Parcie przy zaparciu Sobota, Lip 2 2011 

Zaczyna się niewinnie. Taka mała presja, goni- jak nie czas, to gdzieś, w każdym bądź razie uparcie w jakimś celu. Liczy się szybkość, im większego człek rozpędu nabierze, tym większe ryzyko bolesnego zaparcia… I zaczyna się zabawa z siłą tarcia…

„Jeżeli ciało bez żadnej przeszkody porusza się na płaszczyźnie poziomej, to ze wszystkiego, co poprzednio obszernie zostało wyłożone, wynika, że ten ruch jest jednostajny i nieustannie trwający” (Galileo Galilei). Sęk w tym, iż ciało ludzkie to wznosi się na szczyty, to zalicza glebę, albo zakopuje się po uszy w jakimś dole. Zalicza wyżyny i niziny, sięga gór, popada w depresje – a równiny epizodyczne i na dodatek siła tarcia spowalnia jego pęd (acz nikt wszakże nie powiedział, iż samo tarcie nieprzyjemnym być musi ;)). W tym rozbudowanym ciele zasada bezwładności nie obowiązuje, tu zawsze działa jakaś siła- jak nie wyższa, to ta z półki i pobudek niższych…

Stało się. Ciało, dotąd poruszające się płynnie jak kupka niemowlaka w jego malutkich flakach, napotkało na przeszkodę. Nie aż tak istotne jej gabaryty- zatkało się i nawet kret, ani inny ssak nie pomoże. Zaparcie w natarciu.

Najpierw spokojnie, by sytuację opanować. Głęboki wdech, mocne parcie i… od nowa. Aż do skutku, aż wyrzuci się z siebie ciało obce. Długotrwałe zaparcie prowadzi zazwyczaj do wyparcia w głębsze partie. A wtedy to się dopiero zaczyna heca.

Szukamy wygodnego miejsca, by się oprzeć. Bez podpierania ściany, pokusa zbyt silna, przegroda nie wytrzyma.  Natarcie na przeszkodę zaczynamy od natarcia miejsca narażonego jakimś środkiem przeciwbólowym (przezorny zawsze ubezpieczony, jak rzekła to podobno pewna blondynka… nakładając prezerwatywę na świeczkę). Zakładając, iż moment bezwładności jest proporcjonalny do przeszkody, a tak opiewa nam wspaniała, a jakże, mechanika techniczna (ble), potrzeba mocnego bodźca fizycznego, by wprawić wspomniane ciało obce w ruch. Nie można wszakże założyć także, iż tor ruchu  będzie prosty i przejrzysty, siła tarcia służyć będzie do przetarcia szlaków.

Gdy już przeszkoda zostanie usunięta (pomijając aspekty i szczegóły , bowiem te do najprzyjemniejszych nie należą), pozostaje podetrzeć miejsce ewakuacji, usunąć niepożądany obiekt, dokładnie wytrzeć miejsce jego tymczasowego spoczynku. Jak już to się przejdzie, to docieranie (się) nie powinno już być większym problemem…

Gulasz z serduszek Czwartek, Lu 17 2011 

Słowo błogosławieństwa na początek: jeśli ktokolwiek chce się doszukać jakiejkolwiek aluzji na swój temat, to może dalej nie czytać. Nie bawię się już w żadne durnowate gierki, nie jestem jędzą i nigdy nią nie byłam (no, może dawno, dawno temu- i NIGDY bez powodu), przepraszam z góry wszystkie duszyczki z kompleksami za moją pozorną złośliwość- nie sądziłam, że większość osób kreujących się na szalonych świrów ma tak niskie poczucie własnej wartości- nigdy nie miałam nic złego na myśli. Jestem już na to ciut za duża :] I mam na to wszystko ciut wmanewrowane pomiędzy zwieracze okalające wejście do końcowej części jelita grubego. Wszelkie jadowitości, chamstwa, arogancje proszę sobie w to samo miejsce wsadzić, bowiem przede wszystkim  cenię sobie DOJRZAŁOŚĆ emocjonalną i umysłową. I nie odpisuję na jakiekolwiek wiadomości naszprycowane jak kurczak w śmietanie gówniarstwem, tudzież ani tutaj, ani na gg (WAŻNE), ani na skrzynce pocztowej, ani NIGDZIE. Kultura zawsze odzew u mnie ma. Ludzie, troszeczkę uśmiechu, jedna powieka w dół, aż takie to trudne??!! Dziękuję :] Ważniakom- poważniakom, przede wszystkim.

Wbrew opinii, nie kamienieje. Zgodnie z nią- nie rdzewieje, nawet stary. I się nie łamie, czasami co najwyżej pęka gdzieś w okolicy aorty, ale trochę nitrogliceryny i funkcjonuje dalej. Ta dam! Mięsień poprzecznie prążkowany serca.

Lepiej tego nie wyciągać z klatki piersiowej i na dłoni nie trzymać. Jeszcze spadnie w jakieś łajno i się upaskudzi. Poza tym, tak na wierzchu, to raj dla kieszonkowców, emocjonalnych popaprańców i sekciarzy bombardujących miłością. A nie daj boziu, to się składnikiem do gulaszu stanie i jakiś kanibal skonsumuje… Trzymanie serca na dłoni jest równie niebezpieczne dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Dla faceta zadrapanie tipsem może być równie bolesne, jak rysa na lakierze nowego Audi. W przypadku przedstawicielki płci ładnie nazywanej piękną, lekkie puknięcie narzędziem, zdawałoby się, naprawczym, może spowodować nadkruszenie lub całkowite roztrzaskanie się na kawałki. No, ale… z prochu powstałeś- w proch się obrócisz. Co najwyżej, gdzieś po drodze, jakimiś prochami się pofaszerujesz. Spokojnie- co nie zabije, to wzmocni (gorzej, jeśli zabije ;)).

Niektórzy to dopiero mają ciężko, zwłaszcza ci, co serce ze złota mają. A to złoto to srebro żywe- ciągle w ruchu, pompuje, czasem kłuje, czasem jakąś awarią zaskoczy. A złoto do najlżejszych wagowo metali nie należy, dźwigać taki ciężar w okolicach mostka- toż to gorsze, aniżeli silikony rozmiaru F. I kręgosłup się ugina, jeśli nikt w porę nie przytrzyma. A potem skolioza na życie całe, turnusy rehabilitacyjne i wkładki ortopedyczne.

Serce reaguje wyjątkowo intensywnie na chorobę autoimmunologiczną, zwaną powszechnie miłością. Nadwyrężone wysiłkiem, poza normatywem pracy potrafi zaszwankować. Włącza do akcji psychikę, symuluje narządy rozrodcze, gruczoły dokrewne i temu pokrewne. A gdy mu coś się odwidzi, reszta układu dalej w rozruchu. I jest kłopot. Złamanie podstawowych czynności życiowych, w slangu międzynarodowym zwane złamaniem serca. Reakcje wytężonej pracy CUN są niebywale łatwe do przewidzenia. Najpierw następuje załamanie, spowodowane nagłym odcięciem od dostawy serotoniny z przysadki mózgowej, która to wytwarzała ją proporcjonalnie do ślinianek i śliny się w nich produkującej, już na samą myśl o wybranym obiekcie. Potem następuje bunt, przelatywanie pierwszych lepszych panienek/ rzucanie się na ciasteczka. Następnie nieznośna lekkość bytu, bliżej opisana w powieści Kundery (btw. polecam!). W końcu pogodzenie, zobojętnienie. I koło się zamyka, wracamy do punktu wyjścia.

Intonacja głosu serca oscyluje pomiędzy gaworzeniem niemowlaka a studentem, którego próbuje się dobudzić po sesji/ imprezie. Za dużo oktaw to nie ma, ale przy odpowiednim aparacie słuchowym, dobrej znajomości jego gwary i wytłumieniu szumów logiki, da się zrozumieć, co ma do gadania. W dzisiejszych czasach, niestety, do gadania ma tyle, co baba na bazarze, ale czasami warto dać się ponieść w świat wyobrażeń i magii przezeń oferowany. Jego werbalna oferta, wbrew pozorom, jest niezwykle wartościowa, acz w skrajnych wypadkach przewartościowana.

Serce koliduje z mózgiem, przy jednoczesnej ich współpracy. Chwała tym, co naprowadzili te dwie fale na jeden tor, nie wywołując przy tym żadnego wyładowania atmosferycznego, spięcia i wybuchu systemu. Usilne pogodzenie praw logiki i serca, a kodeksy ich niebywale różnorakie, częstokroć prowadzi do konkretnego galimatiasu i wywołuje sporo hałasu o zwiększonej liczbie decybeli. W rezultacie można ogłuchnąć na rady jednego i drugiego, a do wegetowania w zakładzie zamkniętym na cztery spusty droga krótka (bo ktoś już podwiezie).

Awaria mięśnia sercowego przeważnie objawia się skłonnościami psychopatycznymi, bliżej nieokreślonymi (kwestie indywidualne). Nie można nie mieć serca. Można zaś mieć jego dysfunkcje.

.

A na deser gulasz z fotek, przy których mięknie serducho, bez rozgotowania 😉

źródło: http://xtraamazingpics.blogspot.com/2010/11/cutest-animals-ever-seen.html

Sztuka maskowania Czwartek, Kwi 30 2009 

Przedstawiciele różnych gatunków doskonale opanowały umiejętność maskowania się. Jedne mniej, drugie bardziej, inne metody stosują samice, inne samce…

Samiec pawia czaruje swym pokaźnym, wielobarwnym ogonem. Tym samym wabi samice w celu zachowania swojego gatunku. Kameleon wtapia się w otocznie, staje się obserwatorem.

W odróżnieniu od gatunku ludzkiego, pośród ptaków na ogół najbardziej pstrokate są samce. Samiczki upierzone są na jedno kopyto, takie szare, zwykłe… jak pospolite kury domowe. Samce dysponują pokaźną paletą kolorów. Silnie rozwinięte struny głosowe są dodatkowym ich atutem, niezwykle działających na ich ptasią próżność. Ale w końcu oddziaływanie to dotyka ptasiego móżdżka, a wobec jego niewielkiego rozmiaru, nie można mieć do tych zwierzątek jakichkolwiek pretensji. Inaczej sprawa wygląda z niektórymi gatunkami papug, gwarkami, krukami i im podobnymi, które wykazują już pewien iloraz inteligencji. Gwarki, kruki- niepozorne, czarne, niewyróżniające się z tłumu…

W gatunku ludzkim prym w maskowaniu wiodą samice. Najpopularniejszą metodą maskowania jest makijaż. Makijażem można podkreślić zalety, zamaskować wady. Oczy są zwierciadłem duszy. Od delikwentki zależy, czy zechce pozostać niezauważona, czy delikatnie podkreśli swoje wnętrze, czy też je zamaskuje. Zarówno pierwszy, jak i ostatni przypadek niesie za sobą pewne ryzyko. Ten ostatni, całkowita charakteryzacja, może sprawić, że przedstawiciele jej gatunku, a w szczególności samce, nie pokwapią się o głębsze spojrzenie, będą karmić swoje ego opakowaniem. Podobnie będzie z ustami- to z nich wydobywają się słowa. Subtelne podkreślenie dodaje uroku. Koloryzacja może okazać się metaforycznym dodawaniem barw opowieściom, które z tych ust płyną.

Można pokusić się o stwierdzenie, że gatunek ludzki jest analogiczny do ptasiego, tyle że odwrotnie proporcjonalny, jeśli chodzi o kwestie płci. Czy jednak aby na pewno? Samce człowieka na ogół stronią od „tapety”. Samice podkreślają, że barwią się dla własnego samopoczucia. Ale wiadomo, że samopoczucie to będzie lepsze, jeśli zwróci się na siebie uwagę samca. A samiec prędzej spojrzy na to, co barwniejsze. Kto więc jest tutaj próżny?

%d blogerów lubi to: