Podwójne dno Niedziela, Kwi 14 2013 

Dna można dotknąć, można się na nie stoczyć, lub systematycznie iść. Można je osiągnąć, zostać tam i szukać drugiego dna- bo czasami dno bywa podwójne. Lec rzekł bowiem, iż kiedy znalazł się na dnie, usłyszał pukanie od dołu. A i nurka niejednego Rugie dno pochłonęło…

Depresja to powierzchnia położona poniżej poziomu morza. Tak mnie przynajmniej na geografii w szkole kiedyś uczono. Podchodziliśmy do mapy przy tablicy i prezentowaliśmy nasze, niejednokrotnie, intelektualne dno, wpadając przy tym w stany depresyjne.

Dno bywa bagniste, zamulone. Stąd wszak człowiek, który dotknął, nie wnikam już czym, dna omawianego, bywa nieźle przymulony i przeciążony życiem. Abstrahując już od odmiennego ciśnienia, niż na terenach wyżej położonych, na stan taki, psycho – fizyczny, składa się również znacznie zmieniona gęstość powietrza. Atmosfera zwiększa swoją objętość na centymetr sześcienny, a jakby tego jeszcze było mało, na dnie zbierają się wszelakie gazy cięższe od powietrza, włączając w to wszelkie pierdy i pierdoły, które poniżej pewnego poziomu stają się nadto uciążliwe.

Można podcinać sobie gałąź, na której się siedzi. Można też samemu wykopywać sobie dół. Masochista taki, częstokroć świadomość jego bywa ograniczona przez różnorakie czynniki zewnętrzne i wewnętrzne, lubi sobie jeszcze dokopać narzędziem, które służy mu poniekąd do owego kopania, a także dosypać się materiałem, w którym zwykł dziurę wiercić.

Można również długo stać na skraju takiego doła. Zastój w jednej pozycji powoduje zesztywnienie postaci, przez co łatwo takiego delikwenta, poprzez lekkie tknięcie popchać w dół. Desperat sam w nie skacze.

Dół ma znaczenie symboliczne, także w wierze zdominowanej przez piękny nasz kontynent (i nie tylko). Religioznawcą nie jestem, leniem za to, któremu nie chce się zagłębiać w tajniki odmóżdżających wyznań, wszak zdaję się, że na dole przesiaduje niejaki diabeł i smaży złe dusze.

Długotrwałe przebywanie w dole grozi dalszym zapadaniem się powierzchni, jak i tworzeniem się osypów. Przydatna będzie jakaś pomocna dłoń lub konsultacja ze specjalistą.

Tyle na ten temat, choć mogłoby być zdecydowanie więcej, ale mi też zdarza się mieć doła i właśnie takowego mam, więc z dołu dziękuję…

Kamienie wspomnień Piątek, Sty 28 2011 

Budujesz swój świat. Na fundamentach z poglądów narzucanych przez otoczenie, cegiełka po cegiełce doświadczeń, stawiasz obiekt. Czas jest zaprawą… W pewnym obmurujesz się tak, że nie widać cię już w ogóle… Masz takie jedno okienko, przez które każdy może zobaczyć tylko to, na co pozwolisz…

Tkwisz w tej twierdzy, masz ochotę wyjść. Ale mimowolnie się alienujesz, paraliżuje cię strach. Próbowałaś- ktoś tylko rzucił w ciebie kolejną cegłą, którą budowałaś swoją fortecę. Chciałaś żyć inaczej, ale paniczny lęk przed oddaleniem się…

Wyszłaś. Uśmiechnęłaś się. Uwierzyłaś w kilka kłamstw. Skąd mogłaś wiedzieć, że ktoś po prostu miał ochotę się zabawić? Zbyt długo tkwiłaś osamotniona, żeby wiedzieć, że ktoś może cię oszukać.

Pamiętałaś, byłaś olewana. Milczałaś…

Dobrowolnie, jako kompletny wrak człowieka zapukałam do drzwi. Płacę, aby ktoś pomógł rozwalić tę twierdzę. To nie jest planowane wyburzenie- dynamit i nie ma. Bum. Nie. Najpierw dach mojego schronienia. A gdy zaczął padać deszcz, to prosto na mnie. Bałam się go, teraz nie miałam już innego wyjścia, jak go doświadczyć. Potem ściany poszczególnych kondygnacji. Nie dość, że opady atmosferyczne, to i jeszcze wiatr, bo przegród nie ma, aby chronić… Czas na fundamenty…

Jestem mentalnie bezdomna. Widzę tylko ruiny swojej psychiki. Wiem, że muszę coś zrobić z gruzem. Wiem, że muszę od nowa zbudować sobie schronienie. Ale najpierw starannie je zaprojektować, zgodnie z własnymi normami.

Na zewnątrz nie jest tak źle, jak myślałam. Całkiem mi się tutaj podoba. Trochę czuję się samotna, ale na pewno mniej, aniżeli siedząc w tej wieży.

Wiem, że pewnie nigdy nie usłyszę słowa przepraszam od wielu osób. Wiem, że niektórzy nigdy się nie zmienią. I wiem też, że nie jestem winna czyichś dziwnych poglądów, zachowań, nabytego chamstwa…

Pewnie niejednej osobie dam jeszcze szansę, jeśli będzie potrafiła się przyznać i wyrazić skruchę. Już kilka takich postaci na nowo zawitało w moim życiu…

Życie nauczyło mnie egoizmu. Nie mam już ochoty uchylać nieba osobom, które na to nie zasługują, a później obrywać piorunami z chmur. Dlaczego ja mam pamiętać o kimś, kto nie pamięta o mnie? Dlaczego mam być miła dla kogoś, kto jest chamski dla mnie? Dlaczego mam się starać o kogoś, kto nie stara się o mnie? Dlaczego ktoś ma podejmować za mnie decyzje, skoro nie umrze za mnie?…

Pajrat drogowy cz.3 Wtorek, Gru 14 2010 

Jedziesz, bo musisz. Bo życie cię zmusza. Ręczny zaciągnięty, ale ty twardo do przodu. Stan techniczny coraz gorszy. Jedziesz klekotem na resztach paliwa…

Benzyna zaczyna ci nagle śmierdzieć. Droga śliska jak cholera, kolców na oponach nie ma, a przydałyby się. Przyczepność- pożal się Boże. Ale jedziesz.

To nie adrenalina. To próba rozpędzenia się, chociaż hamulec trzyma. Chcesz osiągnąć większą prędkość. Ale coś się zablokowało. Chcesz zagadać, pogadać, wszystko naprawić. Ale do warsztatu daleko. Albo mechanika brak.

Płynu w spryskiwaczu już dawno zabrakło. Szyby tak zalane łzami, że nic nie widzisz, tylko jakieś zarysy. Jeździsz tam, gdzie nikogo nie ma- przynajmniej nie potrącisz. Odcinasz się od świata.

Oleju w silniku coraz mniej. Jak i w głowie- wszystko piszczy, skrzeczy.

Zakładają ci blokady na kołach. Twardo je rozwalasz i ruszasz dalej. Podróż coraz bardziej męczy, ale nie chcesz się zatrzymać. Tankować też nie chcesz. Sam zapach przyprawia cię o mdłości.

W końcu trafiasz na jakiegoś kierowcę z linką holowniczą. Pomaga ci dotrzeć do warsztatu. Mechanik kosztuje, ale zanim będziesz gotów przejść pomyślnie przegląd techniczny, dużo czasu upłynie.

Diagnoza nie zaskakuje… Oddajesz się w ręce mechanika od głowy i twardo szukasz po pokrywą komory silnikowej latających części, dotąd niewidocznych. Wygrzebujesz śrubkę, dokręcasz ją na swoje miejsce. Wygrzebujesz kolejną, zastanawiasz się, od czego ona jest i ją dokręcasz. Albo wymieniasz.

Zastanawiasz się, co się dzieje na twojej drodze. Jak tam inni podróżni. Chcesz spytać, ale nie chcesz nikogo zatrzymywać- każdy ma przecież swoją trasę, swoje cele. Nie chcesz nikomu wchodzić pod koła, przecież może potrącić i odtrącić, a ty tylko nabawisz się kolejnej kontuzji psychicznej. Cicho siedzisz i masz nadzieję, że to ciebie ktoś zatrzyma, chociaż na chwilę. Ale sam się boisz- już raz, albo i więcej razy przeżyłeś wypadek…

Piekielne gały cz.2 Wtorek, Gru 14 2010 

Strach ma wielkie oczy, trochę wyłupiaste i przekrwione. Popękane naczynka krwionośne na żółtych białkach wywołują trwogę i uczucie dyskomfortu. Jest obleśny i już na sam jego widok po prostu odrzuca. Taki horror mentalny na żywo.

Zagląda z boku, obserwuje. Czujesz go, ale nie widzisz. Jest. Intuicja podpowiada. Kroczysz szybciej, chociaż bardzo niepewnie. Idziesz do przodu, co chwilę oglądając za siebie. To już nie chód. To trucht. Pełna gotowość do ucieczki. Strach wychodzi zza rogu, chwyta cię i ciągnie. Wyrywasz się. Naprzód!

Chociaż strachu już nie widać, dalej coś ci podpowiada: uciekaj! Idziesz inną drogą niż zwykle, żeby zgubić niepewność. Potwór czai się za rogiem. Biegniesz! Dookoła pełno ludzi, przyglądają się. Patrzą, jak ten strach. Ale ty ich widzisz. Jego nie. Nagle zjawia się na horyzoncie. Biegniesz! On za tobą. Widzą to, wszyscy dookoła to widzą, ale nikt nie reaguje. Jedni zdziwieni, inni obojętni, jeszcze inni ubaw mają. A ty umierasz z przerażenia, resztkami sił w upalny dzień uciekasz.

Biegniesz między drzewami, w nadziei, że go zgubisz. Na ławkach siedzi młodzież i się przygląda. Ktoś spaceruje z psem. Kolumna dzielnych żołnierzy na pobliskiej drodze. Nagle strach cię dopada i ciągnie cię w krzaki. Drzesz się w niebogłosy. Kolumna idzie, nie zwraca uwagi. Chłopcy na ławce tylko się przyglądają. Tylko jakiś staruszek z owczarkiem spuszcza swego pupila ze smyczy i krzyczy: Bierz go!

Obrzydzenie. Obrzydzenie do siebie, swojego ciała. Obrzydzenie do ludzi. Strach dalej siedzi w głowie. Boisz się, gdy ktoś się do ciebie zbliża na odległość bliższą niż półtora metra. Drżysz z przerażenia, gdy ktoś chwyta cię za ramię. Nie możesz patrzeć w lustro. Nie wiesz co robić, gdy przygląda ci się ktoś płci przeciwnej. Automatycznie odwracasz oczy i udajesz, że nie widzisz. Chcesz odwzajemnić uśmiech, ale uciekasz. Boisz się. Strach ciągle jest, pomimo, iż wydaje ci się, że sobie z tym poradziłeś. Nie pamiętasz. To nie dotyczyło ciebie, to ktoś inny to przeżył. Unikasz ludzi. Niby starasz się żyć normalnie, ale coś jednak jest nie tak.

I któregoś pięknego dnia ktoś pomaga ci przypomnieć to sobie. Przeżywasz to jeszcze raz. Teraz rozumiesz, co jest nie tak…

Nienawidzisz. Szczerze nienawidzisz. 😦

.

TO JEST HISTORIA, PISANA METAFORĄ. ŻEBY NIE BYŁO CZEPIANIA SIĘ. MOJA HISTORIA, POMIĘDZY WIERSZAMI.

%d blogerów lubi to: