Farmakon naszych czasów Niedziela, Wrz 15 2013 

Internet to taki trochę pająk. Wybiera dogodny kącik i tka tą swoją sieć. A potem już tylko czekać, aż jakaś mucha zwabiona byle odchodem tknie jedną z nici. I im bardziej będzie się starała wyplątać, m bardziej będzie się wierzgać, tym bardziej będzie zagłębiać się w kolejne warstwy tej swoistej tkaniny…

A tkanina to porządna, bowiem wytrzymałość jej pięć razy mocniejsza od stali. I potrafi rozciągnąć się o jakieś 40 procent bez rozerwania. Co z takowej tkaniny robimy? Maski, to po pierwsze. Bo Internet to swojego rodzaju teatr. Tutaj każdy coś gra. Każdy coś udaje. Każdy chce się pokazać. Tu objawia się maska ludzkiej natury: narcyzm, chęć zwrócenia na siebie uwagi. I nie ma co się burzyć- tacy już jesteśmy. Tylko gorzej z przyznaniem się do tego, a już zwłaszcza przed samym sobą.

I zasłony szyjemy. By jak najbardziej odizolować się od świata zewnętrznego. Czasem człek spojrzy gdzieś na zewnątrz, czasem kogoś podpatrzy, by zaraz wejść na odpowiedni spotted i spłodzić przykrą wiadomość. Bo jakim innym przymiotnikiem można to nazwać? Języka bozia nie dała? I choć czytam te wypociny, jak mam zły humor, żeby poprawić sobie nastrój, że inni mają jeszcze większe problemy ze sobą, to jednak mam chwile refleksji i współczucia, jak bardzo można się czuć wyobcowanym we współczesnym świecie. I nagle zanika gdzieś moja alienacja spowodowana przemieszczaniem się z miasta do miasta od jakichś 23 lat (albo i więcej…).

Ale tkaniny z tych sieci potrafią być niezwykle pożyteczne i piękne, wzorzyste. Bo gdzie indziej znajdziemy takie skupiska ludzi z pasją? I na dodatek otwarte i darmowe? Bo trzeba zaznaczyć, że Internet to skarbnica DARMOWEJ wiedzy. Gdyby nie ten cały przeklęty Internet, zapewne zniechęciłabym się po paru latach słuchania od niektórych osób o bezsensowności moich zainteresowań. A tak udało mi się znaleźć ludzi, od których nie dość, że czerpię motywację, to jeszcze wiedzę. Co nie zmienia faktu, że nadal kocham książki…

Czasami tkanina ma dziury. I przez te dziury czas przemieszcza się niespostrzeżenie. Dziurą jest facebook. A już zwłaszcza wszelkiego rodzaju kulki, które zamrażają moje szare komórki. Ale oprócz tych szarych komórek zamrażają także neurony, obniżają poziom kortyzolu i adrenaliny, także nie jest tak źle…

I na koniec jeszcze pomarudzę. Internet powinien być ograniczony. Gdy niedojrzała osoba zaplątuje się w sieć, nie wróży to niczego dobrego. A skąd to wiem? Ano, z autopsji. Niejedną głupotę zrobiłam, niejednokrotnie sprałam sobie mózg, niejedne poglądy, błędne, stereotypowe i krzywdzące przyjęłam. I dużo czasu zajęło mi wyplewienie tych chwastów z mojej głowy.

Także tego… Jak z winkiem- żadnych jaboli, tylko górno półkowe. A już najlepiej domowe (mniam). Wszystko jest dla ludzi- byle z umiarem. Pasje, wiedza, zainteresowania, rozrywka- jak najbardziej. Kontakty interpersonalne- niekoniecznie. Błogosławieństwo, gdy nie ma innej drogi konwersacji. Przekleństwo, gdy nie chce ruszyć się części ciała zawierającej kość ogonową i zwieracze…

Sezon na komary Czwartek, Maj 26 2011 

Biała flaga, słomiany to był zapał, a ogień tak ciężko przecież było wskrzesić…

Ogrodnik robi dziurkę w ziemi, wkłada tam nasienie (może lepiej użyć słowa nasionko…), zakopuje, o resztę dba natura (chyba, że jest to uprawa w warunkach domowych- trzeba podlewać). Czasem, co jedynie, jeśli jest to konieczne, dorzuci trochę kompostu o dyskusyjnej woni. Nigdy, ale to przenigdy, nie odkopuje ziemi, żeby sprawdzić, czy nasionko wykiełkowało. Gdyby jednak byłby to ogrodnik nadgorliwy, mógłby się nabawić wpierw konkretnej nerwicy natręctw, białej gorączki, apopleksji i szeregu innych zaburzeń w działaniu mechanizmu organizmu, w końcu, skwaszony jak kapusta na bożonarodzeniowy bigos, rzuciłby wszystko w kierunek bliżej i dalej nieokreślony, stwierdził, że wszystko i tak jest bez sensu i dalej użalałby się nad sobą. Oczywiście takie użalanie się byłoby jak najbardziej wygodne- przecież się starał, a i tak nic nie wyszło, przecież pracował nad potencjalną roślinką, a i tak nic nie urosło.

Po trudach porodowych, gdy z kloaki kwoki wydostaje się jajo, kura siada na swej zwapnionej komórce jajowej i siedzi na swym kuperku. Nie sprawdza co chwilę, czy coś tam się rozwija, nie rozbija skorupki, żeby sprawdzić, czy kurczak jest żywy. Zaciska dziób i siedzi (w międzyczasie sobie może pogdakać, jajko dalej pod cieplutkim kuperkiem). Kurczak sam przebije skorupkę i oto nowonarodzony przyszły pasztecik zaczyna swą egzystencję.

Kot, z natury czysty futrzak, przed załatwieniem grubszej potrzeby fizjologicznej kopie dołek w piasku, poczym wydala z siebie przetrawionego Whiskasa i zakopuje te (nie)codzienny skarb. Nie rozgrzebuje później w kuwecie w celu sprawdzenia stopnia rozpadu swoich ubocznych produktów kociej przemiany materii. Takiej kupki się nie rusza, bo i śmierdzieć zacznie niemiłosiernie- skoro już zostaje poddana procesowi rozpadu, różne się substancje ulatniają wraz z zapaszkami. Co natura dała, niechaj sama wchłonie.

Sezon na komary, krwiopijce wstrętne. A gdy ukąsi i kilka kropel krwi ssaczej zaciągnie, potem odurzony jak pijaczek spod monopolowego sobie odleci, zaczyna się zabawa. Można się podrapać, sęk w tym, że ulga będzie chwilowa, potem bardziej jeszcze zaswędzi. Efekt śnieżnej kuli- w końcu się rozdrapie do rany i zacznie boleć. Lepiej przecierpieć tych swędzących chwil kilka bądź też wspomóc się jakimś specyfikiem. Czas załatwi wszystko.

Czas leczy rany. Czas wybiela wspomnienia niczym ACE. Jak się ich nie będzie rozgrzebywać, jak nie będzie się w kółko o nich nawijać, rozmyślać, rozdrapywać starych ran, w końcu się zagoją, jak rozległe by nie były. Fakt, blizny pozostaną, ale już nie będą boleć. A jeśli oparzenia trzeciego stopnia, to są specjaliści, medykamenty, terapie… Z wszystkiego da się wygrzebać.

No i trzeba ryzykować- życie ucieka, nie ma na co czekać 😉 I tak wszyscy zejdziemy z tego świata, trzeba korzystać, póki się da, przełamywać strach, jak to mawiała moja Babcia…

%d blogerów lubi to: