Możesz włożyć mnie między bajki. Ale nie w prozę. Chcę być napisana wierszem. A najlepiej, żeby była to ballada…

Pojawiam się znikąd. Taka moja natura. Jak Cygan wędruję przez świat. Od najmłodszych lat. Przychodzę i odchodzę- nigdy nie wracam. To moja złota zasada. A jednak i ją złamałam. Bo zasady dla zasady łamię. Chociaż raz, by zrozumieć ich sens.

Widzisz w moich oczach jasne płomyki. Widzisz uśmiech na mojej twarzy. Ale ja mam dwie twarze. Jedną dla siebie i bliskich, drugą- dla świata. Ty widzisz tylko tą drugą. Jeśli objawiłam ci tą zagubioną, to znaczy, że z jakiegoś powodu ci zaufałam. Nie muszę go znać- ty też nie. Nie wszystko musi być logiczne.

Gubię się w czasoprzestrzeni. Nie wiem, ile wiosen już tutaj jestem. Czuję, że istnieję od zawsze. Jednocześnie każdego poranka na nowo zaczynam życie. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość- czasem dochodzi do istnej dyfuzji zdarzeń i się gubię. Czasem ktoś podaje mi dłoń i wyciąga z tej mieszanki. A czasami, w samotności, wkraplam kilka gorzkich łez, dodatkowo psując smak. Biada temu, co w danej chwili spróbuje ten wywar.

Jestem jak dziecko. Nigdy nie dorosnę i nigdy już nie będę próbować. Mówię to, co myślę. Jestem naiwna i wierzę w ludzi. Nawet w tych, którzy mnie zranili… Zawsze daję drugą szansę. Trzecią- wyjątkowo. Rzadko. Zachwycam się spadającymi płatkami śniegu i odbijającym się w nich światłem ulicznych latarni. Mienią się złotem i koją poszarpanymi uczuciami. Lubię wyjść w nocy na miasto i rozkoszować się jego spokojem. To jedyna taka pora…

Lubię odrywać się od rzeczywistości i szybować między chmurami moich myśli. Tylko czasem przybierają kolor zwiastujący burzę. I takie pioruny przedzierają moje niebo. Ale po burzy zawsze wychodzi słońce. A czasem nawet tęcza się pojawia.

Czasami się zapominam. Czasami robię głupie rzeczy. Czasami mówię za dużo. Ale nie żałuję- nie myli się ten, kto nie robi nic. Przynajmniej próbuję, wykorzystuję szanse, które mi zsyła los…