Wiele gatunków ryb płynie w górę rzeki, rezygnując z pożywienia, by tam złożyć tarło i zakończyć życie. Ikra niejednokrotnie staje się przysmakiem wybrednych, a rybie zwłoki odpływają z prądem- ich poświecenie, zdawać by się mogło (albo i nie?), poszło na marne. Misja życiowa, przedłużyć gatunek, zakończona. Wymagała wielu poświęceń (te żarełko…) i nadrybiej wręcz siły. Jak to powiadają- z prądem płyną martwe ryby. No, ale ryby (i dzieci, podobno) głosu przecież nie mają…

Prąd to zawsze prąd, i bohatera tknąć boleśnie może, jak pokazała Seksmisja. Płynięcie pod niego daje satysfakcję- w końcu to wysiłek fizyczny. Nie tylko kształtuje muskulaturę, ale pobudza przysadkę do produkcji endorfin, serotoniny i noradrenaliny. Pomimo zmęczenia, które prędzej czy później nastąpi, zadowolenie jest silniejsze. Nurt, a raczej kierunek doń przeciwny, hartuje, pozwala pokonywać swoje słabości i przeskakiwać swoją szanowną osobowość (albo przenurkować).

Nie ma chowania głowy w piasek jak te wielkie jajorodne. Co najwyżej pod wodę. A to bywa ryzykowne. Zaraz niedotlenienie, wyziębienie, hipertermia… i inne anomalia organizmu. I przejrzystość wszak może wiele do życzenia pozostawiać. Palnie się w jakiś kamień i już prąd uniesie…

Płynięcie pod prąd jest dość ryzykowne. Już sam wysiłek może dać w kość, a co dopiero, jak się przeszkody pojawią. To dopiero jest hardcore! Ominąć, pokonać… Rybka wyczerpana.

Różne są prądy i trendy. Niektóre rybki ślepo podążają, coraz szybciej, coraz intensywniej. I nagle kończy się woda pod płetwami. Oto wodospad! I na powietrze. Jasne, że to niezłe przeżycie, o ile się je przeżyje… Albo do morza… A w morzu fale i kołyszą na prawo i lewo. I łup! Rybka w sieci, będzie ugotowana. Albo usmażona. Tylko doprawić, przyprawić, wypatroszyć.

Ale można też z głową. Rybi móżdżek to nie ptasi… Zresztą, nie ten temat. Spokojna rzeczka, można się rozleniwić, rozkoszować chwilą, oglądać wszystkie wodorosty po drodze. Zachłysnąć się życiem i wszystkimi roztoczami w wodzie, odżywić organizm i cieszyć się, cieszyć!

Ale najlepiej chyba zahartować się, a potem rzucić się w wir życia, niech wyrzuci na spokojne wody. I płynąć, płynąć…