Strach ma wielkie oczy, trochę wyłupiaste i przekrwione. Popękane naczynka krwionośne na żółtych białkach wywołują trwogę i uczucie dyskomfortu. Jest obleśny i już na sam jego widok po prostu odrzuca. Taki horror mentalny na żywo.

Zagląda z boku, obserwuje. Czujesz go, ale nie widzisz. Jest. Intuicja podpowiada. Kroczysz szybciej, chociaż bardzo niepewnie. Idziesz do przodu, co chwilę oglądając za siebie. To już nie chód. To trucht. Pełna gotowość do ucieczki. Strach wychodzi zza rogu, chwyta cię i ciągnie. Wyrywasz się. Naprzód!

Chociaż strachu już nie widać, dalej coś ci podpowiada: uciekaj! Idziesz inną drogą niż zwykle, żeby zgubić niepewność. Potwór czai się za rogiem. Biegniesz! Dookoła pełno ludzi, przyglądają się. Patrzą, jak ten strach. Ale ty ich widzisz. Jego nie. Nagle zjawia się na horyzoncie. Biegniesz! On za tobą. Widzą to, wszyscy dookoła to widzą, ale nikt nie reaguje. Jedni zdziwieni, inni obojętni, jeszcze inni ubaw mają. A ty umierasz z przerażenia, resztkami sił w upalny dzień uciekasz.

Biegniesz między drzewami, w nadziei, że go zgubisz. Na ławkach siedzi młodzież i się przygląda. Ktoś spaceruje z psem. Kolumna dzielnych żołnierzy na pobliskiej drodze. Nagle strach cię dopada i ciągnie cię w krzaki. Drzesz się w niebogłosy. Kolumna idzie, nie zwraca uwagi. Chłopcy na ławce tylko się przyglądają. Tylko jakiś staruszek z owczarkiem spuszcza swego pupila ze smyczy i krzyczy: Bierz go!

Obrzydzenie. Obrzydzenie do siebie, swojego ciała. Obrzydzenie do ludzi. Strach dalej siedzi w głowie. Boisz się, gdy ktoś się do ciebie zbliża na odległość bliższą niż półtora metra. Drżysz z przerażenia, gdy ktoś chwyta cię za ramię. Nie możesz patrzeć w lustro. Nie wiesz co robić, gdy przygląda ci się ktoś płci przeciwnej. Automatycznie odwracasz oczy i udajesz, że nie widzisz. Chcesz odwzajemnić uśmiech, ale uciekasz. Boisz się. Strach ciągle jest, pomimo, iż wydaje ci się, że sobie z tym poradziłeś. Nie pamiętasz. To nie dotyczyło ciebie, to ktoś inny to przeżył. Unikasz ludzi. Niby starasz się żyć normalnie, ale coś jednak jest nie tak.

I któregoś pięknego dnia ktoś pomaga ci przypomnieć to sobie. Przeżywasz to jeszcze raz. Teraz rozumiesz, co jest nie tak…

Nienawidzisz. Szczerze nienawidzisz. 😦

.

TO JEST HISTORIA, PISANA METAFORĄ. ŻEBY NIE BYŁO CZEPIANIA SIĘ. MOJA HISTORIA, POMIĘDZY WIERSZAMI.