Młody to był mężczyzna,

Któregoś dnia sam przed sobą przyznał,

Że inżynierem zostać powinien,

Lecz kobietom coś z romantyzmu winien.

Nie chciał być we wzory upchany i ściśnięty

Jak cząsteczka od atomów nadęty,

Toteż dnia pewnego

Zobaczyłam go uśmiechniętego.

Suszył zęby i oczami mrugał,

Jakby oślepiła go strużka światła długa.

Prawił komplementy,

Na riposty nieugięty

Chodził tak nadęty.

I robiło mu się takie kuku!

Gdy zobaczył laskę na facebooku.

A że gadkę miał wypracowaną,

Postanowił adorować ze zdjęć tanią

Panienkę, co wirtualne miała wzięcie,

Acz i ona nie taka głupia była

On swoje- ona cięcie.

I po nocach tak wyśniona,

Że co rano poduszeczka obśliniona.

.

Nie żałował pustych słów,

Gdy dostawał w łeb, szukał innej znów.

A historia lubi się powtarzać,

On zaś pod nogami tarzać.

Pod bucikiem,

Zgrabnym obcasikiem,

Liże tyłek metaforą.

Późną porą,

Przy laptopie

Smutki w puszcze piwa topi.

Taki śmiały i odważny,

Przy nim mięknie każdy.

Każdą może mieć,

Bo wystarczy tylko chcieć.

Nie pamięta, co obiecał,

I ucieka, że to heca.

Czy się wstydzi,

Czy też wie, że z niego naród szydzi?

Czy nie widzi,

Że tak się ośmiesza?

Walczy z sobą ku uciesze

Naszej babskiej społeczności.

Ileż próżnej to radości!

.

I zawzięcie

Myśli, że ma wzięcie.

Myśli, że się może bawić.

Jedna mogła go gdzieś spławić,

Ale przeto on jak narcyz zakochany

I nie widzi, że baranem postrzegany.

Kiedyś się obudzi,

Wyjdzie wprzód, do ludzi

I zobaczy,

Ile stracił…

.

Pozdrowienia dla kolegi z Wydziału Mechanicznego. Chociaż to akurat śmiało mogę przypisać kilku innym…