A gdyby by tak zniknąć, zapaść się pod ziemię? Zmienić miejsce pobytu, tożsamość, wygląd. Zacząć wszystko od nowa, ze starymi doświadczeniami i wiedzą z nich płynącą? Kto by nie chciał?…

Żadnych telefonów, żadnych listów poleconych, żadnych wiadomości na fb. Żadnych przypadkowych spotkań z nieprzypadkowymi osobami, żadnego pukania do drzwi. Czasami wyłączam wszystkie urządzenia elektroniczne i udaję, że nie istnieję. Przynajmniej dla innych. Ot, owijam się kocykiem, ciepła kawka z mlekiem, szkicownik lub książka. I ja. Tylko ja. I czasem wpada do głowy myśl, żeby się od wszystkiego odciąć raz na zawsze.

Przez lata wiążemy supełki. Nie każdy chce się od razu roplątywać. A później to już zwyczajnie się nie chce i nie widzi się takiej potrzeby. Ot, było, minęło, baj baj. A potem, jesiennym wieczorem, pomiędzy upierdliwym, acz słodkim, miauczeniem kota i wrzaskami bijących się koszatniczek o pierwsze miejsce w kółeczku nachodzą takie myśli- co by było, gdyby ciocia miała wąsy (acz są i takie, które mają). Takie trzaśnięcie w głowę poplątanym sznurem.

Jesienna chandra? Może, gdzieś pomiędzy bombardowaniem serotoniny w słoneczny dzień, zastrzykami adrenaliny na szczecińskich ulicach i ciszą nocną, która tak rzadko wita, gdy egzystuje się w centrum betonowej dżungli.

Jeździ się to tu, to tam, styka z różnymi środowiskami. Kółko wzajemnej adoracji na warszawskich salonach, słodko uśmiechający się celebryci do obiektywów aparatów, paparazzi bombardujący światłami, że padaczki idzie dostać. Siedzę, popijam Martini, obok mnie Mateusz Damięcki z dziewczyną i się pytają, jak się bawimy (notabene- pokaz mody Cold Love Mariusza Przybylskiego- długa historia, jak się tam znalazłam-  a potem siebie na zdjęciach z portalów plotkarskich). Rozglądam się dookoła, jeszcze do końca nie wiem, co tutaj robię, odpowiadam. Jednorazowe wejście może i przyjemne w taki światek, ale co za dużo, to i świnia nie zje. Szczerząca się do wszystkich panna, co z gołym tyłkiem gdzieś tam pozowała, połykająca wzrokiem każdego reportera jak panienka z agencji towarzyskiej męskie klejnoty i wymachująca torebką od Louis Vuitton. Ale to taka chwila, gdy wtapiasz się w towarzystwo i jesteś zupełnie inną osobą, nikt nie pyta cię o żadne egzystencjalne problemy. Chwila oderwania.

A gdyby tak oderwać się na zawsze? Wylecieć gdzieś do Australii, zaszyć się wśród wiecznie naprutych misiów koala, wdychać miłą woń eukaliptusa. I zacząć swoją historię od nowa. Bo czasu się nie cofnie, a nawet, gdyby się cofnęło, to i tak popełnimy dokładnie te same błędy co kiedyś. Bo cofamy się do pewnego etapu młodzieńczej głupoty i niepohamowanego apetytu na robienie gaf. Bo życie to nauka. A każde miejsce to szkoła. A ja już chcę skończyć ten etap edukacji…

Reklamy