Powiadają, że lepiej nie dojadać, aniżeli się przejadać. Chociaż mówią też, że apetyt rośnie w miarę jedzenia…

Zbyt długa głodówka powoduje albo całkowitą utratę apetytu na życie, albo wilczy nań głód. Tak czy owak, zaburzenie gotowe. Głodny z przymusu rzuci się na pierwsze lepsze mięsko, nie bacząc, czy przeszło wszelkie badania gine… weterynaryjne, znaczy się,  i czy przypadkiem nie nosi jakiegoś siedliska bakterii, wirusów, grzybni bądź też pasożytów. Inaczej sprawa ma się z głodnym z wyboru. Taki co na diecie jest, na jadłospis niby patrzy, ale zachwyca się samym widokiem i zapachem. Bo tknąć to już nie.

Głodówka częstokroć jest następstwem przejedzenia. Przejedzenia, bowiem ciasteczka były albo bardzo dobre i apetyt wzrastał, aż pozostało tylko kilka okruszków i kąsać już nie było czego, albo- forma okrągła jak przekrój pierścienicy, jadło się, bo się było głodnym. Albo jeszcze inna opcja- ktoś do konsumpcji przymuszał, niczym świnię przed ubojem.

Doskonałą alternatywą dla głodówki i przejadania się zdaje się być zdrowa, zrównoważona dieta. Trochę słodkości, trochę pikanterii ( chlorek sodu, nie taki znowu zdrowy, zwłaszcza na otwarte rany), no i mnóstwo składników odżywczych. Zanim jednak wybierze się coś z jadłospisu, warto by zagłębić się w skład chemiczny potrawy. Żeby nie było, że trzeba będzie porządnie przysolić albo przypieprzyć, żeby to się w ogóle do czegokolwiek nadawało. A że w dobie fast foodów wszelkie śmieci dookoła, zadanie wydaje się być tym bardziej utrudnione. Jaka kuchnia, jacy kucharze, taka potrawa. A że w wielu kuchniach dzisiaj to raczej patelnie służą bardziej jako niezidentyfikowane obiekty uderzające, to nie najłatwiej o wykwintne danie. Jakby do tego jeszcze dorzucić coraz to powszechniejszy dostęp do modyfikacji plastycznych, to już człowiek naprawdę zaczyna się zastanawiać, czy nie wcina na śniadanie woreczków foliowych, których funkcja powinna być zupełnie odmienna, a miejsce ich w obiektach latających z pasażerami.

Hołd i honor tym, którzy od razu wiedzą, jakie smaki preferują. Niekiedy tak się zachwycą aromatem i oddziaływaniem na kubki smakowe jakiejś potrawy, że konsumują ją do końca życia, pomimo kuszących różnorodności, dostępnych na wyciągnięcie ręki. Inni, szczęścia tego nie mający, zwykli degustować wiele smaków, nim odkryją, który zaspokoi ich zmysły i potrzeby. I nie chodzi tu o degustację z supermarketu na promocji, choć i takich coraz więcej.

Z wiekiem homo sapiens wykazuję już znacznie większą wybredność, jeśli chodzi o potrzeby, zarówno fizjologiczne jak i estetyczne. Już nie pierwsza młodość, trzeba uważać, czy coś nie zaszkodzi. Młode to się tam szybko zregeneruje, u starszego to już nieco gorzej. Chociaż dzisiaj, jak już wszystko takie sztuczne, to i u młodszego nie lepiej…