemy pierwsze kroki w kierunku uzdrowienia związku (dziąsło- ząb).

Leczenie. Idziemy do specjalisty, co zna się na tych sprawach. Szuka problemu, bowiem nie zawsze on jest widoczny- czasem próchno widać już na wstępie, czasem jest ukryte gdzieś głębiej, pod szkliwem. Bądź co bądź, wygrzebać to musi, oczyścić atmosferę i założyć plombę. Ołowianą, co widać będzie za każdym razem, jak się spojrzy (ale trwała jaka za to- co nas nie zabije, to wzmocni przecież!), albo taką białą, światło utwardzalną. Wygląda całkiem zacnie, kryzys więc wyleczony i zamaskowany. Acz mankament ma jeden- lubi wypadać i czuć dziurę, pustkę i niesmak. A gdy rana jest otwarta, łatwo takową zainfekować. O wtedy się zaczyna…

Wyrywanie. Ostateczność, gdy już śmierdzi i gnije. Na ogół czynność ta następuje po znieczuleniu, rzadko kiedy na żywca czy innego browara. Ukłucie w bok (dziąsła w tym przypadku) i człowiek w sterylnym fartuchu o osobowości o tyle znanej, ile anonimowej, przystępuje do makabrycznego zabiegu. Wyrywanie jest ostatecznością. Przeważnie wcześniej nasza twarda część w ustach jest zatruwana, martwa, ale JEST.

Najgorzej, jeśli usuwany jest ząb przedni. Brak jest widoczny dla każdego, protezka, implant- nieuniknione. Trzeba szukać zastępstwa. Nie dość, że komfortu brak, to jeszcze estetyka dyskusyjna. W przypadku wyrwanego kła następuje dodatkowa komplikacja- ani nic ugryźć, ani nic nadgryźć, a zgryzota zostaje. Najlżej, jeśli chodzi o tylne. Owszem, czuć, ale przynajmniej nie widać i nie ma konieczności uzupełniania ubytku- można z tym wszakże żyć. Nie za wygodnie, ale przynajmniej spokojnie.

Najciekawsze są przypadki tak powszechnie zwanych ósemek. Oznaka dojrzałości i mądrości (w końcu to ona im patronuje). Co ciekawe, wymagają najwięcej pielęgnacji u większości ludzi, gdyż zwykły się psuć jako pierwsze. Niektórym nigdy nie wyrastają. Niby są potrzebne. Ostatecznie można bez nich się obyć- nie odczuwając przy tym jakichkolwiek dysfunkcji. Wyrywanie takiego delikwenta może skończyć się zwichnięciem szczęki i innymi powikłaniami. Te usuwać najlepiej pod wpływem głupiego Jasia i chirurgicznie na dodatek, za pośrednictwem adwokata.

Należy pamiętać, iż w dzisiejszych czasach zawsze można znaleźć substytut dla ubytku. Protezy- wymienne, wyglądające jak naturalne, bardziej trwałe- implanty, przykręcane bezpośrednio do kości szczęki- nic nie widać, nic nie słychać, choć to jednak zastępstwo… 😉

Kiedy ogień gaśnie Sobota, List 3 2012 

Kiedy ogień gaśnie

Płomień jeszcze skrzy

Wczoraj pożar marzeń

Dzisiaj kurz

I pył

 

Kiedy ogień gaśnie

Chłód

Ręka drży

Wczoraj gorąc parzył

Dzisiaj dusi

Dym

 

Kiedy ogień gaśnie

Z nieba lekko mży

Wczoraj barw ognistych

Taniec

Przebudzenie

Cichy krzyk

.

.

.

Wygrzebane ze… szkicownika (chyba miałam wenę gdzieś w terenie…;))

Ostatnie przedstawienie Czwartek, Lu 24 2011 

Niepotrzebna już ta maska

Bal już dawno się zakończył

Podaj rękę jeśli łaska

Już muzyka nie gra

Wiatr jej echo w Twojej głowie drąży

.

Niepotrzebne już te stroje

I do końca przedstawienie już dobiegło

Zamilcz i zapomnij słowa swoje

Jak i moje

Nie istnieje coś jak przeszłość

.

Padał deszcz rzęsisty dniami

I nocami świat zalewał łzami

Nasze chwile

Których brakło

Dziś motyle

Marzeń na swych skrzydłach mają barwy

Uciekają w stronę słońca

Złap je

 

 

My (II) Poniedziałek, Lu 7 2011 

Leśne echo uniesie Nas

Znalazł Cię w słońcu bezlitosny czas

Błądziłam wśród drzew wysokich

Z ich liści deszcz na mnie kropił

Choć dawno już przeszły chmury

I przejaśnił się krajobraz ponury

To z koron przysłaniał mi cień

Skończyła się noc, zaczął się dzień

I przedarły liście strużki promieni

Nie ma już błota, nie ma kamieni

Na mojej ścieżce już tylko trawy źdźbła

Idę tu z Tobą, pogania nas wiatr

 

Letnie wspomnienia Czwartek, Lu 3 2011 

Lato odejdzie, wspomnienie zostanie

Przekwitną róże

I ciepły w deszczu taniec

Podczas sierpniowej burzy

Co jesień złocistą wróżył

Już tylko trwać będzie w mojej pamięci

Jak z uśmiechem objęci

Przemoknięci

Uciekaliśmy przez rwącymi niebo piorunami

I choć dni te są za nami

Powrócą słoneczne chwile

I gwiezdne ciepłe noce

Na łąkach pasiastych kolorowe motyle

Cieszyć znów będą oczy

Jeśli jesień nie rozdzieli

I zima śniegiem nie przykryje

Nie zaśniemy w jej chłodnej bieli

Jeśli lata wspomnienie w nas przeżyje

Powierzchowność Czwartek, Lu 3 2011 

Widzisz tylko ciało

Widzisz tylko twarz

A w mych oczach prawda lśni

Ciągle jeszcze wiesz za mało

By cokolwiek dostrzec w nich

.

Słyszysz tylko krzyk

Słów nie rozumiesz w ciszy

Zamknij oczy byś

Mógł śpiew duszy mej usłyszeć

.

Widzisz postać mą z daleka

I nie czujesz serca bicia

Przybliż się ja czekam

I czas swój odliczam

 

Pamiętaj mnie Czwartek, Lu 3 2011 

Pamiętaj mnie

Chociaż te kilka chwil

W których nieba uchylałam ci

I kradłam słońca promienie

By ogrzać cierpienie

I złagodzić ból

Na zawsze już będę tu

W Twoim wspomnieniu

Na zakończeniu

Drogi Twej

Nawet w uśpionym

Lecie minionym

W oczach jej

I w jej słowach

Cząstka się mnie chowa

Byś ją odnaleźć mógł

Pośród kilku słów

.

Pamiętaj mnie

Czasem Ci się przyśnię

Czasem gdy nadzieja zabłyśnie

Jak oczy me

Gdy wpatrywałam się

W Twój uśmiech

Będę przy twoim ramieniu

Czekać aż uśniesz

I pilnować sen

By nic złego nie przestraszyło w nim Cię

.

Pamiętaj mnie

I pomyśl czasami

Jak było między nami

Chociaż wymyśleliśmy się

Żyjąc złudzeniami

.

Pamiętaj mnie

Bo żyje w Twej wyobraźni

Bo aniołem być Twoim chcę

By było Ci raźniej

Gdy spadnie deszcz

.

Pamiętaj mnie

Bo wszystko Ci wybaczę

Nawet gdy czas zatacza

Kolejne koła

Wspomnienia przywołam

.

Pamiętaj mnie

Choć dawno już nie istnieję

Lecz gdy wiatr zawieje

I twarz Twoją muśnie

Czujność Twa uśnie

To moja ręka na Twym ramieniu

Stoję tuż obok

W tym nieznośnym milczeniu

 

Zrozumienie Środa, Lu 2 2011 

Znów wróciłeś do mych snów

Gdy zasypiam spacerujesz obok mnie

W myślach cichy szept niewypowiedzianych słów

Może kiedyś tak realne staną się

Jak poranny słońca blask

I promienie które każą wstać

Zacząć nowy dzień w świecie marzeń

Rzeczywistość z wyobrażeń

Cienkich nici w myśl wplecionych

Nie wiedziałam czego chce

I kolejne dni odsłony

Zwiastowały chmury cień

Pod moim niebem osobistym

Teraz już wiem

Myśli moje czyste

Znam już swoje pragnienia

Nie będę ich zmieniać

Choćby runąć znów miał świat

Choćby znów minęło parę lat

Przyjmę co mi życie da

 

Low, onli low Poniedziałek, Sty 3 2011 

„Miłość to uczucie głupie- zaczyna się na ustach, a kończy na dupie”.

Miłość uskrzydla. Lataaaaam… Bum! Ała. Boli miejsce, gdzie kończy się kręgosłup, ta zewnętrzna tylna część miednicy.

Oddech płytszy, puls przyspiesza, szereg reakcji psycho-chemicznych w organizmie. Wyluzuj. To tylko fenyloetyloamina. Wiesz, różnorodność genetyczna, feromony w pocie- dlatego akurat ten. No, tak mówią naukowcy.

Obsesja. Psychoza maniakalno depresyjna- ooo! Gapi się! Euforia. Pisk w mózgu. Nie, nie gapi się. Prozac proszę, mam depresję.

Schizofrenia. Wszędzie go widzisz. Wszędzie go słyszysz. Głosy w twojej głowie, omamy. Mięsień poprzecznie prążkowany serca ci KAŻE. Tak, to schizofrenia.

Osobowość borderline. Ty, zawsze roześmiana, zawsze wesoła, zawsze inteligentna. W jednej chwili głupiejesz, smutniejesz i jesteś swoim odbiciem w krzywym zwierciadle. Do psychiatry, won mi stąd.

Zaburzenia kompulsywne. Żyjesz miłością. Nic nie jesz- karmisz się szczęściem. Naraz chce ci się nim wymiotować. Anoreksja, bulimia- nieważne, do psychologa, jazda.

Bezsenność. Nie śpisz. Snujesz durne marzenia z nim związane. Rano dętka. Zombie z podpuchniętymi oczami.

Fobia. A co jeśli mnie odrzuci? Kurde… Zabiję się… Nie, nie zabiję się. Będzie mi smutno. Zrobie z siebie kretynkę… Lecz się, dziewczyno.

Nerwica natręctw. Jeśli zrobię tak, jego reakcja będzie taka. Nie, może postąpić właściwie w ten sposób… Albo nie. W inny. Albo… O rany…

Objaw błędnego koła. Jeśli się nie odezwę, on też się nie odezwie. Jeśli się nie odezwie, ja też się nie odezwę. Jeśli…

Zakupoholizm. Tak, w tej bluzeczce go uwiodę… Ale do tej bluzeczki przyda się ten naszyjnik… Ale zaraz, to już dokompletuję kolczyki… Hm… może jeszcze ta apaszka pod kolor? Ups… co się stało z moją wypłatą?

Pochwica… Ok., te zaburzenie psychiczne może sobie podarujmy…

Miłość to największe z nieszczęść. Miłość rani.

Miłość się kończy. Miłostki się kończą. Miłość umiera…

Guzik prawda. Miłość zawsze jest, była i będzie. Nigdy się nie kończy, przybiera tylko inną postać i uczy czegoś innego…

Kiedy spojrzysz w niebo Poniedziałek, Gru 27 2010 

Kiedy spojrzysz w niebo

Błękit jego zauroczy

Na obłoku białym anioł

Rzuci promień słońca w twoje oczy

.

Kiedy spojrzysz w niebo

Porwie wzrok twój ptaków klucz

Wiatr otuli twoje ciało

Żebyś ciepło moje poczuć mógł

Żeby boleć już przestało

.

Kiedy spojrzysz w niebo

I zobaczysz tęczy ślad

Kropla deszczu ci wyszepce

Że rozlałam kilka barw

Troski twoje zepchnę

Do kałuży wspomnień

Żeby wyschła w słońcu

Byś zapomniał

Lecz nie o mnie

Nie krzywdź mnie Poniedziałek, Gru 27 2010 

Nie krzywdź mnie

Bo za każdą z moich łez

Życie kiedyś zemści się

Ja upadnę

W twardą ziemię wbiję się

Lecz twój czyn też cię dopadnie

Będziesz cierpieć z każdym dniem

Coraz bardziej

I uparcie pchać do przodu

Głaz na twojej drodze

A na twojej nodze

Kula z moich smutków

Nie pozwoli dalej iść

Płaczę dziś

Jutro będę wstawać

Ból poczujesz ty

I nie z mojej winy

Jakby mogło ci się zdawać

Upadłego poślę ci anioła

Wykorzysta cię

I nie zdołasz

Spojrzeć w oczy jej

Wbije nóż w twe ramię

I uśmiechnie się

Złowieszczo

Dasz jej cząstkę swego świata

Swój plac zabaw

Karuzelę

Będzie mówić że cię kocha

Ściągnie z ciebie resztki sił

I nie mrugnie nawet okiem

Gdy przypomnisz jej jak wiele

Dałeś siebie

Cierp

Teraz cierp

Jak ja

Gdy zniszczyłeś mi

Mój świat

 

 

La bella vita! Poniedziałek, Gru 13 2010 

Kroczyć na cienkiej linie

Nad przepaścią życia

Z głową iść w chmurach

Słońcem się zachwycać

.

Wspinać się po stromych zboczach

Wbijać palce w ostre skały

Zachwycać się miastem po nocach

Przymykać oczy

By złego nie widziały

.

Kochać i szanować

Z wiatrem tańczyć walca

Na fundamentach marzeń budować

Z dziecka uśmiechem

I mądrością starca

.

Uczuć nie ukrywać

I nie szukać w nich logiki

W snach i na jawie bywać

Za głos gorącego serca

Wytrawny toast wznieść i wypić

 

Przeszłość (II) Środa, Gru 8 2010 

Zamieć

Płatki myśli

Śnieżna burza

To niepamięć

Po nią przyszli

Z niej wynurza

Przeszłość się

Dzisiaj przejąć chce

Do swych łask

Życia noc

Bez gwiazd

Kolce wspomnień

Tną

Będzie blizna

Aby nie zapomnieć

Głębiej brną

Pryzmat

Rozszczepia marzenia

Wszystko już odeszło

Nie ma nic do stracenia

Wszystko to przeszłość

 

Kuszenie Wtorek, Gru 7 2010 

Niebo lśni

Gwiazdami wyłożone

Do snu zaprasza

Krótkie chwile, krótkie dni

Marzenie w słońcu spalone

Zimowym pyłem się tli

.

Do mnie chodź

Przy mnie noc

Rozjaśni się

Kusi księżyc

Kusi zło

Odebrać duszę chce

 

 

Duch przeszłości Poniedziałek, Gru 6 2010 

Niech ta przeszłość już odejdzie

Jak zimowy puch

I ten szron z pamięci zelży

Nie istnieje już jej

Duch

.

Niech odejdzie w zapomnienie

Głód miłości

Życia brak

Niech wyblaknie złe wspomnienie

Jak proch z kości

Kurz rozwieje wiatr

.

Niech się zacznie od początku

Nowy dzień

Osuszy łzy

Niech odejdzie w cień

Duch przeszłości zły

 

Sen (III) Piątek, Gru 3 2010 

We wspomnieniach

Snach, marzeniach

Śnieg przykrywa świat

Czas zatrzymał się

Myśl wciąż trwa

Stoi w miejscu

Nie chce biec

.

W samotności

Śnie zimowym

Wiatr otula twarz

Cień radości

Zamarznięty chłód już spowił

I melodii brak

.

W ciszy

Zimnym ciele

Nikt nie słyszy

Nie ma wiele

Nie ma nic

Do skrycia

Ogień co się tlił

Gaśnie

Nie ma życia

Wielka stopa Poniedziałek, List 29 2010 

Wejdzie to bez pukania, bez powitania, jeszcze butów wcześniej nie wytrze. Pół biedy, jak błoto na podeszwach. Gorzej, jak końcowe produkty przemiany materii i to jeszcze jakiegoś zwierzaka. Co tam zwierzaka! Ludzkie, to dopiero cuchnie… Dzwonek i wycieraczka pełnią funkcję czysto dekoracyjną przecież. I jak miło, że dopiero co się posprzątało po poprzednim gościu w swojej głowie… A nowicjusz chyba zapomniał zrobić ze sobą porządek…

Wchodzi taki brudny delikwent w twoje życie. Śmierdzi obcą babą. Fuj. No nic. Przygarniesz, umyjesz, nakarmisz. Może warto to oswoić? Na wiele pozwalasz.

Łup… Napaskudził w łazience. Grzecznie po nim sprzątasz. Nie jest to przyjemne, ale ciągle łudzisz się, że może któregoś dnia nauczy się jako takiego ładu. W prysznicu kłaki, pół biedy, jeśli tylko jego. Tak, to jeszcze tamtej obcej baby. Nie, wcale jej nie zapraszał do twojego mieszkania. Muszla klozetowa zatkana. Twardo pompujesz przepychaczem, domestos i inne chemikalia… jakoś to zaczyna wyglądać.

Hop! Skok na kuchnię. Opróżnił ci lodówkę. Gary w zlewie nieszczęśliwie i litościwie błagają o umycie. Trudno. Zakasujesz rękawy i sprzątasz. Idziesz na zakupy (jakie to kobiece…), uzupełniasz zapasy. Lecz nie zdążyłaś jeszcze tej czynności, a tutaj…

Napad na sypialnie. To może i całkiem przyjemne. Było fajnie, odwróci się odwłokiem i zasypia. A ty patrzysz na ten ruszający się tył w rytm jego oddechu. Może jak obudzi się, będzie lepiej. Nie, obudził się, poszedł do toalety, potem do lodówki znów… To jeszcze nie najgorszy ze scenariuszów. Obca baba w twoim łóżku. To już przerywa bestialsko wszelkie granice wytrzymałości.

Jakimś cudem jeszcze go nie eksmitowałaś. Musisz odpocząć. Zaglądasz do swojej biblioteczki doświadczeń, a nuż coś tam znajdziesz, jakieś cenne porady, może coś podobnego zdążyło ci się już przez te dwadzieścia parę lat przytrafić. Tymczasem coś cię trafia w najczulsze zakończenia nerwowe. Jeden wielki burdel. Wszystko dookoła porozwalane- tak, zachciało mu się grzebać w twojej przeszłości. Żeby chociaż ślady za sobą zatarł!

Zmarnotrawiona i zrezygnowana otwierasz szafę. Wszystko zwala ci się na głowę. To już przegięcie. Po całej linii. Całej pałki zwanej wytrzymałością. Nawet stal ma określone właściwości i nawet jeśli nerwy masz z tego materiału, mogą w końcu ulec destrukcji.

Wściekła wywalasz wszystkie jego rzeczy przez okno. Na koniec jego. Do tej buraczarni pod twoim blokiem. Błaga, obiecuje, przeprasza… A sio!

Sprzątasz. Zajmuje ci to trochę czasu. Nie wiesz, w co ręce włożyć. Taki galimatias, że tylko usiąść i wzorem małej dziewczynki, która zgubiła ulubioną lalkę, puścić emocje w postaci słonych kropel lekko drażniących cerę (szczególnie niekorzystne, gdy ta jest wrażliwa). Ale w końcu bierzesz się w garść i ogarniasz ten bałagan…  Niektóre ślady wymuszają na tobie remont- dziura w panelach, zbita kafelka w łazience… Byleby nie wyburzona ściana- bo ślad może do końca życia pozostać… Dodatkowo, przezornie, wymieniasz zamki w drzwiach. Nie ma włażenia bez pukania. Następnego od razu przez okno…

Śnieg Środa, List 24 2010 

Spadł pierwszy śnieg

Życie zmieniło swój bieg

Świat usypia przykryty

W puchu białym marzenia ukryte

.

Cisza już nie zabija

Godzina szczęścia wybija

Na tarczy egzystowania

Wskazówka przystała

Godzinę przysłania

.

Wszystko się zmieni

Lecz nie blask promieni

Odbiją się od śniegu

Lecz nie zaniechają  z nieba biegu

.

Wąsy zegara w zimowej ciszy

Gdy dusza smutku nie słyszy

Zwalniają w uśmiechu grymasie

Już po cierpienia czasie

 

Przyszłość Niedziela, List 14 2010 

Znów ogień zapłonie

Wznieci go wiatr

Pochodnię nadziei

Co przygasa

W marzeń oceanie

Zatonę

Czas zatracę

Wspomnienia zabierze

Z jesiennymi liśćmi

Na kartkach wyrwanych

Z pamiętników starych

.

Obudzi mnie ciepło

Dłoni

Jak motyl wśród zieleni

Przesuwając po mojej skroni

Barwy tej podróży zmieni

.

Nie chcę Środa, List 10 2010 

Nie chcę wiedzieć

Nie chcę czuć

Aby odejść w każdej chwili móc

Nie chcę planów  żadnych snuć

.

Nie chcę dzielić z nikim życia

By ktoś co dzień kradł mi czas

Potem odszedł jak zazwyczaj

Pozostając w snach

.

Nie chcę kłamstwa i nadziei

I obietnic

Pustych słów

I wśród czterech ścian

Łez ocierać cicho znów

.

Nie wiem lecz czuję

Gubię się w marzeniach

I nadzieja że tym razem coś zbuduję

Pełna przerażenia

Plasterek na ranę Poniedziałek, Paźdź 25 2010 

Plasterek na ranę

Rana świeża. Kłuta, gryziono- szarpana, czy to ważne? Jest, nie zagoiła się. Zakażenie zdaje się być tak nierealne… Chociaż… Łup! Plasterek. Na wszelki wypadek. A tam, po co dezynfekować, po co usuwać syf z przeszłości…

Było tak pięknie, było tak namiętnie. Zostawiło ślady tu i tam. Specjalnie się zostawiło się te ślady. Albo przez nieuwagę… Nieistotne, są i już. Po co sprzątać. Siły brak. Wszedł ktoś z błotem na zacnych szpileczkach i z lekka nasyfił. O tak, ciężko miotłę podnieść, jak i odwłok, by posprzątać. A może ktoś na miotle odleciał. Nieważne.

Taka ranka. Upadek. Rozdarcie. I potyka się o ten bajzel. Bum! Ała, zakażenie gotowe. Gdzie są te cholerne plastry? O! Tu się schowały! Nie, ten kolor ma nie taki, ten nie taki rozmiar… O, ten będzie idealny!

Pac! Nie widać. Krwotok zatamowany. E tam, po co dezynfekować i czyścić. Plasterek całkiem nieźle się prezentuje. A pod tym plasterkiem zaczyna się babrać… I coś goić się nie chce… W końcu ropieje. Plaster się psuje, brudzi… Odkażanie tak ciężka to sprawa…

Ale co tam. Z wierzchu dobrze wygląda. O, jakby powoli zaczynało się goić. A tam, plaster to plaster… Rzecz. Opatrunek. Papra się ta rana, coraz mniej. Może i blizna będzie trochę większa. Dobra, odklejamy plaster… O- oł… Poleciał z kawałkiem skóry… Plasterku, gdzie jesteś? Znowu rana…

A plasterek, im dłużej na tej skórze, tym bardziej się w nią wrasta… I jak plasterek odpada z częścią poszkodowanego, to poszkodowany dopiero zaczyna rozumieć… A wystarczyło tylko zdezynfekować…

Księżniczka i żaba Wtorek, Maj 25 2010 

W nie tak odległych jeszcze czasach małym chłopcom dawało się resoraki i inne gadżety miniaturowych symboli „męskości”. Dziewczynki dostawały lalki, plastikowe garnki i inne iście kobiece zabawki (aby od dziecka wiedziały, jak to działa w przyszłości). Ale było jeszcze coś, o czym już się zapomina- bajki. Nie te ściągnięte z neta, shrekowate i odtwarzane pociechom, żeby dały chwilę spokoju, tylko takie wydobywające się z ust rodziców, dziadków, pobudzające wyobraźnię. I biada romantykom, którym przez te bajki skrzywiła się psychika jeszcze przed okresem dojrzewania. Biada im w tym świecie…

Kobieta to taka princeska, szuka gdzieś tam w świecie swojego księcia. Choćby na niewiadomo jaką feministkę się kreowała, jeśli nie jest osobą z objawami psychopatycznymi, ma miękki narząd gdzieś tam pomiędzy tym, w co tak namiętnie wlepiają wzrok mężczyźni, ukryte pod osłoną mostka. I czeka, aż jej mózg w towarzystwie jakiegoś księcia zacznie nadprodukować fenyloetyloaminę, która pobudzi resztę gruczołów, a te zaczną wytwarzać hormony, dzięki którym ten miękki narząd zacznie szybciej pompować krew. A krew nie woda…

Zanim jednak na takiego księcia natrafi, parę żab zazwyczaj obcałuje. Pół biedy, gdy o buziaki tylko chodzi. Zanim jednak któraś z tych żab przemieni się w księcia mogą powstać drobne komplikacje. Niezbyt groźne jest, gdy żaba żabą pozostanie. Może powstać iluzja, że płaz zaczyna się przeobrażać, ale prędzej czy później czar pryska- urok rzucony nietrafnie odchodzi gdzieś w eter. Żaba czasami nie kuma, czasami skrzeczy, jej błony z pomiędzy palców zaczynają drażnić, a posmak much z żabiego języka zaczyna odstraszać. Na ogół wyłupiaste oczy płaza wędrują w różnych dziwnych kierunkach, szukają księżniczek, dla których mogłyby być księciem.

Nie żal, gdy żaba żabą pozostanie. Gorzej, gdy pomyli się żabę z ropuchą. Z tą to dopiero jest problem. Nie dość, że pożera tonę bezbronnych much na śniadanie, drugą na obiad i trzecią na kolację, to jeszcze podżera nerwy między posiłkami. Niezbyt urokliwa, wśród romantyczek imaginacja pięknego wnętrza. Niestety- tylko imaginacja. Nie należy zapominać, że ropuchy to jadowite zwierzęta. Ta wydzielina, odór, który rozprzestrzenia się w atmosferze potrafią skutecznie zatruć egzystencję.

Kijanka- nie za dobra to idea. Owszem, niby można sobie taką wychować, niby ofiarowuje wielkie nadzieje. Potrzebuje sporych nakładów energii, czasami aż za dużych i to taka żaba w worku- nie wiadomo, co z tego wyrośnie. Z księcia to tylko jeden człon posiada…

Ale księżniczka to romantyczka. Wierzy, że w końcu trafi na tą zaczarowaną żabę 😉

Zaryczał lew… Sobota, Kwi 3 2010 

Król zwierząt. Wielki kot z okazałą grzywą i gigantycznymi łapskami. A gdy zaryczy…

Dwadzieścia godzin snu na dobę. Iście królewski wypoczynek. Do tego wszelkie obowiązki, tudzież te wychowawcze w szczególności, zwalane na zwinną samicę. Ale przecież król to król, w końcu, pan i władca…

Przywódca stada. Ryk jego, głośny i donośny, budzi, wzrusza i przeraża. Za tym rykiem lwice gęsiego i z szykiem. Błyszczy w słońcu i ieniu, salonowy zwierz… Byleby w centrum zainteresowania. Nie ważne jak, ważne, by zostać zauważonym.

I serce lwie, bo jakżeby inaczej. Pojemne, wrażliwe, przepełnione uczuciem. Nie wylewa się z niego, nie przelewa… Kumuluje?

Siła. Argument nie do przebicia (wszelkie inne są takie nudne i niemodne). Siła budzi respekt i podziw…

I ta grzywa… Majstersztyk natury. Wytwór idealny. Ach, i ten powab, gdy nią zatrzęsie. Ma się powód do dumy.

Na deser spoiwo zespalająe całokształt tego idealnego stworzenia- odwaga. Bo i cóż to byłby za przywódca, gdy pomimo samych superlatyw brałby przykład z malutkiego, słodkiego tchórza? No, może gdy lwica zaryczy, król wyjęknie tylko skromne miauuuu. I wówczas z samca alfa te drobne niedociągnięcie przeistacza go w niedoskonałą wersję drugiej litery alfabetu greckiego…

%d blogerów lubi to: