Jak już kuć żelazo, to gdy gorące. Jak stal hartować, to najpierw konkretnie ją podgrzać, utrzymywać w temperaturze maksymalnej, a następnie schłodzić w szybkości szybszej niż krytyczna, by się nie ausenit nie rozwalił na struktury perlityczne. Jak hartować psychikę, to najpierw porządnie wkurzyć, utrzymywać w stanie marudzenia, potem wylać wiadro lodowatej wody na gorący łeb…

Człowiek rodzi się silny jak żelazo. Zaczyna się kucie. Nieumiejętne podgrzewanie prowadzi do rozwolnienia i upłynnienia materiału. Na pomoc przychodzi węgiel. O jego właściwościach zatrzymujących przekonał się każdy, komu dane było przeżyć upłynnienie treści pokarmowych. Trochę karbonu, na popitkę zimna woda i następuje twardnienie materiału. Powstały wyrób zaliczamy do pierwszej prymitywnej stali, która posłuży na budowę nerwów. I nie jest to, bynajmniej, kowalstwo artystyczne…

Sam stop żelaza z węglem nie gwarantuje wysokiej wytrzymałości. Wtem na pomoc przychodzą dodatkowe pierwiastki. Nieumiejętne dozowanie nieadekwatnych do sytuacji substancji zwiększa prawdopodobieństwo wadliwości materiału i skazy na psychice.

Stal o odpowiednich już właściwościach należy zahartować. W tym celu należy ją podgrzać do temperatury odpowiadającej jej klasie. Zmiany są bolesne, acz nieuniknione. Szybkość chłodzenia gorącej stali winna być większa od tak zwanej szybkości krytycznej. Węgiel nie ulega dyfuzji, dzięki czemu stal zachowuje swą nieskazitelną trwałość.

Proces hartowania winien być powtarzany aż do uzyskania oczekiwanych właściwości technicznych. Przy odpowiedniej wytrwałości otrzymuje się gładką, nieskazitelną stal, odporną na wszelakie tarcia, ścierania, docierania, marudzenia i manipulacje. Mistrzostwem będzie samurajska precyzja, byleby nie made In China 2011. Trzeba być kowalem swego losu.

.

.

Czas pędzi nieubłaganie

Szybko kolejny rok minie

Sitko jeszcze troszkę pozostanie

 W nieszczęsnym tym Szczecinie…