Śmierć nie oznacza końca. To tylko kolejny początek, jakich wiele, po każdym końcu. A życie tak zostało skonstruowane, że gdy zamykają się jedne drzwi, otwierają się drugie. Dlatego tak niebezpieczne jest stanie w przeciągu, czy- jak kto woli, w miejscu.

Nie rozstajemy się na zawsze. Kiedyś zobaczymy się jeszcze. Kiedyś- może za dziesięć, może za dwadzieścia, a może za sto lat. To nie ma znaczenia. W fizycznym świecie przez większość życia jesteśmy niewolnikami czasu: cykli dobowych, pór rocznych. Żyjemy na Ziemi, jesteśmy połączeni z naturą. Nasze ciało jest jak każde inne- roślina usycha, płatki kwiatów więdną i opadają, a nasza skóra się marszczy. Ale rośliny zostawiają po sobie nasiona, z których kiełkują następne. Tak samo człowiek przedłuża swój gatunek.

Życie w fizycznym to największy dar, jaki można otrzymać od natury. Coś, co zostaje dane komuś na własność, co każdy może wykorzystać, jak chce. W końcu należy tylko do niego, choć tak mało ludzi zdaje sobie sprawę z tej oczywistej prawdy. Ci, którzy rozumieją tą najbardziej prozaiczną i dziecinnie prostą sprawę, wybijają się ponad tłum. Ich wyjątkowość to pasja, to nieliczenie się z czasem i jego ograniczeniami. Ich życie trwa subiektywną chwilę, ale chwila ta zostaje zapisana na kartach dziejów ludzkości.

Nikt nie ma prawa rozporządzać czyjąś własnością. Nie może uzależniać swojej własności od innych. Ta własność jest materialna, a wszystko, co materialne, kiedyś się kończy. Życie fizyczne można stracić w jednej chwili, jak majątek w czasie kryzysu gospodarczego.

Nie można przez kogoś zniszczyć sobie życia. Tylko przez swoje nieumiejętne decyzje. Zdanie to także własność, każdy ma swoje i może w każdej chwili je zmienić, ukształtować nowe. Nikt z zewnątrz nie musi się z nim zgadzać.

Ktoś mnie tego uczył przez dwie dekady. Podprowadziła pod drzwi dorosłości i odeszła, bo jej przygoda na Ziemi się skończyła, zaczęła nową. Ktoś mnie teraz uczy tego na nowo. Ale i ta osoba odejdzie. A właściwie ja od niej- ona mi tylko wskazuje możliwości, drogę wybieram sama.

Mam coś, czego nikt mi nigdy nie odbierze. Cudowne wspomnienia: chwile, które tak szybko przeminęły, kiedy naprawdę żyłam, wedle własnego widzi-mi-się. Wspomnienie osoby kochającej bezinteresownie, do której potrafiłam zwiać na drugi koniec Polski, mając zaledwie 20 zł w portfelu (ale uparłam się i dojechałam do celu, po paru perypetiach… ale to już jedna z tych historii, gdzie stawiałam wszystko na jedną kartę i działałam, nie bacząc na jakiekolwiek przeszkody i konsekwencje…). Osobę, która nauczyła mnie tego, co głosi Coehlo od kilku lat: kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości, chociaż pisarką nie była, tylko cudowną kobietą, która jak każdy popełniła kilka błędów. Osobę, która wspierała każdy mój pomysł, nawet najbardziej szalony, dawała motywację, choć sama trzęsła się ze strachu (gdy wybrałam się na wycieczkę na inny kontynent, ale to też inna, dłuższa nieco historia), nigdy mnie nie hamowała, tylko pchała do przodu i nigdy nic za to nie chciała. Dla innych byłam małą wiedźmą, czarownicą, popieprzonym dzieckiem z ukraińską krwią, dla niej- całym światem, a ona moim, bez względu na to, jak oceniali ją inni. I taką ją zapamiętałam, tych wspomnień nic i nikt nie jest w stanie zmienić…

Bo życie jest tylko jedno i jedyne, co z niego zostanie, to tylko te wspomnienia. One są pewne, nikt ich nie może zabrać (nawet ten Niemiec, Alzheimer ;)- w podświadomości przetrwają).

Dni uciekają z prędkością światła. Wyciskam z każdej minuty, ile się da. Żyję. Zbieram wspomnienia, kolekcjonuję je. Staram się wszystkim cieszyć, nie wspominam złego, bo i po co, skoro to już minęło, nie wróci i w ogóle nie istnieje w teraźniejszości? Wykorzystuję każdą sytuację, bo jak to Szymborska przepięknie ujęła: nic nie zdarza się dwa razy. Zamiast siedzieć w sztucznie stworzonej rzeczywistości i lubić powszechnie przyjęte fobie  odezwałabym, ale nie chcę się narzucać, po prostu chwytam za telefon i dzwonię. Najwyżej oberwę po uszach, to tylko słowa…

Ostatnio wyłączyłam się na jakiś czas z pewnych stref życia, musiałam parę rzeczy poukładać, w tym między innymi ciuchy w szafkach i klepki w głowie. Wróciłam do starych pasji. Trochę trudno mnie złapać, bo albo zapominam telefonu, albo celowo go nie biorę, albo wyłączam i po kilku dniach przypominam sobie o jego istnieniu. Komunikatory włączam raz na jakiś czas, jak mam na to ochotę. Póki co, nie mam jakoś zamiaru tego zmieniać- kto ma mnie złapać, ten znajdzie sposób, a ja niespodzianki bardzo lubię ;).Jest coraz cieplej, drzewa nie straszą już nagimi gałęziami. Z tej okazji (bo jak jej nie ma, to się ją stwarza- ta dam!) życzę wszystkim korzystania z życia, oderwania się od stereotypów i pokonywania siebie każdego dnia- żeby codzienne poszerzać swoją piękną kolekcję wspomnień!

.