Facet to świnia, głosi naczelne feministyczne hasło. Równouprawnienie- czyli baba ma być twarda jak facet, nie ma prawa okazywać uczuć, rozczulać się, ma być ambitna i iść po trupach do celu… Każdy facet jest z założenia zły, ma nierówno pod sufitem… Ale właściwie to skąd te stereotypy?

Ideał faceta uzależniony był od epoki. W wiekach średnich wystarczyło trochę blachy dopasowanej do sylwetki, kilka mądrych haseł, waleczność, piękne tradycje i szacunek. Mężczyzna zabiegał o względy kobiety, ślubował jej wszelkie wartości… Tak przynajmniej głoszą poematy. Nidzie nie mogłam się jak dotąd doszukać wśród dzieł średniowiecznych bajkopisarzy o rycerzach korzystających z usług prostytutek podczas wypraw wojennych, więc przyjmijmy, że dodatkową cechą takiego faceta była wierność.

Przeskoczmy trochę do przodu. Romantyk. Konrad Wallenrod, Kordian i inni waleczne, nieszczęśliwie zakochane samce. W imię miłości odbierali sobie życie, mordowali kochanków, wykazywali osobowości psychopatyczne. Głosy z zaświatów nakazujące działać w określony sposób świadczyły o epidemii schizofrenii.

Łup do przodu. Nie zatrzymujemy się. Wojna. Tu faktycznie dzisiejsze rodzynki (?) były chlebem powszednim. Szedł na wojnę, pisał listy, nie bał się okazywać uczuć. Oblicze śmierci dodawało mu odwagi w tak trudnych (?!) dzisiaj aspektach codziennej egzystencji (po co dzisiaj powiedzieć komuś, że się coś do niego czuje, a ile to odwagi trzeba w sobie mieć, żeby Boże broń się nie ośmieszyć!- słowo może przecież zabić).

A dzisiaj? Hm… Dużo obserwuję. Facet to świnia. Też tak myślałam, gdy pierwszy raz ktoś, z kim byłam,  mnie uderzył czy zdradził… Też tak myślałam, gdy ktoś zabawił się moimi uczuciami… Ale może dzięki temu otworzyłam oczy- są jeszcze inni. Zadziwiające, jak wielu mężczyzn współcześnie reprezentuje archetyp rycerza, romantyka czy wojownika. Szkoda tylko, że to starają się ukryć to pod mentalną zbroją. Trafiłam na świnię? Trudno. Jedna świnia chlewu nie czyni 🙂