Są znaki, których nie sposób przeoczyć. Oczywiście wszystko można zwalić na przypadek, Bogu ducha winny los, partactwo hydraulika i inne, zgoła odległe czynniki. No i jeszcze prawo Eddiego czy Murphiego. Bo jak już kupka na wierzch wyjdzie, to i inne smrody wonią swą niezbyt delikatnie o istnieniu swym znać dadzą…

Zaczęło się tragicznie. Bo jakim epitetem określić odejście na zawsze bliskiej Osoby? Tylko tragicznym. Pomimo spokoju na zimnej twarzy, pomimo ciszy, którą zostawił, odszedł. Odszedł człowiek, na zawsze. Bliski. Bardzo, bardzo bliski. Akurat pakowałam ostatnie rzeczy do auta, by przewieźć je na nowe mieszkanie, akurat sprzątałam ostatnie brudy na starym. Akurat wtedy. Siadłam ze ścierką w ręku i ryczałam jak durna. Czyjeś życie się skończyło. Część mojej historii się skończyła… W pamiętny Wielki Piątek (kolejny przypadek?).

Nowe mieszkanie. Ładne, żadnych problemów z sąsiadami (?!). Tylko… A tu pralka się zepsuła. A tu okno rozregulowane. A to młynek w kiblu coś zatrzeszczał. Ok., poprzedni mieszkańcy zdemolowali, nie zrzucę tutaj winy na nic innego niż przypadek. No i ciężko, żebym w takim momencie była w pełnej regulacji.

A tu bach! Kanaliza wybiła. Oj, naprzeklinałam się niczym szewc podczas pasji swojej szewskiej. Następnego dnia szanowni, nieco upośledzeni, jak się okazało, państwo, u których wynajmowałam wcześniej mieszkanie, okazali się zwykłymi oszustami. Ale to się przełknąć jeszcze jakoś da. Ale nie da się już przełknąć świństwa osoby, której uratowało się życie, której non stop się pomagało, bez względu na to, w jakie problemy się pakowała (kat, komornik, rozwodnik z przeszłością i inne, nie mniej barwne). Rzekoma przyjaciółka okazała się zwykłą, pazerną na cudze pieniądze świnią, do tego mało rozumną.

Sytuacja z wybuchową kanalizacją względnie opanowana. Jakoś zaczyna się wszystko układać. Aż tu pewnego dnia, wybija ze zdwojoną siłą. Dosłownie parę minut później dostaję wiadomość na facebooku. Treść jakże patetyczna, jakże wzruszająca. I jakże (przepraszam) kurewsko nasycona manipulacją. Zachowując oryginalną pisownię, poprzez kopiuj- wklej, brzmi ona następująco:

Hej Agatko, pomijając czasy przeszłe, które nas wiele nauczyły. Z głębi serca przepraszając za słabość odczuwania i brak zaufania, które spowodował błędy, chciałbym Ciebie poprosić o przebaczenie. Głęboko wierzę, że Twoja osobowość w końcu eksplodowała pełnią wiary w siebie i niezależności w działaniu i myśleniu. Byłaś wspaniałą kobietą, jednak oboje byliśmy niedojrzali, ale mam nadzieję, że poprzez nienawiść do mnie której doświadczyłaś stałaś się dużo, dużo silniejsza. Z całego serca życzę Tobie wszystkiego dobrego.

Pierwsze: nie wierzę, kpina jakaś. Reakcja? No chyba cię pojebało, weź spierdalaj. Blokuję. Osobnik, który zjechał mi psychikę na długie lata, coś, co przyczyniło się do śmierci mojej najbliższej osoby (a w każdym bądź razie przyspieszyło jej drogę na tamten świat), coś, co próbowało mnie skłócić z kochanymi rodzicami, bratem i resztą rodziny, coś, co próbowało mnie zniszczyć, próbuje szukać punktu zaczepienia, dosłownie, jak kiedyś, pięć, sześć lat wcześniej. Nie wierzę w tą bezczelność. Nie ogarniam, jak można po takich rzeczach, czynach mieć czelność, by próbować nawiązać kontakt. Wiele jestem w stanie wybaczyć. Ale NIGDY krzywdy moich bliskich. NIGDY. Sorry Winnetou, dziewiętnastu lat już nie mam. Już tak durna nie jestem. Ciśnienie w górę, coś na uspokojenie i wyżywanie się na wszystkim wokół.

Z kanalizacją dalej problem, powoli, systematycznie ryzykując kretem, zaczyna wracać do normy. Ale jeszcze pewnie trochę potrwa…

Reklamy