Czasami w życiu tworzy się bajzel. Gromadzą się śmieci, niepotrzebne rupiecie, aż któregoś dnia człowiek potyka się i upada. Czasem się potłucze, czasem się połamie. W końcu wstaje i zaczyna sprzątać.

Coś na miarę świątecznych porządków. Wyrzucić wszystko, zwłaszcza to, do czego było się przywiązanym. Nie ma co rozpaczać, odczepiając kulę od nogi. Potem pościerać ten kurz w zakamarkach pamięci, wyszorować porządnie swoją drogę i można iść dalej.

Pięknie poczyszczone lustra ukazują prawdziwe, wesołe odbicie. Idzie się po tej wypolerowanej ścieżce, na każdej półce alfabetycznie poskładane pamiętniki. Nowy rozdział. Brzmi cudownie. Pusta kartka, jeszcze nic nie nabazgrane, jeszcze nie pochlapane mieszanką kawy i łez. Tak pięknie zarysowuje się przyszłość.

I nagle bach! Jakiś duch z przeszłości wkrada się pod łóżko ciemną nocą. Znowu mąci i miesza w głowie. Rozwala wszystko dookoła. Egzorcyzmy? Tak, to się wzięło pod uwagę. Ale nie chce się tego ducha przepędzić. A on bałagani, miesza, gra na emocjach i wprowadza jeszcze większy nieład…