Ogień Środa, Paźdź 27 2010 

W chęci istnienia

Pogrążony w marzeniach

W fali wspomnień się zatraca

Na jawie powraca

.

Gdy już nic do stracenia

Czujność w rytm słów zasnęła

Szuka szansy między wierszami

Ciszę rozplata palcami

.

Wzrok w oddali gdzieś błądzi

Szczęście bliżej niż sądzi

Płomień nadziei niegdyś przygaszony

Ogień rozpala jest ocalony

 

Turcja cz.2 Wtorek, Paźdź 26 2010 

Turcja cz.1 Wtorek, Paźdź 26 2010 

Wspomnienie lata Wtorek, Paźdź 26 2010 

Szczecin w obiektywie- część pierwsza :) Wtorek, Paźdź 26 2010 

Czyli leczyłam wiosennego doła…

Jedno z moich ulubionych miejsc o każdej porze dnia… i nocy 😉

10. Scena dziesiąta Wtorek, Paźdź 26 2010 

Akt pierwszy

Scena dziesiąta

Zboczenie

Mama: I jak, działa?

Ja: Och, już drukuję projekciki na projektowanie. Cudeńko. Drukarka, kopiarka i skaner w jednym. Jestem zakochana. Jakość znakomita. Warta swojej ceny.

M.: Ty jesteś zboczona.

J.: Dzięki 😀 Przynajmniej humor mi się trochę poprawił.

M.: Zakochujesz się w sprzęcie.

J.: Że rzec zapewne chcesz, że domena to męska?

M.: Nie. Ale jak to zboczenie się nazywa? Sprzętofilia?

Na główkę hop! Poniedziałek, Paźdź 25 2010 

Ryzyko: złamany kręgosłup, szerzej pojęte urazy fizyczno- psychiczne. Do zyskania: dzika, nieokrzesana satysfakcja, gratyfikacje wszelkich maści, kultowy performance i aplauz widowni, wszem i wobec poważanie… Lub utonięcie i bycie w poważaniu…

Misja: spektakularny sus do wody. Czas i miejsce skrupulatnie dobrane. Taka jest wersja pierwsza. Wariant drugi: uciekanie przed nie wiadomo czym, bieg, galop! I- ło-oł… Brak gruntu pod nogami. Skończyła się nawierzchnia, skarpa jakaś czy coś, a na dole woda. Ale mus to mus: skaczemy! No, chyba że lepiej postać w miejscu i czekać, aż życie czy inna pochodna egzystencji cholera dopadnie w swoje macki, wymłuci i tak, czy owak wypluje do tej wody…

Najlepiej, jak ta woda głęboka. Tak, żeby dna widać nie było. Bo bez dna to i korzyści zapewne niewymierne. Byleby nie do studni- mały obszar do popisu i pobazgrania, a i wydostać się to sztuka, a część ciała służąca do siedzenia i przyjmowania medykamentów domięśniowo szybko namaka i przemaka.

Wąskie rzeczki, rzeki, cieki i inne płynące swoim nurtem raczej też odpadają. Jeśli nurt nadto silny, zbyt łatwo można popłynąć. A pod prąd wiosłować to tak trochę niezdrowo- łatwo się zmęczyć, zamęczyć, nabawić kontuzji. A jak jeszcze jakieś piranie podskubią i zostawią taki niedojadek grubym rybom na pożarcie, to już całkiem… Później taka połowicznie strawiona padlina na brzeg wyrzucana jest…

Morze w zasadzie też trochę ryzykowne. Perspektywy w każdym bądź razie szerokie. Tylko te fale takie problematyczne. Albo wyniosą na ocean, albo podtopią bądź zatopią. A wypluwać słoną wodę, to dziękuję. Żadna przyjemność. Bardzo istotne są też w tym przypadku warunki atmosferyczne- grunt to wypłynąć i złapać wiatr w żagle. A potem to już tylko dryfować i kołysać się w rytm fal. Do pierwszego sztormu. Ale i to jest okazja- windsurfing to moc wrażeń i ten smaczek tego słodkiego hormonu, jak mu tam… adrenaliny.

Od biedy można jeszcze to sobie wszystko skrupulatnie zaplanować. Ot, wskoczyć sobie do rzeczki, płynąć z nurtem epoki, niech tam sobie wyrzuci do morza, a ten do oceanu… Ale żywiołom ufać nie można… No i w rzece można utknąć na jakiejś mieliźnie czy w innym bagnie…

https://gaga2805.wordpress.com/2010/10/25/plasterek-na-rane/ <!– /* Font Definitions */ @font-face {font-family:”Cambria Math”; panose-1:2 4 5 3 5 4 6 3 2 4; mso-font-charset:1; mso-generic-font-family:roman; mso-font-format:other; mso-font-pitch:variable; mso-font-signature:0 0 0 0 0 0;} @font-face {font-family:Calibri; panose-1:2 15 5 2 2 2 4 3 2 4; mso-font-charset:238; mso-generic-font-family:swiss; mso-font-pitch:variable; mso-font-signature:-520092929 1073786111 9 0 415 0;} /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal {mso-style-unhide:no; mso-style-qformat:yes; mso-style-parent:””; mso-margin-top-alt:auto; margin-right:0cm; mso-margin-bottom-alt:auto; margin-left:0cm; mso-line-height-alt:0pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:11.0pt; font-family:”Calibri”,”sans-serif”; mso-ascii-font-family:Calibri; mso-ascii-theme-font:minor-latin; mso-fareast-font-family:Calibri; mso-fareast-theme-font:minor-latin; mso-hansi-font-family:Calibri; mso-hansi-theme-font:minor-latin; mso-bidi-font-family:”Times New Roman”; mso-bidi-theme-font:minor-bidi; mso-fareast-language:EN-US;} .MsoChpDefault {mso-style-type:export-only; mso-default-props:yes; mso-ascii-font-family:Calibri; mso-ascii-theme-font:minor-latin; mso-fareast-font-family:Calibri; mso-fareast-theme-font:minor-latin; mso-hansi-font-family:Calibri; mso-hansi-theme-font:minor-latin; mso-bidi-font-family:”Times New Roman”; mso-bidi-theme-font:minor-bidi; mso-fareast-language:EN-US;} .MsoPapDefault {mso-style-type:export-only; mso-margin-top-alt:auto; mso-margin-bottom-alt:auto; mso-line-height-alt:0pt;} @page Section1 {size:595.3pt 841.9pt; margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; mso-header-margin:35.4pt; mso-footer-margin:35.4pt; mso-paper-source:0;} div.Section1 {page:Section1;} –>
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-priority:99;
mso-style-qformat:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin-top:auto;
mso-para-margin-right:0cm;
mso-para-margin-bottom:auto;
mso-para-margin-left:0cm;
mso-line-height-alt:0pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:11.0pt;
font-family:”Calibri”,”sans-serif”;
mso-ascii-font-family:Calibri;
mso-ascii-theme-font:minor-latin;
mso-fareast-font-family:”Times New Roman”;
mso-fareast-theme-font:minor-fareast;
mso-hansi-font-family:Calibri;
mso-hansi-theme-font:minor-latin;
mso-bidi-font-family:”Times New Roman”;
mso-bidi-theme-font:minor-bidi;} 

Na główkę hop!

Ryzyko: złamany kręgosłup, szerzej pojęte urazy fizyczno- psychiczne. Do zyskania: dzika, nieokrzesana satysfakcja, gratyfikacje wszelkich maści, kultowy performance i aplauz widowni, wszem i wobec poważanie… Lub utonięcie i bycie w poważaniu…

Misja: spektakularny sus do wody. Czas i miejsce skrupulatnie dobrane. Taka jest wersja pierwsza. Wariant drugi: uciekanie przed niewiadomo czym, bieg, galop! I- ło-oł… Brak gruntu pod nogami. Skończyła się nawierzchnia, skarpa jakaś czy coś, a na dole woda. Ale mus to mus: skaczemy! No, chyba że lepiej postać w miejscu i czekać, aż życie czy inna pochodna egzystencji cholera dopadnie w swoje macki, wymłuci i tak, czy owak wypluje do tej wody…

Najlepiej, jak ta woda głęboka. Tak, żeby dna widać nie było. Bo bez dna to i korzyści zapewne niewymierne. Byleby nie do studni- mały obszar do popisu i pobazgrania, a i wydostać się to sztuka, a część ciała służąca do siedzenia i przyjmowania medykamentów domięśniowo szybko namaka i przemaka.

Wąskie rzeczki, rzeki, cieki i inne płynące swoim nurtem raczej też odpadają. Jeśli nurt nadto silny, zbyt łatwo można popłynąć. A pod prąd wiosłować to tak trochę niezdrowo- łatwo się zmęczyć, zamęczyć, nabawić kontuzji. A jak jeszcze jakieś piranie podskubią i zostawią taki niedojadek grubym rybom na pożarcie, to już całkiem… Później taka połowicznie strawiona padlina na brzeg wyrzucana jest…

Morze w zasadzie też trochę ryzykowne. Perspektywy w każdym bądź razie szerokie. Tylko te fale takie problematyczne. Albo wyniosą na ocean, albo podtopią bądź zatopią. A wypluwać słoną wodę, to dziękuję. Żadna przyjemność. Bardzo istotne są też w tym przypadku warunki atmosferyczne- grunt to wypłynąć i złapać wiatr w żagle. A potem to już tylko dryfować i kołysać się w rytm fal. Do pierwszego sztormu. Ale i to jest okazja- windsurfing to moc wrażeń i ten smaczek tego słodkiego hormonu, jak mu tam… adrenaliny.

Od biedy można jeszcze to sobie wszystko skrupulatnie zaplanować. Ot, wskoczyć sobie do rzeczki, płynąć z nurtem epoki, niech tam sobie wyrzuci do morza, a ten do oceanu… Ale żywiołom ufać nie można… No i w rzece można utknąć na jakiejś mieliźnie czy w innym bagnie…

Plasterek na ranę Poniedziałek, Paźdź 25 2010 

Plasterek na ranę

Rana świeża. Kłuta, gryziono- szarpana, czy to ważne? Jest, nie zagoiła się. Zakażenie zdaje się być tak nierealne… Chociaż… Łup! Plasterek. Na wszelki wypadek. A tam, po co dezynfekować, po co usuwać syf z przeszłości…

Było tak pięknie, było tak namiętnie. Zostawiło ślady tu i tam. Specjalnie się zostawiło się te ślady. Albo przez nieuwagę… Nieistotne, są i już. Po co sprzątać. Siły brak. Wszedł ktoś z błotem na zacnych szpileczkach i z lekka nasyfił. O tak, ciężko miotłę podnieść, jak i odwłok, by posprzątać. A może ktoś na miotle odleciał. Nieważne.

Taka ranka. Upadek. Rozdarcie. I potyka się o ten bajzel. Bum! Ała, zakażenie gotowe. Gdzie są te cholerne plastry? O! Tu się schowały! Nie, ten kolor ma nie taki, ten nie taki rozmiar… O, ten będzie idealny!

Pac! Nie widać. Krwotok zatamowany. E tam, po co dezynfekować i czyścić. Plasterek całkiem nieźle się prezentuje. A pod tym plasterkiem zaczyna się babrać… I coś goić się nie chce… W końcu ropieje. Plaster się psuje, brudzi… Odkażanie tak ciężka to sprawa…

Ale co tam. Z wierzchu dobrze wygląda. O, jakby powoli zaczynało się goić. A tam, plaster to plaster… Rzecz. Opatrunek. Papra się ta rana, coraz mniej. Może i blizna będzie trochę większa. Dobra, odklejamy plaster… O- oł… Poleciał z kawałkiem skóry… Plasterku, gdzie jesteś? Znowu rana…

A plasterek, im dłużej na tej skórze, tym bardziej się w nią wrasta… I jak plasterek odpada z częścią poszkodowanego, to poszkodowany dopiero zaczyna rozumieć… A wystarczyło tylko zdezynfekować…

Fire Poniedziałek, Paźdź 25 2010 

Don’t play and loose with the fire

Strong is its desire

To take your soul

Burn it in a blow

.

Don’t trust fire-capped tits

Beauty little bits

They will betray

You’ll able to stay

And you will to flare

In your the worst nightmare

.

Don’t look into my eyes

You won’t find there an ice

Only a fire and pain

It will be your blame

If it flame up

Nobody couldn’t to stop

Everything will become the ash

Whole the world of you will to crash

Zasmakować i się rozkoszować Niedziela, Paźdź 24 2010 

Trochę cukru, byleby nie przesłodzić. Trochę pieprzu, żeby pieprzyć to wszystko, ale nie nadto, bo się wtedy wszystko popieprzy. Z solą też tak ostrożnie, zwłaszcza z tą w płynie, bo zupa będzie za słona. Ale życie trzeba smakować i wyrabiać gusta kulinarne…

Umiar! Przedawkowanie z którejkolwiek z przypraw i biegunka gotowa. O, albo odruch wymiotny. A jeszcze gorzej jak jedno i drugie. I leje się wówczas ze wszystkich stron, a wszelkie próby zatrzymania nadmiernego wydostawania się płynów przeważnie kończą się porządnym zaparciem. I idzie później taki ktoś twardo w zaparte, wszak na wspomnienie tych wylewek i przelewek zmienia swe preferencje na hm… kamienne. A potem mina, jak u mojego kota, gdy ze skupieniem odwiedza kuwetę.

Na słodkim samym żyć człek też nie może. Mdli i tuczy, niczego nie uczy. A łatwo przesłodzić. A potem życie sypie sól na te ciężko gojące się rany, powstałe w wyniku tej swoistej cukrzycy, żeby smak zrównoważyć. A w ogóle, glukoza to pożywka dla robaków. I zżera od środka, blee. Zresztą, co to za satysfakcja, gdy monotonia smaku dominuje rzeczywistość (jej wyobrażenie)?

Wiecznie skwaszony. Twarz wygięta w grymasie jak ogórek w słoiku. I nie chce dać się z tej zalewy wyciągnąć, broń cię wpychać tam paluchy. Po co bowiem cokolwiek robić- lepiej wszakże kisnąć w tym occie. I zakwasza atmosferę. I jęczy, jak po porządnym treningu, gdzie do mięśni tlen nie zdążył dotrzeć i się kwas mlekowy wytworzył. Aż w końcu gorzknieje. Oj, ocet ten nie służy, a słoik otwarty, aromat rozprzestrzeniać się musi. A tu trochę słońca, trochę temperatury i kolejne sensacje żołądkowe już gotowe.

Po słonym to tak trochę jak po konkretnej bibie. A nie daj, Siła Wyższa, zadrapanie gdzieś. Piekło będzie. Swędzieć będzie. Ałaaaa.

Pikanterii szczypta. Tak tyci, kawalątek tej pięknej, małej papryczki. Bo jak cała, to za mocno rozgrzeje, ściągnie z ciebie odzienie, poparzy, trąci pornografią wręcz. A jak z dworu zawieje, to zapalenie czegoś gwarantowane. Ale tak odrobinkę, żeby życie miało smaczek… 🙂

A najlepiej to mieszać. Byleby z głową, bo inaczej znowu niestrawności jakieś. I chyba trochę nadto łatwo się pogubić i zamieszać w tym wszystkim…

Wolne tłumaczenie Wtorek, Paźdź 19 2010 

I do tego baaardzo indywidualne.

 

Więc chodź, pomaluj mój świat, na żółto i na niebiesko…

Uupppsss… Za dużo lania wody, wyszedł zielony. No nic, jakoś się do czegoś podpasuje… Nie, nie mam nic w garderobie, co by akurat ładnie z tym odcieniem wyglądało. Ale żeś mi namazał w rzeczywistości… Chyba się od niej oderwałam. No nic, woda wyschła, masz jeszcze szansę to zamalować. Chcesz, to próbuj…

Nie bądź taki szybki Bill, wstrzymaj się choć kilka chwil…

Ale nie całą wieczność! Ileż mogę czekać? Chociaż zagadaj… Może być o Einsteinie. Naprawdę, ten człowiek iście mnie fascynował. Nie, nie ma w tym krzty sarkazmu, źle to odczytujesz. Dla mnie to był naprawdę wielki osobnik… Nie przeszkadza mi nawet to, że nie uznawał noszenia skarpetek i jednocześnie romansował z kilkoma kobietami, w tym z matką i córką jednocześnie (nie, nie swoimi). Miał ciekawy życiorys. Nie wiedziałeś? A widzisz, gdybyś zagadał, to bym Ci opowiedziała.

Przyjdzie na to czas, przyjdzie czas…

Czas przyszedł, tylko Ty się nadto jakoś nie śpieszysz. No nic, jak chcesz, żebym zwiała drugi raz… Twoja sprawa. I strata.

Czy ten pan i pani są w sobie zakochani?

A cholera ich wie. Grają jak dwójka pogubionych gówniarzy. Podchody, zabawa w chowanego, tylko trochę inne wersje. Niby takie dorosłe. Kupka, nie dorosłe…

Było ciepłe lato, choć czasem padało, dużo wina się piło i mało się spało…

No akurat po lecie to już wspomnienia tylko. Czasem pada. Pije się dużo- studia w końcu. I śpi też nie za wiele, zwłaszcza w czasie sesji. Ale historia nie tutaj wcale się zaczyna…

Jak zwykle to ja wykręcę numer Twój…

Chyba tym razem wykręcę numer Tobie…

Aaa… Może zmienić zasady gry?

Może warto nad tym pomyśleć?

Jesteś i spokojnie ciągle Ty…

Jak to jest spokój, to ja sobie chyba powinnam dać spokój. Aż za spokojnie.

Bang! Bang!

Ta… A to powinnam właśnie Tobie zrobić, gdy Cię spotkam… I urwać… łeb 🙂

Tu dziewczyny złe mają swe tajemnice zranionych dusz…

W sumie… Po dłuższym rozkminianiu mam to wszystko już głęboko w odcinku jelita, gdzie kumulują się odpady przemiany materii… Moja dusza się leczy. I jest na dobrej drodze. Nie chcę, byś znowu ją zranił…

Zabawa 2 Niedziela, Paźdź 17 2010 

Zabawa :) Sobota, Paźdź 16 2010 

 


w ramach relaksu 🙂 🙂 🙂

Październik Piątek, Paźdź 15 2010 

Znów deszczowe popołudnia

W łzach jesiennych szyby

Ich nadzieja przecież złudna

Marzeń świat tak nieprawdziwy

 

Kilka wspomnień na papierze

I w herbacie lata smak lipowy miód

Noc w objęcia duszę bierze

A ta woła

Wróć

 

Znów za oknem nagie drzewa

Zimny wiatr po twarzy chłosta

Nostalgiczne pieśni śpiewa

Cicho szepcze

Zostań

Szkic Piątek, Paźdź 15 2010 

…czyli uprzyjemniałam sobie drogę Szczecin- Gorzów…

…lekki bzik na punkcie kultury wschodniej…

…witałam wiosnę na szczecińskim cmentarzu…

…a teraz marzę, żeby znaleźć chwilkę, wziąć szkicownik i upamiętnić Wały Chrobrego 🙂

Szczecin jednak da się lubić 🙂 🙂 🙂

Gruzy Czwartek, Paźdź 14 2010 

Odbudujmy to

Co zwaliło się nam

Na głowę

Kilka chmur przygniotło

Nasze istnienie

Fundamenty wciąż tutaj są

Daj mi siłę

Ja ci też ją dam

Czynem, myślą, słowem

Trzymam mocno

Nie opuszczę

.

Mam już szkic

Zarys życia

Ja i ty

Serc dwóch bicia



About her Wtorek, Paźdź 5 2010 

She comes from the cold water

She is nurtured by the Earth Mother

She is dancing with the Wind

She is your dreams’ hint

.

You are still dreaming

Black nights are winning

You feel so lost

Without her you are a ghost

Not a human any more

By the sadness sore

.

Your heart becomes black hole

If you leave her alone

Look at her and pay tribute

Let your heart to say what is good

Oszukajmy przeznaczenie Poniedziałek, Paźdź 4 2010 

Tak krótkie jest tu nasze istnienie

Ucieknijmy stąd

Oszukajmy przeznaczenie

Nie płyńmy już pod prąd

.

Tak smutne są nasze rozstania

Gdy w powietrzu zapach zostaje

Chwila długa jest czekania

I dróg rozstaje

.

Tak trudno oddychać bez siebie nam

Przyduszeni samotnością

Szukaliśmy siebie lecz nie tam

Pomiędzy milczeniem a zazdrością

.

%d blogerów lubi to: